Po horyzont - Część 11

Fale miarowo rozchodziły się po piasku, a zachodzące nad horyzontem słońce, zdawało się topić gdzieś w odmętach oceanu. Z zacumowanego w zatoczce jachtu, rozchodził się korzenny zapach. Lucas niczym wytrawny szef kuchni, przygotowywał kolację. Miedzianowłosa zwabiona przyjemną wonią, została złowiona jak ryba w sieć. Brunet nawet się nie odwrócił, kiedy mieszał w garnku, dorzucając co chwilę nowy aromatyczny składnik.  
- No proszę, potrafisz więcej, niż jajecznica, czy tosty, tylko co to takiego? - spytała, nachylając się nad bulgoczącą potrawą.
- Odsuń się, nie wolno patrzeć kucharzowi na ręce, to przynosi pecha.
- Spytałam co to, pachnie tak, że aż mnie skręca z głodu. - dodała, nadal drążąc temat.
- Niespodzianka, ruda.
Zniecierpliwiona obserwowała go ukradkiem, był tak skupiony, jakby zajmował się tym zawodowo. Kiedy skończył, nałożył jej porcję, a potem sobie. Wzięła pierwszy kęs, poczuła mieszankę smaków, od słodkiego po kwaśny, trochę pikantnej nuty.  
- I jak?
- Paskudztwo, aż język drętwieje.
Zrzedła mu mina, po czym uśmiechnęła się szeroko.
- Żartuję. … To jest genialne, gdybym nie widziała, że to ty przyrządziłeś, pomyślałabym że to z restauracji.
Uśmiechnął się tylko, jakby spodziewał się takiej odpowiedzi.  
- Ciekawe kiedy ty mi coś upichcisz, obym to przeżył. - dodał, patrząc na nią przekornie.
- To zależy, czy będziesz grzeczny.
- Spokojnie, w razie co mam zamrożoną pizzę, tak na wszelki wypadek i rum. Cieszy mnie, że zjadłaś ośmiornicę w sosie.
- Co takiego? - zdziwiła się, spoglądając na prawie pusty talerz. - Po co mi to mówisz?
- Bo zawsze chcesz wszystko wiedzieć. Chodź lepiej ze mną, pokażę ci mapę. Musimy się przygotować.

Chwycił ją za rękę, ciągnąc za sobą do zamkniętej kajuty, gdzie trzymał najważniejsze dla niego sekrety. Gdy otworzył drzwi, wpadł jak burza do środka, chwytając jeden z papierowych rulonów. Nachylił się nad nim, szukając zaznaczonego punktu.  
- Spójrz, to jest nasz cel, w tym archipelagu wysp … - zaczął tłumaczyć, gestykulując przy tym zamaszyście.
Słuchała go, choć traktowała jego słowa z przymrużeniem oka. Potem tłumaczył co czego służą niektóre przedmioty, jak wiązać liny, jak posługiwać się lekką bronią.  
- Czekaj … - przerwała mu, widząc jak sprawnie posługuje się pistoletem. - Nie będziemy tam sami, tak? Mam rację?
- Teoretycznie … powinniśmy być sami.
- Ten artefakt naprawdę tam jest? Skąd to możesz wiedzieć, byłeś tam czy jak?
- Raz, ... ale przez pewne przeszkody, musiałem to odłożyć … na później.
Spojrzała na niego mrużąc powieki, czując że to za duże ryzyko.  
- Wybacz, odpadam.
Zaczęła wychodzić, kierując się na pokład. Jeszcze nigdy czegoś podobnego nie robiła, a wyglądało na to, że to ryzykowna zabawa, jeśli w ogóle mogła to tak nazwać.  
- Susan, zaczekaj! To nie jest aż tak trudne, oni już znaleźli figurkę, ale ich na tej wyspie nie ma.
- Kto taki?
- Przemytnicy.
- Piraci? Czy ty postradałeś rozum? Przecież mogą cię nawet zabić! - krzyknęła, wyobrażając sobie opryszków.
- Znam ich zwyczaje, to nic trudnego, ale razem szybciej sobie poradzimy, niż jakbym miał wyruszyć w pojedynkę. Obiecuję ci, że nikogo tam nie będzie jak przypłyniemy. Wiem gdzie go przetrzymują, włamię się. Zabierzemy artefakt i odpływamy. Potem się go sprzeda i nie musimy się już niczym martwić, dostaniesz swoją dolę.
- Czemu ci nie wierzę? Aha, już wiem, może po tym przyjęciu, po którym zostałam złapana. A może po spotkaniu z Inez, która nie ukrywała …
- Susan, przysięgam ci na swoje życie, że włos ci z głowy nie spadnie. Pokażę ci tylko wcześniej co i jak, jesteśmy w tym razem. Proszę, potrzebuję tych pieniędzy, aby zacząć nowe życie. Kto nie ryzykuje, ten nic nie ma.

