W objęciach światła – rozdział 16

W objęciach światła – rozdział 16Hayley

Dawno nie czułam się taka szczęśliwa jak obecnie. Nick sprawiał, że patrzyłam na świat przez różowe okulary i chciałam spędzać z nim jak najwięcej czasu, co nie było takie proste. Oboje pracowaliśmy, nie mieszkaliśmy już razem, a Will nadal o nas nie wiedział. Im dłużej to ukrywaliśmy, tym było gorzej i powoli dochodziłam do wniosku, że miałam dość kłamstw. Zbliżała się jednak rocznica śmierci rodziców, więc nie chciałam do tego dokładać informacji o moim związku. Im bliżej było tego feralnego dnia, tym brat stawał się bardziej posępny, ja zresztą też. Minęło pięć lat, ale ból i tęsknota wcale nie zniknęły. Brat wziął dzień wolny, jak zwykle, byśmy mogli spędzić ten dzień razem. Założyłam czarną sukienkę w złote gwiazdki, żeby ją odczarować po katastrofie z Derekiem zwanej randką. Nie malowałam się, bo nie było po co. Zakładałam buty, kiedy Will wyszedł ze swojego pokoju w czarnej koszulce i ciemnych jeansach. Pojechaliśmy najpierw do kwiaciarni kupić bukiet piwonii, które uwielbiała mama, a później na cmentarz. Pogoda była piękna, słońce świeciło, a na niebie pokazało się tylko kilka niewielkich chmurek. Długo staliśmy nad grobem. Na początku w ciszy, a potem zaczęliśmy rozmawiać i wspominać weselsze chwile. Uroniłam kilka łez, które szybko otarłam. Nie chciałam się rozklejać.  
Przed pójściem do samochodu, brat zagarnął mnie w ramiona i staliśmy w milczeniu, po prostu się przytulając pierwszy raz od dawna. Nie licząc urodzin Willa. Zjedliśmy obiad na mieście i odniosłam wrażenie, że przepaść między nami zaczynała znikać; jednak żeby całkiem się jej pozbyć, musiałam mu wyjawić to, co ukrywałam przed nim z Nickiem, ale nie mogłam zrobić tego dzisiaj. Wkrótce. Zrobię to już niedługo.
Po powrocie do mieszkania poszliśmy na spacer z Milo, a potem rozsiedliśmy się na kanapie, żeby przeglądać albumy ze zdjęciami z dzieciństwa. Było wesoło, zwłaszcza przy najstarszych zdjęciach, na których byliśmy mali. Później jednak było coraz gorzej. Po obejrzeniu tych ostatnich przed wypadkiem, dobry humor zniknął bez śladu. Radosne wspomnienia ustąpiły miejsca tym tragicznym i byłam bliska płaczu. Włączyliśmy telewizor, żeby coś obejrzeć, odciągnąć jakoś myśli. Will jednak ciągle się wiercił i zerkał na telefon — pewnie Emma do niego pisała. Albo on chciał, żeby to zrobiła. Domyśliłam się, że chciał do niej jechać i właściwie mi to nie przeszkadzało. Spędziliśmy razem dzień, wieczór mogliśmy odpuścić.  
— No, jedź do niej — powiedziałam w końcu, a on spojrzał na mnie zaskoczony. — Co tak patrzysz? Przecież widzę, że chcesz jechać.
— Chcę — westchnął. — Ale nie zostawię cię samej.
— Nic mi nie będzie, jestem już duża. — Uśmiechnęłam się lekko.
— Ale dzisiaj…
— Will, naprawdę, jest okej. Możesz jechać. Ja popracuję, albo coś obejrzę i nie będziesz mnie rozpraszał tym wierceniem się.
— Jesteś pewna? — Patrzył na mnie podejrzliwie, ale widziałam, że już się cieszył na myśl, że pojedzie do Emmy.
— Jestem pewna. Pozdrów ją ode mnie.
— Okej. — Przytulił mnie szybko i niemal pobiegł po rzeczy do swojego pokoju. — Wrócę… — zaczął, przechodząc przez salon z plecakiem.
— Dopiero jutro, wiem — dokończyłam za niego. — Tak jak zawsze. Idź już. — Pomachałam mu na pożegnanie.
