Zaskakujące Lądowanie rozdział 17

Dla tych, którzy nie mogą się doczekać...


17
Mia

     Podczas jedzenia rozmawiamy o banałach. Kolorach, książkach, filmach, muzyce i zespołach.
– Moimi faworytami jest Imagine Dragons, nie wiem, czy o nich słyszałaś – przyznaje Samuel.
– Chyba żartujesz, albo? Dan Reynolds i jego grupa są mistrzem świata. W szczególności perkusista Daniel Platzmann. Typ rządzi bębnami. Ja kocham ich muzykę! – oznajmiam z euforią i pełną buzią po mielonego banana.
– Słyszałaś od nich nowy kawałek? – pyta mnie chłopak.
– Hopeless opus! – mówimy równocześnie, przybijając sobie piątkę.
– Nareszcie ktoś, kto zna się na dobrym bicie – stwierdza Sam.
– To nie jedyny rodzaj muzyki, jaki słucham.
– Dajesz. – Zachęca zaciekawiony, na co kręcę przecząco głową – Kiss? Justin Biber? One Direktion? Rammstein? – Strzela. – A może Smerfy? – Rusza szybko brwiami w górę i dół. Ponownie kręcę przecząco głową. Jeszcze mnie wyśmieje z Disco Polo. Pewnie pokaże mi spragnionego dzięcioła, śliniąc palca, klepiąc się nim po czole, aby dać ptaszkowi wody. Nie dziękuję. Wole trzymać dziób na superglue.
– Nawet twoje wytrzepane koktajle nie przekonają mnie do... – Z piskiem ląduję na drewnie, a Sam zaczyna mnie łaskotać.
– Orz ty! Będę cię tak długo torturować, aż puścisz parę! – Trafia w miejsce, gdzie mam największe gilgotki. Zaczynam się jeszcze głośniej śmiać, brzuch zaczyna boleć, kopię rękoma i nogami, głowa lata na prawo i lewo, próbuję go odepchnąć, ale nadaremna to robota. Samuel sam się śmieje, widać, że ma ubaw po pachy. Wtem bluzka zsuwa się wyżej, ukazując skrawek mojej skóry. Chłopak przerywa atak, a ja zamieram.  
  ‘Orz w mordę jeża, nietoperza... Niech to szlag!!!’  
   Odruchowo ściągam T-shirt w dół, zrywam się na równe nogi. Jest mi okropnie nie przyjemnie. Właśnie widział coś, czego nikt nie powinien ujrzeć oprócz mnie.
– Muszę wracać do domu. – Włączam tryb samoobrony. Robię blokadę. To jest jedyne najlepsze i sprawdzone rozwiązanie. Nie powinno go to obchodzić.
– Mia, nie rób tego... – Podnosi się w szybkim tempie. W jego oczach widzę niedowierzanie. Samuel otwiera buzię, by coś powiedzieć, lecz podnoszę rękę do góry. Mroźny pot spływa ciurkiem wzdłuż kręgosłupa w dół na wznak zagrożenia.
– Zostaw – warczę.
– Chodzi o to, co właśnie widziałem? – Robi krok w moją stronę, ja jeden w tył, chcę go powstrzymać, ale Sam kładzie swoje dłonie na moich ramionach, jego spojrzenie jest łagodne, uspakajające, co jedynie podsyca jeszcze bardziej wzrastającą we mnie panikę, dudniące serce i instynkt ucieczki.
– Weź. Te. ŁAPSKA – warczę groźnie. Wzburzona adrenaliną w żyłach krew z szumem zatyka uszy, jestem krótko przed... Ręce Samuela opadają w dół, wyraz jego twarz mówi sam za siebie. Nie rozumie tego.
Nie potrzebuję więcej tego gówna, dla mnie na dzisiaj już wystarczy, muszę się stąd wynieść i to najlepiej w trybie NOW. Odwracam się, schodzę po drabinie w dół. Jak mogłam do tego dopuścić?
    Zeskakuję z ostatniego szczebla, dając w przekształcone w budyń waniliowy nogi, dyla, by móc odizolować się od świata. Nie mogę mu powiedzieć, jak do tego doszło, jeszcze mniej powód. I tak nie zrozumie, zacznie osądzać tak jak każdy do tej pory. Może fajnie mieć kogoś, co cię toleruje, lecz jestem niezdolna do zaufania drugiej osoby, ponieważ ostatnim razem zakończone ono zostało… Na to wspomnienie tracę równowagę, opadam kolanami w trawę.
'Weź się Mia w garść. Nie ukazuj słabości!' Karcę się w myślach.  
