Po horyzont - Część 6

Została na chwilę sama, więc zaczęła rozglądać się po domu. Wyglądał, jakby nikt tu na stałe nie mieszkał. Mebli było jak na lekarstwo, nawet kuchnia wydawała się jak z folderu reklamującego nieruchomości. W lodówce były tylko napoje i kilka alkoholi. Sięgnęła po wodę, gdyż wciąż potwornie ją suszyło. Pijąc ożywczy płyn, podskoczyła jak oparzona, kiedy zobaczyła przed sobą Lucasa.  
- Skradasz się, czy jak? Zawału można dostać!
- Zboczenie zawodowe – powiedział z lekkim uśmieszkiem – Zaczekaj na mnie, muszę załatwić parę spraw. Wrócę przed wieczorem.
Już chciał wyjść, kiedy dogoniła go przerażona.  
- Dokąd to. Tu nie ma jedzenia, jestem głodna. Nie zostawisz mnie tak.
- A racja, zamówię ci coś. Jest tu taka lokalna knajpka, sprawdzona.
- Co mają?
- Warzywa – wyszczerzył się, nie kryjąc satysfakcji.
- Doprawdy? I ty się tam stołujesz?
- Dobra, na poważnie. Owoce morza, ryby, mogą być?
- Niech będzie, byle to się dało zjeść, bo na wodzie daleko nie pociągnę.
- Masz jeszcze rum i whisky.
Uderzyła go wkurzona w bok, gdyż głód jej doskwierał, a nie miała zamiaru zostać wędkarzem. Wybrał jakiś numer, po czym odezwał się swoim szelmowskim głosem.  
- Poproszę dwie cycate blondyny i jedną mulatkę, tylko świeże i zapakować na wynos …
Susan spojrzała na niego, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia. On nadal kontynuował, miał poważną minę.  
- … Jak to nie macie, to mam w dupie taki bar, pedałem nie jestem! … Poznałeś, wreszcie, już myślałem, że po dziwki lecisz – zaśmiał się na cały głos – Manuel, przywieź mi do domku na wzgórzu półmisek dnia, tylko szybko … nie na jutro, na teraz … tak jestem głodny … nie po seksie … - śmiał się dalej, ale rudowłosa tylko przewróciła oczami i usiadła na kanapie.

Wcisnęła zielony klawisz na pilocie i zaczęła oglądać jakiś talk show. Po chwili podszedł do niej, klepiąc ją jak kumpla.  
- Jedzenie się robi, zaraz przywiozą głodomorze.
- A ty gdzie idziesz? - spytała, widząc, że zakłada okulary przeciwsłoneczne i chwyta za klucze.
- Tajemnica. Wrócę, bez obaw.
- Kiedy?
- Kiedy zechcę. Bywaj, ruda – dorzucił, rzucając jej ostatnie spojrzenie.
Ten jego szelmowski uśmiech jednocześnie ją drażnił i intrygował. Wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi. Nie minęło pół godziny, kiedy usłyszała dźwięk dzwonka. Nieufnie wyjrzała przez wizjer. Ujrzała młodego opalonego dostawcę, trzymającego w rękach pakunek.  
- Kto tam?
- Przywiozłem półmisek dnia, adres się zgadza.
Otworzyła, ale w mig się zorientowała, że Lucas przecież nie zostawił jej ani grosza.  
- Zaczeka pan, nie mam przy sobie gotówki, a właściciel domu …
- Wszystko jest opłacone. Bierzesz żarcie? Spieszę się! - dodał zdenerwowany kurier.
Wyrwała mu prawie na siłę pakunek i prawie go wypuściła z rąk.  
- Gorące!
- To nie lody, lala – dorzucił na odchodnym.  
Wsiadł do samochodu i odjechał.

