Zagubiona w błękicie. Rozdział 9

Emily
Powoli otworzyłam powieki i podniosłam głowę, nie musiałam długo czekać na to, aż ból przeszył mnie w okolicach skroni. Syknęłam przez zaciśnięte zęby i z powrotem położyłam się na poduszce. Rozejrzałam się dookoła, ale ani trochę nie kojarzyłam miejsca w którym się znajdowałam. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, iż jest to salon Jasona. Poznałam go po białych firankach zawieszonych na oknach, oraz brązowym dywanie leżącym pod niskim stolikiem do kawy. Ponowiłam próbę i tym razem udało mi się przenieść do pozycji siedzącej.
Przetarłam twarz dłońmi próbując przypomnieć sobie, co wydarzyło się wczoraj. Pamiętam tylko to, że tańczyłam z Jasonem, a reszta obrazów jest zamglona. W pewnej chwili, usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Gwałtownie odwróciłam się do tyłu, z nadzieją, że zobaczę Jasona. Jednak moje podejrzenia nie były trafne, na schodach stała dziewczyna. Ubrana w ciemną bluzę z kapturem i białe szorty. Popatrzyła na mnie, w wyrazie jej twarzy nie widziałam zdziwienia lub strachu, dlatego domyślam się, że musiała wiedzieć, że tu będę.
— Hej, jestem Erica. Siostra Jasona, a ty to pewnie Emily? — zapytała uśmiechając się delikatnie. Byłam zbyt zmieszana by to odwzajemnić, dlatego w odpowiedzi tylko pokiwałam głową. Szatynka zeszła z kilku ostatnich stopni i zaraz potem usiadła na poręczy fotela.
— Czy... Czy twój brat mówił ci co się wczoraj wydarzyło? Nic nie pamiętam...— mówiłam cicho.
— Tak. Podobno gdy byliście na imprezie, nagle zemdlałaś. - gdy tylko te słowa wypłynęły z jej ust, wszystko stało się dla mnie jasne, domyślałam się dlaczego ale nie chciałam jej tego zdradzać. Zaraz po tym zauważyłam, jak mi się przygląda. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że moje ramiona są odkryte. Szybko sięgnęłam po kurtkę i z powrotem włożyłam ją na siebie.  Westchnęłam i osunęłam się na oparcie kanapy. Zamknęłam oczy dając sobie trochę czasu na to, by wszystko uporządkować. Właśnie wtedy kolejna osoba pojawiła się w salonie, tym razem był to Jason. Delikatny uśmieszek zawitał na jego twarzy w momencie, w którym mnie zobaczył.
— Hej, jak się czujesz? — zadał pytanie i podszedł bliżej zaraz potem siadając na stoliku. Gdy odpowiedziałam mu, że lepiej jeszcze bardziej się rozpromienił. Lubiłam na niego patrzeć, kiedy był szczęśliwy. — Zaraz przygotuję ci coś do jedzenia, wiem, że nie jesz mięsa dlatego proponuję kanapki z sałatą i pomidorem. — powiedział, puścił mi oczko i zanim zdążyłam zaprotestować, był już w kuchni. Nie miałam najmniejszej ochoty na jedzenie, mimo tego, że od trzech dni nie miałam w ustach nawet okruszka. Gdy chciałam wstać, by pójść do niego i powiedzieć, że nie jestem głodna, kolana się pode mną ugięły i wbrew woli ponownie siadłam na poduszkach kanapy.
Jakiś czas później, chłopak wszedł do pomieszczenia z talerzem w ręce. Leżał na nim cały stos kanapek na który spojrzałam z przerażeniem.  
Wiedziałam, że nie dam rady zjeść więcej niż jednej. Mój żołądek jest tak zaciśnięty, że z trudem udałoby mi się zmieścić kolejną. Już od dłuższego czasu trzymam się czegoś, co raczej trudno nazwać dietą. Jest to zasada polegająca na tym, bym jadła jak najmniej. Nikt nie wie o tym, że prowadzę taki tryb życia. Ale to tylko polepsza sytuacje. Przez historię z przeszłości, czuję, że to dobry plan. Czasami bywa tak, że robię kilkudniowe przerwy od jedzenia.  Trwa to już od półtora roku i nawet gdybym chciała, nie wiem czy dałabym radę z tym skończyć. Popatrzyłam przez chwilę na to, co znajdowało się na okrągłym przedmiocie. Westchnęłam i wyciągnęłam rękę. Gdy już miałam zacząć jeść, nagle poczułam się bardzo nieswojo. Nienawidziłam tego, gdy ktoś patrzył na to, jak jem. Gdy miałam czternaście lat, miałam sporą nadwagę i wtedy nie zwracałam uwagi na to, czy ktoś to widzi, czy nie. Zależało mi tylko na tym, by się najeść. Teraz jest inaczej, czuję dreszcze na całym ciele, a po głowie zaczynają chodzić mi przeróżne myśli:

