Zagubiona w błękicie. Rozdział 10

Emily
Jason patrzył na mnie tak, jak nikt inny. Nie wiedziałam dlaczego, ale w głębi serca bardzo chciałam się tego dowiedzieć. Cieszyłam się, że mi zaufał i wyznał prawdę. To wiele dla mnie znaczy, przez całe swoje życie nie miałam kogoś takiego, kto ufałby mi na tyle, by zdradzić swoje tajemnice. Podzielić się częścią swojej historii, pozwolić mi choć w małym stopniu wejść do swojego świata. Ukradkiem zerknęłam na nasze dłonie, które w dalszym ciągu były złączone, tylko teraz palce Jasona splotły się z moimi. Nie trzymałam nikogo za rękę w taki sposób od siedmiu miesięcy, od dnia w którym wszystko się zmieniło. Dlatego, choć próbowałam z tym walczyć mała cząstka mnie odczuła strach i niepewność. Ale na całe szczęście wygrało pozytywne myślenie. Odprężyłam się trochę i po raz kolejny spojrzałam na mężczyznę. Wydawał się być o wiele bardziej spokojny niż na początku, jednak gdzieś tam widziałam także nutkę niepokoju. Lecz nie chciałam teraz zaprzątać tym głowy.
— A... co u Azira? — zapytał jednocześnie przerywając ciszę. Zadowolił mnie fakt, że postanowił zmienić temat, ponieważ po jego dramatycznym wyznaniu atmosfera zrobiła się napięta.
— Jest lepiej, ale nadal musi dostawać zastrzyki, a zasady dotyczące spacerów w dalszym ciągu się nie zmieniły. Bardzo mnie to martwi, bo już od bardzo dawna nie byłam z nim na dłuższej przejażdżce, a od jakiegoś czasu jest to jedyna rzecz, której pragnę. — powiedziałam szczerze zmartwiona. Po dostaniu listu od taty, czuję, że muszę zrobić coś, co odsunie mnie od myśli o nim. A dzieje się tak tylko wtedy, kiedy wsiadam na grzbiet Azira. Wiem, że nie mogę zbyt wiele wymagać od Camille, bo i tak robi wszystko co może. Nie jestem w stanie, na ten czas znaleźć czegoś, co równie skutecznie pomoże mi zapomnieć, bo nie ma czegoś takiego. Jazda konna jest całym moim życiem i nie przesadzę mówiąc, że nie potrafię być szczęśliwa kiedy nie mogę jeździć. Robię to od czwartego roku życia i do chwili, kiedy po raz pierwszy wsiadłam na konia wiedziałam, że to moja pasja. Coś, co kocham.
— Niedługo wyzdrowieje, jestem pewien. — dodawał mi otuchy, co jak zauważyłam szło mu świetnie. Kiedy tylko usłyszę dobre słowo z jego ust, od razu wiem, że ma rację. Z uśmiechem bezustannie patrzyliśmy sobie w oczy. W pewnej chwili przyłapałam się na odruchowym zwróceniu uwagi na jego usta. Skarciłam się za to w myślach, po czym odparłam:
— Ja... chyba muszę już iść. Dziadek wróci dziś później i chciałam zrobić mu niespodziankę w postaci wysprzątanej stajni tak więc... — po usłyszeniu tego zdania, zaśmiał się a ja zaraz po nim.
***
Kiedy już większość zadań miałam za sobą, postanowiłam zająć się Azirem. Stałam wraz z nim na środku stajni i powolnymi ruchami czesałam jego grzywę. Byłam odwrócona plecami do drzwi, dlatego nie zorientowałam się, że ktoś przez nie wszedł.
— Emily... — gdy tylko usłyszałam niski męski głos wypowiadający moje imię, zamarłam. Rozpoznałabym go wszędzie. Odwróciłam się gwałtownie i spostrzegłam jak mój ojciec stoi zaledwie kilkanaście metrów ode mnie. Serce zaczęło uderzać o moje żebra z niewyobrażalną szybkością. Przełknęłam głośno ślinę i powiedziałam:
— Co...co ty tu robisz? Przecież miałeś trafić do więzienia... — mówiłam, w dalszym ciągu nie mogąc uwierzyć w to, że go tutaj widzę. Westchnął i podszedł bliżej, na co zareagowałam drygnięciem i cofnęłam się o krok.
— Wiem, ale dostałem zgodę na przepustkę. Wiem też, że mam zakaz zbliżania się do ciebie, ale nie mogłem. Nie mogłem nie wykorzystać tej okazji... tak bardzo za tobą tęsknię, córeczko. — fala złości zalała moje wnętrze, teraz już nie byłam wystraszona, moim ciałem zawładnęła wściekłość.
