Po horyzont - Część 16

Odgłosy portu i przelatujących w pobliżu skrzeczących mew, mieszały się z gwarem ulicy. Susan obserwowała spacerujących przechodniów z pokładu małego jachtu, czekając na swojego kompana, który zbierał potrzebne rzeczy. Niebawem zjawił się i gdy ujrzała jego sylwetkę w świetle zniżającego się ku widnokręgowi słońca, uśmiechnęła się lekko.  
- Ruszajmy, zabrałem najpotrzebniejsze graty do plecaka. Jednak najpierw chcę odwiedzić pewną osobę.  
- A co jeśli Cindy wróci?
- Zabrała co chciała. Nie będzie miała odwagi ponownie się ze mną spotkać. - powiedział spokojnym tonem, podając miedzianowłosej dłoń, aby pomóc wejść na chwiejący się lekko pomost.
- Obyś się nie mylił. - dorzuciła z niedowierzaniem, jakby miała złe przeczucie.  
Ruszyli miarowym tempem wzdłuż promenady, starając się wmieszać w tłum turystów. Lucas zdawał sobie sprawę, jak cenny pakunek ma przy sobie. Chciał czym prędzej się go pozbyć, a potem miał w głowie plan, który zamierzał wcielić w życie. Skierowali się w jedną z bocznych uliczek, a potem szli labiryntem między budynkami. Oszust rozglądał się co jakiś czas, obawiając się, czy ktoś ich nie śledzi.  

Wreszcie zatrzymał się przed jedną z bram wejściowych, zwracając się jednocześnie do dziewczyny.  
- Posłuchaj mnie, zaraz wrócę, zaczekaj tu na mnie.
- Nie, chcę iść z tobą!
- Nie możesz. Nie chcę cię więcej narażać. Pomogłaś mi, chcę cię odstawić do domu, rozumiesz? - dodał, patrząc w jej pełne pytań oczy.
- Tu jest dziwnie, wróć prędko.
- Usiądź za tym kontenerem, obiecuję że po ciebie przyjdę, zaufaj mi.
Nie wiedziała, czy kolejny raz dotrzyma słowa, ale z wymuszonym uśmiechem spojrzała na niego raz jeszcze. Zniknął w bramie, więc schowała się tam, gdzie jej polecił. Pomyślała, że niedługo będzie po wszystkim. Znajdzie się wśród bliskich, będzie żyła normalnie, bez stresu o kolejny dzień. Czas dłużył się potwornie, w końcu zrezygnowana ujrzała go ponownie. Z poważną miną bez słowa pociągnął ją za sobą. Przyspieszyli kroku, zauważyła, że plecak jest częściowo opróżniony. Powoli się ściemniało, a światła miasteczka zapalały się z każdą chwilą. Lucas nie odezwał się słowem, ale wyglądał, jakby miał wytyczoną trasę, którą musi podążać. Zmęczeni dotarli pod turystyczny motel, który raczej nie zachęcał do zatrzymania się tam.  
- Co to za miejsce?
- Zanim wyruszymy, trzeba nabrać sił.
- Czekaj, przecież możemy pojechać autobusem, zdrzemniemy się trochę i …
- O co ci chodzi? Wyglądasz, jakbyś się mnie bała. Susan, spójrz na mnie. - odparł, chwytając ją w pasie. - Gdybym chciał cię skrzywdzić, to czy już wcześniej bym nie skorzystał z okazji? Obiecałem ci, że cię odwiozę, to dotrzymam słowa. Może jestem złodziejem, jednak dane słowo jest u mnie na wagę złota. Nie traktuję cię jak Inez, jeśli …
- Dobrze, nie tłumacz się, sama jestem wykończona. Ostatnie wydarzenia, ucieczki, wspinaczki, sam wiesz.

Uśmiechnął się i wkroczyli do środka budynku. Na dole krzątali się przeróżni ludzie, jedni ciemnoskórzy inni o latynoskich korzeniach. Znudzona recepcjonistka, odezwała się do nich, jednocześnie wciąż żując gumę.  
- Czego wam potrzeba?
- Chcemy pokój dwuosobowy, na dobę, płatne z góry gotówką.
Spojrzała w ekran starego zakurzonego komputera, po czym wzięła ze ściany klucze.  
- Został ostatni. - wycedziła obojętnym tonem. - Dokumenty poproszę …
Lucas podał swój dowód, zapewne fałszywy, gdyż widniało tam inne imię. Natomiast gdy kobieta chciała podobny dane od rudowłosej, nachylił się nad recepcjonistką, szepcząc jej coś na ucho. Zaśmiała się tylko pod nosem, po czym dorzuciła.  
- Nie wnikam, ale oby się żona nie dowiedziała.
- Na to liczę. - odparł z uśmieszkiem Lucas.
Rudowłosa chciała spytać o co chodziło, ale recepcjonistka, która wyglądała jakby pracowała tu za karę, podała mu klucze.  
- Drugie piętro, koniec korytarza … no i miłej zabawy.