– Mia, proszę cię, porozmawiaj ze mną. Chcę w końcu wiedzieć, co się z tobą dzieje. Pomału dostaję bzika – mówi zmartwionym głosem szczeniak, dotykając mnie za przedramię. Jeżeli myślałam, iż w domku z drewna miałam panikę, to nie wiem jak nazwać teraźniejszy stan paraliżujący wszystkie mięśnie uniemożliwiający ucieczki. Jestem w pułapce.
Co mam robić?... Myśl... Myśl i to szybko!!! Powiedzieć albo podjąć jeszcze jednej próby zwiania? Skłamać czy powiedzieć prawdę? Zrozumie mnie?  
– Nie chcę, a tym bardziej nie mogę na tobie polegać – odpowiadam słabym, chwiejnym głosem, masa ciała ze strachu dygocze z potrójną siłą, wysysając powietrze z płuc.  
– Znamy się od ponad siedmiu tygodni. Jesteśmy sąsiadami, widujemy się prawie codziennie, pomagasz mi w barze, mówimy sobie o wielu rzeczach, od dwóch dni mam przed sobą trupa, który mdleje, wypluwa z siebie ducha i ty jeszcze wahasz się mi zaufać? Ja rozumiem, że nie jesteś gotowa mi powiedzieć, ale na miłość Boską, Mia! Spójrz na siebie! Ty się wykańczasz. Nie będę stać z boku i gapił się, jak znikasz. Kiedy ostatni raz spałaś? Kiedy twój żołądek widział od środka posiłek? Kiedy w ogóle był ktoś przy tobie, aby cię wesprzeć? Czy ktoś kiedykolwiek podał ci rękę i powiedział ‘chodź, pomogę ci?’ Ja tu jestem i widzę, jak ci paskudnie idzie. Dlatego wyciągam do ciebie tę cholerną dłoń, bo chcę byś była Mią, co się śmieje, ma zawsze w pogotowiu powalające na grzbiet docinki, a nie Mią, która cierpi – mówiąc to, ani razu nie spuszczał ze minie oka. Wszystko, co powiedział jest fikcją.
Lecz co jeśli wyznam mu całą prawdę, a on ucieknie i stracę wartą dla mnie osobę? Jest warte podjąć się tego ryzyka?
– Boję się – wyznaję cicho bez tchu.
– Czego? Tego, że cię wyśmieję, ocenię, zostawię samą? Sorry, ale jesteś pod tak złym adresem... – Nie mogąc tego powstrzymać, wybucham niczym bomba atomowa na tak dobrze mi znane słowa.
– ON TEŻ TAK MÓWIŁ!!! – drę się, przestraszając tym ptaki w lesie. – On też tak mówił – powtarzam ciszej.
– Kto mówił? – docieka cicho.
– Ex. To jego wina. On mnie wykańcza! – Szloch wydobywa mi się z ust. – Że ja durna nie wiedziałam prędzej tego jakim jest psycholem. Byłam szurnięta, dopuszczając go tak daleko! Nie mam już sił Sam... Nie potrafię dłużej… – Mam wrażenie, jakby było przynajmniej minus trzydzieści stopni, zimne poty po raz setny ogarniają moje całe ciało, choć staram się równomiernie oddychać, mdli mnie z niedoboru tlenu.
– Przyniosę koc. Zaraz jestem z powrotem – zapewnia mnie. Zaczyna mi być wszystko obojętne, a to jest najgorszy stan ze wszystkich. Ostatni raz go przechodziłam, kiedy Elias... Podciągam nogi pod brodę, czoło opieram o kolana i zaczynam się kołysać. Przód, tył. Przód, tył…

1 907 czyt.
96%265
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1136 słów i 6659 znaków, zaktualizowała 26 cze o 16:38.

5 komentarzy

 
  • Margerita

    Margerita · 25 czerwca

    Łapka w górę jak zwykle rewelacyjna część czekam na następną część

  • Zakochana5

    Zakochana5 · 25 czerwca

    Czeka człowiek i doczekać się nie może

  • Gazda

    Gazda · 25 czerwca

    Wrrr, przerwać w takim momencie. Ty chyba uwielbiasz torturować nas. Czekam nicierpliwie na ciąg dalszy

  • seth666

    seth666 · 25 czerwca · 210949574

    Mocne, cholernie mocne i jak zwykle za krótko i za mało Jest trochę literówek, ale diabli z nimi, opowieść wciąga masakrycznie

  • AHopeS

    AHopeS · 25 czerwca

    czekam na wykurzonych czytelników