Po horyzont - Część 9

Skręcił raptownie, kierując wodny pojazd pomiędzy drobne wysepki. Musiał się oddalić jak najszybciej, już nie raz tak robił i do tej pory mu się to udawało. Jednak tym razem zbagatelizował sytuację, co mogło go kosztować wolność. Susan ledwo udało się podnieść, trzymała się kurczowo barierki, a pęd rozwiewał jej miedziane kosmyki. Gdy wypłynęli dalej, fale zaczęły coraz mocniej kołysać małym yachtem. Lucas obejrzał się za siebie, widział w oddali zarys motorówki. Zbliżała się niebezpiecznie blisko, niechętnie odwrócił się do Susan, patrząc na  nią wymownie.  
- Zejdź pod pokład i przynieś czerwony kanister, migiem!
- Nie będziesz mi rozkazywał! - oburzyła się, słysząc jego szorstki ton głosu.
- Rób co mówię, albo nas złapią!
Miała ochotę go w tej chwili zrzucić do spienionej wody, zapomnieć że kiedykolwiek istniał. Tyle chciała mu wygarnąć, ale zrozumiała powagę sytuacji. Ledwo łapiąc równowagę zeszła po stromych schodkach, ale nie mogła zlokalizować przedmiotu.
- Nie ma tu nic takiego! - wrzasnęła na całe gardło.
- Jest w rogu, do cholery jesteś daltonistką!?
Spojrzała jeszcze raz rozbieganym wzrokiem, miała już wracać z powrotem, kiedy zobaczyła coś purpurowego pod schodami. Chwyciła za kanister i wybiegła na pokład.
- Mam!
- Super, trzymaj! - rzucił w jej stronę pistolet z racą, który potoczył się tuż pod jej nogi.
- Co chcesz zrobić?!
- Nie ja, tylko ty. Zwolnię trochę, a na mój znak wylej zawartość za burtę i wystrzel w to miejsce!
- Ale jak …
- No dalej!
Yacht zaczął płynąć wolniej, a motorówka zdawała się być coraz bliżej. Rudowłosa podeszła na koniec wodnego pojazdu i zaczęła wylewać płyn do wody. Chciała wystrzelić racę, ale ręka się jej trzęsła.
- Strzelaj! Nie ma czasu!
Nagle nacisnęła spust i na wyczucie trafiła w smugę benzyny unoszącą się na fali. Zaiskrzyło, po czym pojawił się ogień i ciemny dym. Kierowca motorówki zaczął zwalniać, widząc przed sobą zapłon. Wtedy Lucas krzyknął.
- Złap się mocno, przyspieszam!
Susan chwyciła się barierki, kiedy znów poczuła we włosach pęd powietrza.  