— Córeczko? Tęsknisz za mną? Chyba za znęcaniem się nade mną. Jeśli myślisz, że to, że tutaj przyjechałeś wszystko zmieni, to się mylisz. N i g d y do ciebie nie wrócę, rozumiesz? Przez te wszystkie lata znosiłam twoje chore zachowanie, nie mam zamiaru znów przez to przechodzić. Wyjdź stąd, albo zadzwonię na policję. - ostrzegałam go, ale mimo tego, nie ruszył się z miejsca. Wręcz przeciwnie, zauważyłam, że zmniejsza odległość między nami. Miałam chwilę na to, by mu się przyjrzeć. Ani trochę się nie zmienił, jedynie zarost miał odrobinę dłuższy, ale oczy wciąż te same. Ciemne i przepełnione wariactwem. Nigdy tego rozumiałam, dlaczego tak bardzo lubił mnie dręczyć. Kiedy był pijany, wiedziałam, że to przez alkohol. Ale były też momenty, w których był w pełni świadomy tego, co robi. Więc, dlaczego? Na to pytanie chyba nigdy nie znajdę odpowiedzi.
— Zmieniłem się. Może trudno ci w to uwierzyć, ale... kiedy w sądzie powiedzieli, że zostaniesz mi odebrana, poczułem jak pęka mi serce. Byłem najgorszym ojcem na świecie, ale to już przeszłość. Zrozumiałem, że jesteś wszystkim co mam, proszę, Emily przemyśl to. — odparł i zaraz potem zaczął się wycofywać. Kiedy drzwi stajni zamknęły się za nim, w jednej chwili moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Ręce trzęsły się tak, jakby ktoś poraził mnie prądem, a obraz przed oczami się rozmazał. Po tym, pamiętam już tylko ciemność.
***
W momencie w którym rozchyliłam powieki, przed moimi oczami ukazał się dziadek. Przez pierwsze kilka sekund, nie wiedziałam co się dzieje, w jakim miejscu jestem. Dopiero po chwili, gdy powolnie się rozejrzałam, mogłam z ulgą stwierdzić, że jestem w domu. A dokładnie w salonie, a obok mnie klęczał zaniepokojony dziadek.
— Emily... boże, co się stało? Znalazłem cię nie przytomną w stajni... - mówił, a w jego głosie wyczułam strach. Przyłożyłam dłoń do czoła, chciałam zapomnieć o tym, co widziałam jakiś czas temu, bo sama myśl o tym, że mój ojciec tu był, przyprawia mnie o dreszcze. Lecz wiedziałam, że bezpieczniej będzie, jeśli mu o tym powiem. Westchnęłam i przeniosłam się do pozycji siedzącej.
— On tu był. Mój ojciec, był tutaj i ponownie chciał mnie nakłonić do tego, bym do niego wróciła. — czułam jak piekące łzy pojawiają się w kącikach moich oczu. Bałam się. Nie... ja byłam cholernie przerażona. Nie potrafiłam odczytać nic, z tego co wyrażała jego mina. Spojrzał na mnie i z zadziwiającym spokojem, odparł:
— Nie musisz tego robić, pamiętaj. A teraz idź na górę, połóż się, odpocznij i postaraj o tym zapomnieć.

Gdyby to było takie proste.

Usłyszałam głos w mojej głowie, i choć wiedziałam, że nie będzie to proste, z całych sił starałam się skupić myśli na czymś, co będzie o wiele mniej straszne. Podczas gdy ja siedziałam na łóżku w pokoju z książką na kolanach, do mojego pokoju zawitał ktoś, kogo ani trochę się nie spodziewałam.
— Hej. — odezwała się jako pierwsza.
— Maia? Hej, a co ty tutaj robisz? — zapytałam szczerze zdziwiona. Bardzo rzadko mnie odwiedza, widujemy się częściej poza domem i przeważnie jest z Oliverem. Dlatego kompletnie zbija mnie z tropu tym, że przyszła tu sama.
— Chciałam sprawdzić co u ciebie. Wiesz, to że mam chłopaka, nie oznacza, że będę olewać znajomych. — po tych słowach zaśmiała się, a ja zaraz po niej. — Wszystko w porządku? Wydajesz się być trochę smutna. — w tej chwili nie wiedziałam czy chcę powiedzieć jej co naprawdę mnie dręczy. Wahałam się, lecz w ostateczności podjęłam decyzję by wyznać jej prawdę, no może po części.