Oni to widzą, pewnie myślą, że ciągle się obżerasz.

Nie potrafię się ich pozbyć, to przychodzi samo a ja nie jestem w stanie z tym walczyć. Jednak w zaistniałej sytuacji, nie chciałam robić problemów i zachowując spokój skończyłam jedzenie. Gdy już było po wszystkim, Jason wstał.
— Odprowadzę cię do domu, pewnie twój dziadek bardzo się martwi. — przystałam na jego propozycję, pożegnałam się z Ericą i chwilę później byliśmy już na dworze. W trakcie drogi, postanowiłam go o coś zapytać.
— Twoja siostra jest naprawdę fajną osobą, jak długo z tobą zostanie? - zapytałam. Dostrzegłam, że kiedy tylko to powiedziałam, nagle posmutniał. Chciałam zmienić temat, ale w ostatniej chwili się odezwał.
— Nie wiem tego.- odparł ponurym tonem. — Czas pokaże. — dodał, po czym spojrzał przed siebie. Nic nigdy bardziej mnie nie zdruzgotało jak widok łez napływających do jego szafirowych oczu. Spuściłam głowę i wlepiłam wzrok w ziemię. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale w tej samej chwili doszliśmy do drzwi mojego domu.
Weszliśmy razem do środka, a tam zastałam to czego Jason się spodziewał. Dziadek jak tylko usłyszał dźwięk zamykanych drzwi, w jednej chwili znalazł się na korytarzu cały w nerwach.
— Boże, Emily! Gdzie ty byłaś? Martwiłem się! — mówił podniesionym głosem, a ja starałam się zachować spokój. Nie chciałam mu mówić o tym, że zasłabłam bo jeszcze bardziej zacząłby się martwić.
— Zostałam na noc, kiedy wszystko się skończyło było już zbyt późno by wracać. — skłamałam i po chwili poczułam ucisk w okolicy brzucha, zawsze tak jest gdy próbuję mówić rzeczy niezgodne z prawdą. Zauważyłam, że tymi słowami go uspokoiłam dlatego odetchnęłam z ulgą, że nie zadaje już więcej pytań. Uśmiechnęłam się i po raz kolejny spojrzałam na Jasona. Odpowiedział mi tym samym, co spowodowało że na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Chciałam się opanować, ale nie było to proste. Kocham jego uśmiech.

