Po horyzont - Część 13

Obudził ją promień światła, który uporczywie zatrzymał się na jej twarzy. Zmrużyła oczy, z trudem próbując zorientować się gdzie się znajduje i dlaczego. Ręce i nogi miała spętane sznurem, który nieprzyjemnie przypominał jej w co się wpakowała. Leżała na posadzce, a przy niej siedział jakiś tęgi mężczyzna, polerując nóż. Ciarki ją przeszły po całym ciele, miała ochotę udusić oszusta, dzięki któremu znalazła się w tym niegościnnym miejscu. Czasu cofnąć się nie dało, ale musiała coś zrobić, nie miała ochoty tak głupio ginąć. Poruszyła się lekko, chcąc jakoś poluzować więzy, wtedy nieznajomy spojrzał na nią spode łba.  
- Niewygodnie ci. - dorzucił z lekkim uśmieszkiem.
- Nie możesz mnie tu trzymać, to …
- Idziemy do szefa! - ryknął, podnosząc rudowłosą na siłę.
Wyszli z małej kajuty, kierując się do innego pomieszczenia, które znajdowało się nieopodal. Pod ich stopami skrzypiała drewniana posadzka, porządnie zaniedbana przez lata. Opryszek zapukał, po czym kazano mu wejść.  
- Obudziła się. - stwierdził obojętnym tonem, popychając ją do przodu, niczym wystraszone zwierzę.
- Doskonale, porozmawiamy sobie. - odparł najwyraźniej szef, sądząc po jego pewności siebie.
Drzwi zostały zamknięte, spoglądało na nią kilka osób, wśród których w rogu ujrzała kogoś, kogo w życiu nie spodziewałaby się w takim miejscu. Cindy ubrana, jakby od lat pływała z przemytnikami po oceanie, zmierzyła ją beznamiętnym spojrzeniem, jakby nie obchodziło ją co się z nią stanie. Susan nie wytrzymała i nie patrząc na nikogo, zaczęła krzyczeć.  
- Co ty tu robisz?! Przecież jesteś …
Nie zdążyła dokończyć, dostała w twarz od hardej kobiety, aż głos uwiązł jej w gardle.  
- Czy ta dziewucha cię zna? - odezwał się podejrzliwy szef, spoglądając na blondynkę.
- Skąd, to pewnie po tym narkotyku. - dodała, udając zaskoczenie. - Pierwszy raz widzę to rude nieszczęście.
- Ależ nie, ja cię znam. - powiedziała Susan, nie rozumiejąc o co tutaj chodzi.
Cindy zbliżyła się do niej, odciągając na bok, jakby chciała jej przyłożyć. Szepnęła jej po chwili dobitnie na ucho.  
- Zamknij się, albo dopilnuję, abyś stała się pokarmem dla rekinów. Nie żartuję.

Miedzianowłosa wolała nie sprawdzać, czy kobieta blefuje, czy faktycznie zamierza zrobić jej krzywdę.  
- Uspokoiłam ją. Kontynuujmy. - dorzuciła, wracając na swoje miejsce.
Pewny siebie mężczyzna zwrócił się ponownie do schwytanej, ale pewne wątpliwości wciąż krył do własnej wiadomości, nie dzieląc się tym z nikim.  
- Nie byłaś sama, wiemy, że ktoś z tobą tu przybył. Zniknęła nam cenna rzecz i jeśli nie zaczniesz mówić, to nie zawaham się posunąć o krok dalej, abyś stała się rozmowna. - powiedział zimnym tonem, a jego towarzysz wyjął zza paska nóż.  
Serce zabiło jej szybciej, a w głowie zakręciło się, niczym po alkoholu.  
- Mów wszystko co wiesz! - ryknął niewysoki blondyn, wymachując ostrzem przed jej twarzą.
Bała się odezwać, jednak gdyby nic nie powiedziała, też mogła ucierpieć. Co robić, zastanawiała się, a myśli nie dawały jej spokoju.  
- Zachęcić cię? - powiedział dobitnie nieznajomy.
- Dobrze, weź ten nóż, to powiem co wiem! - zawołała, bojąc się tego co mogłoby nastąpić.
- No, słuchamy.
Przełknęła ślinę, czując się podle, ale utrata życia przeraziła rudowłosą na tyle, aby przestać myśleć logicznie.  
- On mnie przywiózł, przypłynęliśmy po figurkę. Wiem tylko tyle, że kiedyś tu był, bo znał rozkład jaskini. Miałam dostać zapłatę za pomoc. Zostawił mnie, ukradł posążek i uciekł! Przeklęty tchórz! - krzyknęła, zalewając się łzami, jak małe dziecko.
- Szefie, domyślam się kto to. - wycedził nagle opryszek, trzymający w ręku nóż.
- Co sugerujesz? Zamieniam się w słuch.
- Pamiętasz jak miesiąc temu zwiał nam nasz kasiarz? Mówiłem, że to cholerny krętacz, ostrzegałem.

