Po horyzont

Zapach kawy roznosił się po małym pokoiku, a przez uchylone okno wdzierały się nieproszone dźwięki dobiegające z ulicy. Poranny rytuał stał się normą dla właścicielki niewielkiej kawalerki, która w pośpiechu pochłaniała kolejna kanapkę, patrząc nerwowo na ekran komórki. Dochodziła szósta rano, musiała się spieszyć. Założyła na siebie krótką sukienkę, po czym zaczęła się malować, przeglądając się w lustrze. Upięła w kucyk miedziane kosmyki, uśmiechając się do odbicia w zwierciadle.  
- Susan, dasz radę, przedłużą ci umowę – odezwała się, chcąc dodać sobie otuchy.
Chwyciła za torebkę, wrzuciła do niej telefon, włożyła balerinki i sięgając po klucze skierowała się do wyjścia.  
Wreszcie zaczynała żyć na własny rachunek, do szczęścia brakowało tylko stałego zatrudnienia. Nie miała ochoty wracać z powrotem do małego miasteczka, gdzie perspektywy nie zachwycały dwudziestojednolatki, której życie dopiero nabierało tempa. W ostatniej chwili zdążyła na autobus, zajmując miejsce blisko kierowcy. Przejeżdżając drogą blisko oceanu, napawała się widokiem bezkresnej wody, w której odbijały się promienie wschodzącego słońca. Wreszcie dojechała na miejsce, wysiadając wraz z grupką pasażerów, którzy równie zaspani jak ona, szli niczym roboty po szarym chodniku.  

Niebawem dotarła pod budynek hotelu, którego białe ściany zdobił srebrny napis „Paradise”. Dla gości może to był raj, niestety nie dla niej. Westchnęła głęboko, zanim weszła służbowym wejściem. Przypomniała sobie jak starała się dostać na recepcję, ale odrzucono jej kandydaturę, pomimo znajomości kilku języków. Chcąc utrzymać się za wszelką cenę, przyjęła pracę pokojówki, wstydząc się przyznać do porażki przed rodziną. Już prawie trzy miesiące wywiązywała się z obowiązków, a niebawem miała mieć rozmowę z kierownikiem, od której miało zależeć jej dalsze zatrudnienie. Przebrała się w uniform i rzuciła się w wir obowiązków. Uwielbiała sprzątać w pokojach dobrze sytuowanych  gości hotelu, wyobrażając sobie, że to ona korzysta z tych udogodnień. Marzyła o lepszym życiu, uważając że małymi kroczkami i uczciwą pracą dopnie swego. Wtedy nawet nie przypuszczała, jak to zajęcie zmieni jej życie.  
Pakowała pościel na zmianę na wózek, kiedy kątem oka ujrzała przeciętnego bruneta w okularach przeciwsłonecznych, który wydawał się zachowywać podejrzanie. Rozglądał się nerwowo, ściskając kurczowo zawiniętą w rulon gazetę, kręcąc się tam i z powrotem po korytarzu. Gdy Susan weszła do kolejnego pokoju, otwierając go kartą magnetyczną, sięgnęła po komplet ręczników do wymiany. Miała dziwne przeczucie, że nie jest sama w pomieszczeniu. Na wszelki wypadek postanowiła się rozejrzeć. Weszła do łazienki, potem wyjrzała na balkon, ale nikogo nie widziała. Machnęła tylko ręką, myśląc że przesadza. Kolejny raz usłyszała skrzypnięcie drzwi, to nie mógł być przeciąg, postanowiła to sprawdzić. Zaintrygowana szarpnęła za klamkę, zamaszystym ruchem popychając wrota. Uderzyła nieznajomego bruneta, aż skulił się w pół.  
- Przepraszam – odparła, podchodząc zakłopotana do młodego mężczyzny, który wciąż miał przy sobie tę samą gazetę.
- Chciałaś mnie zabić niezdaro? Zgłoszę to gdzie trzeba. - oburzył się gość, zbliżając się do rudej dziewczyny.
- Nie, to niechcący, przysięgam, proszę nie składać skargi – błagała, a rumieńce zagościły na jej twarzy.
- Wariatka – rzucił pod nosem, odchodząc niepocieszony.