— Po prostu myślałam o Jasonie. Martwię się, przechodzi teraz naprawdę ciężkie chwile. — powiedziałam zaraz potem wpatrując się w nieistniejący punkt przede mną. Co prawda Jason nie był jedynym powodem mojego złego samopoczucia, ale Maia nie musiała o tym wiedzieć. Pokiwała głową zgadzając się ze mną i po chwili odparła:
—Tak, on i Erica są ze sobą naprawdę blisko. To musiał być dla niego silny cios. Bardzo ją kocha. — mówiła jednocześnie patrząc na mnie. Przez dłuższą chwilę trwała między nami cisza, w końcu się odezwałam. Z moich ust wypłynęły słowa, których nie zaplanowałam.
— Chcę do niego jechać. — kiedy u niego byłam, poinformował mnie, że za jakiś czas musi jechać do szpitala, stąd wiedziałam gdzie jest. A w tamtym momencie byłam zdeterminowana i wiedziałam, że muszę być przy nim. Musiałam tam pojechać i powiedzieć mu, że wszystko będzie dobrze, i tak samo jak on mnie po raz kolejny zapewnić go, że nie jest sam.
***
W momencie, w którym weszłam na korytarz, zobaczyłam jak Jason wychodzi z sali. Bez zastanowienia, podeszłam do niego i nie zwracając uwagi na to, że Maia jest za mną i przygląda się temu co robię, przytuliłam się. Wiedziałam, że dosyć zaskoczył go mój nagły gest, ale targa mną zbyt wiele emocji by się tym teraz przejmować.
– Emily? Coś się stało? - nie musiałam na niego patrzeć, by domyślić się, że wymienia spojrzenia z blondynką stojącą kilka metrów za moim plecami.
– No to może ja was zostawię, Jason odwieziesz ją do domu? - zapytała, a ja poczułam jak głowa mężczyzny rusza się w górę i w dół. Odsunął mnie od siebie, i w dalszym ciągu będąc lekko zdziwiony, posadził na krześle. — Wyjaśnij mi, co tu robisz. Bo nic nie rozumiem.
— Wiedziałam, że tu jesteś. Siedziałam w pokoju, i w pewnej chwili uświadomiłam sobie, że chcę być przy tobie. Domyślam się, że jest ci ciężko przez wszystko co teraz przechodzisz, dlatego pomyślałam, że przydałby ci się ktoś, z kim mógłbyś porozmawiać, kto mógłby dotrzymać ci towarzystwa, byś nie czuł się samotny. — powiedziałam i skierowałam wzrok na jego twarz, na której już nie było zdziwienia, zaś szeroki uśmiech. Wyciągnął dłoń i bardzo delikatnie pogłaskał mnie po policzku.
— Jesteś niesamowita, dziękuję. — wypowiedział te trzy słowa tonem zbliżonym do szeptu. Opuścił rękę i kilka sekund później, zrobił coś, czego się nie spodziewałam. Chwycił moją dłoń swobodnie leżącą na prawym udzie i splótł ze sobą nasze palce. Uśmiechnęłam się słabo, i pod wpływem lekkiego zmęczenia i nerwów, oparłam głowę o jego ramię.
Przez dłuższy czas wpatrywałam się w przestrzeń, a chwilę temu dotarło do mnie, że wreszcie nie myślę o ojcu. Teraz całą uwagę skupiłam na tym, w jakiej sytuacji się znajduję. Razem z Jasonem, siedzimy w szpitalu, a on trzyma mnie za rękę. W sumie, to całkiem naturalne, w końcu jesteśmy przyjaciółmi. Nie powinnam widzieć w tym nic innego, jak tylko przyjacielski gest pocieszenia. Jednak, mimo wszystko, część mnie stara się wmówić mi, że to coś więcej. I wcale nie wracam wspomnieniem do tego, jak opuszkami palców musnął mój policzek, i o tym, że w chwili gdy to zrobił, motyle w moim brzuchu zaczęły latać jak szalone.
Otrząsnęłam się mrugając kilka razy w zastraszającym tempie. Zamknęłam powieki, z nadzieją, że wtedy nie będę widzieć jego cudownych błękitnych oczu wpatrujących się we mnie.
Tak, jestem tego pewna. Nasza relacja, wcale nie jest skomplikowana. Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele o sobie myślą. To. Wcale. Nie. Jest. Dziwne.

Jason
To co dzieje się w tej chwili, jest cudowne. Ta dziewczyna, jest cudowna. Sam fakt, że przyszła tutaj po to, by mnie wspierać jest najwspanialszą rzeczą, jaka wydarzyła się w moim życiu przez ostatnie dwa miesiące. Wcześniej, poznałem ją, piękną istotę, która teraz siedzi obok mnie i wywołuje spokój w całym moim ciele.
