Po horyzont - Część 14

Ciemność przeszył snop światła, który padał na egzotyczne liście, niczym poszukujący ich radar. Musieli się przemieszczać i to w miarę szybko. Rudowłosa czuła, że jej policzki są gorące, jakby stała blisko rozgrzanego pieca. Po omacku ruszyli przez zarośla, uciekając na drugi koniec wyspy. Zewsząd czuła zapach egzotycznych kwiatów, których w ciemności nie mogła dostrzec. Lucas wydobył małą latarkę, która częściowo pomagała omijać nierówności terenu.  
- Jeśli nie zdążymy, to … zostaniemy tu na długo. - odezwał się zdyszanym głosem.
- Super, tylko o tym marzyłam. - odburknęła, czując niewiarygodną presję.
Spodziewała się, że mały jacht prędzej czy później zostanie odkryty, a wtedy będzie dla nich za późno. Zarośla się przerzedziły i natrafili na skalne podłoże. Oszust zgasił pomocnicze źródło blasku, przytrzymując na chwilę dziewczynę.  
- Cholera, przeklęty reflektor. Na mój znak biegnij za mną, do tamtego głazu, tak szybko jak tylko dasz radę.
- Dobra, co innego mi zostało.
Czekał chwilę, aż nadarzy się dogodny moment i pociągnął za sobą Susan. Przebierała nogami, prawie potykając się o wystające zewsząd kamienie. Zdyszana schowała się za prowizoryczną kurtyną skalną, a brunet przyciągnął ją do siebie.  
- Dzielna jesteś. Trzymaj się mnie, to będzie idealnie.
- Do tej pory przez znajomość z tobą, o mało nie straciłam życia. - wycedziła, czując się jak w koszmarze, z którego nie może się obudzić.
- Wynagrodzę ci to … jakoś. - dodał ciszej, gdyż usłyszał w dali czyjeś nawoływania.
- Co się dzieje? - spytała, czując jak szybko bije mu serce.
- Za mną.
- Ale światła …
- Nie ma czasu. Musimy być pierwsi na statku. - dorzucił, nie zważając na jej uwagi.

Biegli do kolejnych skał, prawie dając się wykryć światłu, pochodzącego od kutra przemytników. Gdy drugi raz mieli zrobić podobny manewr, Susan potknęła się, a noga wpadła jej pomiędzy dwa ostre kamienie. Zawyła z bólu, nie mogąc się poruszyć. Lucas słysząc co się stało, chciał do niej dobiec, ale z przerażeniem zauważył w przebłyskach światła, że nadbiegają w jej stronę ich wrogowie. Nie chciał, aby ją pojmali, więc dobył za pistolet, zbliżając się ostrożnie.  
- Tam jest! - zawołał jeden z podejrzanych typów.
Rudowłosej przyspieszyło tętno, rozpaczliwie próbowała uwolnić nogę, niestety sprawiała sobie tylko tym jeszcze większy dyskomfort. Zupełnie jakby wpadła w sidła kłusownika w lesie. Jeden z nich już miał dopaść przerażoną i bladą jak papier Susan, kiedy Lucas wystrzelił w jego stronę. Pocisk odbił się od kamieni, wydając charakterystyczny dźwięk.  
- Ani kroku dalej, albo drugim razem nie chybię! - zawołał w desperacji, przymrużając lekko oczy, mierząc do napastnika.
- Lucas, kopę lat! - zawołał z ironicznym tonem wysoki przemytnik. - Odłóż tą pukawkę, zanim zrobisz sobie krzywdę. To nie twoja działka.
Brunet uśmiechnął się lekko, mierząc raz do jednego, raz do drugiego przeciwnika.  
- Daj spokój, to nie dziki zachód, dwóch nas nie trafisz naraz. Po drugie już nas widzą, zaraz przybędą posiłki. Skończ to! Jesteś trupem i ta wywłoka też.
- Nie koniecznie. - wycedził przez zęby, widząc, że pomimo wszystko, jeden z mężczyzn zrobił krok do przodu, sięgając ręką w tył.
Padł strzał i po chwili wysoki przemytnik chwycił się za stopę. Lucas zaczął mierzyć w drugiego.  
- Stopa to dopiero początek, mogę ci odstrzelić coś, bez czego żadna dziwka cię nie zechce. Ani kroku dalej, nie żartuję!
Widząc, że jeden wije się z bólu, próbując zatamować krwawiącą ranę, a drugi zastanawia się czy może on faktycznie nie żartuje, skierował się do dziewczyny.  
- Uwolnię cię.
Dla pewności strzelił jeszcze raz w drugiego, trafiając go w ramię, zanim ten zdołał się zorientować. Padł jak długi, wydając przenikliwy krzyk. Lucas korzystając odłożył na chwilę broń i niczym wytrawny ratownik, wydobył nogę rudowłosej, z kamiennych kleszczy.  
- Możesz stać?
- Ledwo, ale boli. - dodała po chwili, obserwując bandytów kątem oka.
- Dawaj, uciekamy, zanim tamci tu dojdą.