Wpatrywała się w wodę, obmyślając wszystkie za i przeciw. Widziała w tej wyprawie więcej minusów, niż plusów. Wtedy chwycił ją za dłoń, przyciągając do siebie. Miał coś w sobie, czego nie mogła pojąć. Pewnie to przed tym ostrzegała Inez, przed jego urokiem, którym potrafił wykorzystać każdą nadarzającą się okazję.  
- Spójrz w niebo, widzisz te gwiazdy?
Zadarła lekko głowę, widząc czyste niebo, na którym niczym małe drobinki iskrzyły się cuda kosmosu.  
- Nie powiesz mi, że znasz się na astronomii.
- Wiesz że dawni żeglarze potrafili dzięki tym punkcikom znaleźć drogę do portu? Wszyscy żyjemy pod tym samym niebem, tylko nie każdy ma odwagę sięgnąć po marzenia. A ty, czy masz w sobie cząstkę odkrywcy?
- Lucas bredzisz … - chciała coś dodać, ale przyłożył jej palec do ust.  
- Wiem, że tak, bo inaczej nie wyruszyłabyś ze mną. Nie musisz nic więcej mówić, lubię kiedy tak na mnie patrzysz. Wiem, że nigdy nie przeżyłaś niczego podobnego i nie obchodzi mnie, czy kiedyś kogoś miałaś, ale na pewno nie potrafił rozbudzić w tobie szczęścia.
Zbliżał się ku niej, aż zamarła na chwilę. Spodziewała się, że chce skorzystać ze swoich tanich sztuczek. Gdyby go nie znała wcześniej, mogłaby w to uwierzyć, jak zakochana małolata. Jednak wyczuła do czego zmierza. Uchyliła się, a on nie mogąc złapać równowagi, stojąc na krawędzi łodzi, wpakował się prosto do wody.  
- To powinno cię ochłodzić! Dobranoc, porozmawiamy jutro!
Uderzył pięścią w wodę, zdziwiony z niepowodzenia swojego planu. Rudowłosa wciąż zdawała się być krok przed nim. Wdrapał się na jacht, mokry wparował do kajuty, gdzie miedzianowłosa szykowała się do snu. Z premedytacją ściągnął przy niej koszulkę i szorty. Próbowała udawać, że patrzy w innym kierunku. Wskoczył pod prysznic, podśpiewując coś pod nosem. Wyszedł przepasany ręcznikiem, gramoląc się na hamak.  
- Wyśpij się, jutro czeka cię ciężki dzień, ruda.
- Doprawdy?
- Przekonasz się. - dodał śmiejąc się, po czym odwrócił się do niej plecami.

Zgasiła światło i próbowała zasnąć. Myśli o nim towarzyszyły jej, powracając jak fale. Denerwował ją i pociągał, bała się, ale coś ją do niego ciągnęło. Znała jego występki, a pomimo to wciąż z nim przebywała. Jeszcze nigdy nie była w takiej sytuacji. Wreszcie udało się jej zasnąć. Sen wydawał się sielanką, biegali razem z brunetem po plaży, a wtedy wziął ją w objęcia i zaczął namiętnie całować. Przebudziła się czując łaskotanie po twarzy. Widząc nad sobą oszusta z liną, którą z przekąsem machał nad nią, zaczęła krzyczeć. Kopnęła go mocno, aż przewrócił się na podłogę.  
- Uspokój się!
- Chciałeś mnie udusić?
- Nie, chciałem cię delikatnie zbudzić …
- To ci nie wyszło. O mało zawału nie dostałam. To wyglądało jak pętla na wisielca.
- Przecież to specjalny węzeł. Myślałem, że nauka wspinaczki się przyda.
- Spadaj oszołomie.
- Wzajemnie ruda wariatko, strach się do ciebie zbliżać. - burknął, odrzucając linę w kąt. - Dziś ty robisz śniadanie.
Wciąż roztrzęsiona doprowadziła się do porządku, kierując się do kuchni. Znalazła warzywa, i porobiła kanapki. Widząc zieleninę, wykrzywił się jak małe dziecko.  
- Po cholerę kupiłem to badziewie dla królików. Jedz sama, smacznego. - dorzucił, otwierając lodówkę.
Rzucił na patelnię plastry bekonu i wbił jajko.  
- Nawet jednej nie zjesz? Są pyszne. - odparła, podając mu z uśmiechem swoje dzieło sztuki kanapkowej.
- Zobaczymy kto będzie miał więcej siły, czeka cię niezły wycisk.
- Przekonamy się. - dorzuciła z przekąsem.
Po posiłku skierowali się na plażę. Wilgotny piasek był jeszcze lekko chłodny, a wstające leniwie słońce, dopiero zaczynało okalać wyspę swymi promieniami. Zaczął biec przed siebie, wołając dziewczynę.  
- No dalej, trzeba poćwiczyć.
- Zwariowałeś, biegi?
- To dopiero rozgrzewka, nie powiesz mi że nie dasz rady.  
- Dam! - zawołała, zaczynając go powoli doganiać.