Susan od razu zabrała jedzenie i położyła je na stole. Przekręciła zamek w drzwiach i zabrała się za pałaszowanie potrawy. Dawno jej nic tak nie smakowało, zjadła nawet ośmiornicę i krewetki. Wyrzuciła opakowanie, syta i szczęśliwa. Korzystając na tym, że nikogo nie było, wyszła na górę po schodach. Zajrzała do sypialni, usiadła na łóżku. W takim  miejscu mogłaby mieszkać, gdyby tylko to było jej. Położyła się, czując jakby materac układał się specjalnie pod jej kształty. Przymknęła oczy, w ciszy zapadła w sen. Obudziła się, gdy słońce zaczynało zachodzić. Zerwała się zbiegając na dół, szukała oszusta, ale nikogo nie było. Zauważyła karteczkę na stoliku przy telewizorze, podniosła i zaczęła czytać.  
„Lenisz się ruda, odpoczywaj, jutro akcja. Czas pokazać na co cię stać. W lodówce zostawiłem ci kolację, podgrzej sobie. Wrócę następnego dnia, baw się dobrze, Lucas”
Najpierw ucieszyła się, że go nie będzie, ale zdała sobie sprawę, że wszystkie jej rzeczy zostały na statku. Nie wiedziała co takiego załatwiał po nocy, skoro zlecenie miał dopiero na jutro. Przypomniała sobie, jakie miał kontakty. Wyobraziła sobie go z młodymi dziewczynami i przeszły ją ciarki. Niby nie zależało jej na nim, ale nie chciała go ujrzeć w takiej sytuacji. Podeszła do lodówki, miała wziąć napój, ale powstrzymała się. Zamiast niej chwyciła za butelkę rumu. Nalała sobie trochę do szklanki, wypiła krzywiąc się. Zrobiło się jej ciepło, wypiła jeszcze trochę. Zagrzała sobie potrawkę, którą przyniósł, po czym znów chwyciła za trunek. Pomyślała, że nieznajomy ma na nią zły wpływ, bo już pije w samotności. W telewizji nastawiła sobie jakiś kanał z muzyką i zaczęła tańczyć, niczym nastolatka, która została sama w domu. Spojrzała kątem oka na basen, kusiło ją, aby się w nim zamoczyć. Nie miała rzeczy na przebranie, więc wpadła na spontaniczny pomysł. Lucasa miało nie być do rana, troszkę jej szumiało w głowie. Przeszła przez przeszklone drzwi do ogrodu. Otaczał go wysoki mur, a domek znajdował się na wzgórzu. Nikt nie mógłby jej zobaczyć, więc zrzuciła z siebie ubranie. Jednym susem wskoczyła do orzeźwiającej wody.  Ciało przeszedł miły dreszczyk. Wreszcie chciała wyjść z wody, ale z przerażeniem zauważyła, że brakuje jej ubrań. Rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie było.

Nagle spojrzała w górę i gdy zorientowała się, kto się na nią patrzy, krzyknęła na całe gardło.  
- Lucas?! Skąd tu?!
- Zmieniłem zdanie, wróciłem. Było warto, takie widoki – dodał susząc zęby z tarasu.
- Myślałam, że jestem sama, ty kretynie! Nie zrobiłam tego dla ciebie.
- Jeszcze ta butelka, i kto tu wpadł w nałóg? - zaśmiał się z satysfakcją.
- Oddawaj moje ubranie! Natychmiast!
- A co będę za to miał?
- Nie dostaniesz patelnią!
- Nie boję się, musisz mnie inaczej przekonać, to na mnie nie działa.
- Wiem co na ciebie działa, ale nic z tego, nie jestem Cindy …
- Ty myślisz, że tego właśnie od ciebie chcę, ruda? O czym ty myślisz, wstydziłabyś się, taka dziewica.
Nagle Susan coś tknęło, ośmielona po procentach, wyszła z wody, niczym Wenus z Milo. Odrzuciła mokre włosy sprawnym ruchem ręki i zaczęła kierować się do salonu. Lucas otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Wcześniej tak naprawdę nie wiele widział, tylko się z niej naśmiewał, nie spodziewał się, że pojawi się przed nim bez niczego. Zerwała z karnisza beżową zasłonkę, okrywając się nią i zaczęła wchodzić na górę. Ujrzała go w półmroku, jak trzymał w ręku jej sukienkę. Nic nie mówił, tylko ją obserwował zszokowany. Podeszła do niego, aby wyrwać mu z rąk swoje rzeczy, gdy niespodziewanie przyciągnął ją do siebie wprawnym ruchem. Jego zapach sprawiał, że jej ciało przechodziły dreszcze. Jego dotyk i to spojrzenie, czuła się dziwnie, ale zaczynało się jej to coraz bardziej podobać. Chciał ją pocałować, ale się odsunęła. Spróbował drugi raz, ale oboje zachwiali się. Wywrócili się na łóżko, a wtedy leżał na niej, podpierając się tylko rękoma.  
- Jesteś taka zawsze, czy to przez alkohol? - spytał rozpalony, czując jej wilgotne ciało.
- Jaka?
- Taka spontaniczna.