Ledwo skończył to mówić, poczuł jak czyjś ciężar przygniata go do zimnych skał. Trafiony w ramię przemytnik, zaczął go okładać pięścią. Wtem chwycił za broń, celując mu prosto w serce.  
- I co kasiarzu? Taki żeś był cwany? Mówiłem, to nie twój żywioł.
Brunet zrozumiał, że popełnił błąd, ale nie wiedział co ma czynić w tym momencie. Już chciał zrobić jakiś wywód, który miał go ocalić od napastnika, kiedy usłyszał świst. Kamień trafił w głowę wysokiego mężczyzny, a ten wypuścił pistolet z rąk. Lucas nie czekając na nic, kopnął w krocze z całej siły bandytę. Zrzucił go z siebie, dobywając na nowo śmiercionośny kawał metalu.  
- Dzięki, ruda. - dorzucił mimochodem, widząc Susan dzierżącą w dłoniach kamienie.
- Polecam się. Lucas uważaj, … ten drugi wstaje!
- Ja pier … - nie dokończył, gdyż ujrzał biegnących w ich stronę mężczyzn, wysiadających z łajby.
Pomimo zaskoczenia rudej, przerzucił ją sobie przez ramię i zaczął biec w stronę ich jachtu, ukrytego nieopodal. Gdy dobiegł do porośniętego gęstą roślinnością zbocza, aby znaleźć się szybciej na dole, zrobił ślizg, pociągając za sobą dziewczynę. Sturlali się na sam dół, czując jak drobne gałązki smagają ich ciała. Wpadli do wody z pluskiem, a potem wypłynęli, ciężko łapiąc każdy haust powietrza.  
- Prędko, to tam.
Wskazał na biały kadłub. Ledwo zdążyli się wygramolić na pokład. Oszust pomagał rudej wejść, widząc w jak podłym stanie jest jej kostka. Gdy tylko dopadł do steru, uruchomił silnik.  
- Kotwica! Szybko …
- Jaka kotwica?
- Do cholery, nie ruszymy, podnieść kotwicę, o tam!
Susan kuśtykając zbliżyła się do zabezpieczenia i linek. Wreszcie zorientowała się co ma robić i po chwili maszyneria mogła działać pełną parą. Czuła ruch i wiedziała, że to będzie bardzo ryzykowna ucieczka.  
- Trzymaj to! - krzyknął do niej brunet.
- Karabin? Nie uczyłeś mnie z niego strzelać?
- Jest odbezpieczony, do cholery! Nie odstrzel sobie czegoś, tam jest spust, tam masz celownik …
- A masz bazukę? - spytała niby żartem, ale nic nie odpowiedział.

Zaczęła nieporadnie kierować lufę w losowym kierunku, próbując utrzymać równowagę, na kołyszącym się statku.  
- Nie celuj we mnie, oprzyj sobie broń o skrzynki! - zawołał przerażony, gdyż to nie była zwykła patelnia, z której nie raz oberwał.
Powoli świtało na horyzoncie, ale ku zaskoczeniu oszusta, zbierały się w pobliżu ciemne chmury. Zwykle omijał burzę szerokim łukiem, ale tym razem postanowił zaryzykować. Ustawił kierunek na północ i drastycznie zwiększył prędkość. Goniący ich przemytnicy, byli coraz bliżej, prawie doganiając ich mały jacht. Nie mieli się gdzie schować.
- Lucas! Chodź tu, bo oni w nas celują!
- Nie mogę, fale są coraz większe, muszę pilnować steru!
Niebawem usłyszeli wystrzały, które przeszywały powietrze, trafiając w spienioną wodę. Wiatr się wzmagał, a w oddali błyskało się coraz bardziej. Susan ledwo utrzymywała równowagę, ale próbowała wycelować we wrogą jednostkę, która udawała rybacki kuter. Zmarnowała jedną kulę, potem drugą, czując mocne szarpnięcie.  
Brunet na chwilę wybiegł za zewnątrz, wydobywając coś z drewnianej skrzynki.  
- Co to jest?
- Pułapki. Będą musieli robić niezłe manewry. - uśmiechnął się do siebie.
- Jak przeżyjemy, to będziesz się spowiadał, nie dam ci spokoju, słyszysz?
- Celuj lepiej, a nie. - zrugał ją, ponownie zamykając skrzynkę.
Jakieś dziwne przedmioty unosiły się na falach, a kiedy jeden z nich dotknął burty kutra, rozległ się wybuch. Goniący ich przemytnicy zaczęli zwalniać. Potem zakręcili raptownie, ale wciąż podążali za nimi. Susan błagała w duchu, aby się znudzili, ale nic na to nie wskazywało. Sztorm się wzmagał z każdą chwilą, a bandyci zdeterminowani nie chcieli dać za wygraną. Zaczęło padać, najpierw lekko, a potem coraz bardziej intensywnie. Rudowłosa cała przemoczona, wgramoliła się do pomieszczenia, gdzie Lucas sterował jachtem, wciąż trzymając kurczowo strzelbę.  
- Oddawaj to! - krzyknął, widząc jak wymachuje niebezpieczną bronią.
- To co mam robić? Ale fajne te przyrządy, do czego to służy?
- Nie dotykaj! Szlag by to.

