Ja cię wszystkiego nauczę!

Ja cię wszystkiego nauczę!Cześć. Jestem Karolina i nie tak dawno spotkała mnie bardzo ciekawa, i zupełnie niespodziewana rzecz. Przyjemności co prawda nie było z tego za wiele, ale podwaliny już są i liczę, że wkrótce zdołam wszystko naprostować, ustawić pod siebie, i zaznam wreszcie satysfakcjonującego spełnienia.

Jestem również zdecydowanie zbyt szczerą gadułą, o czym przekonacie się za chwilę, i podczas aktu język często mi się rozwiązuje… Wspominam o tym, żeby później nie było, że nie ostrzegałam!

Co więc takiego nadzwyczajnego się stało? Otóż:

Przywiązał mnie do krzesła!

Zupełnie się tego nie spodziewałam. Po cichutku zaszedł mnie od tyłu w momencie, gdy właśnie po długim orzeźwiającym prysznicu ubierałam bieliznę w pokoju dla gości, który wtedy zajmowałam. Złapał mnie za ramiona i… sama nie wiem, jak to się stało. Muszę przyznać, że byłam pełna podziwu dla jego sprawnych umiejętności. Rachu-ciachu i nagle siedzę zupełnie zaskoczona na rozchybotanym krześle, z kostkami przywiązanymi do jego drewnianych nóg oraz skrępowanymi nadgarstkami po obu stronach oparcia. Pomimo pośpiechu, nie pozwolił sobie na niedbałość. Moje więzy były staranne i mocne, ale nie ciasne. Pozwalały mi na naprawdę minimalną swobodę, pewnie nie chciał, żeby ślady zostały… cwany lis.

Musiał zasadzać się na mnie już od dłuższego czasu, gdyż jego plan wydawał mi się gruntownie przemyślany. Zawczasu przygotował cztery odpowiedniej długości kawałki grubego sznurka…, a także opaskę na oczy oraz… knebel! Wyczekał moment, gdy…, ale może jednak cofnijmy się nieco wcześniej, byście właściwie pojęli całą sytuację. Krótkie przedstawienie tła i kontekstu będzie w tym celu nieodzowne.

Rozchodzi się zatem oto, że to wcale nie była jego wina, tylko moja. Jak to co roku w wakacje, także i w tegoroczne przyjechałam do mojej kochanej siostrzyczki, jej męża i… ich wspaniałego syna, by spędzić z nimi kilka dni urlopu.

Skupię się wyłącznie na tym, co jest ważne dla niniejszej historii, czyli na moim stosunku i zachowaniu względem Michała, który, jak już wiecie, jest synem mojej siostry… a moim słodkim siostrzeńcem! Sama nie mam dzieci, nigdy nie miałam i może po części moje zachowanie było i jest tego wynikiem. A może po prostu, po ludzku jestem nieco, i nie boje się użyć tego słowa, pierdolnięta… no bo w końcu kto tak robi!?

Od zawsze dokuczałam młodemu, ale wyłącznie w przyjemny sposób. Zaskarbiłam sobie jego sympatię i, a wiem to z pewnego źródła, od początku lubił, gdy się u nich pojawiałam i często wypytywał: „A kiedy znowu przyjedzie ciocia?” Moje żarty i zachowanie oczywiście zawsze było stosowne. Rzecz się nieco zmieniła w momencie, gdy ukończył osiemnaście lat.