Skinął jej tylko, ciągnąc za sobą rudą, która czuła się niezręcznie. Znaleźli się niebawem przed drzwiami pokoju, który gdyby mógł wyznać co się działo w tym miejscu, mógłby stanowić materiał na nie jedną książkę. Gdy tylko znaleźli się w środku i zamknęli za sobą wrota, Susan od razu się skrzywiła. Wydawało się jej, że na wyspie, gdzie spotkali Inez, panowały o wiele lepsze warunki. Ze ściany odchodziła farba, szafa wyglądała jak z targu staroci, a łóżko zostało mocno zniszczone. Mały wentylator nie działał, a niewielka łazienka, która stanowiła istny luksus w tego typu miejscu, wyglądała jak z poprzedniej epoki.  
- Co to za miejsce? - spytała przerażona, żałując, że nie udali się bezpośrednio na autobus.
- Nie możemy rzucać się w oczy, tu nikt nie zajrzy. To lokal trzeciej kategorii.  
- A co powiedziałeś tej kobiecie na dole? Przyznaj się. - dopytywała zaciekawiona.
- Szczerze?
- A jak, wal prosto z mostu.
- Wytłumaczyłem, że chcę z tobą zrobić skok w bok, bo moja żona jest zimna jak lód. Nie patrz tak na mnie, musiałem improwizować, nie wiem czy to łyknęła.
- Nie wystarczyło zwyczajnie udać turystów? Ta wścibska baba zechce jeszcze sprawdzić co robimy.
Lucas uśmiechnął się, patrząc na nią wymownie. Odłożył plecak, po czym podszedł do niej blisko, aż na chwilę struchlała.  
- Więc na wszelki wypadek … nie pozwólmy, aby się zawiodła.
Złapał ją w pasie, zaczął się nachylać. Miała ochotę jakoś mu się wyrwać, ale potknęła się o łóżko. Lucas padł razem z nią na zużyty przez czas mebel, aż sprężyny zaskrzypiały. Chwycił ją stanowczo za ręce, aby mu nie przyłożyła w twarz, składając namiętny pocałunek skołowanej rudowłosej. Gorąco przeszło niczym fala po całym jej ciele. Złapała się na tym, że wcale nie chce, aby przestał. Po chwili udało się jej go odrzucić, ale tylko po to, aby to ona położyła się na nim. Na jego twarzy malowało się zdziwienie, zapewne liczył na kopniak w czułe miejsce, bądź krzyk. Jednak Susan sama się nie poznawała. Całowała go zapamiętale, jakby na chwilę zapomniała kim jest.  

Nagle przeturlali się na skraj łóżka, upadając na podłogę. Lucas rozgrzany do granic możliwości, ledwo nad sobą panował.  
- Ruda, czy ty …
- Nic nie mów, nie psuj tego, zanim się rozmyślę.
Pochwycił partnerkę z podłogi i biorąc na ręce, zaczął nieść do małej łazienki. Sięgnął ręką pod jej bluzkę, przeszedł ją dreszcz, ale jakże przyjemny. Zdjęła mu bluzkę, a potem on zaczął ją pozbawiać garderoby, wciąż całując swymi gorącymi ustami. Gdy otulało ich tylko powietrze, zatracili się bez pamięci. Susan poczuła ciepły strumień wody. Zapomniała gdzie jest, świat wokół zniknął, zamknęła oczy, a potem wszystko zaczęło dziać się tak szybko. Oszalała, odeszła od zasad, poniosło ją. Kiedy oboje wreszcie przystopowali, a emocje zaczęły powoli opadać, czuła jak pieką ją policzki, a ciało przechodzi jeszcze ostatni dreszcz. Przez chwilę nie potrafiła spojrzeć mu w oczy, czyżby nie była sobą? Lucas zostawił ją na chwilę samą, widząc jaką ma minę. Doprowadziła się do porządku, potem i on skorzystał z łazienki.  
Ubrana w sukienkę położyła się na skrzypiącym łóżku, zwijając się w kłębek. Zjawił się niczym duch koło niej, przytulając rozgorączkowaną partnerkę do siebie.  
- Nie stopowałaś mnie, ruda. Nie ładnie.  
- Co za niespodzianka, prawda? Nie myśl sobie tylko …
- Nic nie myślę. Przy tym ciężko, ale … chyba cię … cholera, co ja wygaduję. Działasz na mnie jak dynamit.
Zaśmiała się, przypominając sobie co wcześniej mówił.  
- Taka ze mnie paskuda podobno, wredna ruda …
- Wierzyłaś w to co mówię? - spojrzał na nią, przysuwając do siebie.
- Wyglądałeś przekonująco. Wiesz, że nie wierzę w ani jedno twoje słowo, pewnie dlatego to się stało.
- Gdybym cię tak nienawidził, to zostawiłbym cię na pewną śmierć u tych przemytników, rozumiesz? Tylko ty przy mnie cały czas byłaś, choć ze mnie taki dupek, jak to ujęłaś.
Pocałowała go raz jeszcze, dając mu po tym prztyczka w nos.  
- Nie jesteś taki zły, za jakiego chcesz uchodzić. Przynajmniej dla mnie.
- Dzięki, ruda … Susan. Chcę z tym skończyć, to znaczy z kradzieżami.
- Dobra decyzja, choć czy potrafisz?
- Dam radę, jak inni mogą ...

