Zaskakujące Lądowanie rozdział 111

Zaskakujące Lądowanie rozdział 111… 2 …


Na osłodzenie Wam tłustego czwartkowego wieczoru.



111  
Mia  

  'No to dzwonek i po ptakach… wydało się…'  
Zamykam oczy, kiedy słyszę lodowaty ton mojego chłopaka. Nabieram głęboko powietrza. Nie mam innego wyjścia. Nic innego mi nie pozostaje, jak spojrzeć rzeczywistości w oczy. Odwracam się w stronę Sama, wklejam sobie słodki uśmiech, który od razu znika.  
– Gadaj – rozkazuje. Moje ramiona opadają w dół.  
– Odkąd mam taką możliwość – odpowiadam dzielnie. Już nic na to nie poradzi… przynajmniej nie dzisiaj.  
– Jaja sobie robisz? – pyta z niedowierzaniem, lecz ja kręcę głową.  
– Komu? – Wierci dalej.  
– Wszystkim – przyznaję się. Chłopak odrzuca głowę do tyłu, przecierając dłońmi twarz. Mówi coś, co brzmi jak przekleństwa. W sumie nie wiem, dlaczego robi z tego takie wielkie tam-tam. Przecież to nic złego, nie popełniam jakiejś zbrodni.  
– Teraz już wiem, czemu wprowadziłaś słoiki. Od jutra posiadasz własny. Zrozumiano? – ostrzega, patrząc na mnie. Przekręcam oczami, jego zachowanie jest dziecinne.  
– Wrzuć na luz – upominam go.  
– Mia, cholera! To są twoje zasłużone napiwki, które dzielisz między ekipą. Nie będę tego tolerował i albo będziesz posiadać własne szkło, albo je wycofam, by mieć pewność, że nie zrobisz przekrętu – grozi. Podnoszę jedną brew w górę. Mijają trzy sekundy, zanim Samuelowi zapala się jarzeniówka, robiąc z jego oczu latarnię morską. Chłopak marszczy brwi. Brawa dla szczeniaka. Od otwarcia baru wbijałam do kasy cenę jakiegoś posiłku równą sumie napiwku. Osły nawet nie zczaili… do teraz.  
– Nie wierzę! – Targa się za włosy i robi obrót na pięcie. Podchodzi do Toffika, mówi coś do ucha, przez co jego wzrok od razu pada na mnie. 'MEGA!' I co mi zrobią? Zwolnią za to, że nie łaszę się na pieniądze, jakie dostaję od zadowolonego klienta? Przykują do krzesła, bym nie wspierała kelnerów? A może zamkną w biurze?
    Długo nie trwa, kiedy załoga zabiera szkło z monetami, bunkrując je Bóg wie gdzie, a w zamian na ich miejsce stawiają ogromny plastikowy pojemnik z grubym czarnym napisem „MONSTER- TAJL.” Wspaniale… Idealnie… tak mi dziękują za podwajanie kasy, nazywając mnie jakimś barowym potworem?!
– Nie próbuj oszukiwać, bo przysięgam, przykleję ci zadek do krzesła i tyle będzie z twojej pomocy – ostrzega mnie chłopak. Wzruszam ramionami, biorę tacę do rąk, chcę go ominąć, gdy mnie zatrzymuje i nachyla się do mojego ucha.  
– Sprawa nie jest zakończona – uprzedza swoim ochrypłym głosem, zapowiadając intensywne pogłębienie tematu w innym znaczeniu tego słowa, na które moje ciało mimowolnie się raduje. Złośliwy uśmieszek skrada mi się na twarz.  
– Zapomnij – upomina, częstując mnie solidnym strzałem w pośladki. Z cichym zagranym „Rrrr” zmykam do tłumu ludzi, zanim naprawdę zdoła urzeczywistnić swoją groźbę z zabetonowanym kuprem w skrawku drewna.
  Kto by pomyślał, że z moim dobrym sercem po pięciu miesiącach istnienia baru sprawię. iż Samtajl będzie wyglądał jak kurnik wypełniony głośno gdakającymi gęsiami i indykami. Team jest gorszy od przekupek na targowisku. Nawet nie przysłuchuję się temu, co mają do powiedzenia. Ich komentarze interesują mnie tyle samo, ile dziurawe skarpetki Juliana. Mam o wiele ważniejsze sprawy na głowie. Firma budowlana, która pojawi się jutro o trzynastej, by zobaczyć nowe wydzierżawione pomieszczenie, jak i zajrzeć w zarys mojej wyobraźni. Następnie chcę zerknięć na płytki ścienne, które przyciągnęły moją uwagę na stronie internetowej sklepu budowlanego oraz potrzebuję fachowej porady względem techniki, by uzyskać na ścianach miedziany efekt, jaki przepowiada moja wizja. W chwili obecnej moje myśli krążą wokół cichej obietnicy psiaka.  
Ogłuszający gwizd zmusza mnie, by spojrzeć i skarcić osobę, która ma czelność wyrwać mnie ze snu na jawie.
– Co oskarżona ma na swoją obronę w sprawie brutalnego postępowania względem datków konsumenta. Dzielenia ich pomiędzy obsługę baru i tuszowanie za sobą wszelkich śladów zbrodni? – odzywa się Tom oparty o krzesło z założonymi dłońmi na klatce, przeszywając swoimi brązowymi oczami moje gałki, doprowadzając tym zdaniem do kompletnej ciszy w karczmie.  
Szacuneczek dla nich! Zamiast być mi wdzięczni, to robią ze mnie jakiegoś bandytę, który kradnie, a nie oddaje samowolnie napiwki i jeszcze robią z tego nie wiadomo, jakie przestępstwo!  
– Wezwijcie reporterów, bo sprawa musi ujrzeć światło dziennie. Może w końcu stanę się sławna – odpieram opryskliwie. Wstaję od stołu i kieruję się do biura po kurtkę.  
– Dokąd…?! – woła Samuel.  
– Rano mam parę ważnych terminów i muszę się przygotować – informuję szefunia. Kiedy cała załoga będzie sobie smacznie chrapać, ja będę biegać jak psychopatka z jednego końca miasta na drugi, wykonywać w biegu telefony i targować się względem jak najniższych cen. Szukać najlepszych rozwiązań tak, aby oni wyszli na tym, jak najlepiej. Bez ich wsparcia… chwila moment… Zatrzymuję się w korytarzyku, robię cztery kroki do tyłu, odwracam twarz w ich stronę.
– Zanim zapomnę. Oczekuję waszą trójkę punkt dziewiąta pod blokiem. To nie moja buda, bym sama o wszystko dbała! – Zrzucam bombę w ich kierunku. To jest w sumie ich interes, więc niech się trochę zaangażują, a nie zostawiają mnie z tym samą podającą gotowca pod nos. Nie tym razem.  
– Mia, o dziewiątej to ja… – protestuje Kai. Podnosi mi poprzeczkę złości o dziesięć stopni. Mrużę oczy i odwracam się w ich stronę.  
– Wiesz, ile mnie to obchodzi, co ty robisz o dziewiątej rano? Jeżeli ja muszę wstać, to ty też ruszysz zadek, a nie bezczelnie będziesz czekać na efekty – oznajmiam. Następnie kieruję wzrok na Krakersa, który również chce coś powiedzieć. – To samo tyczy się ciebie. – Biorę w wizir Samuela, gapiącego się na ciasteczkowego potwora. – Co do ciebie Pluto… liczyłam na większe wsparcie, ale widocznie wolisz się tylko na mnie spuszczać i prawić kazania. Tak naprawdę każdy z was powinien być wdzięczny za wypchane kieszenie szmalem. W zamian za to szukacie tylko zaczepki, aby wyprowadzić mnie z równowagi! Pomału odchodzi mi ochota na ten żłobek! – wołam podniesionym głosem. Nikt ze zgromadzonych nie ma odwagi oddychać, bo wiedzą, że mam rację. Codziennie robię wszystko, by im ulżyć. Wchodzę w im kupry, chodzę spać z tlącą dynią, a wszystko po to, aby czepili się durnych napiwków? Ziomki przegięli nieziemsko pały!  
– Myszko… – zaczyna łagodnie Samuel, wstając powoli z siedzenia – żaden powód do złości – mówi, dolewając tym oliwy do ognia. 'Nie kurde, żaden…' Zamykam oczy, gryzę się w język, by nie powiedzieć czegoś, czego będę żałowała lub skrzywdzić słownictwem. Nabieram porcję powietrza. Otwieram powieki, mój chłopak chce coś powiedzieć, lecz podnoszę dłoń.  
– Milcz – warczę. Robię piruet po kurtkę. W obecnej chwili oni wszyscy mogą mnie pocałować tam, gdzie słońce nie dochodzi.
   Dwie minuty później jestem gotowa do wyjścia. W lokalu zostało kilku osób z obsługi. Fachowo ignorując ich spojrzenia, omijam gromadkę siedzącą przy stole.  
– Ciao Bambini.




