Zaskakujące Lądowanie rozdział 14

   14
Samuel

     Dziewczyna patrzy na mnie z przerażeniem w oczach i gotowością do obrony, lecz nie mam ochoty doświadczyć jej samoobrony na własnej skórze.  
– Byłaś wycieńczona i usnęłaś, więc cię przeniosłem, a że byłem zmęczony, to uciąłem sobie komara. Ktoś musiał czuwać. – bronię się, by nie mieć skopanych jaj.  
– Dziękuję. Nie trzeba było. – szepcze zawstydzona. Nie mam pomysłu jak mam wbić do jej główki, że nie jest sama w takich momentach.
– Mia, ile razy mam ci powtarzać, abyś nie dziękowała za coś, co by zrobiła każda jedna osoba? – Zaczynam, ale ona odwraca się i wstaje z łóżka. Marszczę brwi, bo nie czaję tego. – A ty, dokąd to? Wracaj do wyra – rozkazuję.
Jak zwykle ignorując moje polecenie, otwiera szafę.
– Muszę do pracy – odpowiada.
Właśnie akustycznie źle ją zrozumiałem, chyba nie ma zamiaru iść w takim stanie do UPS. Przygotowując się psychicznie na walkę, którą zaraz z nią stoczę, układam w łbie taki plan ataku, aby obie strony wyszły z remisem.
– Nie bądź śmieszna. W takim stanie? Nawet Frankenstein się ciebie wystraszy – stwierdzam fakty. Siadam na łóżku biorąc ją dokładnie w wizir.  Choć jest odwrócona do mnie plecami, wyciąga z półek parę ubrań, tak widzę jej opadające w dół ramiona.
– Sam. Ja nie mam innego wyjścia, muszę iść. To mi pomoże, żeby nie myśleć o tej żenującej dla mnie sytuacji – mówi bez przekonania.  
Bardzo inteligentne z jej strony, aż przekręcam oczami.
– Uwierz mi, twój szef będzie wdzięczny za całego pracownika, a nie pół Zombie. Mia, ty jesteś wykończona. Osiemnaście godzin temu zemdlałaś, miałaś koszmar, w dodatku wyrzygałaś danie z tamtego tygodnia i JA twój przyjaciel, mam pozwolić ci iść w takim stanie do pracy? – pytam.  
A co robi Mia? Kiwa głową, że właśnie tak uważam. ‘Frustruje mnie ta kobieta!’
– Chyba coś cię szczyp... - Nie dokańczam. Powiew wiatru, jaki powoduje Mia swoim piruetem, zapiera mi dech w piersi. Jej mina ze wskazującym na mnie palcem, nie oznacza niczego dobrego. OHA! Teraz się dopiero zacznie.  
– A co ty tu masz do pozwolenia? Szczeniaki głosu nie mają! – mówi oburzona z podniesionym głosem. Jakby tylko wiedziała, jak bardzo mnie to kręci, gdy nazywa mnie szczeniakiem, to ot tak 'pstryk palcem' przestałaby mnie wabić. Rozśmiesza mnie ta wizja.
– Może jestem szczeniakiem, ale dbam o swoją pańcię, gdy czuje się źle. – Wklejam sobie lekki uśmiech, by złagodzić sytuację. Mia bierze głęboki wdech.
– Samuel ja to doceniam. Naprawdę, lecz potrafię o siebie zadbać, wiem, jakimi metodami mam walczyć – informuje. Te słowa wcale mnie nie przekonują, tym bardziej, kiedy jej ton stracił na sile.
– Teraz masz u swojego boku przyjaciela i nie musisz toczyć tego w pojedynkę, chcę zrobić to z tobą. Co w tym złego? – Wstaję, podchodzę do niej, aby wiedziała moje poważne zamiary. Na niczym innym mi nie zależy niż zdrowiu i ochronie Mii. Zatrzymuję się parę kroków przed nią, zmuszając ją tym, aby podniosła na mnie swoje szare oczy, które tak bardzo pokochałem.
– Nie jesteś pierwszym. – Słyszę znów ten ton samoobrony.  
Nie dobrze... Bardzo nie dobrze.
– I nie ostatnim. Dlatego nie popuszczę – wypowiadam te słowa tak, by nie zabrzmiały, jako groźba, lecz zakończonej dyskusji.
– Przepraszam, ale muszę wziąć prysznic i przygotować do wyjścia – informuje mnie z poddanym głosem. Moje koła zębate w głowie pracują na największych obrotach.  Nie mogę dopuścić jej do pracy w stanie rozjechanego placka. To będzie chore!
Nagle mnie oświeca. Tak, to jest zagranie na czerwoną kartkę, ale warte ryzyka. Jak nie chce po dobroci, to...
– Ok. Jak tam chcesz, tylko mam małą prośbę i oczekuję szczerej odpowiedzi – mówię mój warunek.
– Mam inne wyjście? – syczy, na co przecząco kiwam dynią.
– I to jest? – pyta bez interesownie. Biorę jej twarz w moje dłonie. Musi zrozumieć to, co mam jej do powiedzenia i chcę, aby wzięła to sobie do serca.
– Co by było, gdybym ja miał taki problem, co ty? Co byś zrobiła? Zastanów się nad tym, kiedy będziesz pod prysznicem – proszę ją, po czym puszczam, ponieważ gdy dłużej będę gapić się w jej spojówki, to zrobię jeszcze coś, czego będę żałował, czyli zmiażdżonego wora.
– Niech ci będzie – mamrocze pod nosem, mocniej dociskając do biustu trzymające ubrania, wychodzi z sypialni. Siadam na łóżko, twarz wznoszę na sufit i zamykam na chwilę oczy. Niebiosa. Dajcie mi siły.
