Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 92 - 93

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 92 - 93... 4 ...

92
Mia

  Może ktoś mi powtórzyć, a najlepiej przeliterować pytanie skierowane do mojej mamy? Ja chyba mam za dużo szmalcu w uszach i coś źle zrozumiałam. Już pomijam tę nowinę o kolejnej szczęśliwie zakochanej parze, czy ciągle gryzącego się brata z Riri, ale to?  
Nikt nie daje z siebie najmniejszego szmeru. Jul, Pascal i ja patrzymy na mamę, która wzrusza ramionami.
– Zaprosiłam Svena na kawę w ramach podziękowania przy przeprowadzce – odpiera rodzicielka bez większego zainteresowania. Może faktycznie w tym nic takiego nie ma, a Gabi chce siać fałszywe podejrzenia tak, by wymanewrować się z koziego rogu, w który została wpakowana przez „Duo In Love.” Nagle ktoś mnie szturcha.  
– Ciekawe, dlaczego mnie nie zaprosiła? – szepcze rozbawiony teść do mojego ucha. Spoglądam kątem oka na niego, a on wyszczerza zęby jak jego syn, w dodatku puszczo mi oczko. ‘Nee!’  
– Dziadek, ja ciebie naprawdę proszę. Nie manipuluj – ostrzega Lucy.
– Mamo, czy chcesz nam coś powiedzieć? – Julian oczekuje od matki wyjaśnień.  
– Dzieci, to była tylko kawa. Robicie widły z igły – odpowiada na jego pytanie, a ja  zaczynam się głębiej nad tym zastanawiać. W końcu ona przeszła horror z ojcem, później próbowała nas utrzymać, robiła wszystko, byśmy mieli dach nad głową, co jeść i w co się ubrać. Milion razy umierała ze zmartwień, przy tym nie miała nikogo, by mógł ją wesprzeć. Czy ja chciałabym być sama na starość? Z całą pewnością nie. Wręcz przeciwnie. Byłabym wdzięczna, gdybym miała jakąś osobę przy boku. Dlaczego nie mam jej tego życzyć? Mama również zasługuje, aby być szczęśliwą. Byłabym bardzo zadowolona, że po tylu latach życia w samotności poznała kogoś, kto o nią zadba, doprowadzi do śmiechu, który mało kiedy gości na jej jeszcze tak młodej twarzy.
– Szkoda. Miałem nadzieję, że zapoznanie pani z moim ojcem będzie… – zaczyna młody kelner.
– Pascal! To moja mama! Weź się… – Jul.
– Niekumaty! – upomina Riri Krasnala. – Chłopak nie miał złych zamiarów. Zastanowiłeś się kiedyś nad potrzebami pani Diany, egoisto? – warczy do Długiego.
Tu właśnie trafiła w punkt, do którego przed chwilą sama doszłam. W tym przecież nie ma niczego złego.
– Prosił ktoś smarkulę o zdanie? – Kurdupel.
– Ta smarkula to moja siostra, nie zapominaj się, Jul! – Wchodzi Misiek w ich słowną bójkę.
– To weź mi ją z karku, Kai – warczy mój brat.
– Bo masz mleko pod nosem, kocie! – Riri.
– Najpierw coś przeżyj, aby… – syczy Jul w stronę mojej przyjaciółki.
Nagle rozlega się ogłuszający znany gwizd, ale nie myślałam, że ten ton włożonych dwóch palców do ust, może należeć do mnie.
– Wyjazd z mieszkania! Zostaje jedynie Jul i Mama – wołam na cały salon, że aż dzieci się zbiegają.
– Szybko uczysz się zbiórki brygady – stwierdza Paula, do której się krótko uśmiecham i robię kamienną twarz.
– Macie minutę – ostrzegam.
– I zepsuła nam zabawę. – Melanie. Naprawdę uwielbiam pracowników Samtajl, ale w tej chwili chodzi nie o dobrą zabawę, lecz otworzenie mojemu bratu oczu.
– Która trwała… – Patrzę na zegarek. – O trzy godziny za długo. Miłego dnia. – Wiem, jestem okrutna, lecz mój instynkt macierzyński nie pozwala na inne działanie.  
Pożegnanie tej hordy bydła trwa dłużej, niż bym chciała. Nawet Joschua wkroczył do akcji, kiedy Julian i Soraya znów zaczęli sobie wpychać teksty do gardła. Nie, aby one były tak złośliwe jak między mną Samuelem, bratem, Flo lub Kaiem, czy Tomem, ale jeśli takie słowa ugrzęzną źle w gardle, może dojść do eskalacji, a tego nie chcę. Poprawię. NIKT tego nie chce. Dlatego, postanowiłam później porozmawiać z bratem, jaki ma problem względem siostry Kaia.
– Mamo – Zaczynam. Siedząc przy stole, biorę jej dłoń w moją. Julian ma dziwny wyraz twarzy, natomiast Samuel zajmuje się kolejną porcją kawy. – Jesteś młodą, atrakcyjną kobietą. Tyle lat byłaś samotna, masz prawo odetchnąć, spotykać się z mężczyznami, być szczęśliwą. Twoja rola matki została idealnie wykonana, teraz nadeszła pora byś zajęła się sobą. My to rozumiemy i nie stoimy na drodze.
– Tss – mamrocze brat pod nosem. Od razu częstuję go kopniakiem w kostkę.
– Ej! – woła zaskoczony smród.
– Jesteśmy dorośli, potrafimy o siebie zadbać – warczę z zaciśniętymi zębami w jego stronę i odwracam się do naszej rodzicielki. – Przyszedł czas, abyś odnalazła to, czego ci brakowało przez wszystkie te lata. – Dokańczam, ściskając mocniej jej dłoń. Na ustach rodzicielki gości delikatny uśmiech mówiący mi, że właśnie tego chce i potrzebuje.
– Dziękuję wam dzieci – mówi mama, a krzesło obok mnie zostaje z piskiem odsunięte. Julian wychodzi na taras, odpalając fajkę.  