Odskoczyła jak poparzona, widząc strach w jego oczach, zapominając na chwilę o dokuczliwej ranie. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw, myślał, że odpłyną, przestaną ich gonić. Jednak miał zbyt cenny łup, żeby dali za wygraną. W oddali zobaczył coś, co go zmroziło. Z ciemnych chmur zstępował ku wodzie lej wirujący z ogromną prędkością. Nagle przed oczami jawiła mu się umierająca matka, ruiny domu i przeklęty złodziej, zabierający cenne rzeczy.
- Zawracamy. - zarządził poważnym tonem.
- Ale mieliśmy uciekać.
- Ruda, ten sztorm nas zabije, pomyliłem się.
- Oni nas też chcą zabić, zwariowałeś?
Nie odpowiedział, tylko zmienił kierunek, płynąc prosto na wrogów. Zdawało się, że oszalał, w jego oczach ciężko było szukać rozsądku. Jakby na chwilę przestał być odważny. Susan trzymała się kurczowo oszusta, próbując utrzymać równowagę. Wtem większa fala uderzyła w przemytniczy kuter, z którego pokładu zmyło jakiegoś mężczyznę do kotłującej się topieli.  
- Zginiemy!
- Nie, nie zginiemy ruda, uspokój się! - zawołał, choć sam wcale nie wierzył we własne słowa, ale chciał być przekonujący.
Lucas zaczął przepływać koło wrogów, którzy teraz walczyli z niestabilnym wodnym pojazdem. Rozpaczliwie próbowali zapanować nad żywiołem. Kątem oka zauważył kobietę, która wydała mu się znajoma. Czy to mogła być ona, czy to Cindy? Zadawał sobie to pytanie, kiedy Susan wtulona w niego, trzęsła się ze strachu. Poznałby ją wszędzie, tylko co robiła z jego byłymi współpracownikami? Wtem nieznajoma została wrzucona do wody, przez uderzający w nią hak na sieć. Puścił stery i jak oszalały chwycił za linę i koło ratunkowe.  
- Co ty wyrabiasz? Postradałeś zmysły?
- Trzymaj ster! Zaraz wracam!
- Lucas! Zaczekaj … nie umiem ...

Nie słuchał jej, tylko rzucił się na ratunek tonącej kobiecie, jakby nic innego się w tej chwili nie liczyło. Wcześniej przymocował linę wyciągarki trzęsącymi się dłońmi. Skoczył do spienionej wody, płynąc do poszkodowanej. Wokoło rozbrzmiewały odgłosy grzmotów, a błyskawice przeszywały niebo. Poszkodowana ledwo utrzymywała się na powierzchni, musiała mocno oberwać w głowę. Rzucił w jej stronę koło ratunkowe, nie protestowała, tylko skorzystała z pomocy. Jacht ciągnął ich oboje, a przymocowana do koła ratunkowego lina, zdawała się długo nie wytrzymać. Nie miał do pokonania zbyt długiego dystansu, więc zaczął się podciągać. Wreszcie wykrzesał z siebie siłę, aby wygramolić się na pokład. Przy pomocy wyciągarki zaczął holować kobietę, a gdy była już przy jachcie, zaczął ją wciągać z mozołem, a ona pluła słoną wodą. Jeszcze przytomną przytargał, wpadając jak oszalały do Susan.  
- Weź ją pod pokład, sprawdź co z nią!
- Co? A jak mnie zechce uszkodzić?
- Susan, pomóż jej! Ja muszę sterować, musimy się stąd oddalić.