Po powrocie z pracy do domu chciałem napisać w portalu ogłoszenie do baru, wtem Mia zaczęła przeraźliwie piszczeć. Z walącym sercem zbiegłem do niej, po to, by po otworzeniu drzwi ujrzeć trzęsącego się jak galaretka Dr.Ottker-a trupa, w dodatku reakcja na podniesienie dłoni, by trzepnąć w klatkę samego siebie, była dla mnie ciosem prosto w kasztany.  
Jak mogło przejść jej przez głowę, że chcę ją uderzyć? Na Boga!  Nawet nie miałem zamiaru jej dotknąć!  
   Trzydzieści minut później siedzę z kawą w ręku na jej kanapie. Mia wychodzi z toalety. 'WOW!' są moje pierwsze myśli. Czy to ta sama osoba? Czarne podkreślające jej krągłości jeans do kolan. Szara na ramiączkach bluzka z czerwonym napisem 'Moje kino w głowie zasługuje Oskara.' włosy ułożone jak w sobotę, a ich nowy kolor pasuje do jej pięknej twarzy. Oberżyna. Taki mi się przynajmniej wydaje, ponieważ wpada w ciemny fiolet. Ale hej! Nie jestem babą, aby znać się w tych klockach.  
Mia musi mieć makijaż, bo jej sine krążki spod oczu zniknęły.
– Wyglądasz… – Hamuję się w ostatnie chwili. – Na żonę Frankensteina –  mówię z suchym gardłem. Przecież nie powiem jej, że wygląda ślicznie, cudnie, powalająco, czy do z szamania. Mia wyciągając z uśmiechem język w moją stronę, podchodzi do stolika i bierze przygotowaną przeze mnie filiżankę kawy. Jak zdążyłem zauważyć, pije ją czarną bez cukru.
– A ty w tej pozycji Quasimoda. – Kąsa żartobliwie. Na ten komentarz wyginam twarz i robię garb. Ta chwila jest dla mnie bezcenna. Mia krztusi się, a kawa wypływa dziurkami z nosa. Wpadamy razem w atak śmiechu. Jak dobrze widzieć ją znów w beztroskim, rozbawionym, luźnym stanie.
– Głupi jesteś! – mówi wesoło, kiedy dochodzi po wybuchu rechotu.
– To co? Dostanę odpowiedź na moje pytanie? – Takkk, wiemmmm. Zabójstwo dla dobrego humoru, ale muszę to wiedzieć. Mia odstawia kawę na stolik, patrząc mi w oczy, siada obok mnie.
– Jo. Zastanowiłam się nad tym. Z pewnością walczyłabym razem z tobą, wspierała cię, pomagała jak tylko potrafię i na ile byś mi pozwolił. Chciałabym razem z tobą zwalczyć te demony. Nie umiałabym patrzyć, gdy cierpisz – przyznaje bardzo cichym, niepewnym głosem. Odkładam mój kubek, biorę jej dłoń w moją i przeszywam ją źrenicami.
– Widzisz. Właśnie odpowiedziałaś sobie na pytanie, ‘czemu on chce zerknąć przez dziurkę w płocie’. Idealnie, w końcu jesteśmy tego samego zdania. – Podnoszę moją rękę z jej dłonią do ust, składam na nich delikatny pocałunek. Skóra w tym miejscu jest miękka i cudnie pachnąca na owoce lasu, aż powstrzymuję impuls oblizania jej jak loda Algid-y.
– Ja nie wiem, czy tego chcę... Tego jest dużo i nie takie proste jak ci się wydaje, Samuel – mówi cicho, nie odsuwając swojej dłoni.
– Pańcia. Mamy mnóstwo czasu, zaczniemy pomału, krok po kroku. Ok? –  
Zachęcam ją spokojnym głosem, a serce wyskoczy mi zaraz nosem przez tego ściskającego kiszki, gigantycznego pietra przed jej odpowiedzią. Mia odwraca wzrok, jej oczy się rozszerzają a usta formułują bezgłośnie fuck.  
– Którego ja nie mam, bo jeżeli w tej chwili nie ruszę zadka, to się spóźnię! Holender jasny! – Wpada w panikę, podskakując z kanapy jak przestraszony ogórkiem kot. Naprawdę słodki widok. Teraz to dopiero jestem ciekaw, jaką wywołam u niej reakcję… Diabeł siedzący na lewym ramieniu ociera rękoma swoje rogi.
– Poczekaj, wezmę tylko kluczyki z bryki i cię zawiozę... – Specjalnie nie dokańczam zdania. Chcę właśnie wstać, aby pójść do mojego mieszkania.
– Ty masz samochód?! – woła zaskoczona zastygając w ruchu. LOL.  
No Halooo? Chyba mam XXI wiek, co nie?
– A ty myślisz, Tir przyjeżdża z towarem do baru? Oczywiście, że mam auto i zamknij w końcu buzię, bo ptaszek przyfrunie. – Wyszedłem właśnie na cwela?  
Muszę się śmiać z jej zszokowanej miny. Boże, ależ ja kocham tę kobietę!
– Lepiej się rusz, jak nie chcesz zostać wykastrowany – warczy.
– Wedle życzenia Pani. – Wstaję i mknę niczym rumak do mojego mieszkania.  
Ale będę miał frajdę z mojego majster planu!  

1 939 czyt.
97%293
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1553 słów i 8918 znaków.

3 komentarze

 
  • Margerita

    Margerita · 19 czerwca

    Łapka w górę Mia pokazuje pazurki ale powinna Samuela posłuchać

  • Marcin3867

    Marcin3867 · 19 czerwca · 193945434

    Super

  • szaramyszka

    szaramyszka · 19 czerwca · 284358659

    Genialne 😊