Zaskakujące Lądowanie rozdział 2- 3

2
Samuel

  
   Co za kobieta?! Muszę przyznać, że bardzo apetycznie atrakcyjna. Włosy krótko ścięte, sięgające do jej idealnie zarysowanej brody, grzywka pod ukos przyklejona do czoła przez deszcz. Ciemne blond włosy z odrobiną jasnych pasemek, szare oczy, długie czarne rzęsy, zgrabny nos z lekko uniesionym czubkiem w górę i te pełne malinowego koloru usta, mógłbym je całować bez końca. Jest jedną z tych dziewczyn, które wyglądają naturalnie. Niższa ode mnie, ale to tak, jak większość ludzi. Może tylko mi się zdaje, ponieważ mam 185 wzrostu. Najbardziej, co przyciągnęło moją uwagę, była jej figura. Nie za chuda i nie za gruba, ale wręcz idealna, by można było solidnie chwycić za boki… Mój kogut w spodniach napręża się na samą myśl o tym, co mógłbym z nią zrobić. Wrrrrr…
   W momencie, kiedy zauważyłem, gdy opiera się o drzwi wiedziałem od razu, że wyląduje na swoim okrągłym tyłeczku, dlatego byłem już w drodze do wejścia, gdy miała spotkanie z podłogą, a gdy nasze spojrzenia spotkały się to wiedziałem od razu, że chcę ją poznać. Tylko moja gęba nie wie, kiedy ma się zamknąć. Jestem przekonany, iż ostatnie słowa musiały być powodem jej dyla. Tylko nie mam zielonego pojęcia dlaczego? Teraz nie ma szans, aby się w piątek pojawiła. Jestem wpieniony sam na siebie. Dziewczyna cudownie umiliła mi przedpołudnie, a ja to tak w mistrzowski sposób spartoliłem. - Baran z ciebie Sam!
   Biorę jej niedopity koktajl i wypijam go jednym duszkiem. W tym momencie iskierka nadziei podsuwa mi pomysł. W końcu ona umiera na samym końcu. Z pustą szklanką i jej twarzą przed moimi oczami kieruję się ku lady, by utrwalić mą fascynację jej osobą w nowej miksturze.