Chciała coś jeszcze dodać, ale zauważyła, że brunet zaczyna przysypiać. Wtuliła się w niego, ją też zaczynał ogarniać sen, kiedy usłyszała szybkie kroki na korytarzu, a potem czyjeś stłumione głosy.  
- … To ten pokój, … już otwieram.
Zanim zdążyła zareagować i ocucić oszusta, do pomieszczenia wpadło kilku mundurowych, mierząc do nich z pistoletów. Lucas szybko wrócił do świadomości, ale nie mógł się poruszyć, bojąc się, że obcy mają nad nimi przewagę. Był nie uzbrojony, a w dodatku zmęczony.  
- Jesteście aresztowani! Wszystko co powiecie  … - zaczął recytować rosły mężczyzna w mundurze, ale Susan nie chciała go słuchać.  
Zostali skuci kajdankami, nie mieli sposobności na ucieczkę, nawet nie próbowali. Kobieta z recepcji pokiwała tylko z politowaniem głową, kiedy wyprowadzano ich skutych jakby co najmniej kogoś zamordowali. Wrzucono ich do radiowozu i zawieziono na najbliższy posterunek. Lucas spojrzał ze strachem w oczach na Susan.  
- Wybacz, jednak nie odstawię cię do domu, nie spełnię obietnicy.
- Pechowy wieczór. - zdołała tylko wydusić.
Przez głowę przelatywało jej setki myśli i różnych scenariuszy dalszych wydarzeń. Może nie wrócić do rodzinnej miejscowości, tylko co teraz zrobi. Nie miała pieniędzy ani znajomości, a w dodatku przebywała z Lucasem, gdy ich zgarnięto. Pobladła jak ściana, a serce biło jakby biegała w maratonie.  
Gdy dojechali pod budynek, gdzie stacjonowali stróże prawa, rozdzielono ich. Pobrano im odciski, zrobiono zdjęcia. Susan spodziewała się, że prędzej czy później do tego dojdzie. Musieli być śledzeni, tylko nie wiedziała przez kogo. Usadowiono ją przy stoliku, spojrzała na swe odbicie w weneckim lustrze, rozmyślając co dalej będzie, kiedy do pomieszczenia wszedł mężczyzna, którego doskonale znała.  
- Pani Susan Norton.  
- Komisarz Dave? - spytała drżącym głosem.  
- Dave Barret. - przedstawił się ponownie, dla formalności - Ostrzegałem, widocznie moje słowa nie zrobiły na pani wrażenia. A jednak zna pani oskarżonego. Czeka nas długa noc, zacznijmy od początku. Przedstawię pani fakty …
Susan słuchała tego co mówił policjant, przyglądając mu się uważnie. Pomimo tego, że chciała skupić się na jego słowach, uciekała gdzieś myślami za Lucasem. Spodziewała się, że tym razem nie uniknie sprawiedliwości, nie wiedziała tylko jakie dowody na nią mają. Z bólem serca przypomniała sobie Lucasa, z którym niedawno zatraciła się w motelowym pokoju. Czyżby tamta noc, miała być ich ostatecznym pożegnaniem? Dlaczego akurat teraz musiała zrozumieć, jak bardzo odmienił jej życie, i że chce go znowu zobaczyć, wręcz rozpaczliwie.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i przygodowe, użyła 2051 słów i 11322 znaków. Tagi: #przygoda #miłość

4 komentarze

 
  • dreamer1897

    Zrobiło się ciekawie...Tak szybko się to potoczyło, ale czy aby to coś poważniejszego? Ciężko formułować daleko idące wnioski, ale to mogło rozpocząć coś nowego w życiu Susan :)

  • AuRoRa

    @dreamer1897 Przekroczyli pewną granicę, i Susan i Lucasa poniosło, choć co do niego to ciężko stwierdzić, czy zrozumie co jest ważne. Ruda nie jest mu taka obojętna i na wzajem zresztą ;) Pozdrawiam i dzięki za komentarz.

  • AnonimS

    To jest pytanie.  Czy to.jest miłość czy pożądanie  :P

  • AuRoRa

    @AnonimS Jedno na pewno, ale czy drugie, to się okaże z biegiem czasu, o ile wyjdą z tych tarapatów, w jakie wpadli. Dzięki za komentarz :)

  • AlexAthame

    Psuc*

  • AlexAthame

    No nareszcie sprawy poszly jak trzeba. Tylko ten areszt.Cos tam pomysl dobrego.Szkoda psych tak dobrze zapowiadajacej sie milosci. :yahoo:

  • AuRoRa

    @AlexAthame Nie mają lekko, w końcu Lucas to nie baranek, więc i sprawiedliwość go dosięgła. Susan będzie musiała i z tym się zmierzyć, bo i ona trafiła w tarapaty. Uczucie zaczyna ich ogarniać, no szkoda by było, w końcu tyle przeżyli. Dzięki za odwiedziny :)