Gdyby tylko mogła, wygarnęłaby mu co o nim myśli, ale wizja zatrudnienia stała się silniejsza niż honor. Gdy odszedł odetchnęła z ulgą, zabierając się za pracę. Wtem sięgając do kieszeni z przerażeniem stwierdziła, że brakuje jej kilku kart, bez których nie mogła posprzątać pomieszczeń. Nigdy nie zdarzyło się jej nic zgubić, zrozumiała czyja to mogła być sprawka. Zaczęła szukać nieznajomego, chcąc odzyskać zgubę, ale na piętrze go nie widziała. Wyszła po schodach wyżej i przechodząc obok jednych drzwi, zorientowała się iż są lekko uchylone. Weszła ostrożnie do środka, w pierwszym pomieszczeniu nikogo nie było, już miała wychodzić, kiedy usłyszała brzęk z mniejszego pokoju. Wiedząc, że apartament powinien być o tej porze pusty, wpadła do środka oburzona. Zastała tego samego bruneta, w cienkich rękawiczkach, zabierającego kosztowności z misternie ozdobionej komody.  
- Ty … - chciała się wycofać, aby wezwać ochronę, ale nieznajomy zagrodził jej drogę, zakrywając usta.
- Cicho ruda, … nie widziałaś mnie – syknął.
Pokojówka przypominając sobie kurs samoobrony, na którym była z koleżanką, wywinęła się zwinnie z uścisku, zasadzając brunetowi solidnego kopniaka w klejnoty. Zwinął się w pół, aż część biżuterii wypadła mu z wewnętrznej kieszeni kurtki. Zaczęła krzyczeć, ale ponownie ją złapał, rzucając o miękką skórzaną sofę.  
- Uspokój się, do cholery – wydusił przez zęby, chcąc zatkać jej ręką ponownie usta, ale go mocno ugryzła.
Syknął z bólu, odsuwając się odruchowo, dzięki czemu potrącił stolik. Wielka zabytkowa waza wywróciła się, rozbijając na drobne kawałki. Susan nie chciała nawet myśleć ile taki przedmiot kosztował.  
- Przeklęta ruda … - dodał, a na myśl cisnęły mu się przekleństwa, ale usłyszał czyjeś kroki.

Ponownie odepchnął dziewczynę, wyskakując na balkon. Pokojówka zdziwiła się, gdy ześlizgnął się po balustradzie w dół. Nagle wbiegł do środka pomieszczenia pracownik ochrony. Susan wskazała na drzwi balkonowe, mężczyzna wychylił się ale nikogo już tam nie było.  
- Kto to był?
- Nie wiem, brunet w ciemnych okularach, uciekł przez balkon, ukradł coś  … nie wiem jak to się stało. - mówiła roztrzęsiona.
- Jak tu wszedł? - dopytywał nadal.
- Nie wiem, chyba ukradł mi kartę i …
- Będzie się pani tłumaczyła przed kierownikiem – odparł ponuro.  
Przez krótkofalówkę zgłosił incydent, a Susan kazano złożyć szczegółową relację. Wreszcie po nieprzyjemnych przeżyciach, musiała pójść do jaskini lwa. Kierownik czekał na nią w swoim gabinecie. Z bijącym sercem weszła do środka, mając złe przeczucia.  
- Pani Norton – zagrzmiał głos mężczyzny w garniturze – Powinienem panią obciążyć kosztami zniszczeń i utraconego mienia, ale ponieważ hotel jest ubezpieczony zdecydowałem inaczej.
- Nie chciałam, to był złodziej, nie zdawałam sobie sprawy … był dobrze ubrany i …  
- Dość. Zwalniamy panią w trybie natychmiastowym, to i tak zbyt łagodne traktowanie. Mamy nagrania z monitoringu, ewidentnie widać, że ten człowiek panią zmanipulował. Niestety musimy dbać o reputację hotelu.
- Błagam, proszę dać mi jeszcze jedną szansę. - odparła, robiąc minę zbitego psa.  
- Wyraziłem się jasno, proszę udać się do kadr po dokumenty i zdać służbowe rzeczy, albo się rozmyślę, a wtedy nie gwarantuję takiego dogodnego rozwiązania.

Ścisnęła kurczowo uniform w dłoni, po czym wyszła na zewnątrz zamykając za sobą ciężkie drzwi. Była wściekła na siebie, a jeszcze bardziej na oszusta, przez którego straciła jedyne źródło dochodu. Zanim znajdzie kolejną pracę, może nie mieć na czynsz, a za to co łotr ukradł, mógł balować przez dobre kilka miesięcy. Roztrzęsiona załatwiła wszystkie formalności, po czym chciała wracać do mieszkania, ale musiała jeszcze zrobić zakupy. Weszła do jednego z marketów, wrzucając kolejne produkty do koszyka, kiedy wśród ludzi mignęła jej sylwetka tego samego bruneta, przez którego spotkały ją  nieprzyjemności. Przyjrzała mu się dokładniej, lawirując między półkami, w istocie to był on, nie pomyliła się. Wychodził z zakupami, uśmiechnięty od ucha do ucha, sięgnął po telefon. Zaczął z kimś rozmawiać, gestykulując gorączkowo. Zostawiła wybrane wcześniej artykuły, wyszła tuż za nim, chowając się w tłumie przechodniów. Nie mogła stracić takiej okazji, gdyż mężczyzna mógł jej zniknąć z pola widzenia. Nie słyszała całej rozmowy, ale wybrane fragmenty.  
- … Bez obaw … uciekłem, jak zawsze … czy były kłopoty? Nie, tylko jakaś nadgorliwa, wredna, ruda pokojówka chciała mnie wydać. … nie groźna wariatka … mam fanty dla ciebie.
Nagle rozłączył się, zatrzymując się raptownie. Susan zdziwiona również zastygła bez ruchu, a tętno znów przyspieszyło niepokojąco.  
- Ruda … - wycedził przez zęby, zbliżając się do niej coraz bardziej.