     93
     Samuel

   Kompletnie nie rozumiem reakcji szwagra.
Nadeszła pora na męską pogawędkę, bo widocznie nie doszło do jego, choć dorosłego, kompetentnego, ale małego mózgu, o co tu tak naprawdę chodzi. Odstawiam na stole parujące filiżanki z kawą. Mia oraz Diana są lekko zaskoczone zachowaniem młodzieńca, dlatego zaraz wezmę go sobie w magiel.
– Pogadam z nim – oznajmiam, a następnie wychodzę do palącego w MOIM ogródku kajtka, zamykając za sobą drzwi tarasowe. Pierw wyrywam mu z gęby papierosa, rzucam w trawę i gaszę stopą. Nie będzie mi się truł chłopak!
– Co ty odwalasz?! – woła wkurzony Julian.
– Siadaj i nie podnoś mi ciśnienia – ostrzegam. Chociaż jego oczy cisną błyskawice, to wykonuje moje polecenie. Siadam naprzeciw niego. Wystarczy tego teatrzyku z jego strony.
– Słuchaj mnie uważnie. Wiem, że jest ci ciężko wyobrazić sobie jakiegoś kolesia przy boku mamy, ale musisz zrozumieć, że życie toczy się dalej. Przez tyle lat po śmierci waszego ojca była sama, nie miała nikogo oprócz was oraz górę obowiązków, które nie były łatwe dla samotnej matki. Musiała o wszystko zadbać i utrzymać rodzinę. Mia w wieku piętnastu lat widziała jej starania, więc wspierała ją, jak tylko mogła, umożliwiając tobie beztroskie dzieciństwo. O mały włos dwa razy straciłaby córkę, ciągle martwi się o twoje zdrowie jak i byt…
– To nie jest twoja… – Przerywa mi. Uderzam płaską dłonią w szklany stół.
– Ja teraz gadam – warczę. – Nadszedł czas, aby w końcu odżyła. Zaczęła się śmiać, była szczęśliwa, bo w końcu jej dzieci są na tyle dorosłe, by prowadzić własne życie. Kobieta zasługuje na to, bo cały czas dbała jedynie o was, a raczej swojego synalka. Więc pytam się ciebie, Jul. Gdzie jest twój cholerny problem, aby jej tego nie umożliwić? Nie zależy ci na jej szczęściu? Przemyśl to i otwórz oczy. Nie masz pięciu lat chłopie! – Kończę młodemu pranie mózgu. Może w ten sposób zrozumie, co jego siostra chciała powiedzieć parę minut temu. Dobra, może nie przeszedłem takiego dzieciństwa jak oni, ponieważ mam oboje rodziców, lecz gdybym miał tylko jedno z nich, nie chciałbym, aby było same, a zwłaszcza na starość. Każdy potrzebuje drugiej osoby, żeby się z nią spotkać, porozmawiać, być wziętym w ramiona. Poczuć bliskość, radość i docenienie. Nikt nie mówi o związku, a tym bardziej o małżeństwie.
– Również jej tego życzę, ale obawa, że natrafi na ten sam typ faceta, co mój ojciec, jest za duża – przyznaje cicho.
– A co było z Mią i ze mną? – pytam łagodniejszym tonem.  