Usiadłam po turecku i wpatrzyłam się w ekran telewizora, ale po chwili mój wzrok podążył do telefonu, leżącego obok mnie na kanapie. Nie pamiętałam, czy Nick dzisiaj pracował. Tak naprawdę nie chciałam siedzieć sama, ale nie chciałam też trzymać Willa na siłę w domu. Nie była to pierwsza rocznica. Rozumiałam, że chciał się znaleźć w ramionach kobiety, którą kochał, a która nie była jego siostrą. Ja też chciałam, żeby tulił mnie inny facet niż mój brat. Wzięłam komórkę do ręki i wybrałam numer Nicka. Przy jego imieniu nadal była emotka ciasteczka, ale znak stopu zmieniłam na gwiazdkę.  
Jeśli jest w pracy, to nie odbierze.
— Halo?
— Hej. — Uśmiechnęłam się, słysząc jego głos. — Pracujesz?
— Nie, a ty?
— Nie, a Will pojechał do Emmy. Chcesz wpaść?
— Pewnie. Za ile mam być? Musisz sobie namalować kreski?
— Za ile chcesz. Nie, dzisiaj nie się maluję.
— To niedługo będę. — Rozłączył się.
Czekałam może dwadzieścia minut, kiedy zapukał do drzwi. Gdy je otworzyłam, uniósł lekko rękę, w której trzymał dwa opakowania ciastek — jedne kruche z czekoladą, a drugie z nadzieniem jabłkowym.
— Pomyślałem, że się przydadzą.
— Ciastka zawsze. — Uśmiechnęłam się, przesuwając się, by mógł wejść.
Wszedł do środka, postawił ciastka na stole w kuchni, po czym odwrócił się i rozłożył ramiona. Od razu do niego podeszłam, żeby się przytulić. Objęłam go w pasie, przyciskając policzek do jego piersi. Tego było mi trzeba. Mojego światła.
— Jak się czujesz? — zapytał cicho.
— Dlaczego pytasz? — Uniosłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy.
— Bo wiem, jaki dziś dzień.
Zaskoczył mnie. Nie sądziłam, że wiedział. A nawet jeśli, to nie sądziłam, że pamiętał.
— Naprawdę? — Tylko tyle udało mi się wykrztusić.
— Długo się znamy z Willem. Pewne daty zapadają w pamięć. — Pogłaskał mnie kciukiem po policzku. — Jeśli chcesz, mogę pójść po wino do tych ciastek.
— Możemy pójść razem. — Uśmiechnęłam się. — Przy okazji zabierzemy Milo na ostatni spacer przed snem.
— To chodźmy.
Założyłam psu szelki, zapięłam smycz i wyszliśmy. Dopiero w parku zorientowałam się, że nadal miałam na sobie sukienkę, ale w sumie co za różnica, w co byłam ubrana. Nick złapał mnie za rękę i poczułam motylki w brzuchu. Jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłam. Określenie “mój chłopak” w stosunku do Nicka nadal dziwnie brzmiało w mojej głowie, ale cieszyłam się, że w końcu byliśmy razem. Rozpraszał ciemność wokół mnie nawet dzisiaj.
Po drodze do domu, wstąpiliśmy do sklepu po wino, które otworzyliśmy zaraz po powrocie. Razem z kieliszkami i ciastkami rozsiedliśmy się na kanapie, a Milo położył się przy stopach Nicka na podłodze.
— Cieszę się, że przyjechałeś — powiedziałam, patrząc w te piękne, czekoladowe oczy.
— A ja, że zadzwoniłaś.
— Zostaniesz na noc? — zapytałam, opierając głowę na jego ramieniu.
— Mogę zostać, tylko szkoda, że nie mam tu szczoteczki do zębów.
— Kilka dni temu kupiłam akurat dwie nowe. Jedna może być oficjalnie twoja, jeśli chcesz. Will sobie dokupi.
— Akurat kupiłaś? — Uśmiechnął się. — Skoro tak… Dobrze, że śpię bez piżamy — dodał.
— Bardzo dobrze. Może ja dzisiaj też będę spać bez.
Jego uśmiech się poszerzył.
— Nie miałbym nic przeciwko temu. — Otoczył mnie ramieniem. — Chcesz… pogadać?  
— Nie, już przerobiliśmy to z Willem, ale miło, że pytasz. — Uśmiechnęłam się, obejmując go w pasie jedną ręką, jeszcze bardziej się w niego wtulając.