Zaczęła biec przed siebie, wydobywając trzęsącą się ręką telefon z torebki. Wpadała na ludzi, nie wiedziała co się może spodziewać po nieznajomym, skoro potrafił kraść. Wybrała numer na policję, ale nie zdążyła go wcisnąć, gdyż mężczyzna wytrącił jej aparat z ręki. Zaczęła krzyczeć, a ktoś z tłumu zauważył, że mężczyzna ewidentnie się naprzykrza. Podszedł do niego wysoki szczupły chłopak, chcąc pomóc atakowanej. Odepchnął oszusta, a Susan skorzystała na zamieszaniu, zaczynając uciekać w stronę przystanku. Właśnie podjeżdżał autobus, z sercem na ramieniu wskoczyła do środka, nie wiedziała czy nieznajomy ją dogonił. Po południu panował spory tłok, mógł wmieszać się wśród pasażerów. Wreszcie dojechała na miejsce. Rozejrzała się dokładnie, czy przypadkiem nie ma w pobliżu oszusta, ale wyglądało na to, że go zgubiła. Odetchnęła głęboko, skołatane nerwy wciąż dawały się we znaki. Wytarła chusteczką pot z czoła i ruszyła do kawalerki szybkim krokiem. Kiedy znalazła się przed drzwiami, sięgnęła po klucze, ale za nic nie mogła ich znaleźć. Portfela również brakowało, nie wiedziała jak do tego doszło. Wtem drzwi drgnęły, osłupiała w momencie, gdy zobaczyła po drugiej stronie bruneta z hotelu.  
- Jak? Kiedy? - wydusiła tylko zaskoczona, a ten wciągnął ją do środka, zatrzaskując drzwi.
- Ruda, przeholowałaś. Nie lubię jak ktoś wchodzi mi w drogę. - odparł ponuro, ściągając okulary przeciwsłoneczne wymownym ruchem.

Sięgnął po portfel Susan, z którego wyciągnął jej dokument tożsamości, zaczął czytać na głos.
- Susan Norton, Tennessee … Erin? Co to za dziura? - zaśmiał się nieznajomy spoglądając z powrotem na skołowaną dziewczynę.
- Oddawaj! - zawołała odważniej, czując wzbierający gniew.
Wyjął komórkę, robiąc zdjęcie dokumentu, po czym rzucił rudowłosej dokument pod nogi.  
- Masz, nie jest mi już potrzebny, to tez weź. - odparł rzucając portfelem, z którego nic więcej nie zabrał. - … ale to zachowam – dodał pokazując obdrapany telefon, który wypadł Susan na ulicy przy szarpaninie.
- Złodziej … czego się mogłam spodziewać – mruknęła jakby do siebie.
- Znikam, ruda wariatko, … swoją drogą nieźle mnie urządziłaś, szczepiłaś się? - dorzucił pokazując ślad po zębach na ręce.
Chciała coś dodać, kiedy ponownie odezwał się dzwonek w jego telefonie. Odebrał wprawnym ruchem, bagatelizując sytuację.  
- Tak … już jadę … coś mnie zatrzymało … nie, nie poszedłem na dziwki – zaśmiał się do siebie.
Wtedy Susan skorzystała z okazji, czmychając do kuchni. Rozejrzała się nerwowo, po czym chwyciła za patelnię leżącą na kuchence. Schowała się za ścianą.  
- Gdzie jesteś ruda … - zdążył wydobyć z siebie młody mężczyzna, kiedy znienacka uderzyła w niego stalowa powierzchnia.

935 czyt.
100%154
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i przygodowe, użyła 2055 słów i 11672 znaków. Tagi: #przygodowe #miłosne

4 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 19 lutego

    Znająca sztuki samoobrony i w dodatku już bez pracy ale z przebiegłym charakterem Susan. No cóż zapowiada się ciekawie. I musiało boleć z patelni tak z zaskoczenia

  • AlexAthame

    AlexAthame · 15 lutego

    Czyli to pierwsza część? Na razie nic nie mogę powiedzieć.  

  • emeryt

    emeryt · 15 lutego · 202091556

    Droga Autorko, pierwszy odcinek jako wstęp bardzo mnie zaciekawił, w dodatku już chciałbym przeczytać następny. Dlatego moim życzeniem jest aby dobre muzy strzegły twojego talentu ku zadowoleniu twoich wdzięcznych czytelników, do których i ja się zaliczam.

  • AnonimS

    AnonimS · 15 lutego

    ciekawie się  zapowiada. Pozdrawiam