Westchnąłem i spojrzałem na nią, powieki miała przymknięte, a jej oddech stał się głębszy. Zasnęła. Uśmiechnąłem się, ponieważ wyglądała przeuroczo, tak... niewinnie. Niczym maleńki aniołek. Gładziłem kciukiem jej kciuk, czując przy tym jak moje serce bije szybciej.
Zaczynasz wariować.
***
Uniosłem rękę by obejrzeć się na zegarek i wtedy spostrzegłem się, iż dochodzi już godzina dziewiąta. Z poczuciem winy, cicho wypowiedziałem imię Emily. Ku mojemu zaskoczeniu, obudziła się od razu.
— Co się stało...? — wymamrotała. Gdy podniosła głowę, jej brązowe włosy były lekko potargane z prawej strony, ale nie musiałem przyglądać się dłużej, by stwierdzić, że dzięki temu jest jeszcze bardziej słodka.
— Jest już późno. Musimy iść — odpowiedziałem, a na jej twarzy pojawiła się mina wyrażająca rozczarowanie i wstyd.
— Tak bardzo cię przepraszam. Miałam dotrzymywać ci towarzystwa, a zasnęłam. Napra...
— Nie jestem zły. Ważne jest to, że byłaś obok. To wystarczyło w zupełności. —powiedziałem i obdarowałem ją szczerym uśmiechem, który odwzajemniła po krótkiej chwili.
Droga ze szpitala do domu nie trwała długo, mimo tego, że przez cały ten czas panowała między nami cisza. Ale, najważniejsze jest to, że wcale nie było niezręcznie, wręcz przeciwnie. Czułem bijący od niej spokój. Od czasu do czasu odwracałem się w jej stronę, i za każdym razem, nasze spojrzenia się spotkały. Nie chciałbym teraz zobaczyć swojej twarzy, ponieważ jestem pewien, że moje policzki mają kolor płomieni.
Gdy już stanąłem na piaszczystej drodze tuż przed naszymi domami, zgasiłem auto i ponownie skierowałem wzrok na dziewczynę. Dostrzegłem, że teraz zaczęła się lekko denerwować, dlatego postanowiłem się odezwać.
— Jeszcze raz naprawdę, dziękuję, że przyszłaś. — powiedziałem i powolnym ruchem sięgnąłem po jej dłoń. Ucieszył mnie fakt, że pozwoliła mi na to, bym swobodnie ją ujął. Spojrzała na chwilę w drugą stronę, i choć nie wiem, czy powinienem, wykorzystałem to. Zbliżyłem się, a w chwili w której moje usta miały dotknąć jej policzka, nieświadoma niczego, z powrotem odwróciła głowę. Co poskutkowało tym, że delikatnie musnąłem jej usta w okolicy kącików. Odsunęła się odrobinę, i wiedziałem, jakie pytanie chciała mi zadać.
— Ja... nie chciałem zrobić tego, co myślisz. Przepraszam... — uprzedziłem ją. Jej wargi co chwilę się otwierały i zamykały, nie wiedziała co zrobić, co ani trochę mnie nie dziwi, ponieważ sam straciłem zdolność logicznego myślenia. Gdybym zrobił to jeszcze później, doszłoby między nami do pocałunku.
— O... Okey. Rozumiem, nic się nie stało. Wybacz, ale muszę już iść. — odparła patrząc prosto na mnie, po czym wyszła za samochodu i szybkim krokiem poszła w stronę domu.
Muszę się położyć. Chcę przestać analizować każdą sekundę, każdy jej ruch, chcę zasnąć i najlepiej zapomnieć o całej tej sytuacji. Ale wiąż nie mogłem znaleźć odpowiedzi na jedno pytanie: Chcę o tym zapomnieć, bo zrobiłem z siebie idiotę? Czy raczej dlatego, że miałem okazję do tego, by ją pocałować, ale jej nie wykorzystałem?
***
Promienie słońca wpadające przez okno przywołały mnie życia. Otworzyłem oczy, i w jednej chwili wróciły do mnie wspomnienia z minionego wieczoru. Przetarłem twarz dłońmi, po czym wstałem mimo tego, że nie miałem na to najmniejszej ochoty. Skierowałem swoje kroki w stronę kuchni, licząc na to, że po wypiciu gorącej kawy, otrzeźwieję.
