Po horyzont - Część 2

Światło pobliskich latarni odbijało się w wodzie, słońce zdążyło już całkowicie zniknąć za horyzontem. Chłodna bryza powiała znad oceanu, a zacumowany statek pojaśniał od zapalonych przez Lucasa świateł. Wciąż dzierżąc w ręku szklanicę whisky, zaczął schodzić pod pokład.  
- Będziesz tak stała? - rzucił zatrzymując się na chwilę.
Chłodne powietrze sprawiło, że podążyła za nim, targając walizeczkę, w której miała cały swój teraźniejszy dobytek. Zeszła po dość stromych schodkach, do małej jadalnio – kuchni. Panował tam artystyczny nieład, na siedzeniu leżały jakieś znoszone ubrania. Kilka szklanek było jeszcze nie całkiem opróżnionych z alkoholu, jakby ktoś tu wcześniej przebywał. Pudło po pizzy zostało przewrócone na podłogę, Lucas podniósł je, odkładając na stolik. Łyknął resztki bursztynowego płynu ze szklanki i odłożył ją również obok. Otworzył małą lodóweczkę, w której praktycznie nic nie było, poza gotowymi daniami do mikrofali.  
- Na co masz ochotę, na makaron po bolońsku, na lazanię …
- Masz normalne jedzenie?
- To znaczy? - spojrzał na nią, jakby była kosmitką.
- Nie gotujesz sam? Nie robisz sobie obiadu?
- Nie mam na to czasu – dorzucił, wciąż tkwiąc przy otwartych drzwiach lodówki.
- Dziwne, bo na popijawy to czas się znalazł – odparła pokazując na nieład na stoliku.
- Do cholery, nie jesteś moją matką! - oburzył się, zatrzaskując drzwiczki. - Nie chcesz jeść, to nie.

Susan chciało się spać, a na dodatek akurat w tej chwili zaburczało jej głośno w brzuchu.  
- Musisz mieć coś normalnego – dodała, ponownie sama otwierając lodóweczkę.
Z triumfem znalazła kilka jajek oraz jednego pomidora.  
- Masz pieczywo?
- Tosty, nie psują się, pewnie tego też nie zjesz?
- Dawaj! - krzyknęła, wyrywając mu z ręki opakowanie. - A jeszcze jedno , patelnia …
- O nie! Nie dostaniesz. - odparł, pocierając się za czoło.  
- Nie denerwuj mnie, jestem głodna! - zawołała, trzymając w ręku nie pierwszej świeżości pomidora.
Wyszedł na chwilę do innego pomieszczenia, po czym z kaskiem motocyklowym na głowie, wygrzebał jej z szafki małą patelnię.  
- Masz.
Najpierw się powstrzymywała od śmiechu, po czym gdy ujrzała maleńką patelenkę, na której z ledwością mieściły się dwa jajka, zaczęła się śmiać.  
- Głowę zabezpieczyłeś, ale klejnoty rodowe …
- Smaż to do cholery, bo mi mózg się zaparzy!
- Zdejmij ten hełm. - odparła.
- Nie ze mną takie numery. - dodał, siadając przy stoliku.
- Jak chcesz.
Rozpuściła kawałek masła i rozbiła jajka, po czym chciała pokroić pomidora.
- Nóż poproszę.
- Wolałem patelnię.
- Boisz się mnie, czy co?
- Nie, jestem tylko zapobiegliwy. Jesteś jak chodzące nieszczęście. Sam ci pokroję, daj.