Od Autora.
Pączek z rozkoszą zjedzony? - Kciuk w górę odpalony! :D
Pozdrawiam AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1268 słów i 7575 znaków, zaktualizowała 19 lis 2020.

6 komentarzy

 
  • Margerita

    łapka w górę och ta Mia

  • AHopeS

    @Margerita Dziękuję.

  • Shogun

    Intrygujące.

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję bardzo :)

  • Basiaa

    No i kto tu jest SZEFEM, no kto? - wiadomo, Z dosypywanie dałaś do pieca, bomba, tego się nie spodziewałam.  :smiech2:

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję

  • nanoc

    Tak, świetne, i ten przewrotny wątek Mii z "przekrętem" - brawo ja zostałem totalnie zaskoczony, Brawo  :D  :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję

  • shakadap

    Brawo!
    Pozdrawiam i powodzenia

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję.

  • Aladyn

    AHopeS niczym Hitchcock potrafi stopniować napięcie. Byłem przekonany, że Mia dosypuje sobie, załodze i klientom jakieś środki dopingujące, lub co gorsza narkotyk. A tu okazuje się, że dzieli się z innymi swoimi napiwkami. No i kto by się tego spodziewał?

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję.
    "No i kto by się tego spodziewał?" - Autorka ;) :D