– To są dwie inne pary butów, Sam.
– Właśnie ta sama. Skąd możesz mieć pewność, że Sven nie jest odpowiedni dla mamy? Albo, że ja jestem godny twojej siostry? Przecież mogę być taki sam jak jej ex.
– Nie porównuj się do tego szczura! – Podnosi na mnie głos. – Wtedy, podczas rozmowy z Mimi, zanim dała mi ciebie do telefonu, słyszałem po jej głosie, że czuje się bezpiecznie. W dodatku jej ton oraz przezwiska były prześmieszne, dlatego mogłem być spokojny.
– W takim razie, dlaczego nie dasz Svenowi tej szansy, co mi? To zaufanie? W końcu mama ma przy boku cały Samtajl, by sklepać facetowi michę, jeśli ją źle potraktuje. – Chcę poznać, a zarazem zrozumieć jego tok myślenia. Julek podnosi głowę ku niebu, zamyka oczy i wzdycha.  
– Bo nie dorosłem do tego, Sam. Choć jestem wysoki, wyglądam na twardziela, tak w środku jestem niedojrzałym chłopczykiem, niedającym sobie rady bez mamy i siostry. Staram się, naprawdę, ale nie jestem przygotowany na wiele rzeczy. W tym tkwi ten problem. Nie jestem samodzielny – ujawnia z bólem swój kompleks, który mogę dobrze zrozumieć, ponieważ również go miałem w jego wieku. Właśnie dał mi sygnał, aby wyjaśnić parę spraw przy dobrym drinku bez długich uszu.
– Zaraz przyjdę – informuję. Podnoszę się z miejsca i opuszczam taras.
– Co z nim? – pyta zmartwiona Mia, kiedy kieruję się do szafki z alkoholem.
– Nic. Mam tylko jedną prośbę. Idźcie do pokoju gościnnego, przygotujcie pościel na nocleg i zacznijcie przekopywać Internet z potrzebnymi rzeczami dla dzieci – uspokajam. Z wybranym płynem, dwoma szklankami oraz napojem w ręku podchodzę do mojej żony, daję jej całusa w skroń.
– Jul potrzebuje męskiej rozmowy, będę wdzięczny za chwilę prywatności i przymknięcia oka na papierosy. – Następnie nachylam się do brzuszka i głaszcząc go, dodaję – macie być grzeczne, kiedy tatuś będzie zalewać wujkowi robala.  
– Aż tak źle? – dopytuje zrezygnowana Diana.
– Teściowa. Twój syn to Jean-Claude Van Damme, a zięć Chuck Norris. – Po tych słowach powracam do szwagra.



Od Autora

Podobały Ci się rozdziały?
Nie bądźcie fajtłapay - do góry łapy.
Pozdrawiam. AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1733 słów i 9905 znaków, zaktualizowała 9 sty o 21:00.

2 komentarze

 
  • bosman

    Elegancko szkoda tylko ze to juz koncowka.Pozdrowienia

  • AHopeS

    @bosman Dziękuję bardzo.

  • shakadap

    Brawo. Jak zwykle świetna robota.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo. :)