Wczoraj w nocy usłyszałem się w mojej głowie głos, mówiący mi, że skoro wiem, iż nie powinienem czuć niczego do Emily, to muszę ograniczyć kontakty z nią. Lecz zaraz potem, wpadł mi do głowy pewien pomysł. Nie wiem jeszcze, czy wypali, ale wiem, że na pewno jest sprzeczny z ideą podsuniętą przez drugą część mnie.
Chwilę po wypiciu kawy, która swoją drogą ani trochę nie wpłynęła na moją energię, wyszedłem z mieszkania. Wczoraj uzgodniłem z Ericą, że przyjadę do niej popołudniu. Na całe szczęście nie miała nic przeciwko temu. Chciałem wykorzystać dzień wolny od pracy, by zrealizować stworzony w nocy plan. Zanim jednak udałem się pod drzwi jej domu, wiedziałem, że muszę sprawdzić stan stajni Belli oraz zajrzeć do koni Richarda. Zawsze robię to kiedy wychodzę z domu.
Gdy już znalazłem się w środku, dostrzegłem, że Emily już tam jest.
— Wyręczasz mnie? — zapytałem podchodząc bliżej.
— Tak się składa, że już od trzynastu lat się nim zajmuję, dlatego, to raczej moja praca. — odparła nie odwracając się do mnie nawet na chwilę. Przez kilka sekund, odniosłem wrażenie, że coś jest nie tak, że to co, prawie, wydarzyło się wczoraj sprawiło, że nie ma ochoty na to, by przebywać ze mną w jednym pomieszczeniu. Jednak nie wypowiedziałem na głos moich podejrzeń, ponieważ wiem też, że mogę się mylić. Zamiast tego, postanowiłem przejść do rzeczy.
— Jak tylko skończysz obsesyjne czesanie konia, zabiorę cię na wycieczkę. — tym razem, na chwilę jej ciało zastygło i spojrzała na mnie lekko mrużąc oczy.
— Pierwsze, wcale nie mam obsesji na punkcie czesania. Robię to raptem cztery razy w tygodniu. — nie wytrzymałem, i parsknąłem śmiechem widząc jej reakcję. — A po drugie, jaką wycieczkę?
— Posłuchaj, wiem, że nie czujesz się najlepiej z tym, że Azir jest chory i nie możesz z nim wychodzić, dlatego coś wymyśliłem, ale dowiesz się później. — byłem pewien tego, że się zgodzi. Zawsze udaje mi się ją namówić, gdy wpadnę na coś czego nie chcę robić sam. Westchnęła i po chwili wypowiedziała słowa, których się spodziewałem.
— No dobra, niech ci będzie. — poczułem jak delikatny półuśmiech wkrada się na moje wargi.
***
Szliśmy obok siebie, już od mniej więcej dziesięciu minut. Kiedy już dotarliśmy na miejsce, stanąłem przodem do niej i oznajmiłem:
— Weźmiemy dwa konie z tej stajni i pojedziemy na wspólną przejażdżkę. — byłem pewien, że mogę to zrobić, mimo tego, iż to było moje miejsce pracy. Jako że według mojego szefa jestem jednym z najlepszych nauczycieli, przydzielił mi przywilej oznaczający, że gdy będę miał taką potrzebę, to w dniach wolnych, mogę pożyczać konie z naszej stajni. Wielu nie określiłoby tej sytuacji jako ważnej, ale ja tak.
Spoglądałem na zaskoczoną minę nastolatki. Jestem pewien, że w jej głowie powstało pytanie: Co to za miejsce? Jeszcze nie mówiłem jej o tym, kim jestem z zawodu i gdzie pracuję, a to chyba jest odpowiednia okazja by to wyjaśnić.
— Od dwóch lat pracuję w tej stadninie. Jestem nauczycielem jazdy konnej. A to... — wykonałem niedbały gest ręką. — jest jest moje miejsce pracy. Zdziwiona? — nie uzyskałem żadnej odpowiedzi przez kolejne kilka minut, dopiero po czasie odpowiedziała słowami:
— Trochę. Ale, mogłam się tego spodziewać. — po tym, usłyszałem jak wydaje z siebie cichy chichot.
Boże, dziewczyno. Jesteś idealna.
***
Odszedłem na chwilę by przyprowadzić konie, gdy już wróciłem, stanąłem przed nią a w prawej dłoni trzymałem uzdę czarnego ogiera.
— To jest Toby. — oznajmiłem i po chwili poklepałem go po szyi. Dziewczyna wybuchnęła śmiechem, co wywołało u mnie falę zdezorientowania. Nie rozumiem powodu, dla którego zaczęła się śmiać. Zrobiłem coś nie tak? W momencie, w którym miałem zapytać, uprzedziła mnie mówiąc:
— Toby? Chyba sobie żartujesz. Sam to wymyśliłeś? — zapytała, a ja pokiwałem głową lekko urażony jej reakcją. — Wybacz, ale jesteś beznadziejny w wymyślaniu imion. — wyjaśniła, a ja ponownie poczułem coś w rodzaju bólu pomieszanego ze złością.