Był już dużym chłopcem, wydawał się dojrzały i jakoś tak częściej zdarzało mi się wpadać z wizytą do mojej siostrzyczki. Akurat tak trafiałam, że Michaś zawsze był wtedy obecny w domu, patrzcie no! Moje dokuczanie samo z siebie, rzekłabym, w naturalny sposób, nabrało więcej nieco mniej stosownych elementów… A to puściłam do niego słodkie oczko, a to uśmiechnęłam się miękko. Czasami niby przypadkiem sukieneczka mi się podwinęła i ukazała rąbek majteczek. Innym razem nachylałam się troszeczkę, niby przypadkiem, niechcący i w ogóle tego nie zauważając, i pozwalałam mu zerknąć w głęboki dekolt albo prosiłam, żeby wyjął mi coś z oka, że niby tam wpadło, w tymże samym celu. Michaś wydawał się nie zauważać, że robiłam to specjalnie, ale z pewnością był z tego zadowolony, nieraz dostrzegałam, że jego spodnie stawały się wtedy nieco przyciasne. W końcu jestem atrakcyjną kobietą, z szałową figurą. Do tego duży biust i siostrzeniec jest mój! Oczywiście zawsze pilnowałam się i działałam, tylko wtedy, kiedy droga była wolna i nie było świadków. Uważałam, żeby nie wpaść. No i chyba mi się udawało, bo siostrzyczka nigdy nic nie powiedziała, nie zabroniła też przyjeżdżać, a i Michaś musiał milczeć jak zaklęty, bo też nigdy nic nie wyszło na zewnątrz z jego strony. No, co poradzę? Zaczęłam fantazjować o moim siostrzeńcu. A ile wspaniałych orgazmów dały mi te pamięciówki i fantazje z jego udziałem… ale, ale… zagalopowałam się. Na czym to wcześniej skończyłam? A tak:

Siedziałam zakneblowana na krześle, rozmyślając, jak to musiał wyczekać stosowny moment, akurat, gdy jego rodzice wyjechali z województwa na dwa dni… mieli coś ważnego do załatwienia. Czy to był z góry zaplanowany wyjazd, czy też wypadł im w ostatniej chwili? Nie mam pojęcia. Czy Michał o nim wiedział wcześniej? Też nie wiem i nieważne.

- Widzimy się za dwa dni – powiedzieli. – A ty Karolina odpoczywaj, a Michał dotrzyma ci towarzystwa, tak świetnie się zresztą dogadujecie. – Przez chwilę miałam wrażenie, że może coś podejrzewają, ale to chyba tylko moje zamknięte w klatce na klucz sumienie starało się mnie oszukać. W każdym razie pojechali, a Michał… rzeczywiście dotrzymał mi towarzystwa.

Po starannym związaniu  mnie, a jakże – włożył mi do ust czerwoną kulkę knebla, który jak już wspomniałam miał wcześniej przygotowany, bym przypadkiem nie zawołała o pomoc. Phi! Tak, jakbym rzeczywiście potrzebowała pomocy… albo miała kogo o nią poprosić, nie? Później zasłonił mi oczy, tak, że nie widziałam kompletnie nic!

Jak ja uwielbiam ten moment, gdy spowija mnie całkowita ciemność i zostaję z nią sam na sam. Muszę wtedy polegać na moich pozostałych zmysłach, wytężając je i prężąc do granic możliwości. Mój słuch jest wtedy największym z moich sprzymierzeńców. Nasłuchuję każdego nawet najcichszego kroku, ruchu dłoni, szmeru… a nawet oddechu, z którego misternych wzorów wiele potrafię wyczytać. Uwielbiam, gdy mój kochanek… ano tak, bo wy jeszcze nie wiecie… Michaś nie jest moją jedyną… obsesją. Jestem niezamężna i raczej… ekhm… aktywna seksualnie, ale nie rozwiązła! Wracając jednak do sedna, to uwielbiam, gdy mój kochanek bawi się mną i próbuje oszukać moje zmysły, krąży wokół mnie niczym wygłodniały wilk (albo sęp), a ja nie mam zielonego pojęcia, kiedy się na mnie rzuci. Staram się przewidzieć jego atak, lecz wiem, że uchronić się przed nim nie zdołam… czasami ciśnie coś gdzieś, by tam skierować moją uwagę i zaatakuje mnie z przeciwnej strony. Uwielbiam skupiać się na ruchach powietrza smagających wtedy delikatnie moje nagie ciało. O, wtedy wiem, gdzie jest, albo na moment przed potrafię przewidzieć jego szturm… Ale chyba znowu za bardzo się rozmarzyłam.

