Po horyzont - Część 7

Ze środka budynku dobiegały spokojne dźwięki utworu, który grała zamówiona orkiestra. Rozejrzała się ostrożnie, rozmyślając co dalej robić. Nigdy nie darzyła sympatię Cindy, ale tym razem wręcz napawała ją odrazą, za to co zrobiła.  
- Nic nie kombinuj, nie radzę – odezwała się szorstkim tonem.
- Nie wiem o co chodzi, proszę mnie puścić.
- Doskonale wiesz, zdajesz sobie sprawę kim on jest, ale dam ci dobrą radę, wycofaj się.
- Z czego niby? - odezwała się, próbując się wykręcić z jej uścisku.
- Już dobrze wiesz, nie udawaj słodkiej idiotki.
Nagle podszedł do nich kelner, z tacą kieliszków z szampanem. Cindy na chwilę zwolniła uścisk, a Susan przeszło przez myśl, że drugiej takiej okazji nie będzie.  
- Szampana?
- Chętnie – powiedziała z uśmiechem rudowłosa, biorąc kryształowe naczynie w dłoń.
Wtem szybkim ruchem ręki przechyliła tacę, wylewając całą zawartość na szatynkę. Popchnęła jeszcze młodego kelnera, który wywrócił się jak długi na Cindy, a szczęk tłuczonego szkła zwrócił uwagę gapiów. Susan zaczęła biec do ogrodu, chowając się w półmroku wśród rozłożystych liści tropikalnych krzewów. Słyszała jakieś krzyki i nawoływania, nie mogła tu dłużej zostać. Szybko wybrała numer do Lucasa, po dwóch sygnałach odebrał.
- Co jest, ruda.
- Wiej, to pułapka, ta twoja ...

Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale rozłączył się. Wściekła na siebie i na niego wybiegła z krzewów, kierując się w stronę plaży. Widziała jak ktoś ją goni, ale w butach na wysokim obcasie nie dałaby rady uciekać. Zdjęła je, wyrzucając niedbale. Zdążyła dobiec do piaszczystej zatoki, a tam korzystając z mroku, wyrzuciła komórkę do słonej wody. Szans na ucieczkę nie miała, gdyż wyspecjalizowany w swym zawodzie mężczyzna skoczył w jej kierunku, powalając ją bez delikatności w piach. Przez myśl jej przeszło, że oszust namawiał ją, aby ćwiczyła, bo ma słabą kondycję.  
- Mam ją! - zawołał do znajomego, który biegł tuż za nim.
Drugi trzymał kajdanki, które wprawnym ruchem założył miedzianowłosej na nadgarstki. Z rękami spętany w tyłu pleców, czuła się jak cielak złapany na rodeo. Pomogli jej się podnieść, była cała w drobniutkim piachu, zaczęła wypluwać ziarenka kwarcu z ust.  
- Najadłaś się, co?
- Bardzo zabawne – wycedziła przez zęby.
- Jedziemy, pora by poznać cię bliżej. Złożysz zeznania, panno …
- Nie sugeruj się tym zaproszeniem, to nie jej nazwisko – dorzuciła z chytrym uśmieszkiem Cindy, zbliżając się do swych ludzi.
- Dowiemy się wszystkiego na miejscu, idziemy! - rozkazał rosły funkcjonariusz, który wcześniej powalił ją na ziemię.
Zrezygnowana wsiadła do samochodu, a obok niej znalazł się młody policjant.  
- A co z tym podejrzanym?
- Zwiał, ale nie na długo – dodała szatynka, zapinając pasy.
- Miałaś go nakryć na gorącym uczynku, nie popisałaś się – docinał jej drugi, patrząc na nią z politowaniem.
- Co się odwlecze, to nie uciecze.  

Ruszyła, prowadząc policyjny wóz. Susan odetchnęła z ulgą, że chociaż oszustowi się udało zbiec. Jednak ona wpadła aż po szyję w bagno. W życiu by nie pomyślała, że znajdzie się w takiej sytuacji. Szukała wrażeń, ale czy aż tak intensywnych? Jeśli trafi do więzienia, o dobrej pracy będzie mogła zapomnieć. Przeraziła się nie na żarty. Gdy wyszli z auta, znalazła się w budynku, gdzie kręciło się pełno mundurowych.  Widziała kilka typów spod ciemnej gwiazdy, którzy lustrowali ją wzrokiem, zastanawiając się co przeskrobała. Najpierw pobrano jej odciski palców, a potem jakaś tęga policjantka zrobiła jej zdjęcia. Zaprowadzono rudowłosą do małego pokoju z lustrem weneckim. Po pewnym czasie do pomieszczenia wszedł policjant, który ją pojmał. Był wysoki, miał czarne włosy i lekką opaleniznę. Położył koło niej kubek z kawą, wziął porządny łyk, po czym rozłożył akta na stole.  
- Przedstawię się, nazywam się Dave Barret, będę panią przesłuchiwał, pani … - zajrzał w papiery, po czym kontynuował – Susan Norton. Swoją drogą ładne imię.
- Mogę poznać powód, dlaczego tu tkwię?
Spojrzał na nią z poważną miną, świdrując ją ciemnozielonymi oczami, z których nie mogła nic odczytać.  
- Jest pani podejrzana o współudział w przestępstwie. Agentka Cindy ściga groźnego człowieka, który nie przebiera w środkach. Czy poznaje go pani? - spytał pokazując zdjęcie Lucasa.
- Nie.
- Na przyjęciu podała się pani za kogoś innego, uciekała pani przed funkcjonariuszami, proszę mi nie wciskać kitu, bo i tak prawda wyjdzie na jaw.
- A dowody?
- Słucham?
- Powinniście mi pokazać dowody.
Mężczyzna wyszedł z pomieszczenia, dość długo nie wracał. Susan patrzyła ukradkiem na fotografię Lucasa, w tym momencie miała go ochotę udusić, bo to ona tkwiła na policji, a nie on. Wreszcie Dave wrócił, podając jej szklankę z wodą.  
- Pozostanie tu pani przez dobę, na razie dostanie pani tylko pouczenie, ale proszę pamiętać, mamy panią na oku.