Jason
— Wszystko zmierza w dobrym kierunku. Pamiętajcie, żeby dawać mu lekarstwa dwa razy dziennie. Kolka jest naprawdę ciężką chorobą, dlatego trzeba tego przestrzegać. — powiedziała i po chwili odwróciła się w moją stronę. Pokiwałem głową na znak, że rozumiem to co mi przekazała. Kiedy już wyszła, podszedłem do niego.
— No stary, oby tak dalej. — po tych słowach pogłaskałem go po pysku i skierowałem swoje kroki w stronę drzwi, gdy nagle otworzyły się z charakterystycznym skrzypnięciem i do środka weszła Emily. Wykrzywiłem usta w uśmiechu. Zapragnąłem tego, by z nią tu zostać, porozmawiać, ale wiedziałem, że nie mam na to czasu. Gdy znaleźliśmy się na przeciwko siebie, wypowiedziałem słowa, które sprawiły mi wewnętrzny ból.
— Dzisiaj, już raczej się nie zobaczymy. Dlatego życzę ci miłego dnia. — nachyliłem się i szybko cmoknąłem ją w policzek. Nie zwróciłem nawet uwagi na jej zaskoczony wyraz twarzy. Wyszedłem na zewnątrz i poszedłem prosto do domu. Byłem szczęśliwy, bo miałem świadomość tego, że dziś popołudniu odbędą się zawody na które oboje z Rebeccą tak długo czekaliśmy. Już nie mogę się doczekać by zobaczyć efekty jej ciężkiej pracy. Wróciwszy do domu, zaszedłem na chwilę do stajni by sprawdzić, czy Bella ma wszystko czego potrzebuje.
Właśnie wtedy dostrzegłem Ericę, stojącą kilka metrów od boksu z aparatem w dłoniach. Uśmiechnąłem się i zaszedłem ją od tyłu, zaraz potem obejmując w pasie.
— Śliczna jest, co nie? — zapytałem patrząc na klacz. Dziewczyna pokiwała głową odpowiadając po chwili słowami:
— Tak. Pamiętam jeszcze, jak byłeś mały i udało ci się wybłagać rodziców o to, by kupili ci konia. Nie posiadałeś się z radości. — powiedziała i zaśmiała się. Nie mogłem się powstrzymać i sekundę później tak samo jak ona wydałem z siebie cichy śmiech. Odsunąłem się od niej i postanowiłem zrobić to, po co tu przyszedłem. Zajrzałem do boksu i stwierdziłem, że przydałoby się go posprzątać. Lecz nie będę robił tego teraz, ponieważ chcę spędzić trochę czasu z Ericą zanim pojadę na zawody.
— Pamiętam, że zawsze marzyłem o tym by uczyć jazdy konnej. Teraz moje marzenie się spełniło i naprawdę nie wiem jak mam opisać to, jak się czuję. Szkoda tylko, że rodzice uważają, że to nie jest niczego warte. — mówiłem stojąc obok Belli i opierając się dłonią o jej bok. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie pogodzić się z tym, że moi rodzicie nie akceptują tego co robię. Może czasami wydaję się, że to mnie nie rusza, ale to tylko pozory. W końcu, to moi rodzicie i zależy mi na tym by mnie wspierali, ale zamiast tego za każdym razem otrzymuję wykłady na temat tego, jaki to beznadziejny zawód.
— Jason, nie przejmuj się... Nie powinieneś aż tak bardzo zważać na to, co oni mówią. Kochasz to robić, to jest najważniejsze. To, że oni chcą od ciebie czegoś innego, nie znaczy, że musisz ich słuchać. Jesteś już dorosły, masz swoje życie, teraz to już nie ich sprawa. Dlatego proszę cię, byś przestał się tak dąsać i chodź tu do mnie, bo chcę pokazać ci zdjęcia. — odparła i po raz kolejny kąciki jej ust uniosły się do góry. Odwzajemniłem to i po krótkiej chwili znalazłem się po jej prawej stronie.
Wszystkie fotografie były niesamowite, najbardziej podobały mi się te, które zrobiła Belli. Bezproblemowo udało jej się uchwycić całe jej piękno. Kiedy z zachwytem oglądałem zdjęcia, w pewnym momencie Erica złapała się za brzuch i syknęła przez zaciśnięte zęby. Zaniepokojony popatrzyłem na nią z rozszerzonymi oczami. Gdy dostrzegłem coraz większy ból malujący się na jej twarzy, całe moje ciało się napięło.