Mężczyzna w złotym łańcuchu na szyi, podniósł się z miejsca, chwytając rudowłosą ręką za brodę. Nie potrafiła rozszyfrować co zrobi za chwilę, najgorsze myśli krążyły jak niechciane.  
- Czy on miał na imię Lucas, taki brunet? Czy to o niego chodzi?
Przytaknęła niechętnie, choć w tej chwili wcale jej nie zależało, co się z nim dalej stanie. Na policji go nie wydała, ale tam nikt do niej nie celował z broni, ani nie przykładał noża do gardła.  
- Tak. - wycedziła cicho.
Kąciki ust u Cindy drgnęły lekko, ale tylko Susan to dostrzegła.  
- Co z nią szefie? Zlikwidować? - spytał opryszek, obracając rękojeść ostrego narzędzia, jakby czekał tylko na komendę.
Wtem zanim najważniejszy z przemytników się odezwał, ciszę przerwał kobiecy głos.
- Ona się jeszcze przyda, mam przeczucie, że on po nią wróci.
- Niby po co? - dodał zdziwiony przywódca. - Przecież zabrał nam skarb, po to przybył. O ile go znam, a rozmawiałem z nim nie raz, to zależy mu tylko na kasie.
- Nie widziałam go, ale znając naturę facetów, musiało go z nią coś łączyć, skoro zabrał tą rudą wywłokę ze sobą.
- Tylko nie wywłokę! - zawołała poruszona dziewczyna, na chwilę zapominając w jakiej sytuacji się znalazła.
- Jak zwał tak zwał, ale dobrze, potrzymamy ją jeszcze dobę. I tak nam się nie spieszy, jak się nie zjawi, to róbcie wedle własnego uznania. Nie mam zamiaru zostawiać świadków. - powiedział dobitnym tonem, po czym huknął, aż podskoczyła. - Zabrać ją!

Prowadzono miedzianowłosą do tej samej kajuty, w której była z początku. Wrzucona bez delikatności została sam na sam ze swoimi myślami. Czuła się, jakby była w celi przed wykonaniem wyroku śmierci. Z wrażenia nawet nie myślała o głodzie, choć żołądek dawał jasno do zrozumienia, że trzeba go napełnić. Miała nikłe szanse na ratunek. Jak Lucas mógł zataić przed nią, że współpracował z tymi przemytnikami? Kim tak naprawdę była Cindy, skoro czuła się na tym statku jak u siebie w domu. Ewidentnie ukrywała swoją tożsamość, uporczywie nie przyznając się do rudowłosej. Postanowiła coś wymyślić, ale najpierw pragnęła zamienić z tamtą kilka słów. Może była jej jedyną nadzieją, skoro grała jak na scenie. Zastanawiała się jeszcze, czemu nikt nawet nie spytał jak Susan miała na imię. Może było im to na rękę, żeby zdusić resztki ukrytych wyrzutów sumienia, których tamci byli prawie pozbawieni w pogoni za zyskiem. Minął jakiś czas, zanim ktokolwiek do niej zajrzał. Wręcz straciła nadzieję, że do następnego dnia dostanie choćby drobny posiłek. Nagle drzwi drgnęły i ujrzała przed sobą Cindy, niosącą coś w starej misce.  
- Jedz. - odezwała się i chciała już wychodzić, ale Susan nie dała za wygraną.
- Niby jak? Mam spętane ręce, pani komisarz.
Jasnowłosa zagadkowa kobieta zatrzymała się w pół kroku. Weszła z powrotem do kajuty, zamykając zamaszyście wrota.  
- Zabraniam ci …
- Czego mi zabraniasz? Mam coś do stracenia? Z tego co wiem, to jutro ktoś mnie zabije.
- Nie rozumiesz o co toczy się gra, więc siedź cicho.
- Ty podła kłamliwa … jak do cholery mam cię nazwać? Czemu mnie broniłaś, skoro mogli mnie zastrzelić?
- Nie mogę teraz. Wybacz, to zbyt skomplikowane. Gdybym ci wyznała to co wiem. Nie zależy mi na tym, abyś zginęła. Szukam kogoś innego …