Odprowadzono rudowłosą do celi, gdzie oprócz niej tkwiło kilka kobiet. Jedna wyglądała, jakby chciała kogoś zabić samym wzrokiem, inna w krótkich ciuszkach, wyglądała jakby zgarnęli ją spod najbliższej latarni. Jeszcze inna miała wzrok, jakby naćpała się i to równo. Agresywna dziewczyna podeszła do niej, przyduszając Susan rękami.  
- Co się tak gapisz!?
- Puść!
- Chcesz dostać?
- Zostaw mnie – wycedziła przez zęby.
- Puść ją, w więzieniu się nią zajmą – prychnęła tancerka, patrząc z zaciekawianiem na jej czarną sukienkę.
Tamta wypuściła ją, uderzając w bok z łokcia. Rudowłosa spojrzała w podłogę, bojąc się obejrzeć. Nie mogła zmrużyć oka, choć potwornie chciało się jej spać.  
- Za co cię zgarnęli? - spytała lekko ubrana prostytutka.
- Nie ważne.
- Na pewno nie za to co ciebie – syknęła poddenerwowana agresywna kobieta.
- Pewnie kradła, zobacz jaką ma sukienkę …
Susan nie słuchała tej rozmowy, wtuliła się w kąt celi. Po jakimś czasie nie wiadomo kiedy, skulona usnęła. Obudził ją jakiś człowiek w mundurze, szarpiąc za ramię.  
- Wychodzi pani, ktoś za panią poręczył.
Ocknęła się, nie wierząc co się dzieje.  
- Przecież miałam tu tkwić dobę?
- Ktoś wpłacił kaucję.  
Wyprowadzono ją, kazano podpisać jakieś papiery. Ledwo przytomna dopełniła formalności. Podeszła jeszcze do niej Cindy, nachylając się nad nią na odchodnym.  
- To nie koniec, mam cię w papierach, jak popełnisz kolejną głupotę, nie wywiniesz się tak łatwo.
- Życzę miłej pracy – dorzuciła obojętnym tonem.
- Znajdę go, bądź tego pewna.
Pokazała jej wyjście i niezadowolona odeszła. Susan z bijącym sercem zobaczyła w holu kobietę, którą kojarzyła z wizyty u Toma. Mulatka patrzyła na nią, żując gumę.  
- Idziemy, ruda. Pozdrowienia od Toma.
Gdy znalazły się dość daleko od siedziby policji, usiadły na murku w cieniu palm.  
- Tom za mnie poręczył?
- Ta, chodź, musisz się przebrać, bo wyglądasz okropnie.
- A wiesz co z Lucasem?
- Odpłynął.
- Co?
- Tom ci wszystko wyjaśni, idziesz, czy zostajesz?

Wstała i podążyła za nieznajomą, na której widok oglądali się mijani mężczyźni. Gdy dotarły do dzielnicy, gdzie ostatnio przyszła z Lucasem, od razu poznała ruderę, w której mieszkał jego zleceniodawca. O ile przy nim czuła się w miarę komfortowo, to bez niego przeszły ją dreszcze niepewności. Zaczęła się zastanawiać, czy nie będą jej chcieli napaść. Weszły na górę, mulatka zapukała trzy razy, od razu drzwi drgnęły. Tom spojrzał na nią z ponurą miną.  
- Wejdź – oznajmił i tym razem nie trzaskał jej drzwiami przed nosem.
Zrzucił z zakurzonej kanapy ubrania i puszki po piwie, pokazując aby spoczęła. Woń alkoholu wciąż unosiła się wokoło.  
- Sprawa wygląda następująco, Lucas kazał przekazać ci forsę.
Wydobył pomiętą kopertę, rzucając dziewczynie pod nogi.  
- Co to ma być?
- Pewnie wynagrodzenie za usługi – zażartował, uśmiechając się obleśnie.
- Gdzie jest Lucas, mów! - zawołała wstając z kanapy.
- Spokojnie, lala. On może być wszędzie i nigdzie, to wolny duch.
- Mam to gdzieś kim jest, chcę z nim porozmawiać, zadzwoń do niego, teraz!
- Harda jesteś, ale na mnie to nie robi wrażenia. Lucas nie będzie ryzykował, nie wiadomo co na niego naszczekałaś na komendzie …
- Do cholery, on ma wszystkie moje rzeczy, w czym mam chodzić? Gdzie mam spać? Jestem na jakiejś wyspie, jak mam wrócić do domu?
- To twój problem, lala, a teraz bierz dupę w troki i wywalaj z mojej meliny! Nigdy mnie nie widziałaś, zrozumiano?!
- O nie, nie spławisz mnie tak. Jesteś mi to winny!
- Ja? Nic ci nie jestem winny, chyba że chcesz się zabawić, to chętnie.
Złapał rudowłosą, przyciągając do siebie, ale przypominając sobie kurs samoobrony, wywinęła się, kopiąc go w czułe miejsce. Mulatka patrzyła z szeroko otwartymi oczami na poczynania Susan. Niestety Tom nie miał takiej cierpliwości jak Lucas. Chwycił dziewczynę za sukienkę, na siłę zaczął sprowadzać na dół. U progu budynku szarpnął nią, wyrzucając na chodnik jak zbitego psa.  
- Więcej tu nie wracaj!