Lawirując pomiędzy wysepkami, uciekli na otwarty ocean. Gdy oddalili się na dobre od lądu, oszust ustawił stały kurs na przyrządach nawigacyjnych, z ulgą puszczając ster.  
- Udało się! - zawołał uradowany niczym dziecko. - Susan? Halo ...
Szukał dziewczyny, ale nigdzie jej nie było.
- Gdzie jesteś ruda wariatko!? … Wypadła, czy co?
Nagle ujrzał rudowłosą wyłaniającą się spod pokładu, niosącą sporo butelek ze złocistym trunkiem.  
- Co robisz, chcesz to uczcić? Nie dasz rady tyle wypić sama …
Postawiła w ciszy jego skarby przy burcie i odkręcając zakrętkę jednej z nich, przechyliła butelkę, a zawartość zaczęła wylewać się do oceanu.  
- Nie! - zawołał, jakby tracił zrabowane złoto.
Rzucił się na nią, przewracając miedzianowłosą bez delikatności. Szarpał się z nią, ale sprytnie kopnęła pozostałe trunki, które wypadły niczym niepotrzebny balast, pozostawiając po sobie tylko głuchy plusk.  
- Zwariowałaś, wiesz ile to kosztowało?
- To i tak nie twoje! Nic do ciebie nie należy.
- A więc tak pogrywasz. - mruknął ponuro, podnosząc się na równe nogi.
Wbiegł do kajuty, zjawiając się po chwili z walizką w rękach. Zamachnął się, aby wyrzucić rzeczy rudowłosej do oceanu, ale ona wręcz rzuciła się na niego, pełna żalu i wściekłości. Chciał ją tylko postraszyć, jednak gdy wskoczyła mu na plecy, wypuścił cenny pakunek.  
- Jak mogłeś …
- Nie ja zacząłem, po co mnie szukałaś, nie czytałaś listu?
- Płyń po walizkę, słyszysz mnie? - odezwała się ponownie, widząc oddalające się pozostałości jej dawnego życia.
- Nie mam zamiaru.
- W porządku, sama po nie skocze …
- Nie, Susan! - zawołał przerażony, przyciągając ją kurczowo do siebie.
- Puść mnie!
- Tam są rekiny wariatko!
Nie wiedziała czy kłamie, czy specjalnie ją straszy. Niestety bała się sprawdzać. Po chwili puścił skołowaną rudowłosą, obserwując nieznajomą uważnie. Padła zrezygnowana na pokład, patrząc tęsknym wzrokiem za zniszczoną walizką. Nie pozostało jej nic, a na dodatek znów była zdana na łaski nieznajomego. Przypomniała sobie o kopercie z pieniędzmi. Zaczęła macać się w okolicy biustu. Lucas zaciekawiony nie spuszczał z niej wzroku, nie rozumiejąc co zamierza. Wtem wydobyła pomięte banknoty zza bielizny i od razu odetchnęła z ulgą. Spojrzała na niego ponownie, wachlując się pieniędzmi.  
- To mój cały dobytek. Odstaw mnie z powrotem na Florydę.
- To nie możliwe. - dodał z poważną miną.
- Czemu?
- Szukają mnie.
- To nie mój problem, umowa wygasła, nie pamiętasz? Żądam abyś mnie odstawił …
- Powiedziałem nie!
- Aha, porywasz mnie. Nawet nie wiem dokąd płyniemy, może chcesz mnie wykorzystać, a potem … z czego się śmiejesz, co w tym zabawnego? - spytała, widząc jak dusi się ze śmiechu.
- Jesteś ostatnią osobą, z którą chciałbym to zrobić, ruda wariatko.

Nagle coś ją podkusiło i wymierzyła mu policzek z otwartej dłoni. Zaczął się śmiać jeszcze głośniej, co jeszcze bardziej wyprowadzało Susan z równowagi. Zostawił skonsternowaną dziewczynę, schodząc do kajuty, wciąż nie przestając się głośno naśmiewać. Wbiegła tam za nim, zastając go z butelką rumu w dłoni. Musiał mieć spory zapas alkoholu, o którym najwyraźniej nie wiedziała. Pociągnął spory łyk, po czym wciąż uśmiechnięty od ucha do ucha zaczął ją omiatać wzrokiem.  
- Wiesz co mi udowodniłaś przed chwilą? Czy nie wiesz?
- Niby co? - spojrzała na niego mrużąc lekko oczy.
- Chcesz tego co one, przyznaj się. Widziałem jak na mnie patrzysz, gdy ściskałem Inez. Przy Cindy też nie byłaś sobą. Muszę cię wyprowadzić z błędu, nie podobasz mi się wcale. Nawet żebyś się przefarbowała na inny kolor, to ci nie pomoże. Zgrywasz dziewicę, którą z pewnością jesteś, bo żaden normalny facet by cię nie dotknął, a to boli cię najbardziej. - powiedział z lekkim uśmieszkiem.
- A ty chcesz wiedzieć kim jesteś? Zwykłym złodziejem, nieudacznikiem, alkoholikiem. Lecą na ciebie tylko dziwki, bo masz pieniądze i policjantki, które chcą cię przymknąć. Jesteś pustym, zadufanym w sobie dupkiem, który umrze w samotności. Albo nie, chyba że trafisz do więzienia, to tam zamiast kobiet, będziesz miał inne towarzystwo. Dobrze, że twoi rodzice odeszli, przynajmniej nie muszą się wstydzić, że wydali na świat …
- Dość! - krzyknął, a uśmiech zniknął z jego twarzy, niczym zachodzące słońce.
Chwycił Susan i siłą wrzucił do pomieszczenia, gdzie dawniej spała. Zatrzasnął drzwi z całej siły. Słyszała jak wychodzi na zewnątrz, a potem dźwięk tłuczonego szkła. Chciała płakać, łzy zbierały się jej w kącikach oczu. Przypomniała sobie co mówiła jej Inez, jak policjant ostrzegał przed kontaktem z przestępcą. Nie rozumiała czemu tak postępuje, jakby przy Lucasie traciła rozum, choć wcale nie było warto. Podeszła do zakazanego pomieszczenia, które skrywało mapy oraz sprzęt na wyprawy. Zostało szczelnie zamknięte. Wyjrzała przez malutkie okrągłe okienko na unoszący się i opadający horyzont. W oddali majaczyły ciemne chmury. Zmęczona położyła się na chwilę w łóżku. Zrobiło się cicho, przymknęła na chwilę oczy, po czym nie wiadomo kiedy zapadła w sen.