— Jedziemy do szpitala. — powiedziałem stanowczo. Nie wiedziałem co się dzieje, mogłem się tylko domyślać. W głowie pojawiało mi się milion przeróżnych myśli, które ani trochę nie były przyjemne. Dziewczyna siedząc w aucie obok mnie, bez przerwy trzymała się za brzuch. Modliłem się o to, byśmy jak najszybciej dojechali do szpitala. Gdy już znaleźliśmy się na parkingu, po raz kolejny w szybkim tempie wybiegłem z samochodu.
***
Siedziałem na krześle, na wprost drzwi do sali w której teraz leży. Opierałem łokcie na kolanach i delikatnie bujałem się w przód i w tył jakby to miało pomóc. Ale było wręcz przeciwnie, nerwy nie opuściły mnie nawet na chwilę. Podczas gdy ja tępo wpatrywałem się w podłogę, w korytarzu pojawił się lekarz. Zerwałem się na równe nogi i podszedłem do niego.
— I co z nią? — zapytałem. Miałem ogromne nadzieje na to, że wszystko okaże się fałszywym alarmem i że Erice nic nie grozi. Ale moje nadzieje zostały rozwiane, zaraz po tym jak usłyszałem odpowiedź mężczyzny.
— Do tej pory, rak występował tylko w okolicach trzustki, a teraz okazuje się, że zaatakował również wątrobę. Dziewczyna jest bardzo osłabiona, ale będziemy musieli rozpocząć chemioterapię. — ostatnie słowo, które wypowiedział było jak echo. Czułem, że mam ochotę osunąć się na ziemię, i płakać. Płakać i przestać zwracać uwagę na to co dzieje się dookoła. Nie wahałem się pytając czy mogę do niej wejść. Kiedy uzyskałem pozwolenie, nie minęła sekunda a już siedziałem na krześle stojącym przy jej łóżku.
Mina jaką miała, gdy na mnie patrzyła przyprawiała mnie o kolejny wstrząs negatywnych emocji. Trzymałem ją za dłoń i siliłem na jakikolwiek uśmiech, ale nie szło mi to najlepiej. Westchnąłem i na chwilę spuściłem głowę, a gdy ją podniosłem zobaczyłem łzy. Pełno łez spływających po jej ślicznej twarzyczce. Zakrywała dłonią usta i nawet nie starała się powstrzymywać szlochu. Wstałem i przysiadłem na brzegu, po raz kolejny pogłaskałem ją po policzku jednocześnie ocierając ślady smutku i braku siły.
— Erica... skarbie spójrz na mnie. - mówiłem. Nastolatka obejrzała się pociągając nosem. - Wszystko będzie dobrze tak? Nic się nie dzieje... Niebawem stąd wyjdziesz. — tłumaczyłem, choć prawda była taka, że sam w to nie wierzyłem. Karmiłem kłamstwami ją i siebie, myśląc, że wtedy poczuję ulgę.
— Nie! Przestań w końcu kłamać. To nie ma najmniejszego sensu, powiedz mi w końcu prawdę. Wszyscy ją znamy, nie dam sobie rady. Ta choroba mnie wykończy, nie długo umrę, pogódź się z tym! — krzyczała, a ja czułem jedynie jak rozpadam się na kawałki, jak obraz przed oczami się rozmazuję. Przestaję walczyć i po prostu zaczynam płakać.
— Przestań. Nie masz prawa tak mówić, rozumiesz? To się nie wydarzy,nigdy. Zostaniesz ze mną i wszystko będzie tak, jak zawsze. Ja to wiem i ty też, tylko musisz bardziej w to uwierzyć. Jesteś moją siostrzyczką, najukochańszą osobą w całym moim pieprzonym świecie.  Zrób to dla mnie i obiecaj mi, że mnie nie opuścisz. — powiedziałem cały we łzach.
Uśmiechnęła się słabo i pokiwała głową. Odwzajemniłem to,a zaraz potem oznajmiłem, że pojadę do domu po kilka rzeczy bo wiem, że będą jej potrzebne. Perspektywa tego, że nie mogę wrócić z nią do domu, że ona m u s i tu zostać, mnie przeraża. Tak się cieszyłem z tego, że mogę być przy niej zawsze kiedy będzie mnie potrzebować... A teraz? Nie będę mógł spać po nocach, bo będę się zastanawiał nad tym, czy dobrze ją traktują.