Przesiedzieliśmy cały wieczór na kanapie, pijąc wino i jedząc ciastka, a później przenieśliśmy się do mojego pokoju, choć nadal to był po części pokój Nicka. Tak jak powiedziałam, spałam bez piżamy, chociaż ze spaniem to niewiele miało wspólnego. Nick skutecznie odwrócił moją uwagę od smutków tego dnia i zasnęliśmy dopiero nad ranem.
Kiedy się obudziłam, byłam sama w łóżku. Nie wiedziałam, która była godzina, ale na pewno jakaś popołudniowa. Chętnie bym jeszcze poleżała, a może nawet i pospała, musiałam jednak iść do łazienki, bo pełny pęcherz dawał o sobie znać. Wyciągnęłam z szafy czyste majtki, założyłam na siebie koszulkę Nicka i wyszłam z pokoju. Z kuchni dochodziły jakieś odgłosy, ale byłam zbyt zaspana, żeby je rozróżnić. W łazience przemyłam twarz, umyłam zęby i rozczesałam włosy, które później związałam w luźnego koka na czubku głowy. Ruszyłam do kuchni, ale zatrzymałam się w wejściu, skąd miałam idealny widok na to, co działo się w środku. Milo siedział przy szafkach i obserwował Nicka, który w samych spodniach coś gotował i… śpiewał Livin’ on a prayer. Nie wiedziałam, że umiał śpiewać, a już na pewno nie tak. Stałam jak zaczarowana, nie mogąc oderwać od niego wzroku. W końcu zamilkł, a ja podeszłam do niego od tyłu i przytuliłam, obejmując rękami w pasie.
Był taki cudowny. I taki mój.
Jedną ręką dotknął mojej, ale drugą przewracał placki na patelni.
— Zaraz miałem cię budzić.
— To może wrócę do łóżka i będę udawać, że śpię — powiedziałam z uśmiechem. — Co robisz?
— Placki z budyniem i ricottą.
— Wow. Rozpieszczasz mnie.
— To chyba dobrze? — Zsunął ostatniego placka, wyłączył gaz i odwrócił się w moją stronę. — Jak rozpieszczanie uderzy ci do głowy, wtedy przestanę, bo zrobisz się nieznośna.
— W takim razie muszę się pilnować — zaśmiałam się. — Więc jesteś nie tylko barmanem, szefem kuchni i tancerzem, ale też wokalistą?
— Nie miałaś tego słyszeć.
— Ale słyszałam. I chcę więcej.
Zaśmiał się.
— Może lepiej najpierw zjedzmy, albo Milo zaraz się zajmie tymi plackami.
— Tak, jedzmy, bo pachnie tak cudownie, że zaraz zjem ciebie, a nie te placki. — Usiadłam przy stole. — Chociaż jesteś taki słodki, że bardziej pasujesz na deser.
Znowu się zaśmiał i tylko mnie pocałował, przenosząc talerz z plackami na stół. Usiadł naprzeciwko mnie i zaczęliśmy jeść. Placki zniknęły bardzo szybko, bo oczywiście były przepyszne i rozpływałam się nad każdym kęsem. Skoro Nick zrobił jedzenie, ja pozmywałam, a później podeszłam do niego, wspięłam się na palce i oplatając rękami jego szyję, zapytałam:
— Czy teraz jest pora na deser?
— Hmm… sam nie wiem. O której wraca Will?
— Nie wiem. Pewnie dopiero wieczorem.
— W takim razie deser. — Pochylił się, by mnie pocałować i przesunął ręce na moją talię.
Byliśmy sami w mieszkaniu i nie musieliśmy się przejmować, że ktoś nas zobaczy. Całowaliśmy się coraz namiętniej, aż nagle usłyszałam głos za plecami:
— Tylko współlokatorzy, tak?
Zamarłam. To był głos Willa. Serce podeszło mi do gardła i powoli odwróciłam się w jego stronę, ale nie odsunęłam się od Nicka.
— W końcu was nakryłem. — Brat stał w progu i wyglądał, jakby był z siebie bardzo zadowolony. — Oszuści i kłamcy.
— Ehm… — mruknął Nick i czym prędzej się ode mnie odsunął.
— Teraz się odsuwasz? Chyba trochę na to za późno. — Will skrzyżował ręce na piersi. — Myślicie, że jestem idiotą?