Obudziło ją mocne kołysanie, zerwała się z posłania i na nowo wyjrzała przez okrągły otwór. Nadciągała burza. Wyszła najpierw do kuchni, trzymając się stołu. Lucasa nie było, więc chciała wyjść na zewnątrz, ale gdy tylko uchyliła drzwi owiała ją mokra morska mgiełka z rozbijającej się o burtę fali.  
- Co się dzieje!? Lucas?
Ujrzała go siedzącego w małej kabinie, z mozołem łapiąc równowagę wkroczyła do środka. Nawet się nie obrócił, zajęty sterowaniem. Miał na sobie przeciwdeszczową kurtkę, a mokre włosy pobłyskiwały w świetle  lamp.  
- Dokąd płyniemy?
- Cholera! Sztorm się wzmaga …
- To już wiem.
- Muszę dotrzeć w pewne miejsce, nie odstawię cię na ląd.
- Jak to? Przecież mówiłeś, że nie możesz, bo cię złapią i …
- Teraz to nie moja wina, dziękuj pogodzie, że nie wrócisz do domu. Za wszystko nie da się mnie winić. - odparł obojętnym tonem, wciąż obserwując konsolę z radarem.
Susan zauważyła, że zbliżają się do jakiejś wyspy, ale nie była wcale duża. Wokół szalał żywioł, a fale zdawały się nie szczędzić na sile.  
- Muszę tam jakoś wpłynąć, ale skały … ominę je.
Na widok szalejącej natury dziewczynie przyspieszyło tętno. Płynęli do zatoki, zapadała noc, choć w trakcie sztormu i tak było już prawie ciemno.  
- Uważaj, rozbijemy się! - krzyknęła rudowłosa w panice.
- Cicho siedź do cholery, muszę się skupić.
Wtem yachtem mocniej zarzuciło i złapała go odruchowo, przytulając się do niego, niczym koala do eukaliptusa. Chciał ją zrzucić, ale nie mógł puścić steru. Z trudem udało mu się wpłynąć do zatoczki. Doskonale pamiętał to miejsce, tu chował się, aby pobyć w samotności przed światem. Wreszcie udało się zatrzymać statek.  