Siedząc tak w milczeniu, taka „bezbronna”, pogrążona w mroku, skupiłam się na moim obecnym „oprawcy”, który już powinien wykonać swój pierwszy krok. Zaśmiałam się jednak w środku, bo w całej tej gorączkowej sprawie z wiązaniem mnie chyba zapomniał on, by najpierw do końca mnie rozebrać. Wciąż miałam na sobie czarny koronkowy stanik oraz odpowiadające mu majteczki dopełniające komplet.

- No to, co teraz zrobisz, skarbie? – Pomyślałam. – Rozwiązujemy, rozbieramy i od nowa zaczynamy zabawę? – Ech, niedoświadczenie…, ale co poradzić, chłopak miał dopiero dziewiętnaście lat… młode to, nieopierzone… jeszcze mleko pod nosem, ledwie spódnicę matki puścił, a już zapragnął porwać się na inną, sporo krótszą…, akurat tą, którą miał tak blisko siebie.

Zresztą sama w dużym stopniu przyłożyłam do tego rękę. Kusiłam, czarowałam, mamiłam. Musiał prędzej, czy później pęknąć. Ciekawe ile razy to on fantazjował o  mnie?

Nie jednak, żebym się skarżyła z powodu jego braku odpowiedniego doświadczenia. Tak, jako dojrzała, równo czterdziestoletnia kobieta również uwielbiam dojrzałych mężczyzn, przy których niewiele muszę się napracować i starać (ale nie oznacza to, żebym się przed tym broniła albo nie potrafiła odwdzięczyć). Sami biorą dokładnie to, czego chcą i wiele dają mi w zamian, ale jednocześnie kocham również takich młodych chłopców. Tacy to obchodzą się ze mną jak z jajkiem, traktują jak prawdziwą królewnę, ba… królową! Często są przy tym trochę nieśmiali, niepewni, często dopiero co wkraczający w ten magiczny, nowy dla nich świat. Sami do końca nie wiedzą, czego oczekiwać, co robić… a wtedy wkraczam ja, dojrzała, dostojna matrona i im to wszystko powoli, dokładnie i cierpliwie wyłuszczam. Rzadko kiedy trafiam na taką dopiero co wyjętą z małża perełkę, która bierze mnie odważnie i dziko…

- A zatem – cisnęło mi się wtedy na moje zakneblowane usta pytanie. – Jak to będzie z tobą, mój drogi? No i jak rozwiążesz tę drobną niedogodność z moją bielizną znajdującą się wciąż na mnie, do czego nie powinieneś dopuścić w pierwszej kolejności, hmm?

- Co? Co tam masz? Co!? Ani mi się waż, szczeniaku! – Rzucałam się dziko na krześle, niewiele mogąc zrobić. Poczułam, że młody odstąpił o krok, by mnie przypadkiem nie zranić. W dłoniach bowiem trzymał nożyczki! Słyszałam, jak kłapnął nimi chwilę wcześniej. – Po moim słodkim trupie! – Chciałam wykrzyknąć, ale knebel mi to skutecznie uniemożliwiał, tak że z gardła zdołałam wydobyć tylko jakiś niezrozumiały bełkot. Chłopak bez słowa złapał za materiał moich majtek, na moim lewym biodrze i odciągnął daleko od skóry. Ciach!

- Cholera – zaklęłam w środku i spuściłam głowę, tak, że włosy opadły mi na twarz, bynajmniej nie ze wstydu. Zrobił to samo po drugiej stronie i delikatnie (Pfff!) ściągnął ze mnie zrujnowane majtki, by zapewne nie obetrzeć moich wrażliwych miejsc.

- Moje triumphy, bandyto jeden! – Chlipałam cichutko w środku. – Niedawno kupione. Zapłacisz mi za to, kochasiu!