Podniosła się, kiedy zauważyła otarcia na rękach, zrozumiała, że nie ma z nim szans. Otworzyła kopertę, która była ostatnio rzeczą, jaka jej pozostała po oszuście. Był tam plik banknotów, doliczyła się kilku setek. Rozwinęła kartkę, napisaną przez Lucasa. Zaczęła czytać z zaciekawieniem.  
„Tak jak powiedziałem, tu jest wynagrodzenie za wykonanie zlecenia. Musimy się pożegnać, gdyż zostałaś nakryta. Pieniądze wystarczą ci na podróż do domu i nocleg. Nie znasz mnie, nie widziałaś nigdy, jeśli zechcesz na mnie donieść, przysięgam że się odwdzięczę. Łączyła nas umowa, która wygasła.”
Wzięła kartkę w rękę i zmięła ją wściekła na siebie. Czego się spodziewała, że wróci po nią, że ją przeprosi. To zwykły oszust, krętacz i kobieciarz. Nie miała jednak zamiaru tego tak zostawić, nie musiała go wcale ostrzegać przed obławą, mogła złożyć na niego zeznania, ale tego nie zrobiła. Zebrała się w sobie i wbiegła z powrotem na górę, waląc w drzwi mieszkania Toma. Otworzył jej zdenerwowany, prawie gotując się ze złości.  
- Niezbyt wyraźnie się wyraziłem? Spadaj stąd!
- Dzwoń do niego.
- Lala nie dotarło do ciebie, czy mam ci ręcznie wytłumaczyć?
Zamachnął się, aby uderzyć dziewczynę, ale mulatka stojąca niedaleko, przytrzymała mu dłoń.  
- A ty co? Życie ci niemiłe?
- Ten drań ją zostawił samą, trzeba jej pomóc.
- To nie przytułek.
- Dupek z ciebie, Tom!
- Obie się wynoście, a ty nie dostaniesz forsy.
- Wsadź sobie w dupę ten brudny hajs! Znajdę innego klienta! - ryknęła prostytutka, zatrzaskując mu drzwi przed nosem.
Susan stała jak wryta, nie rozumiejąc, czemu dziewczyna stanęła w jej obronie.  
- Chodź. Faceci, są jak duże dzieci – prychnęła schodząc na dół.
- Nie musiałaś mnie bronić, nie znasz mnie …
- Ale znam Lucasa, to do niego podobne, ucieczka od odpowiedzialności. Niestety Tom jest jeszcze gorszy, mógł cię uderzyć, musiałam interweniować. Jak ty się w to wszystko wplątałaś, co? Nie wyglądasz na dziewczynę z marginesu.
- To dość skomplikowana historia.
- Opowiesz mi po drodze, jestem Inez.
- Susan – podała jej dłoń dość niepewnie.
Tym razem nie miała zbyt wiele pomysłów, co dalej robić. Nieznajoma wydawała się jej przychylna, ale czy na pewno. Ciekawiło ją, co Inez łączyło z Lucasem. Poszła więc za nią, ryzykując po raz kolejny.

537 czyt.
100%92
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe i miłosne, użyła 2173 słów i 11809 znaków. Tagi: #przygodowe #miłosne

2 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 13 kwietnia

    Dobrze, że Susan taka bystra i przejrzała Cindy. Jednakże kondycja zawiodła i rach twarzą w piach...dobrze, że nie sypnęła. Gotówka od Lucasa może się jej przydać, choć uważa ją za spaloną osobę w swoim środowisku. Wydaje mi się, że przy pomocy Inez odnajdzie Lucasa i w nieprzyjemny sposób mu wyjaśni to co leży jej na duszy

  • emerryt

    emerryt · 9 kwietnia · 202091556

    @AuRoRa, dziękuję za kolejny odcinek. Oczywiście, cały zestaw na tak. A tak na marginesie: podziwiam Ciebie za różnorodność tematyki w twoich opowiadaniach.