Wtem zanim cokolwiek więcej wyznała, do pomieszczenia wkroczył ten sam tęgi opryszek, co na samym początku.  
- Co tak długo tu siedzisz, szef cię szuka.
Widząc konsternację na twarzy Susan, pewnie w obawie przed tym, że zacznie znów o coś pytać, w obecności kogoś z przemytników, wydobyła coś w kieszeni, wbijając igłę w rękę miedzianowłosej.  
- Niech śpi, ze strachu mówi od rzeczy …
Tyle zdążyła usłyszeć, zanim dziewczyna odpłynęła na dobre. Strach na chwilę ustąpił i ogarnęła ją ciemność. Kiedy ponownie otworzyła oczy, na zewnątrz panowała przenikliwa noc. Przez małe okienko widziała bladą poświatę księżyca, wpadającą snopem do środka kajuty. Nie wiedząc czemu, zaczęła panikować i krzyczeć, aż jeden z opryszków wpadł tam zdenerwowany.  
- Co się drzesz!
- Chcę do toalety! - zawołała.
Tamten najwidoczniej zrozumiał, że sam by pewnie też nie wytrzymał tyle czasu, więc wziął ją pod bok i zaczął prowadzić w jemu dobrze znanym kierunku. W małym pomieszczeniu znajdował się sanitariat. Stała tam przez chwilę, a nieznajomy lustrował ją wzrokiem.  
- Rozwiąż mnie, i nie patrz na mnie. Odrobina prywatności chyba skazańcowi się należy.
Zastanowił się chwilę, po czym nie wyczuwając zagrożenia ze strony dziewczyny, przeciął jej więzy na nogach i rękach. Zostawiając ją chwilę samą, zamknął za nią drzwiczki od ustronnego miejsca. Skorzystała z okazji, gdyż wręcz rozpierało rudowłosą. Jednak zrozumiała, że ma wreszcie wolne ręce. Odetchnęła z ulgą, choć to było zapewne chwilowe. Wtem na zewnątrz usłyszała mocne uderzenie o wrota, stęk jednego z przemytników. Po czym coś osunęło się po drzwiach na podłogę. Przerażona popchnęła drewnianą płytę, ale coś tarasowało jej drogę. Tępe szuranie zaniepokoiło ją, ale wreszcie mogła wyjść. Gdy tylko ujrzała twarz Lucasa, nie potrafiła wydobyć z siebie ani słowa. W pierwszym odruchu chciała mu przywalić z całej siły, ale ewidentnie wyglądał, jakby chciał z nią wiać z tego przeklętego statku.  
- Cicho, ani słowa. Potem ci wytłumaczę. - dodał szeptem.
- Liczę na to. - odparła mu, aż gotując się w środku z wściekłości.