Zamurowało mnie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie tak to miało wyglądać.
— Chyba nasze tajne misje nie były jednak takie tajne — mruknął do mnie Nick.
Już otwierałam usta, ale Will mnie wyprzedził:
— Fajnie się bawiliście? Bo ja przednio. Zastanawiałem się, kiedy wam się to znudzi.
— To znaczy, że od kiedy wiedziałeś?
— Od jakiegoś czasu. Nietrudno było połączyć fakty, skoro oboje jesteście podejrzanie szczęśliwi.  
— Hmmm — mruknął znowu Nick, przesuwając mnie przed siebie jak tarczę ochronną.
Spojrzałam na niego, a potem wróciłam wzrokiem do Willa. Miałam nadzieję, że nie zamierzał bić Nicka.
— Chcieliśmy ci powiedzieć — odezwałam się w końcu.
— Kiedy? Po pierwszej kłótni? Jak poprzednim razem?
To były bolesne wspomnienia i nie chciałam do nich wracać.
— Chcieliśmy najpierw sprawdzić, co z tego będzie, a potem…
— A potem co, Hayley? Udawać, że się źle czujesz, żeby wyciągnąć Nicka z pizzerii? — Spojrzał na Nicka. — Pracowałeś w ogóle w ten dzień czy to też było kłamstwo?
— Pracowałem — burknął Nick. — A ty od kiedy pracujesz w FBI?
— Od kiedy dowiaduję się o wszystkim na samym końcu.
— Naprawdę chcieliśmy ci powiedzieć już niedługo, tylko…
— Tylko co? Potrzebowaliście jeszcze tylko trochę więcej adrenaliny?
Zapanowała cisza, podczas której Will mierzył nas wzrokiem, a potem nagle wybuchnął śmiechem. Zgłupiałam. Z czego on się śmiał?
— Ale macie miny. Powinienem wam zrobić zdjęcie.
— Dobra, a może tak jakieś konkrety? — odezwał się Nick. — Przeszkadza ci to? Nie przeszkadza? Bo zachowujesz się dziwnie.
— Ach, teraz to ja się zachowuję dziwnie. No, dobrze, skoro już sracie w gacie ze strachu przed moją reakcją, to chyba mogę wydać werdykt. Nie przeszkadza. Cieszę się, że jesteście w końcu szczęśliwi.
Patrzyłam na niego osłupiała.
— Zrobiłeś to specjalnie? — zapytałam.
— Musiałem się jakoś odegrać.
Nick parsknął głośno za moimi plecami.
— “Odegrać”. Jakbyśmy zrobili ci kuku.
— Nadal czuję się urażony waszymi głupimi kłamstwami, ale skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy, to mam inną sprawę. Dlaczego tu tak ładnie pachnie i nie ma dla mnie porcji źródła tego zapachu?
— Nie było cię — mruknął Nick, w końcu wychodząc zza moich pleców. — Kurwa, ale to było dziwne. Za takie coś teraz ty stawiasz piwo.
— Fajnie, że jesteście parą, ale to nadal jest dziwne. Możecie się ubrać? — Spojrzał głównie na mnie. — I jakie “teraz ty stawiasz piwo”? A kiedy ty ostatnio stawiałeś?
— Jak przywaliłeś mi w twarz.
— Hmm… — Will się zamyślił. — Faktycznie, ale właściwie to oboje wisicie mi więcej niż jedno piwo za to całe udawanie i szkody w psychice.
— Szkody w psychice to ty zrobiłeś mi, tamtego wieczora po imprezie, kiedy przeleciałeś w naszym pokoju tą dziewczynę z Europy i nic mi nie powiedziałeś, a ja potem natknąłem się na jej goły tyłek. Twój zresztą też. Jesteśmy kwita.
— O, Boże. Nie chciałam tego wiedzieć — jęknęłam i ruszyłam w kierunku mojego pokoju, żeby się przebrać. — Ale jeśli nadal masz szkody w psychice, to może potrzebujesz psychologa? — zapytałam, kiedy się zrównałam z Willem. — Zadzwonić do pani Brown? Na pewno gdzieś cię wciśnie.
— Ale z ciebie zołza — skwitował, a ja pokazałam mu język.
— Idziesz, kochanie? — Odwróciłam się do Nicka.
— Weź, bo rzygnę. Nick nie jest żadnym kochaniem — oburzył się brat.