  
3
Mia



   O mój Boże! Co to było?! Nie, to mnie przerasta. Nie mogę pozwolić, aby ON miał taką kontrolę nad moją osobą. Tym bardziej że minęły już trzy lata.  
   Wchodzę do mieszkania, wieszam kluczyki na haczyk przy garderobie, która znajduje się po prawej stronie. Natomiast w pomieszczeniu po lewej jest łazienka. Ściągam buty i kieruję się przez pokój gościnny do sypialni, aby przebrać przemoczone ubrania. Zrzucam z siebie mokre ciuchy i zakładam suchy materiał. Idę do kuchni, otwieram lodówkę, biorę ser, szynkę i Remoulade. Tak, wiem, jest gorsza od czekolady, ale nie mogę oprzeć się jej smaku, ponieważ jest pyszna. Uzbrojona z kanapką w ręce siadam na kanapie i rozglądam się po pokoju. Białe ściany, bez żadnych obrazów, czy innych chociażby najmniejszych dodatków. Na wprost znajduje się balkon, z lewej TV, a po prawej komoda i moje dwa średnie kartony, które kłują mnie w oczy. Przede mną stoi mały stolik kawowy. Wstaje, podchodzę do pudeł, otwieram je. 'I gdzie ja mam to wszystko upchać?' Myślę. W komodzie nie ma miejsca, szafa w sypialni pełna, a w otwartym regale nie ma mowy, żebym mogła to wszystko poukładać.  
  Wracam na kanapę i koncentruję się nad kanapką.' Mam, Ha!' – Przyszedł mi pomysł. Zrywam się na równe nogi. Wyciągam zawartość dwóch kartonów i sortuję. Numer jeden – przydatne, numer dwa – mało przydatne, numer trzy – do śmieci. Po zakończeniu sortowania wstaję z podłogi, by zobaczyć efekt końcowy. Od razu rzednie mi mina i stwierdzam, że z tej hołdy rzeczy, trzy są nieprzydatne. Dlaczego mam tego aż tyle? – Pytam samą siebie. Zaczynam sortowanie od nowa.  
Znowu to samo.  
- Ok, skup się! Tylko to, co potrzebujesz - mówię sama do siebie, podejmując kolejną próbę. Im więcej się zastanawiam, tym większego dostaję szału.  
- A w dupie to mam - krzyczę i wrzucam wszystko z powrotem do kartonów. Odstawiam je w kąt, wyciągając do nich język. Jutro też jest dzień, bym mogła się tym zająć.'Tak jak był wczoraj, w tamtym tygodniu i dwa tygodnie temu.'
  Słońce powoli chowa się za blokami i zaczyna zapadać zmrok, więc zaciągam rolety. Myślami wracam do chłopaka z baru. Wiem, że on nie jest temu winien, że jego słowa wyprowadziły mnie z równowagi. Natomiast muszę przyznać, iż jest bardzo urodziwy. Kieruję się w stronę łazienki, aby wziąć prysznic.  
   Z umytymi zębami, obwinięta w ręcznik wracam do sypialni. Otwieram szafę, wyciągam moją letnią piżamę z Myszką Miki. Przy okazji przygotowuję ubrania na jutrzejszy dzień, ciemne jeansy z dziurami na kolanach i fioletowa bluzka z napisem ‘Nic nie powiem, ale to, co myślę jest okrutne.’ Uwielbiam moją bieliznę. Przeważnie są to komplety z koronki w wielu kolorach, ale również gorsety, których już nie zakładam, z jego winy – dodaję w myślach. Mój wybór garderoby kładę na krześle przy biurku, na którym leży laptop.  
  Moje mieszkanie jest małe, ale z odrobiną kreatywności można je dobrze urządzić, dlatego w sypialni znajduje się tylko trzydrzwiowa szafa z lustrem, obok regał z książkami, biurko, szafka nocna i moje łóżko, którego za nic w życiu nie wymienię na inne. Biorę mój telefon i sprawdzam, czy mam jakieś wiadomości lub nieodebrane połączenia. Nic. Wcale się nie dziwię, istnieją tylko trzy osoby, które znają mój numer – mama, brat oraz szef. Dlatego nie potrzebuję komórki w pracy. Sprawdzam  budzik, po czym odkładam komórkę na bok. Zapalam małą lampkę nocną, chwytam  książkę „After Truht” i kładę się do łóżka.
   Budzę się zalana potem, serce wali mi, jak szalone. To był sen, tylko sen. Łapię za telefon, widzę, że jest dopiero 6:07. Wypuszczam powietrze i myślę, jak długo będzie jeszcze trwało jego nękanie. Nie ma mowy, bym zasnęła, więc podnoszę się z łóżka i idę pod szybki, zimny prysznic. Ubieram się, wypijam w spokoju moją porcję kofeiny. Gotowa do startu zamykam drzwi za sobą. Nagle słyszę, jak ktoś zbiega po schodach.  
- O! Mia! Hej, co ty tu robisz? - Wita mnie ktoś, a ja odwracam głowę w stronę, skąd dochodzi znajomy ton. Czuję się jakby, ktoś walnął mnie węglarką w łeb. Samuel.  
- Hej? Yyy, mieszkam tu? - Raczej brzmi to, jak pytanie niż stwierdzenie.
- Poważnie? - pyta zaskoczony moją odpowiedzią.
- Nie na niby, szukam zgubionego wibratora - odpieram opryskliwie, a za chwilę w myślach daję sobie lep w czoło.  
- I co? Udały się poszukiwania? - docieka z uśmiechem na twarzy. - Jak długo  już tu jesteś? - dodaje.
- Od prawie miesiąca - odpowiadam.  
- Bingo! Pan Rotmayer wyprowadził się jakieś dwa miechy temu. - Klepiąc się w czoło,  jak ja prędzej w myślach.  
- A ty, czego zapomniałeś? - Oddaję pałeczkę.  