Stanika pozbył się ze mnie w podobny sposób. Najpierw ciach jedno ramiączko, później drugie. Następnie cyk zapięcie i siup na podłogę.

– Bywa – stwierdziłam i przełknęłam tę kosztowną stratę, dochodząc do siebie. Czasami trzeba ponieść takową w oczekiwaniu na coś przyjemnego. – Obyś był wart tego kompletu, ostrzegam cię!

- No, bierz się wreszcie do roboty. – Uniosłam dumnie podbródek w górę, milcząco wyzywając go, by pokazał, na co go stać.

Mhmmm… zaczął klasycznie, czułym całusem w policzek, romantyk jeden.

- Pierwszy punkt dla ciebie – Pomyślałam. – Może nie będzie tak strasznie. Co dalej? O tak, szyja. Szyja koniecznie! Szybkie cmok, cmok tu i tam. Ściśnięcie piersi, a jakże, odhaczone. Ej! Ale nie szczyp tak tego sutka, co on ci zrobił? Poczekaj, w swoim czasie zrobi się twardy, poczekaj żesz, mówię! Nie, nie drugi! Ech…! Jednak amator. To trzeba delikatnie i powolutku! Ściągnąłbyś mi z ust ten niepotrzebny gadżet, to bym cię odpowiednio poinstruowała.

Doprawdy musiałam powstrzymywać się przed zbyt dynamicznym podrygiwaniem na stołku, dławić jęki i stęknięcia, bo jeszcze by sobie pomyślał…, że niby tak mi przyjemnie było! A tak to może by zajarzył.

- Teraz brzusio? Tak, brzusio to lubi, rób mi tak, tu nie poczynisz żadnych szkód. Już? Tak szybko? No cóż, więc rozumiem, że lecimy dalej?

Zauważyłam teraz, że w swoim działaniu chłopak był nieco nerwowy i chaotyczny. Miał całą mnie na wyciągnięcie ręki, na całe cholerne dwa dni! Mógł się do woli delektować każdym centymetrem mojego seksownego ciała, uczyć, badać, eksperymentować. – Cholera, pozwoliłabym ci na wszystko! – A on jednak spieszył się, jakby mieli wrócić za dziesięć minut. – Zwolnij dzieciaku!

Nie słyszał.

- Gdzie tak pchasz te palce? Nie gmeraj tam, jakbyś chciał wydobyć drobniaki. – Teraz już nie potrafiłam się powstrzymać, podskakiwałam na tym chybotliwym meblu moich tortur, który skrzypiał przeraźliwie. – Położyłbyś mnie do łóżka, to by nam obojgu było lepiej, miałbyś dostęp do wszystkiego… ech…, chłopcze.

Chwilowo dał mi spokój.

- Przerwa? Tak szybko? Dobrze, chwila pauzy przed dalszymi katuszami dobrze mi zrobi.



- No i co? Poradnik z forów internetowych skończył się w tym momencie? Halo, ja tutaj marznę! – Poruszyłam się nerwowo i warknęłam, w nadziei, że załapie, o co mi chodzi.

- Rozwierasz mi nogi? Ooookej, nie będę się opierać, zobaczymy, co tam chowasz w zanadrzuuuu-u-u-u… Cunnilingus, czyli potocznie mówiąc lizanie cipki? Jesteś pewny, że czujesz się na siłach, żeby się za to zabrać? To potężne narzędzie może okazać się wspaniałym sprzymierzeńcem w jednych dło… ustach, zaś w innych może stać się bronią obosieczną… Och, moja cipka czuje, że podjąłeś już decyzję, więc niech tak będzie, wystawię ci ją nieco bardziej, żebyś mógł się popisać. O! Położyłeś dłonie na moich pośladkach i szarpnąłeś do siebie, tak, że siedzę teraz na samym skraju krzesła. Dobrze, jestem cała otwarta dla ciebie, daj tam czadu, młody!