Wiedziała jak słabą ma kondycję, ale głupio jej było pokazać mu kolejną słabość. Nogi zapadały się w kwarcowych drobinkach, a po pewnym czasie czuła każdy mięsień. Zziajana trzymała się za nim twardo, w końcu zatrzymał się. Upadła zmęczona, ciężko łapiąc powietrze. Kiedy myślała, że to już koniec, ten zawołał do niej.  
- A teraz z powrotem, dawaj!
- Zabiję cię.
- Co powiedziałaś?
- Dogonię cię! - poprawiła się, próbując się uśmiechnąć.
Potem zaczął ją uczyć wspinaczki, na pobliskiej skale. Nigdy nie miała lęku wysokości, więc jedyną przeszkodą były niewytrenowane mięśnie. Zastanawiała się po co jej takie zdolności, skoro mieli tylko zabrać figurkę. Poszli jeszcze nad małe jeziorko, aby nabrać wody pitnej. Nanosiła się przy tym nie mało, powstrzymując się, abym nie przyłożyć Lucasowi baniakiem. Wykończona po całym dniu dziwnego treningu, wskoczyła do wody. Pływając zobaczyła jak oszust do niej dopływa.  
- I jak, podobało się?
- Nie.
- Czy ty kiedykolwiek uprawiałaś jakiś sport?
- A co, książkę piszesz?
- Wiesz, nawet moja babcia należała kiedyś do klubu pływackiego. Nie wspomnę o Ann, ale …
- Nie jestem Ann. - dorzuciła, kierując się do brzegu.

Niedługo do niej dołączył, widząc że ma ponurą minę. Usiadł koło niej na suchym piasku. Siedzieli tak, wsłuchując się w szum fal, kiedy niezręczną ciszę przerwała miedzianowłosa.  
- Tańczyłam … matka zapisała mnie na kurs, ale to dawne dzieje.
- O, a to ciekawe. W zespole country? - zaśmiał się, wyobrażając sobie odległą mieścinę, z której pochodziła.
- To nie Teksas, skąd ten pomysł, co?
- To co robi się w Erin? Wybacz, ale nie znam …
- Umiem zatańczyć walca, sambę, a za dziecka uczyłam się tańców irlandzkich. Podobno mam przodków, którzy przybyli stamtąd do Ameryki.
- Ściemniasz. - dodał, uderzając ją w bok.
- Nie. Puść muzykę, to ci udowodnię. Chodź na statek. - pociągła go za sobą.
Zaintrygowany chciał się przekonać, czy go nie wkręca. W telefonie komórkowym wyszukał latynoskich rytmów. Melodia niosła się echem po okolicy.  
- No dawaj, pokaż co potrafisz.
Rudowłosa ruszała się, jakby miała do tego dryg, czując rytm. Chwyciła go za rękę, chcąc aby jej towarzyszył.  
- Puść, daj spokój, wierzę ci.
- Zatańczmy. Przecież umiesz, prawda?
- To znaczy … nie lubię takiej muzyki. - odparł, pauzując utwór na telefonie.
- Nie lubisz, czy …
- To głupie.
- Taniec? Czekaj, ty nie umiesz tańczyć … - spojrzała na niego podejrzliwie, wyczuwając, że coś ukrywa.
- Masz mnie, a teraz daj mi spokój ruda.
- Nie dam. - powiedziała przekornie, znajdując spokojną melodię.
Pomimo jego usilnych protestów przyciągnęła go do siebie. W takt piosenki, którą pamiętała z kursu tańca, zaczęła mu pokazywać, jak się ma poruszać. Mozolnie mu to szło, aż nadepnął jej na nogę.  
- Mówiłem, że nie potrafię.
- Potrafisz, nauczę cię, skoro ty mnie uczysz innych rzeczy. Zaufaj mi.
Spojrzał na nią, zdziwiony jej determinacją i upartością. Spodobało mu się, że są tak blisko siebie, czuł ciepło jej ciała, zapach skóry i włosów, które pachniały morską wodą. Szło mu coraz lepiej, aż się uśmiechnął. Nagle włączył się kolejny utwór, a wtedy jak oparzony puścił Susan. Dobiegł do telefonu, wyłączając piosenkę. Za chwilę pojawił się z butelką rumu, z której pociągnął solidny łyk.  
- Co ci się stało?
- Wszystko musisz wiedzieć, lepiej naucz się biegać. - odburknął. - Jutro wypływamy.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2145 słów i 11675 znaków. Tagi: #przygodowe #miłosne

3 komentarze

 
  • dreamer1897

    Ośmiornica w sosie brzmi ciekawie, ale jak smakuje?:rotfl:  
    Biegi z samego rana to niezły challenge, ale przynajmniej Susan zweryfikowała swoją kondycję.  
    Czyżby taniec zbliżył ich do siebie?  <3

  • AnonimS

    Znowu się miesza. Panienka niezdecydowana i chciała by i sìę boi. On ma plan ale jak.mi wyjdzie realizacja? Pozdrawiam

  • AuRoRa

    @AnonimS Planuje, a co z tego wyjdzie, to się okaże. Rudą ciągnie do ryzyka, ostatnim razem ją złapali, a teraz może być faktycznie różnie ;) Dzięki za odwiedziny, pozdrawiam.

  • AlexAthame

    Masz swój styl który lubie.  :bravo:  :)

  • AuRoRa

    @AlexAthame dzięki :)