Nachylił się, ich usta się spotkały. Oddała mu pocałunek, ale kiedy jego ręce zaczęły niespokojnie wędrować po jej ciele, poczuł mocne kopnięcie w klejnoty, aż złożył się w pół, wijąc się na pościeli. Uciekła mu, wyrywając swoje ubranie.  
- Mówiłeś, przecież, że łączy nas tylko interes – dodała, znikając w korytarzu z uśmiechem.
- Wariatka – syknął, próbując dojść do siebie.
Zeszedł na dół po schodkach, mając poważną minę. Siedziała na kanapie, patrząc na niego świdrującym wzrokiem.  
- Co to miało być?
- Ty mnie oszukujesz cały czas, myślisz, że jestem jak te kobiety?
- Zachowujesz się jak rozpuszczona gówniara! Gdybyś trafiła na kogoś innego, wykorzystałby cię tu i teraz! Pokazać ci, jak to się robi? - zbliżył się do niej niebezpiecznie blisko, aż struchlała i szybciej zabiło jej serce.
- Nie, wiem co potrafisz, ale tego nie chcę! - krzyknęła, chcąc się wyrwać z jego uścisku.
- Mogę mieć każdą rozumiesz?
- Pewnie, jak pomachasz jej banknotami przed oczami, to zaraz rozkłada nogi – syknęła.
Puścił ją nagle, biorąc do ręki napoczętą butelkę. Wychylił spory łyk, po czym popatrzył na nią z wyrzutem.  
- Przynajmniej sobie użyję, a nie tak jak ty. Mogę się założyć, że nikogo nie miałaś, kto by chciał taką brzydką rudą wariatkę do cholery!
Łzy pojawiły się w jej oczach, przypomniała sobie swój ostatni związek. Lucas wyszedł do ogrodu, siadając przy basenie. Zdenerwowana zamknęła przeszklone drzwi. Najpierw bawiło ją, że się z nimi szarpie, ale nagle zniknął jej z pola widzenia. Kiedy już miała je otwierać, żeby sprawdzić dokąd poszedł, podskoczyła czując na plecach czyjąś rękę.  
- Zapomniałaś z kim masz do czynienia.
- Jak …
- Mam swoje sposoby. Ej, czy ty płaczesz? - zwrócił się do niej, widząc szklące się oczy.
- Nie.
- Nie potrafisz kłamać.
- Prawda, tylko ty jesteś od tego ekspertem, ale wiesz co? Komplementy to masz zabójcze! Zupełnie jak mój były! - dorzuciła dobitnie – A dla twojej wiadomości, nie jestem dziewicą! Do zobaczenia rano, szefie!

Patrzył na nią jak wchodzi po schodach, nie rozumiał co ją ugryzło. Raz chciał ją ubić, innym razem wzbudzała w nim pożądanie. Nie potrafił jej rozgryźć, nie była taka jak jego znajome, ale trudna. Pomyślał, że chyba oszalał, skoro nie pozbył się jej jeszcze, tak jak radziła mu Cindy. Przypomniał sobie ostatnią noc spędzoną z szatynką i aż zrobiło mu się gorąco. Położył się na kanapie i oglądając telewizję zmęczony zasnął.  
Następnego poranka Susan wstała czując się podle. Nie wszystko co zrobiła czy powiedziała mogła usprawiedliwić procentami. Przypomniała sobie wzrok Lucasa, kiedy na nią patrzył na łóżku. Jego pocałunek wzbudzał w niej dawno uśpione uczucia. Poprzedni partner wydawał się idealny, obiecywał jej złote góry. Wtedy zrobiłaby dla niego wszystko, to z nim straciła niewinność, ale gdy zorientowała się że ją zdradza, nie mogła tego zrozumieć. Studia pomogły jej o nim zapomnieć, nawet cieszyła się, że wyjeżdża. Nie chciała kolejny raz widywać go z inną. Obiecała sobie, że nigdy więcej nie da się tak oszukać. Tymczasem jakiś oszust, którego wcale nie znała, zaczął zawracać jej w głowie. Wiedziała, że nie jest dla niej, broniła się przed tym uczuciem.  
Zeszła na dół, Lucas czekał na nią.  
- Wracamy na statek.
- Po co?
- Mam tam sprzęt, no i musisz się przebrać, kupiłem ci strój wieczorowy.
- Mogę się wreszcie dowiedzieć co mam robić?
- To co umiesz najlepiej, masz odwrócić uwagę gospodarza, a ja zajmę się resztą. Powiem ci co i jak.