Wybiegł na zewnątrz, aby w ulewie zarzucić kotwicę. Wrócił po Susan i zaciągnął przemoczoną rudowłosą z powrotem do kuchni. Zamknął szczelnie drzwi, zdejmując kurtkę. Koszulka niestety również mu przemokła, gdyż urwanie chmury nie szczędziło nikogo. Zdjął mokry podkoszulek, rzucając go niedbale w kąt.  
- Chodź, dam ci coś suchego do przebrania. - powiedział obojętnym tonem.
Wodziła za nim wzrokiem, gdyż jedno mu musiała przyznać, dbał o kondycję fizyczną, a to odzwierciedlało się w dobrze wyrzeźbionych mięśniach. Z szafy wydobył kilka bluzek z krótkim rękawem, rzucając je byle jak na łóżko.  
- O, jest i twoja ulubiona. - dodał przekornie widząc czerwony t-shirt z napisem „sex instructor”.
- Chyba twoja. - dorzuciła kąśliwie, biorąc czarną koszulkę, która lekko wypłowiała od słońca.
Przebrała się w łazience, pamiętając, aby nie przekręcać za sobą zamku w drzwiczkach. Ręcznikiem suszyła mokre kosmyki.
- Jak pogoda się uspokoi, to odstawię cię na ląd. … Co ty robisz? - spytał widząc, jak dziewczyna upycha za wilgotny biustonosz banknoty.
- Tu nie zajrzysz, więc będę mogła spać spokojnie. Ponoć nawet nie chcesz mnie tknąć.
- Nie potrzebuję tej forsy, bądź spokojna, jeszcze ci dopłacę, abyś mnie więcej nie szukała.
- A skąd pomysł, że chcę cię szukać, co? - dodała krzywiąc się.
- Z tobą to nic nie wiadomo.
Wyszedł na chwilę, poczuła zapach pieczonego chleba. Głodna zajrzała do kuchni, widząc jak oszust robi sobie tosty, spojrzała na niego wymownie.  

Przestał przeżuwać kolejny kęs, podając jej kanapkę.  
- Trzymaj, bo nie zniosę tego wzroku.
Porwała mu jedzenie, czując się zdana na jego łaskę.  
- Może jestem zimnym dupkiem, ale jedzeniem się dzielę.
Gdy zaspokoiła głód, odezwała się ośmielona.  
- Mogę wiedzieć, tak z czystej ciekawości, wiedziałeś, że Cindy jest z policji, kiedy wy …
- A jak myślisz, ruda?
- Nie wiedziałeś, że śpisz z psem, dobrze myślę … Lucas …
- Chyba z suką. – dodał i oboje parsknęli prawie jednocześnie śmiechem.
Widziała szczerość w tym uśmiechu, nie udawaną, tylko taką prostą. Podał jej szklankę soku, próbowała wypić, ale wciąż krztusiła się, nie mogąc na niego patrzeć, aby ponownie się nie roześmiać.  
- Pójdę spać, rozłożę sobie hamak. - powiedział oddalając się.
Zajrzała do kajuty, i gdy obserwowała jak próbuje nieudolnie rozłożyć prowizoryczne łóżko, zaczęła mu pomagać. Gdy wszystko było już gotowe, spojrzał na nią ponownie. Poczuła jak zbliża się ku niej, jak zahipnotyzowana nie potrafiła się poruszyć. Chcąc się wycofać padła na hamak, a on razem z nią. Nie wiedziała jak to się stało, ale ich usta niczym magnesy przylgnęły do siebie. Ręce wędrowały po ciele jak niespokojne fale wzburzonego oceanu. Wtem usłyszeli trzask i wylądowali na podłodze. Spojrzeli na jeden z uchwytów, który został źle przymocowany. Lucas wstał szybko, chcąc poprawić hamak. Susan tymczasem czmychnęła na łóżko, zakrywając się szczelnie kołdrą. Obawiała się, że do niej przyjdzie, może nawet na to liczyła. Gdy światło zgasło, była prawie pewna, że się zjawi, chciała się nawet bronić, ale zamiast tego usłyszała tylko skrzypnięcie haków, a po chwili po pomieszczeniu rozległo się głośne chrapanie.

559 czyt.
100%144
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe i miłosne, użyła 2327 słów i 12757 znaków. Tagi: #miłosne #przygodowe

4 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 7 czerwca

    Susan staje się coraz bardziej niegrzeczna, ale wylanie alkoholu było równie odważnym wyczynem. Ciekawe jak daleko zabrnie z tą odwagą. Na razie strzelała do paliwa, oby nie musiała do ludzi.

  • AnonimS

    AnonimS · 1 czerwca

    Witaj wśród swoich . Pochrzanione losy dwojga rozbitków życiowych.

  • emeryt

    emeryt · 1 czerwca · 202091556

    Jednak z całą werwą powróciłaś do przerwanych (z przyczyn technicznych) opowiadań. A na dodatek Suzan ma tyle rozterek i przygód. Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 1 czerwca

    Suzan jednak coś w nim widzi dobrego.Poza cialem , oczywiście. Tylko na razie musi sobie wypić na odwage