Ale nie możesz nic z tym zrobić.

Choć nie chciałem, musiałem się zgodzić z ponurą myślą błąkającą się po moim umyśle. Ociągając się wyszedłem z sali, a chwilę później znalazłem się ponownie w samochodzie. Oparłem się o fotel i zamknąłem oczy, chciałem choć na sekundę pomyśleć o czymś innym. Bo wiem, że jeśli odpalę auto opętany przez nerwy, mogę nie dotrzeć do domu w kawałkach. Lecz próba zajęcia myśli czymś innym, nie powiodła się dobrze. Nie minęła minuta, a w głowie pojawił mi się obraz Rebbeci. Wiedziałem, że będę musiał jej powiedzieć o tym, że nie dam rady być na dzisiejszych zawodach. Nie jestem w dobrym stanie psychicznym by móc ją wspierać na tyle, by nie czuła presji. W końcu jednak przestałem rozmyślać, bo zauważyłem, że nic pożytecznego z tego nie będzie.
***
Siedziałem na kanapie w salonie,z  łokciami opartymi na kolanach i wzrokiem wbitym w  kubek z kawą i opakowanie leków uspokajających znajdujących się na ławie. Nie ruszało mnie to, że mam za sobą już cztery pigułki, w dalszym ciągu czułem nerwy zżerające mnie od środka. Z całych sił próbowałem powstrzymać łzy, lecz nie było to takie proste jak przypuszczałem. W pewnym momencie, do moich uszu dobiegł dźwięk oznaczający, że ktoś właśnie dobija się do domu. Z niechęcią wstałem i podszedłem do drzwi. Gdy chwyciłem za klamkę i otworzyłem je, przed oczami ukazała mi się Emily. Zdziwiony popatrzyłem na nią. Zaskoczyła mnie jej obecność, ponieważ mówiłem jej, że dzisiaj już raczej się nie zobaczymy. Nie poinformowałem jej też o tym, że moje plany się zmieniły. Ale w głębi czułem, jak mała iskierka radości przedziera się przez pancerz smutku którym owinięte jest teraz moje serce. Na usta wkradł mi się delikatny uśmiech, który jak się okazało został dostrzeżony, bo po chwili dziewczyna odwzajemniła moją oznakę szczęścia.
— Hej... Co tu robisz? — zapytałem przyglądając jej się uważnie. Teraz, kiedy wiedziałem już o tym, dlaczego tak uparcie zakrywa ciało, ponownie poczułem ból. Ta siedemnastoletnia dziewczyna, przeżyła w swoim życiu więcej, niż wszyscy których znam. Doznała przemocy ze strony ojca i gwałtu, nie wiem jak mam opisać to, jak się czułem gdy mi o tym powiedziała. W jednej chwili w mojej głowie pojawiło się marzenie, bym mógł cofnąć czas i w jakiś magiczny sposób sprawić by to wszystko się nie wydarzyło.
Do rzeczywistości przywołał mnie głos Emily.
— Widziałam jak wjeżdżasz samochodem na podjazd, chciałam wpaść i zapytać, czy nie miałbyś ochoty na spacer. — ta propozycja wydała mi się naprawdę kusząca, ale wiedziałem, że nie mogę. Za chwilę ponownie muszę jechać do szpitala. Nie byłem pewien tego, czy chcę by poznała prawdziwy powód dla którego odmawiam wspólnego spaceru.
— Wybacz, ale nie mogę. Za chwilę muszę iść do pracy...— skłamałem. Nie nienawidzę tego robić, a zwłaszcza wtedy, gdy muszę okłamywać osoby na których mi zależy. — Ale do tego czasu, jeśli chcesz możesz zostać. — zaproponowałem z uśmiechem.
— Och... no dobrze. — odparła i po chwili przekroczyła próg mieszkania. Może zabrzmi to żałośnie, ale byłem wniebowzięty kiedy usiadła na kanapie. Zaraz po tym, jak z moich ust wypłynęły słowa układające się w pytanie dotyczące tego, czy chce coś do picia, odpowiedziała przecząco. Westchnąłem i ponownie zająłem swoje  miejsce.
Na początku nie miałem bladego pojęcia, jak zacząć rozmowę. Prowadziłem zażartą bitwę z myślami. Jedna strona mnie, pragnęła tego bym opowiedział jej o problemach Erici, zaś druga była temu kompletnie przeciwna. Byłem pewien, że jeśli Emily pozna prawdę, pozbędę się uciążliwego uczucia samotności i braku zrozumienia ze strony otoczenia. Ufam jej i wiem, że będzie w stanie mi pomóc. Tak jak ja obiecałem, że pomogę jej. Ona zwierzyła mi się z najskrytszych tajemnic i teraz odnoszę wrażenie, że poznałem ją lepiej. Chcę by ona też mogła poznać mnie. Lecz w ostatniej chwili stwierdziłem, że nie zrobię tego bezpośrednio. Nigdy nie miałem skłonności do narzucania się ludziom, nawijając o swoich problemach.