Wyszli rozmawiając po drodze o zleceniu. Ani on, ani ona nie wspomnieli słowem o wydarzeniach ostatniej nocy. Kiedy już wiedziała jak wygląda cel, przebrała się w wieczorową sukienkę, dostała zaproszenie na uroczystość, oczywiście na fałszywe nazwisko. Serce biło jej szybko, ale starała się uspokoić. Wmawiała sobie, że przecież nikt jej tam nie zna. Bogaty właściciel domu świętował swój kolejny sukces biznesowy. Lucas dostał potrzebne informacje o kosztownościach od Toma, Susan miała zająć rozmową cel, aby oszust mógł działać. Gdy podawała karteczkę z zaproszeniem przed wejściem, zachowywała się tak, jak uczył ją Lucas. Nikt się niczego nie domyślił, więc weszła do środka. Kiedy zlokalizowała wśród gości biznesmena, chciała do niego podejść, ale zastygła na chwilę. Znajoma szatynka patrzyła na nią, uśmiechając się lekko. Co ona tu robi? Skąd się wzięła akurat na tym przyjęciu? Wydało się jej to podejrzane, ale musiała zachowywać się naturalnie. Zbliżyła się do bogacza, zaczynając rozmowę wedle ustalonego schematu.  
- Panie Smith, mój ojciec kazał panu przesłać gratulacje.
- Przepraszam, czy my się znamy?
- Uczestniczyłam w targach w Miami …
Zaczął się zastanawiać, jakby przywołując w pamięci tamto miejsce i czas. Wtedy podeszła do nich Cindy, uśmiechając się szeroko.  
- Można pana prosić na chwilę? To ważne – dodała, spoglądając na Susan świdrującym wzrokiem.
Mężczyzna od razu jej posłuchał, ignorując rudowłosą. Susan widziała jak coś mu szepcze na ucho. Najpierw pokiwał przecząco głową, ale po chwili spojrzał jeszcze raz na miedzianowłosą. Wyjął z kieszeni komórkę i zaczął wydawać komuś polecenia. Dziewczyna zrozumiała, że coś jest nie w porządku, bo cały czas patrzył w jej stronę. Chciała zadzwonić do Lucasa, wyszła szybkim krokiem na zewnątrz, wybierając jego numer, ale nie zdążyła, bo ktoś złapał ją za rękę.  
- Koniec zabawy, dla ciebie i dla niego – szepnęła szatynka.
- Nie rozumiem.
Wyciągnęła odznakę, uśmiechając się chytrze.  
- Czy to ci pomogło?
Susan przełknęła ślinę, chciała uciekać, ale nie wiedziała co robić. Akcja miała być łatwa, nie spodziewała się, że Cindy jest kimś, kogo nawet Lucas nie wyczuł, choć był z szatynką w intymnym kontakcie.

588 czyt.
100%113
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i przygodowe, użyła 2469 słów i 13454 znaków. Tagi: #przygodowe #miłosne

3 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 5 kwietnia

    " Poproszę dwie cycate blondyny i jedną mulatkę, tylko świeże i zapakować na wynos …  Jak to nie macie, to mam w dupie taki bar, pedałem nie jestem!"     
    Odwaga Susan jest nie do przecenienia, postawiła na swoim i zrobiła Lucasowi bezczelnie pokaz ciała, aby chłopak sobie pomarzył skoro ignoruje ją od czasu do czasu. I niestety przytrafiła się wpadka. Jestem ciekawy jak to teraz się potoczy. Więzienie, ucieczka czy jakaś propozycja nielegalnej współpracy?
    Takie prowadzenie akcji, poczucie humoru i nieprzewidywalność zdarzeń       

  • Somebody

    Somebody · 5 kwietnia

    Ach, to przyciąganie i magnetyzm... Zgrabnie napisanie. Jak zawsze przyjemność tutaj zajrzeć  

  • AlexAthame

    AlexAthame · 4 kwietnia

    Do tego co było fajne dochodzi wątek kryminalny.Czyzby Cindy była z policji?A może zemsta za zdradę. Och te krągłe...