— Czy ty właśnie zasugerowałaś mi, że imię mojej klaczy jest brzydkie? — mówiłem oczywiście o Belli, i na samą myśl, że Emily mogłaby uznać jej imię za brzydkie, przechodzą mnie ciarki. Zawsze je kochałem, i jeśli w przyszłości, Bóg obdarzy mnie córką, tak właśnie ją nazwę. — Chyba źle zrozumiałem. — dodałem, a drobna istota stojąca przede mną, w jednej chwili przestała się uśmiechać.
— Jason, ja nie chciałam. Przepraszam, to miał być tylko żart. — cieszy mnie to, iż wzięła to na poważnie, bo właśnie tak sam to potraktowałem, ale w głębi też, uznałem to za zwykły żart. Westchnąłem i pokiwałem głową zaraz potem uśmiechając się, by rozluźnić napiętą atmosferę. Bez dalszej konwersacji, oboje wsiedliśmy na grzbiety koni. Zapytany przez dziewczynę dokąd jedziemy, odpowiedziałem, że wszystko okaże się później.
Nie zaplanowałem tego, dokąd się wybierzemy, chciałem po prostu spędzić z nią trochę czasu na robieniu tego co jest dla niej najważniejsze. Wiedziałem, że nie czuję się tak samo jak z Azirem, ale i tak dostrzegłem przebłysk radości w jej pięknych kasztanowych oczach.  Mógłbym na nią patrzeć całymi dniami, gdyby nie to, że co jakiś czas odwracała się w moją stronę i przyłapywała mnie na tym. Trwała między nami cisza, w tle słyszałem tylko szelest trawy spowodowany wiatrem. Jednak była jedna rzecz, o której chciałem z nią porozmawiać, ale nie wiedziałem jak zacząć. W końcu jednak wziąłem się na odwagę, odetchnąłem głęboko, po czym wahając się, zapytałem:
— Czy... czy jest taka możliwość, byś powiedziała mi, co było w liście, który dostałaś od taty...? — doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że stąpam po bardzo cienkim lodzie. Jestem pewien, że temat ojca, jest dla niej bardzo trudny po tym wszystkim co z nim przeszła. Ale... już od tygodnia, strasznie mnie to dręczy, nie mogę zostawić tej sprawy, to dla mnie zbyt ważne. Przez dość długi czas, milczała dlatego zacząłem podejrzewać, iż nie odpowie, jednak po chwili usłyszałem jej cichy i spokojny głos.
— Napisał, że... chcę abym do niego wróciła. Mówił, że się zmienił, że bardzo za mną tęskni... — nie musiałem się wysilać, by zorientować się, że jest bliska płaczu. Łzy zebrały się w kącikach jej oczu, a usta zaczęły drżeć. — Jakiś czas temu, tu był. Dostał przepustkę w więzieniu i przyszedł do mnie. Kazał mi to przemyśleć, ale ja...
— Nie możesz tego zrobić. Wiem, że to twój tata i mimo wszystkich złych rzeczy które ci zrobił, kochasz go, ale to zbyt ryzykowne. — mówiłem z nadzieją, że nawet nie rozważa decyzji dotyczącej ponownego zamieszkania z tym człowiekiem.
— To prawda, kocham go. Ale równocześnie go nienawidzę. Nie byłabym w stanie znów przebywać z nim pod jednym dachem. — w chwili, której dźwięk tych słów dobiegł do moich uszu, poczułem ulgę rozlewającą się po całym moim ciele. Nie miałem ochoty na to, by kontynuować tę rozmowę, dowiedziałem się tego, czego chciałem. A dla niej, to zbyt ciężkie, więc nie protestowała, gdy nie odpowiedziałem.
Dalszą drogę spędziliśmy na grze o nazwie: "Widzę coś..." W której większość razy wygrywała Emily. Rzadko zdarzało mi się odgadnąć, a raczej znaleźć rzecz o której mówiła. W pewnej chwili, zobaczyłem, że znajdujemy się całkiem niedaleko małego jeziorka z brzegiem zasypanym piaskiem. Pamiętam to miejsce, ponieważ gdy byłem młodszy, bardzo często przychodziłem to z Ericą. Wskazałem Emily dane miejsce i razem ruszyliśmy w tamtą stronę.