— Hej... Jason wszystko w porządku? — w tej chwili nie wiem co mnie bardziej zaskoczyło, to, że zadała to pytanie akurat wtedy gdy myślałem o powiedzeniu jej,co mnie dręczy, czy to, że jestem w tak złym stanie, że nawet nie próbuję ukrywać emocji? Zazwyczaj, wychodzi mi to bardzo dobrze. Tylko Oliver zna mnie na tyle dobrze by wiedzieć, jakie uczucia targają mną w danej chwili. Ale teraz to nie istotne, skupiłem się na pytaniu skierowanym do mnie jakieś pięć minut temu. I szukałem odpowiednich słów, których mógłbym użyć.
— Ja... — zacząłem, ale od razu przerwałem, bo zdałem sobie sprawę z tego, że nie dam rady po raz kolejny sprzedać jej kłamstwa. Przyjaciele tak nie robią. Po raz setny  wydałem z siebie ciche westchnienie. Odwróciłem głowę w jej stronę i wziąłem głęboki oddech. — Chcesz znać prawdę? - kiedy pokiwała głową, całym moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Nie musiałem się upewniać, czy wszystko, co teraz powiem zostanie między nami, bo o tym wiedziałem. — Moja siostra... — ponownie podjąłem próbę wyznania, lecz tuż przed wyjawieniem najgorszej prawdy gula stanęła mi w gardle, a do oczu napłynęły łzy. — Ma raka. Niedawno pojechałem z nią do szpitala, a tam okazało się, że jest coraz gorzej. Musiałem ją tam zostawić, od jutra zaczyna chemioterapię, lekarze mówią, że to jej pomoże, ale... Kiedy patrzę jej w oczy, widzę, że się boi. Ona wie, co ją czeka i zdaje sobie sprawę z tego, że to nie będzie proste. Staram się wytłumaczyć jej, by się nie martwiła, ale sam... Sam już tracę siły. — wypowiedziałem te słowa na jednym wydechu i nie zorientowałem się, że pod koniec mój głos zaczął drżeć, a łzy które pojawiły się w kącikach oczu, teraz jedna po drugiej spływały po moich policzkach. Nie patrzyłem na nią, bo wiedziałem, że jej wzrok wyraża tylko jedno. Współczucie.
— Tak bardzo mi przykro...— usłyszałem. Poczułem jak z czułością ujmuje moją dłoń. Nie chciałem się przy niej rozklejać, dlatego otarłem dłonią łzy i spojrzałem w jej stronę.
— Nie, spokojnie... Jakoś się trzymam. — mówiłem. Miałem ogromną ochotę na to, by w coś uderzyć. W ten sposób być może dałbym radę zwalczyć nękające mnie ponure myśli. Przykryłem jej dłoń swoją i lekko pogładziłem kciukiem. — W pełni zgadzam się z tym, co powiedziałaś tamtego dnia... Świadomość tego, że osoba której ufamy, która jest blisko i wie o naszych problemach naprawdę pomaga. Dziękuję ci za to, że jesteś przy mnie. — dodałem i po chwili zastanowienia nachyliłem się i dałem jej buziaka w policzek. Nie dało się nie zauważyć rumieńców, które od razu wystąpiły na jej twarzy.
— Wiesz, że wszystko będzie dobrze. A nawet jeśli nie, to pamiętaj, że zawsze ale to zawsze masz mnie. Nigdy się od ciebie nie odwrócę i pomogę ci kiedy tylko będziesz tego potrzebował. — te słowa sprawiły, że moje serce zaczęło walić jak szalone. W tym samym momencie, wewnętrzny głos w mojej głowie, zaczął krzyczeć:

To już nie jest zwykłe zauroczenie. Ty się zakochujesz.


_______________________________________________________________
Hejka.  
No tym razem jest trochę więcej akcji, a przynajmniej tak mi się wydaje :D
Nie mam nic szczególnego do powiedzenia więc...
Piszcie jak wam się podobało, o ile się podobało i widzimy się niebawem :D

Wiki1212

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4005 słów i 21612 znaków.

2 komentarze

 
  • nastolaka

    Piekne<3:*:*<3<3 czekam z niecierpliwoscia na kolejna  czesc :*