Ależ droga na wesele 25

Ależ droga na wesele 25Marta leżała jeszcze przez długą, drżącą chwilę z policzkiem przyklejonym do zimnej szyby. Jej oddech był płytki i urywany, a para z ust rozmazywała się na szkle w nieregularne, wilgotne plamy.

Serce waliło jej tak mocno, że czuła je w gardle, w skroniach, a nawet w nabrzmiałych sutkach, które wciąż sterczały pod cienkim materiałem sukienki.

Spódnica była zadarta aż na samą talię, a koronkowe majtki zwisały porwane na jednym udzie. Między jej szeroko rozłożonymi nogami  – gorąca, gęsta sperma obu mężczyzn powoli wyciekała z jej nabrzmiałej, czerwonej cipki.  

Czuła każdy strumień: ciepły, lepki, ciężki. Spływał po wewnętrznej stronie uda, mazał się na siedzeniu i zostawiał mokrą, lśniącą plamę pod jej pośladkami.

Drugi osiłek – ten, który brał ją od tyłu – wciąż był w niej w środku. Głęboko. Czuła, że bardzo głęboko.
Pulsował resztkami orgazmu, jakby nie chciał jej jeszcze opuścić. Trzymał ją mocno za kark wielką, szorstką dłonią. Jakby po to, żeby dowodzić, że należy do nich...

– Jeszcze chwilę, mała… – mruknął jej prosto do ucha, gorącym, chrapliwym szeptem. – Niech ta sperma dobrze wsiąknie. Chcę, żebyś czuła nas w sobie przez całe wesele.

Marta jęknęła cicho. Nie była to skarga – raczej bezradny, gardłowy dźwięk, w którym mieszało się upokorzenie i nowe, zdradzieckie podniecenie. Czuła, jak jej cipka mimowolnie zaciska się wokół jego grubego kutasa, jakby sama nie chciała go wypuścić.

Pierwszy – ten gangus z przodu – zaśmiał się nisko i zapalił papierosa. Dym wypełnił wnętrze samochodu.

– Kurwa, patrzcie na nią… – powiedział z satysfakcją, patrząc w lusterko. – Jechała na wesele cała wystrojona, elegancka jak z żurnala. A teraz ma cipę pełną obcej spermy. Makijaż rozmazany, włosy potargane, a z pizdy jej kapie jak z fontanny. Idealna panna druhna weselna! Taki przypomniał mi się z wesela rym - "Ruchnę ci ja ruchnę, na weselu druhnę!" Ha, ha, ha! A ja nie musiałem kupować prezentu na wesele, żeby sobie dobrze ruchnąć! Ha, ha, ha!

W końcu powoli się z niej wysunął. Usłyszała głośne, obsceniczne plaśnięcie.  
Z jej pochwy natychmiast wypłynął gęsty, biały strumień – mieszanka ich nasienia. Marta zacisnęła uda instynktownie, ale drab złapał ją za kolano i rozsunął je z powrotem.
– Nie chowaj tego – warknął. – Chcę widzieć, jak z ciebie cieknie. Jak pieknie naznaczona jest twoja pizda!

Marta zamknęła oczy. Łzy wstydu spłynęły jej po policzkach, ale jednocześnie poczuła, jak jej łechtaczka pulsuje boleśnie. Była mokra. Nie tylko od nich – od siebie też. Jej ciało zdradzało ją w najgorszy możliwy sposób.

– Ja… ja nie mogę tak iść na wesele… – wyszeptała drżącym, ledwo słyszalnym głosem. – Proszę… dajcie mi chociaż chusteczkę…

Obaj mężczyźni wybuchnęli śmiechem.

– Chusteczkę? – powtórzył pierwszy, kręcąc głową. – Nie, lalu. Żadnych chusteczek. Masz iść tam dokładnie taka, jaka jesteś teraz. Z naszą spermą w cipce, z rozmazaną szminką. Możesz się wytrzeć co najwyżej naszymi kutasami! Ha, ha, ha!

Nachylił się i delikatnie, ale stanowczo ugryzł ją w płatek ucha.

– Wyobraź sobie… – szepnął. – Będziesz tańczyć pierwszego tańca z jakimś frajerem… a z twojej psity będzie powoli wyciekać nasza sperma. Będziesz czuła, jak spływa ci po udach pod tą elegancką sukienką. Będziesz się bała, że ktoś to zauważy. Że poczuje ten zapach. Że zobaczy mokrą plamę na kiecce, kiedy usiądziesz.

Marta zadrżała gwałtownie. Nowa fala gorąca uderzyła ją prosto w podbrzusze. Była przerażona. I jednocześnie tak podniecona, że prawie bolało.

– Dranie... Jesteście… jesteście okropni… – wyszeptała, ale w jej głosie jakby nie było gniewu. Był tylko drżący, żalosliwy ton, zdradzający jednak jej podniecenie.

Dresiarz włączył silnik. Samochód ruszył płynnie.

– Za parę minut będziemy na miejscu – powiedział spokojnie. – Masz czas, żeby trochę się ogarnąć… ale nie za bardzo. Chcę, żebyś weszła na salę właśnie taka – lekko rozczochrana, z rumieńcem na buźce i z naszą spermą cieknącą pięknie ci po nogach.

Mężczyzna pogłaskał ją po mokrej cipce, rozsmarowując ich nasienie po jej wargach i łechtaczce. Marta jęknęła głośno, bezwiednie wypychając biodra w jego dłoń.

– Czujesz to? – zapytał cicho. – To jest nasze. Przez całą noc będziesz nas w sobie nosić. I za każdym razem, gdy ktoś cię przytuli albo pocałuje w policzek, będziesz myślała tylko o tym, jak przed chwilą ssałaś dwa Kutasy. Dwa obce, wielkie kutasiory. No i jak brałaś je w siebie. I to bez gumki. W swojej słodkiej, ciasnej piździe. Rozepchanej jak worek! Będziesz się mogła pochwalić, że twoje cipsko przeheblowały najlepsze bysiory w okolicy. Jak powiesz "Byku" i "Kosior", to wszyscy będą wiedzieli o kogo chodzi. Już pare suczek miało testowane przez nas cipy... Wszystkie bez gumek... A jedna, taka sekretareczka, całkiem ładna blondyneczka, to chyba po nas ma pamiątkę... Ha, ha, ha! Ciekawe po którym?! Ha, ha, ha!

Marta oparła głowę o siedzenie. Zamknęła oczy. Czuła każdy centymetr ciała. Ale najbardziej czuła swoją szparkę. Czuła, jak powoli, leniwie spływa z niej nasienie, znacząc jej ciało i sukienkę.
Była przerażona tym, co się stanie, gdy wysiądzie z samochodu.
I nigdy w życiu nie była bardziej podniecona.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 977 słów i 5608 znaków.

3 komentarze

 
  • Użytkownik HankMoody

    W końcu Marta porządnie zeszmacona. Dla mnie najważniejsze w całym opowiadaniu jest ostatnie zdanie. Wskazówka co do tego, jak należy Cię traktować żebyś była zadowolona. Prawda, obspermiona laleczko?  :kiss:

    Wczoraj 10:08

  • Użytkownik Fantazyjny999

    Ciekawe czy się jeszcze spotkają

    Wczoraj 9:31

  • Użytkownik Fantazyjny999

    Uwielbiam podniecona panią profesor...

    Wczoraj 8:26