Spojrzała na ledwo trzymającą się na nogach Cindy, której z czoła sączyła się stróżka krwi. Niechętnie zbliżyła się do niej, prowadząc ją po chybotliwym statku ku zejściu pod pokład. Ból w nodze dawał się we znaki, najchętniej zostawiłaby policjantkę na pastwę losu. Wściekła na oszusta, nie potrafiła ukryć pogardy dla Cindy. Czemu ją uratował, skoro nie wiadomo kim tak naprawdę była? A jak zechce ich zabić?  
Te i podobne wątpliwości nią targały, gdy prowadziła nieznajomą pod pokład. Gdy wreszcie dotarły, zatrzasnęła z hukiem drzwi. Szatynka doczołgała się do kuchni, cały czas łapiąc równowagę. Susan z szafki wydobyła patelnię, patrząc z nienawiścią na Cindy.  
- Odłóż to. - wydusiła nieznajoma, po czym upadła nieprzytomna na posadzkę.
Rudowłosa wypuściła z rąk kuchenny przedmiot, który upadł z brzękiem. Chwyciła za ręcznik, który przyłożyła do rany. Z lodówki wyciągnęła butelkę rumu, polewając alkoholem zranione miejsce. Cindy momentalnie odzyskała przytomność, krzycząc wniebogłosy.  
- Zamknij się! Mów kim jesteś …
- To skomplikowane. - dorzuciła - Masz może bandaż?
- Sama go potrzebuję. - syknęła, pokazując poranioną kostkę. - Pobiłaś mnie tam na statku, czy w policji tego uczą? A nie, przepraszam, u przemytników.
- Susan, słabo mi, naprawdę. - wycedziła, zaczynając blednąć na twarzy.
- O! A więc znasz moje imię, nagle się do mnie przyznajesz!

Kobieta osunęła się na posadzkę, rudowłosa wpadła w panikę. Co prawda nie lubiła nadąsanej nieznajomej, która kokietowała Lucasa, ale nie chciała mieć jej na sumieniu, o nie. Z mozołem ją podniosła i cuciła, uderzając ręką po twarzy. Na jedno miała okazję się odegrać, jednak w tej chwili nie na tym jej zależało. Wtem do kuchni wpadł Lucas.
- Co ty robisz do cholery, odsuń się!
- Zemdlała, chciałam …
- Nie znasz się na tym, wyjdź!
- Ale chcę pomóc …
- Odejdź, ruda wariatko, zanim ją zabijesz! Wynocha!
Poruszona i wystraszona nie na żarty, widząc wręcz nienawiść w jego oczach, wpatrywała się jak pomaga nieznajomej. Był dla niej tak delikatny, a jednocześnie stanowczy, wydobył z szafki apteczkę. Cindy wreszcie otworzyła oczy, a on opatrując jej głowę, robił to, jakby była dla niego najważniejsza. Susan poczuła się nieważna, w jednej chwili coś w niej pękło. Zdenerwowana wyrwała mu apteczkę i zabrała drugi bandaż. Nawet się w jej stronę nie obrócił, tylko nadal patrzył na poszkodowaną z kutra. Rudowłosa nieudolnie opatrzyła ranę na kostce, nie wiedząc co ma sądzić. Potem brunet zniknął, zapewne wracając do steru. Wzrok obu niewiast na chwilę znów się spotkał, zostały same, ale zarówno jedna jak i druga nie ufały sobie wcale. Teraz jednak siedziały bez słowa, czekając jak na zbawienie, aby oddalili się od przeklętego sztormu. Tylko co potem? Czy nieznajoma miała co do nich przyjacielskie zamiary? Rudowłosa miała poważne wątpliwości, za to Lucas zdawał się tego nie dostrzegać, co jeszcze bardziej ją niepokoiło.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2648 słów i 14695 znaków, zaktualizowała 28 sie 2019. Tagi: #przygoda #miłość

3 komentarze

 
  • krzys

    Jak zwykle świetne  :cool:

  • AuRoRa

    @krzys dzięki :)

  • dreamer1897

    Rudej poprawi się forma od tego biegu z przeszkodami. Współpraca damsko-męska podczas walki daje dobre rezultaty. No i Lucas wyrobi mięśnie biegając z Susan na ramionach. Wydaje mi się, że Cindy może być kimś szczególnym dla Lucasa :faja:

  • AuRoRa

    @dreamer1897 Ruda ma fitness a nic tak nie dopinguje, jak niebezpieczeństwo :) Lucas wyraźnie broni Cindy, oj Susan się z tego powodu nie cieszy ;) Pozdrawiam :)

  • AnonimS

    No proszę . Dwie rywalki tak blisko siebie. Pozdrawiam zestaw na tak.

  • AuRoRa

    @AnonimS dzięki za odwiedziny i komentarz :) Cindy i Susan to mieszanka wybuchowa :) Pozdrawiam