Wyciągnął z szuflady nóż, wprawnie radząc sobie z pomidorem. Kawałki były zadziwiająco równe.  
- Umiesz gotować, prawda?
- Może … ale nie mam na to czasu.
Ostrożnie zdjął kask, odkładając go na siedzisko za stolikiem. Jajecznicą zapachniało w pomieszczeniu, aż oszust także zrobił się głodny. Gdy Susan nakładała sobie na talerz usmażone jajka z pomidorami, spojrzał na nią tak, że podzieliła się z nim jedzeniem, którego i tak było nie wiele.  
- Jedz, żebyś nie pomyślał, że jestem taka wredna.
Myślała, że nie ruszy ani kawałka, zanim się zorientowała, prawie nic nie było na małym talerzyku. Zjadła swoją porcję, po czym poczuła się senna.  
- Gdzie mogę spocząć? - spytała, chwytając za walizkę, którą przyniosła ze sobą.
- Chodź.
Weszli w głąb, znajdowała się tam jedna kajuta, z jedynym dwuosobowym łóżkiem. Władował się tam, padając na plecy, jakby był zupełnie sam.  
- O nie! Nie ze mną takie numery!
- O co ci chodzi? Zmieścimy się …
- Nie jestem jakąś dziwką! Co to, to nie!
Przewrócił oczami, uśmiechnął się szelmowsko. Otworzył szafę, z której zaczął coś wyciągać.  
- Co to? Namiot dla mnie?
- Nie hamak … dla mnie.
Z boku łóżka było dość dużo miejsca, na przeciwległych ścianach znajdowały się mocowania, do których zaczepił prowizoryczne miejsce do spania.  
- Tam za drzwiami jest łazienka. - wskazał ręką, usadowiając się na chyboczącym się hamaku.
Otworzyła walizkę, szukając czegoś do spania. Przypomniała sobie, że przez pośpiech zostawiła piżamę w wersalce, razem z pościelą.  
- Niech to szlag!
- Co się stało?
- Nic.
- A jednak, mogę ci pomóc jak chcesz.
- Masz może t-shirt?
- Mam.
- Dawaj!

Wygramolił się z hamaku, po czym zajrzał do szafy. Rzucił jej czerwony wymięty podkoszulek, z napisem „sex instructor”.
- Co to ma być?
- Bierzesz, czy śpisz bez, … ruda? - zaśmiał się.
Zmarszczyła brwi, chcąc wejść do łazienki, ale pociągnęła za klamkę i weszła do dziwnego pomieszczenia, gdzie oszust trzymał swoje najcenniejsze sekrety. Podbiegł do niej, prawie na siłę wypychając ją stamtąd. Zamknął drzwi na klucz, który schował z powrotem do kieszeni spodni.  
- Łazienka jest obok. - dodał zły na siebie, że zapomniał wcześniej zamknąć swojej jaskini.
- Co tam było?
- Nie twoja sprawa. Nie wolno ci tam wchodzić! - dodał z bardzo poważną miną.
Widziała, że nie ma co drążyć dalej, poszła się umyć, zamykając za sobą drzwi. Coś strzeliło w zamku, ale się tym nie przejęła. Umyta i przebrana w kontrowersyjny t-shirt, który sięgał jej do połowy ud, chciała wyjść, ale zamek ani drgnął.  
- Co jest? - mruknęła do siebie.
Pociągnęła mocniej, ale wciąż bez rezultatu. Wreszcie zaczęła szarpać i kopać, gdy usłyszała jego głos z drugiego pomieszczenia.
- Przekręciłaś zamek?
- Tak, to normalne, jestem z obcym mężczyzną, mogłeś mi wejść jak brałam prysznic!
- Bez obaw, wiem jak wygląda kobieta nago – zaśmiał się głośno.
- Wypuść mnie, pomóż!
- Zapomniałem cię ostrzec, że zamek jest popsuty, jak się go zamknie, to …
- Otwórz! Natychmiast!
- A magiczne słowo? - dodał przybliżając się do wrót.
- Proszę!
- Dobra, tylko już tak nie szarp, wariatko, bo cię nie wydobędę!

Za chwilę zjawił się z jakimiś narzędziami, pomęczył się chwile, po czym uwolnił miedzianowłosą. Spojrzał na nią, gdy stała przed nim w jego bluzce, z rozpuszczonymi długimi włosami. Whisky trochę mu szumiało w głowie, pewnie przez to, że zjadł zbyt mało. Chciał ją objąć, ale popchnęła go na podłogę skonsternowana.  
- Nie waż się mnie dotknąć! Bo … bo …
- Bo ugryziesz? - zaśmiał się ponownie.
- Właśnie, z ust mi to wyjąłeś.
- Dziewica się znalazła – mruknął pod nosem.
Zniknął w łazience, a ona położyła się w jego łóżku. Chciała sobie poprawić poduszkę, kiedy spostrzegła coś różowego, wciśniętego za zagłówek. Pociągnęła ręką i wydobyła fikuśne stringi z koronki. Z odrazą odrzuciła je dalej. Złodziej musiał prowadzić ciekawe życie, nie tylko jeśli chodziło o pieniądze. W myślach wyobraziła sobie, co za ekscesy musiały się tu dziać wcześniej, aż bała się zasnąć z nim w tym samym pomieszczeniu. Zakryła się po szyję szczelnie kołdrą, chociaż w pomieszczeniu było ciepło. Delikwent wyszedł w bokserkach, prężąc swoje ciało przy ziewaniu. Wgramolił się na hamak, przykrywając się cienkim kocem.  
- A światło? Kto zgasi? - dorzuciła Susan.
Nic nie odpowiedział, padł zmęczony, a po chwili rozległo się głośne chrapanie. Wstała gasząc lampę, potem przewracał się w łóżku kilka razy, aż nie wiadomo kiedy usnęła.  