Przywiązałem uzdy do dwóch gałęzi ogromnego drzewa strojącego tuż przy jeziorze. Przystanąłem na samym brzegu i wpatrywałem się w przejrzystą taflę wody. Nie pamiętam kiedy ostatnio tu byłem, ale zauważyłem, że od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Widok w dalszym ciągu był piękny, a odgłosy przyrody dochodzące z lasu obok, dopełniały cały krajobraz. Emily stała kilka metrów ode mnie, wyraźnie widziałem, jak przyglądała się winorośli rozrastającej się wokół pnia dębu. Podszedłem bliżej i objąłem ją w pasie, na co zareagowała drygnięciem. Uspokoiłem ją szepcząc do ucha:
— To tylko ja, nie denerwuj się... — zadowoliło mnie to, iż gdy tylko to powiedziałem, rozluźniła się i, co mile mnie zaskoczyło, wtuliła się w mój tors. Mimowolnie kąciki moich ust uniosły się do góry. Wtedy jedna część mnie, podpowiedziała, bym zrobił coś co ją rozśmieszy. W tym celu delikatnie zacząłem łaskotać ją po ciele w okolicy żeber. Tak jak przypuszczałem, po kilku sekundach rozległ się jej słodki śmiech. Z całych sił starała się wyrwać, ale uniemożliwiłem jej to, jeszcze mocnej ściskając ją w ramionach. W pewnej chwili, dziewczyna odwróciła się w moją stronę a ja zamarłem. Otworzyła oczy, i od razu zauważyłem, jak blisko siebie jesteśmy. Przełknąłem ślinę nie wiedząc co zrobić, i właśnie wtedy moja podświadomość zaczęła krzyczeć na cały głos, coś co powinienem zrobić już dawno temu. Spojrzałem jej prosto w oczy i choć nie wiedziałem, czego się spodziewać, zadałem najtrudniejsze pytanie, którego bałem się bardziej, niż czegokolwiek.
— Umówisz się ze mną? — zaraz po tym, jak to zdanie wypłynęło z moich ust, poczułem falę gorąca rozlewającą się po całym moim ciele. Odpowiedź długo mnie przychodziła, co trochę mnie zestresowało, dlatego postanowiłem zareagować. — Wybacz, jeśli byłem zbyt bezpo...
— Tak, z chęcią pójdę z tobą na randkę. — odparła po mniej więcej pięciu minutach krępującej ciszy. Nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem. Nie byłem w stanie kontrolować emocji, które rozsadzały mnie od środka. Zapomniałem o tym, co się dzieje i w jednej chwili przytuliłem ją do siebie. Po chwili, gdy oboje się odsunęliśmy, wybuchnęliśmy śmiechem. Lecz nie takim zwykłym, ja byłem rozbawiony tym, że tak długo z tym zwlekałem, ponieważ za bardzo bałem się odpowiedzi, mój śmiech, był także spowodowany ulgą, że wszystko poszło tak, jak to sobie zaplanowałem. Patrząc na nią, domyśliłem się, że nie jest w stanie powiedzieć teraz czegokolwiek, dlatego zapytałem, czy chce już wracać. Po tym, jak twierdząco pokiwała głową, cały w skowronkach poszedłem z nią w stronę koni.
***
—Dlaczego? Powiedz dlaczego mi to robisz?!—krzyczałem patrząc na ojca stojącego przede mną. Był ode mnie wyższy, ale tylko odrobinę, dlatego nie odczuwałem zbytniego strachu przeciwstawiając się mu. Złość zapanowała nade mną, jak tylko usłyszałem jego słowa o tym, że ma zamiar sprzedać Bellę. Nie mogłem w to uwierzyć. Ona była dla mnie wszystkim, nie mogłem mu na to pozwolić. —Tak długo czekałem na chwilę, w której zgodziłeś się bym ją dostał, a teraz co? Odczekałeś jedenaście lat, bym się od niej przywiązał, i teraz tak po prostu chcesz mi ją zabrać? Jesteś najgorszym ojcem na świecie, nigdy ci tego nie wybaczę. Tobie tak samo. —mówiłem ze łzami w oczach, wskazując na moją matkę, która jak gdyby nigdy nic siedziała na kanapie obok.
Nie czekając na to, aż coś powiedzą, wybiegłem do pokoju. Miałem ochotę w coś uderzyć, a najchętniej wybrałbym twarz mojego ojca. Zawsze jest tak samo. Jemu nie zależy na tym, bym był szczęśliwy, chodzi mu tylko i wyłącznie o to, żebym pracował i osiągnął coś w życiu. Kiedy ja myślę, że razem z Bellą osiągnąłem naprawdę wiele, ale jemu to nie wystarczy. Dla niego wygrana w zawodach jeździeckich, jest niczym. Uważa to za marnowanie czasu.