Z ledwością trzymała nerwy na wodzy, czepiając się teraz oszusta, niczym koła ratunkowego. Ten przysiadł na chwilę, słysząc czyjeś kroki w wąskim korytarzu. Serce biło im obojgu bardzo szybko. Lucas miał w ręku naładowany pistolet, widać nie miał zamiaru poddać się bez walki. Dał jej znak, że ma ruszyć za nim. Szli prawie na palcach, przemykając się w bladym świetle starych lamp. Statek nie był najnowszy, z tego co zdążyła już zauważyć, jakby przemytnicy nie mieli zamiaru rzucać na siebie podejrzeń, co do swojej działalności. Zewsząd czuła smród ryb, co przypawało ją o mdłości. Gdy mieli już wychodzić na pokład, nagle dwóch mężczyzn zaczęło odpalać w pobliżu dwa skręcone papierosy, których zawartość mogła być inna, niż zwykły tytoń.  
- Gdzie jest ten gruby śmierdziel? - zagaił rozmowę jeden z nich, jakby od niechcenia.
- Polazł do tej rudej, pewno go roznosi.  
Susan aż zmroziło, że ten obleśny typ, mógł ją dotykać bez jej wiedzy.  
- Pójdź sprawdź co on tam robi, bo jak szef się dowie.
- Czemu ty nie pójdziesz, co? Zawsze wszystko muszę robić sam?
Zaczęli się przekomarzać, a Lucas w skupieniu czekał tylko, kiedy będą mogli przemknąć. Wtem ktoś ich zawołał i ruszyli niechętnie, wyrzucając niedopałki za burtę. Brunet nie patrząc na nic, pociągnął za sobą przerażoną miedzianowłosą. Schował szybkim ruchem broń do małego plecaczka i odezwał się stojąc na krawędzi.  
- Za mną, skacz.
Nie patrząc na nic, dała susa do zimnej wody, a on za nią. Plusk musiał zwrócić czyjąś uwagę, bo w pobliżu zapaliły się światła. Tym razem nie oglądała się za siebie i płynęła za oszustem. Słyszeli czyjeś stłumione okrzyki, ale musieli się oddalić na bezpieczną w miarę odległość. Wpadli w zarośla, chowając się tam, ciężko łapiąc oddech.  
- Będą nas szukać. Odpłynąłem na drugi koniec wyspy, ale to tylko kwestia czasu, jak o świcie i tam dotrą.
- Zabiję cię, pamiętasz że ci to obiecałam?
- Później. - dorzucił, jakby to była rutynowa kolejność z jakiejś listy, jakby nie chodziło o niego.
- Cudownie, należałeś do tych typów? Czemu mi nie wspomniałeś, że byłeś …
- Susan. - chwycił ją za ramiona, patrząc w oczy. - Nie pytałaś. Obiecałem cię odstawić do domu i dotrzymam słowa. Jeśli chcesz mi to ułatwić, zamknij się i idź za mną, bo to nie przelewki.

Ruszyli w gęstwinę, potykając się w ciemności o wystające kłącza. Prawie czołgali się po chwili, aby ich nikt nie wypatrzył. Gdy przebrnęli dostatecznie daleko, aby odgłosy pogoni ucichły, usiedli pod jedną z palm, żeby na chwilę złapać oddech.  
- Już nie dużo nam zostało, jeszcze tylko trochę i będziemy przy jachcie, ruda jak tylko …
Nagle poczuł tępy ból, kiedy dziewczyna zdzieliła go po twarzy ręką. W ten sposób chciała odreagować, choć wiedziała że to nie ukoi jej nerwów. Tyle mu chciała powiedzieć, zostawił ją na pastwę tych ludzi.  
- Zwariowałaś?
- Tak, ruda wariatka też ma uczucia, wiesz? Oni celowali do mnie bronią, nafaszerowali mnie jakimś świństwem, kto wie co mi robili jak byłam nieprzytomna, mogli mnie pociąć na kawałki!
- Do cholery, wróciłem po ciebie, tak? Obiecałem, że cie nie zostawię, ruda. Nie mogłem tak po prostu wpaść na statek i krzyczeć do tuzina uzbrojonych po zęby, żeby mi ciebie oddali.
- A jak by mnie od razu zabili, pomyślałeś o tym, przeszło ci to przez myśl ty zimny …
Wtem chwycił ją mocno, zatykając jej usta swymi. Ten zaskakujący pocałunek, wybił ją kompletnie z równowagi. Robił to zachłannie, jakby zapomniał na chwilę w jakiej beznadziejnej są sytuacji. Czyżby to nie była tylko gra, czyżby oszust i kobieciarz wreszcie zaczynał rozumieć, co tak naprawdę jest ważne w życiu? Nie znała odpowiedzi na te pytania, ale gdzieś w głębi duszy chciała, aby potraktował ją poważnie, zostawiając wstydliwą przeszłość za horyzontem, żeby odpłynęli jak najdalej stąd i zaczęli nowe życie. Jednak ten zagadkowy brunet, choć ją rozbrajał swym uśmiechem, miał tajemnice. Czy mola się przy nim czuć bezpiecznie, wiedząc ile ludzi go ściga?

271 czyt.
100%42
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe i miłosne, użyła 2583 słów i 13955 znaków. Tagi: #przygoda #miłość

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · Przedwczoraj o 23:33

    Nietoperku fajnie ci wyszło,  jak zwykle zresztą. W ostatnim zdaniu zjadłas G. Chyba to pierwsza literówka. Musiałaś się spieszyć albo być glodna

  • AnonimS

    AnonimS · 3 dni temu

    Jeden całus i babka ma mętlik w glowie