Uniosłam nieznacznie brwi, gdyż sprawy wreszcie wydawały się toczyć powolutku we właściwym kierunku.

- Ach…! Czuję, że jednak mogą być z ciebie ludzie… - Pomyślałam z nadzieją.

- …gdyby tylko to nie trwało znowu tak krótko!

Warknęłam ponownie, niezadowolona ze zdecydowanie zbyt krótkiej pieszczoty!

- I tak nic nie czułam!

- A co to znowu? Dźwięk rozporka? Ach tak, więc uważasz, że skoro „sprawiłeś” mi trochę przyjemności to teraz twoja kolej, co? Czas na twojego bydlaka, hmm? Pewnie chętnie włożyłbyś mi go do ust, ale skoro jestem zakneblowana to sorry… i ręce też mam zajęte, he he.

Moim szóstym zmysłem poczułam nagle jakąś bliskość.

- Ano tak, kolejny raz nie doceniłam twojej pomysłowości – na hiszpana też można. W końcu ciocia ma idealne do tego atuty, które nieraz ukradkiem podziwiałeś… – Nasunęło mi się na myśl, w momencie, gdy poczułam, jak ścisnął moje piersi wokół czegoś podłużnego, miękkiego i bardzo gorącego. – Michasiu, czy to twój…?

- Czy ty właśnie naplułeś pomiędzy moje piersi!? A olejek to nie łaska? Albo jakikolwiek inny lubrykant? Dwója za przygotowania! – Lecz jemu nie w głowie były tak błahe rzeczy, bez pardonu zaczął jazdę!

- Tak, w ogóle to szepnąłbyś ze dwa miłe słówka, pomiędzy swoimi kolejnymi ruchami frykcyjnymi, co? Nie, twoje jęki i zwierzęce sapanie wcale nie są wystarczające.

Po niedługim czasie puścił moje piersi, które opadły swobodnie i zakołysały się lekko pod własnym, niemałym ciężarem. Z pewnością postanowił finiszować… na własną rękę, tzn. nie na rękę, tylko w sensie, że samodzielnie. Swoją drogą, długo to to nie trwało.

- Gdybyś mnie rozwiązał albo chociaż jedną moją dłoń, pomogłabym, tak z czystego serca. Ale nie, ty wolisz wszystko sam! Że niby wiesz lepiej.

- Ciekawe, gdzie zamierza…? – Zaczęłam się zastanawiać, ale szybko uzyskałam odpowiedź na moje niewyartykułowane pytanie. – A tak! Na cycki, wiadomo, najłatwiej trafić. – Poczułam gorącą szprycę trafiającą idealnie pomiędzy moje szczyty, a następnie drugą, która wylądowała na lewej piersi. Natychmiast do mojego nosa dotarł zapach nasienia mojego siostrzeńca, równie specyficzny, co zawsze i uwodzicielski. Trzecia struga trafiła na mój brzuch… czwarta… – Ojejku? Sporo tego. Ejże, możesz już skończyć. Kolejna!? Chłopie, ileś ty pościł? Wystarczy już, hej! – Rzuciłam się nerwowo.

- O tak, wreszcie długa chwila przerwy, czyli wystrzelałeś się, co? Co!? A tak, oczywiście, teraz wycierasz resztki spermy o drugi cycek, bo tylko ten jeszcze się ostał, nieostrzelany. Widzę, że nie bierzesz jeńców, mhmmm… Dużo filmów musiałeś się naoglądać, młodzieńcze, to tak przy okazji.