Przetarłem dłońmi zmęczoną i mokrą od łez twarz. W tej samej chwili drzwi mojego pokoju się otworzyły, a w nich pojawiła się Erica. Od razu poczułem coś w rodzaju spokoju, zawsze kiedy jest blisko mnie, odczuwam spokój. Uśmiechnąłem się i usiadłem na łóżku, tak samo jak ona chwilę wcześniej.
— Wszystko w porządku? — zapytała wpatrując się we mnie ślicznym ciemnymi oczami. Zawsze mówiłem jej prawdę w sprawie tego, jak się czuję i nie tylko, dlatego tym razem, też postanowiłem powiedzieć jak jest naprawdę. Jak na dwunastolatkę, jest bardzo mądra i poważna. Chciałbym, by było to spowodowane czytaniem dużej ilości książek, ale niestety. Erica od małego taka jest, ponieważ nasi rodzice są bardzo wymagający. Nienawidzą tego, gdy rozmawiamy głośno, wariujemy, czy też śmiejemy się z byle czego.
Choć ciężko jest mi to przyznać, żadne z nas nie miało łatwego dzieciństwa. Ja odkąd tylko skończyłem pięć lat, byłem zmuszony do tego, by chodzić na korepetycje z angielskiego i hiszpańskiego oraz na teatr.To dlatego, teraz tak dobrze potrafię ukrywać emocje. Przez to nie miałem praktycznie czasu na to, by wychodzić z Bellą. Matka wraz z ojcem, oczekują ode mnie, że w przyszłości zostanę prawnikiem lub lekarzem, co ani trochę mi się nie podoba. Ona na całe szczęście nie ma tak ciężko, nie wiem dlaczego postanowili jej odpuścić, ale cieszę się z tego bardziej niż czegokolwiek innego.
—Nie. Nic nie jest w porządku. Słyszałaś... tata chcę mi ją odebrać. Tak po prostu... —mówiłem, z całych sił powstrzymując się od kolejnego potoku łez. Nie mogę się przy niej rozpłakać, jestem jej starszym bratem, muszę pokazać jej, że ma przy sobie kogoś, kto jest silny i się nie poddaje.
—Jason, nie możesz sobie na to pozwolić, okey? Wiem, ile Bella dla ciebie znaczy, musisz o nią walczyć. Ja ci pomogę, i nie mów mi, że nie chcesz bym się w to mieszała, bo to nie pomoże. Jesteś moim bratem i kocham cię. Nie mogę patrzeć na to, jak cierpisz. Chodź, porozmawiamy z nim razem. — nie wiedziałem co mam powiedzieć po tym, co usłyszałem. Jedyne na co mogłem się zdobyć, to uśmiech i objęcie jej w geście podziękowania. Chwyciła mnie za dłoń i razem wyszliśmy z pokoju. Teraz na pewno się uda, razem zrobimy wszystko.

Wspomnienie wróciło do mnie jak tylko otworzyłem oczy. Nie mogłem spać. Próbowałem, ale świadomość tego, że jutro wieczorem idę na randkę z Emily, nie daje mi możliwości zaśnięcia. Ale to dobrze, cieszy mnie to, że to właśnie z tego powodu, nie potrafię poddać się zmęczeniu, które wbrew pozorom coraz bardziej daje o sobie znać. Założyłem ręce za głowę i spojrzałem w nocne niebo pokryte niezliczoną ilością gwiazd. Ile ich jest? Tego nie wiem, ale wiem na pewno, że są tak piękne, jak dziewczyna, dla której zrobiłbym wszystko. Dziewczyna, która skradła moje serce.

____________________________________________________________
Hejka.  
Na samym początku chcę powiedzieć, że w tym rozdziale pojawić się mogą małe błędy w wyrazach, ponieważ nie miałam czasu go dokładnie sprawdzić.  
Zrobię to i ewentualnie poprawię poszczególne błędy jak znajdę więcej czasu.  
A teraz to już chyba wszystko, piszcie w komentarzach jak wam się podobało, o ile się podobało i widzimy się niebawem :)  
(Co może oznaczać poniedziałek, oraz inny dzień tygodnia ponieważ właśnie zaczęły mi się ferie ;) )

Wiki1212

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 5648 słów i 31064 znaków, zaktualizowała 12 lut 2017.

1 komentarz

 
  • nastolaka

    Opowiadanie jak zawsze piękne :*:*:* masz mega talent <3