- Tak się składa, że niczego i wygląda na to, że jesteśmy sąsiadami. Mieszkam nad tobą - mówi z dumą.
Po prostu fantastycznie! Niech ktoś zepchnie mnie ze schodów. Nie dość, że wpadłam tyłkiem do jego baru, to jeszcze jest moim sąsiadem!  
- Właśnie spełniło się moje marzenie - warczę pod nosem.
- Serio?- Słyszę nadzieję w jego głosie. Patrząc na niego, podnoszę jedną brew do góry.  
- To oznacza- NIE- mam rację? - Widzę, jak jego barki opadają w dół.  
- Brawo, bystry jesteś. Myślałam, że po wczorajszym dniu nie będę cię musiała więcej widzieć. - Kwituję mu.  
- Oznacza to, że nie miałaś zamiaru przyjść na otwarcie Samtajl-baru ?- Słyszę, że jest zawiedziony. Robi mi się trochę przykro, ale nie potrafię, nie mogę…
- Ooo, teraz tym bardziej nie postawie nogi w twoim barze. - Odwracam się na pięcie i schodzę po schodach.  
- Mia! Czekaj. Powiedz mi tylko, dlaczego? - pyta głośniej, schodząc za mną. Myślałam, że po tym koszmarze będę miała o wiele lepszy start w nowy dzień. Ha, koń by się uśmiał!
Wkurzona obracam głowę i mówię do niego.  
- Słuchaj Samuel, jesteś miły, zabawny i pomocny, ale po wczorajszym lądowaniu na twojej podłodze jest mi strasznie głupio. Teraz okazuję się, że mieszkamy na tej samej ulicy, w tym samym bloku i do tego jeszcze w tej samej klatce schodowej. Dzwoni?- pytam, a on stoi zamurowany na jednym ze stopni.
- I to jest powód? - Chce wiedzieć z miną na twarzy, jakby właśnie wszedł w psią kupę i zaczyna się głośno śmiać. - Boże, ale ty jesteś słodka!  
- Grrrr..! - Odwracam się i uciekam do pracy.
   Idąc ulicą wzrok wbity mam przed siebie. Baaa! Jak on może mnie nazwać słodką i się wyśmiewać?! Jakim cudem...? Ach brak mi słów. Gdyby tego było mało, wyglądał dzisiaj, jak z reklamy Pepsi, brakowało jedynie rozpiętych guzików koszuli. Nie! Muszę go trzymać z daleka od siebie. Znajomość z nim oznacza tylko kłopoty… kłopoty dla mnie. A zwłaszcza teraz, gdy toczę walkę z samą sobą. W sumie nie powinno być to aż tak trudne, ponieważ od jutra otwiera swój bar, więc szanse na to, aby zamienić z nim słowo, są równe zeru.
- Poczekaj! Idziemy w tym samym kierunku. - Słyszę głos Samuela za plecami. Tyle na temat "szans równych zeru."
- Widzę - burczę, przyśpieszając kroku.
- Ciężka noc? Albo boli cie jeszcze tyłek? - pyta.
'Mogę prosić o taśmę klejącą, aby zakleić mu dziób?'
- Tak.
- Tak, ciężka noc, czy tak, boli tyłek? - ciągnie dalej.
- Tak i tak. Może teraz przestaniesz gadać? Przygotowuje się psychicznie i fizycznie na kolejny dzień pracy, a ty mi w tym przeszkadzasz - warczę.  
- Okej, okej, kapuję. - Podnosi dłonie w kapitulacji. Milcząc idziemy obok siebie. Zadowolona klepię się w myślach po plecach.
- Co wczoraj zrobiłem nie tak, że zerwałaś się, jak poparzona i uciekłaś? - Chce się dowiedzieć.
Naprawdę? Chłopak nie ma obaw o swoje klejnoty?  
- Nie rozumiesz, że nie mam ochoty rozmawiać?! - syczę.
- Ok. W takim razie musimy się pospieszyć. Ty, bo możesz się spóźnić do pracy, a ja, bo mogą wykupić mi wszystkie ulubione drożdżówki.
Kopara opada mi w dół. Drożdżówki? Serio?
- Drożdżówki? Dlatego wychodzisz po nie o 7:30? - pytam zaskoczona.
- Yep. - Szeroko się uśmiecha. - Zdarzyło się, że piętnaście minut po dostawie było już wszystko wykupione. Jadłaś kiedyś wypiek z Mr. Muffin? Bułki są przepyszne, a drożdżówki palce lizać - opowiada z takim zachwytem, że moje kąciki ust lekko drgają w górę.
- Ja za to preferuję Lidl’a - burczę.
- Kupię ci coś na spróbowanie i się przekonasz, że wypieki z tego miejsca naprawdę potrafią zgwałcić umysł - odpowiada z szerokim uśmiechem.
- Gwałtem umysłu przez wypiek nie jestem zainteresowana. Nie dziękuję.
- To nie, więcej dla mnie - mówi, puszcza mi oczko, nachyla się w stronę mojego ucha, po czym dodaje - nie wiesz, co tracisz.
- Muszę tutaj odbić. - Przymierzam się do przejścia na drugą stronę ulicy.
- Pa pa sąsiadko! - woła za mną. Tyłem odwrócona do niego podnoszę rękę i idę dalej.

4 427 czyt.
96%244
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1995 słów i 10796 znaków.

4 komentarze

 
  • nanoc

    nanoc · 12 września

    Uffff co za akcja, ale Twoja Mia, ostro sobie poczyna - ale mnie się podoba  

  • nefer

    nefer · 8 lipca

    Zabawnie opisane rozterki i przemyślenia bohaterki. Nie tylko te związane z Samuelem, ale zwłaszcza dotyczące porządków w mieszkaniu i wyrzucania zbędnych gratów. Pozdrawiam.

  • Kocica69

    Kocica69 · 13 czerwca

    Wciągające już zabieram się za czytanie kolejnej części

  • Margerita

    Margerita · 6 czerwca

    łapka w górę bardzo mi się podoba a Samuelowi Mia widzę wpadła w oko