Mimo wszystko siedziałam jak zaklęta, nieco zaskoczona obfitością nasienia, jaką mnie uraczył. Chwila podziwu przedłużała się siłą rzeczy, bo teraz zupełnie nic się nie działo. Pewnie »stał« i napawał się swoim dziełem, malarz jeden. Poruszyłam się zniecierpliwiona i kompletnie niezaspokojona, podczas gdy jego sperma ściekała po moim rozpalonym ciele, w dół po moich piersiach i między nimi, znacząc drogę białym śladem w kierunku brzucha, po nim i kierowała się dalej, w stronę łona. Gdybym była chociaż troszeczkę zarośnięta tam na dole, zatrzymałaby się w tym miejscu, utknęła w gąszczu włosów…, ale nie byłam, nie, ani trochę i prawdę mówiąc, rzadko kiedy bywałam. Poczułam, jak gorące jeszcze nasienie powolutku zalewa moją chciwą, łaknącą tej lepkości cipkę, rozszerzyłam nogi najszerzej, jak tylko pozwalały mi więzy, by rozchylić moje płatki jak najbardziej…

- Cholera, chłopcze, torturujesz mnie swoją bezczynnością! – Jego sperma spływała po całej długości mojej szparki i zaczęła skapywać na siedzisko, kap, kap, kap. Wypięłam piersi i brzuch do przodu i wyginając się w ten sposób, starałam się zebrać moją szparką jeszcze troszeczkę tego cennego, gęstego płynu. – Chętnie bym go skosztowała, no ale musiałeś wsadzić mi do buzi coś innego, niż to na co naprawdę miałabym ochotę. Ojejku, tylko to wszystko rozmazałam.

- Co tak wciąż stoisz i nic? Zajmij się mną właściwie albo rozwiąż, do cholery, to pójdę się umyć i przy okazji sama dokończę! Zerżnij mnie wreszcie, tu i teraz, na tym rozchwianym stołku! Ach! Tracę zmysły!

Ale on niestety był nieugięty.

- Co to za nowe wrażenie, to pocieranie? I ten słodki zapach? Ooooch, kochany jesteś, postanowiłeś doprowadzić ciocię do porządku nawilżanymi chusteczkami. Mam nadzieję, że ci ich nie zabraknie. Sporo nabrudziłeś!

Po delikatnej toalecie usłyszałam, jak odchodzi na chwilę.

- Czy to już koniec? Wciąż nie czuję się zaspokojona!

- No tak, koniec. – Westchnęłam bezgłośnie, zawiedziona, gdy poczułam, jak rozwiązuje moje więzy, najpierw kostki, później nadgarstki. Poddałam się temu w spokoju z niejakim uczuciem pokonania. Później wyjął mi knebel z ust. Opaskę zdjął na samym końcu.

Zamrugałam kilkukrotnie, gdyż musiałam się przyzwyczaić do ostrego światła, które oślepiło moje wciąż wrażliwe jeszcze oczy. Dopiero po chwili mogłam wreszcie zogniskować wzrok na… Michał miał zaczerwienioną twarz, wyrażającą… no właśnie, co dokładnie? Winę? Ale jakąś taką z pewnością nieprzekonującą.

- Jestem tobą bardzo rozczarowana, młodzieńcze! – pogroziłam mu palcem i wstałam. Podeszłam do niego z surowym wyrazem twarzy. – Jak mogłeś tak postąpić!? – Pokręciłam głową ze zmarszczonymi brwiami. Jego pełna pewności siebie przez chwilę mina, mocno teraz zrzedła.

Moja maska złości na twarzy utrzymała się jednak tylko kilka chwil. Szybko przestałam się z nim droczyć w ten sposób.

Uśmiechałam się teraz.

- Tak mnie rozpalić i nie zaspokoić! – Objęłam jego głowę i przyciskając piersi do jego klatki piersiowej, szepnęłam mu do ucha – Ciocia będzie musiała cię nauczyć wszystkiego… krok… po kroku.

2 komentarze

 
  • fantasta

    fajnie było do momentu uwodzenia pokazywania niewinnych pieszczot, ale od razu sex bez delikatnego uwodzenia itp.; to za szybko

  • Avalonian

    @fantasta Dzięki :)

  • Gnom 22

    Świetnie się zapowiada dawaj dalej