Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 48

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 4848
Mia
  
    Jestem okrutna, nie tylko dla Samuela, brata czy całego teamu, ale w szczególności sama dla siebie. Karcę się już jedenaście dni, a wszystko przez ten mętlik w głowie od Sylwestra. Szantaże Jula względem ukończenia liceum. Dzika akcja Samuela na scenie, Kai i jego manipulacja w moich myślach. Muszę przyznać, Misiek potrafi zrobić Whiskas z mózgu. Nie miałam innego wyjścia, jak mu powiedzieć, że się martwię o wykształcenie brata, o strachu przed prowadzeniem klubu i paranoi bycia obserwowaną. Oczywiście nie powiedziałam o konkretnym szczególe. Barman obiecał trzymać dziób na spinacze, lecz kazał mi się głęboko  zastanowić, a zarazem zapewnił, iż będzie miał oczy szeroko otwarte na przebywających gości. Prawie bym go wyśmiała, bo doskonale wiem, gdzie ta osoba się znajduje i kim jest. Wszystko byłoby pięknie, gdyby ostatnie słowa Toffika nie wyrwały mi dywanu spod nóg.  
„ – Jul wie o twoim prześladowcy, dlatego chce rzucić szkołę. Masz dwa tygodnie, aby powiedzieć o tym Samuelowi. W innym razie ja to zrobię. – ” Zagaszając pet nogą, dodał „ – zegar tyka.”
Tik- tak, tik- tak. Coraz głośniej, a ja nie potrafię się przełamać. Boję się konsekwencji mojej zrytej psychiki i powrotu do leków. Wszyscy zauważyli moje zachowanie. Chociaż staram się zachować ten problem dla siebie, to ciągle coś mi umyka. Wiem, widzę i słyszę po moim głosie, słowach, przez które robię sobie wrogów, zamiast…  
Czy był  już ktoś w tej sytuacji?  
Między młotem a kowadłem?  
Odrąbać sobie świadomie nogę, by sobie ulżyć albo konać w bólach z parą nóg?  
Właśnie w takiej sytuacji jestem i nie wiem, co jest gorsze. Obojętnie, co zrobię i tak zostanę ofiarą i dobrym plotkarskim tematem. Skrytykowana, poniżona, a tym bardziej sama jak palec w cierpieniach, obojętnie czy z kończyną, czy bez. Taka jest gorzka prawda.
    Całkowicie zatopiona w zamyśleniach schodzę do biura po laptop, w którym znajdują się rewelacyjne wyniki z ostatnich dwóch tygodni. Gdy widzę mój sprzęt zaczynam się cieszyć, bo wiem, iż ta informacja powali z nóg najsilniejsze bydło. Mogę sobie wyobrazić, jak Karin zacznie sobie wachlować dłonią przed twarzą, by nabrać powietrza, albo padającego na kolana Toma składającego hołd, lub Samuela spadającego z krzesła niczym zestrzelony ptaszek. Z uśmiechem na twarzy wywołanym przez malownicze obrazy w głowie, biorę notebook do rąk, z rozpędem odwracam się, by w następnej chwili zauważyć za sobą Floriana... W moim biurze. Moim małym pałacu, w którym do dzisiaj czułam się bezpieczna.  
– Czego tu szukasz? Zebranie jest piętro wyżej – warczę, zaciskając mocniej palce na drogocennym MacBook’u.
– Wiem Mia – odpowiada. Ton jego głosu mi się nie podoba. Posiadał go, gdy miał złe zamiary. Jego brew z kolczykiem unosi się w górę, oczy zaczynają błyszczeć, a kąciki ust pozostają kamieniem.  
Cholera! Ze strachu wszystkie włosy stają na karku. On coś knuje.
– To zmiataj. Nie masz tutaj czego szukać Florianie – odpieram z groźbą, a tak naprawdę nie czuję się ani trochę silną osobą.  
– Mia, ja chcę tylko wiedzieć dlaczego… – Zaczyna, ale blokuję jego słowa. Nie chcę tu z nim być i to w pojedynkę. Omijam go, wchodzę na górę, nie ukazując przed nim strachu, lecz w głębi duszy mam cholernego pietra. Przy wejściu na korytarz z ręką na klamce słyszę tuż za mną:
– Czemu uciekasz, przecież nic ci nie zrobię. –  Przed moimi oczami odgrywa się film sprzed lat.
    ‘...Ciemna piwnica, oświetlona przez wpadające światło dźwiękoszczelnych okien zabezpieczonych kratami. Gołe szare ściany, niemiły zapach wilgoci i marychy. Pośrodku pomieszczenia jest materac, który już miał lepsze dni. Mój policzek dociśnięty jest do żółtej plamy. Nie jestem w stanie myśleć, w jaki sposób mogła powstać, ponieważ ból rąk związanych na plecach sznurem rani skórę nadgarstków. Każdy kolejny strzał pasem w pośladki sprawia, że jestem coraz bliżej utraty przytomności. Nie potrafię krzyczeć przez zakneblowane usta, łzy spływają niczym pot. W duchu modlę się, aby zakończył te swoje katusze, lecz wiem, że to dopiero początek. Słyszę śmiech wypełniony przyjemnością. Ból przeszywa każdą jedną komórkę mojego ciała.
Daj mi Boże umrzeć.  
Kieruję oczy na zamknięte stalowe drzwi. Nikt nie wie, że tu jestem. Nikt mnie nie uratuje. Moje szanse są równe zeru… Po raz kolejny…
… Drzwi się otwierają, wszystko przede mną jest zamazane, słyszę jak Elias kogoś woła. Niczym w transie szukam ucieczki, rozglądając się wokół własnej osi, by znaleźć  możliwości, zanim droga zostanie odcięta przez jego kolegów.  
Przede mną jest jasne światło, biegnę w jego stronę ile sił. Po lewej zauważam ciemne drzwi. Wbiegam do pomieszczenia…
„I tak cię znajdzie.”... ’

Od Autora
Powiadają, że strach ma wielkie oczy.  
Czy to prawda?
Każdy ma strach przed czymś lub kimś.
Nie lekceważ lęku.
Może okazać się śmiertelny.
Pozdrawiam. AHopeS <3
ps-  Podobała cię się ta część? - łapka w górę ;)

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 909 słów i 5217 znaków, zaktualizowała 20 wrz 2020.

5 komentarzy

 
  • nanoc

    Tak jak myślałem, robi się gorąco, mnie robi się gorąco z emocji. Autorka nas tu "psychicznie" nęka, ale dobry kawałem.

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo :)

  • olgu9

    Czekanie na kolejny rozdział to jak czekanie na szpilkach🙈 ale warto 🤩

  • Aladyn

    No i stało się to, co napisałem w poprzednim komentarzu. Bestia się ujawniła w postaci może Eliasa, może Floriana, a może obu na raz w jednym ciele.  Zapowiada się tragicznie...ale ciekawie.

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję bardzo.
    Cierpliwości...

  • bosman

    czekam jak na szpilkach co bedzie dalej.Dzieki za dotychczasowe rozdzialy

  • AHopeS

    @bosman Dziękuję bardzo.  Bardzo mnie cieszy ta informacja. :)

  • shakadap

    Brawo.
    Czekam na dalszy ciąg.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap  Dziękuję bardzo. :)