Z rana otworzyła oczy, ale na hamaku nikogo nie było. Wyszła do kuchni, a potem na pokład, zorientowała się, że jest zupełnie sama. Dobiegła do toalety, chciała coś na siebie narzucić, kiedy zobaczyła spodnie, do których oszust chował klucze. Pomyślała, że musi być roztrzepany, skoro nie pilnuje swoich rzeczy. Wydobyła pęk różnych kluczy, zaczęła otwierać drzwi, za które nie pozwolił jej zaglądać. Wreszcie po trudach, drgnęły, zaskoczyło. Serce zabiło jej szybciej, gdyż znajdowały się tam różnego rodzaju przedmioty, które służyły do obrony bądź ataku. Linki, noże, nawet broń palna, strzałki, łuk. W rogu pomieszczenia, w którym unosił się kurz, znajdowały się stare książki. Obok znajdowało się pełno map, rozwinęła jedną z nich. Nie znała się na dziwnych symbolach, ale wyglądało to na jakiś archipelag wysp. Ewidentnie jej coś w tym nie pasowało, przecież ostatnio kradł biżuterię, a tu nagle takie niespodzianki. Chciała dalej przeglądać i przeszukiwać wnętrze, kiedy z przerażeniem poczuła na plecach czyjąś dłoń.
- Mówiłem coś wczoraj! Nie wyraźnie się wyraziłem? - odparł stanowczo.
- Ja chciałam …
- Sprytna z ciebie bestyjka, chciałem cię sprawdzić, nie można ci ufać. Myślisz, że byłem na tyle nieprzytomny, aby zapomnieć zabrać kluczy z kieszeni?
Przełknęła głośno ślinę, jego wzrok wydawał się zimny. Spojrzała na niego z przerażeniem w oczach. Wyrzucił ją na siłę na zewnątrz, zamykając na powrót zakazaną kajutę.  
- Zrobiłem zakupy, przebierz się, jemy i wyruszamy.
- Dokąd?
- Zobaczysz, ruda wariatko. - dorzucił złośliwie. - Pora byś zobaczyła na czym polega twoja praca.
- A ty co, Rambo, czy Indiana Jones? Po co ci te wszystkie rzeczy?
Spojrzał na nią, lustrując wzrokiem z góry na dół.  
- Gdybym ci powiedział, musiałbym cię zabić – syknął.
Struchlała, gdyż w tej właśnie chwili pomyślała, że jednak mógłby być do tego zdolny.  
- Ale masz minę – dorzucił, widząc jej przerażenie – Prędzej to ty byś mnie zabiła, broniąc cnoty.
- A skąd wiesz, że nie miałam wcześniej kogoś, co?
- Nie wiem i nie obchodzi mnie to. - dorzucił, sięgając po butelkę piwa, które otworzył podważając kapsel o krawędź szafki.

1 013 czyt.
100%134
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i przygodowe, użyła 1831 słów i 9948 znaków. Tagi: #miłosne #przygodowe

4 komentarze

 
  • Somebody

    Somebody · 5 marca

    W końcu mogę się zameldować Jest dobrze - lekko, zabawnie i przyjemnie. Doskonałe opko na wiosnę  

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 2 marca

    Patelnia może być kością niezgody i Lucas będzie musiał w jej towarzystwie nosić kask   
    Susan zgadzając się na współpracę będzie musiała się przyzwyczaić do jego porządku i rytuałów. No i zakazany owoc. No musiała to sprawdzić! To będzie niezła przygoda dla nas

  • AnonimS

    AnonimS · 2 marca

    Dokąd ją Lukas i los  zaprowadzi?

  • emeryt

    emeryt · 2 marca · 202091556

    Nie tylko dobre, lecz i bardzo zaciekawiło mnie. A najbardziej zdziwiła mnie zmiana tematyki tego utworu. Sądziłem że specjalizujesz się w szeroko pojętej fantazy, a tu taka zmiana. Lecz Droga Autorko, pisz na każdy temat, bo szkoda byłoby zmarnować taki talent. Przesyłam serdeczne pozdrowienia i oczekuję na kolejne odcinki twoich lub waszych opowieści.