— Oj, jest. — Nickowi wyraźnie wrócił humor i podążył za mną. — I to kochanie pójdzie teraz do pokoju z twoją siostrą. — Szybko uciekł, zanim Will zdążył go walnąć.
Zaśmiałam się i poszłam za nim. Teraz, kiedy Will już o nas wiedział, kamień spadł mi z serca. Nie musieliśmy się dłużej ukrywać i martwić jego reakcją. Teraz już nic nie stało nam na drodze.


Nicholas

Will w końcu się o wszystkim dowiedział i na szczęście nie miał nic przeciwko. Przez chwilę bałem się, że znowu mi przywali, ale chyba widział, że Hayley była szczęśliwa, więc postanowił odpuścić. Ulżyło mi, choć teraz atmosfera była trochę dziwna, zwłaszcza że dowiedzieliśmy się, że Will cały czas miał świadomość, co się działo i nasze potajemne schadzki były kompletnie niepotrzebne. Zdążyliśmy przynajmniej nacieszyć się tymi tajemnicami, a teraz mogliśmy być już razem bez przeszkód. Mnie właściwie było to obojętne, ale widać było, że Hayley ciążyła ta tajemnica i że jej ulżyło, gdy wyszła już na jaw.  
Był już sierpień, ale szybko zbliżał się ku końcowi, więc postanowiliśmy wykorzystać ostatnie ciepłe dni i pojechaliśmy na weekend do Provincetown, by zmienić otoczenie. To były bardzo fajne dwa i pół dnia, żadne z nas nie musiało iść do pracy i nigdzie się nie spieszyliśmy, mogliśmy spać do południa i chodzić po różnych restauracjach. Zastanawiałem się, jakim cudem Hayley wcześniej tak mnie wkurzała i jak mogłem być dla niej taki chamski. Jak mogłem w ogóle jej nie zapamiętać po naszym pierwszym spotkaniu? Teraz wydawało mi się to niemożliwe. Robiliśmy sobie na tym wyjeździe dużo zdjęć, ale najwięcej robiłem tylko jej, częściowo pozowanych, częściowo z ukrycia. Już nie wyglądała jak wariatka z różowymi włosami — choć, oczywiście, zamierzałem dalej tak twierdzić, gdyby zapytała. Patrzyłem na nią i czułem ciepło rozchodzące się po całym moim ciele. Chyba żadna dziewczyna nie wywróciła mi życia tak jak ona, i absolutnie to uwielbiałem. Wręcz byłem za to wdzięczny.
Byłoby bajkowo do samego końca, ale w końcu spełniły się moje obawy, że coś się spieprzy. Myślałem, że seks będzie nadal tak fantastyczny jak do tej pory, ale spotkało mnie rozczarowanie, przerażenie i… wstyd. Bo nie wiedziałem, jak miałem to rozumieć. Bo gdy ją całowałem i się w niej poruszałem, jej twarz po raz pierwszy wykrzywił grymas bólu.
— Hayley…? — Natychmiast zastygłem, czując w środku panikę. Kurwa, wiedziałem. Wiedziałem, że sprawiałem jej ból. Dopiero teraz czy wcześniej to ukrywała? Kurwa.
— Możemy przerwać? — jęknęła, patrząc na mnie ze łzami w oczach.
Od razu się wycofałem, kompletnie przerażony. Nie wiedziałem, czy coś zrobiłem nie tak. Za mocno? Za szybko? Czułem się okropnie. Nie wiedziałem, jak ją pocieszyć.
— Co zrobiłem? — zapytałem cicho, podając jej koszulkę. — Przepraszam...
— To nie twoja wina, to ja… to endometrioza… — Głos jej się załamał, a łzy spłynęły po policzkach. Wzięła koszulkę i ją założyła. — To ja przepraszam…
Nie wiedziałem, co powiedzieć, więc po prostu wciągnąłem na siebie bokserki, a później usiadłem obok Hayley i ją przytuliłem, choć bałem się, że nawet tym sprawię jej ból.
— Nie przepraszaj. To nie twoja wina.
— Nie jesteś zły? — zapytała cicho, podnosząc głowę, żeby na mnie spojrzeć.
— Nie. O rany, Hayley, oczywiście, że nie. — Przytuliłem ją mocniej. — Jest mi tylko głupio…  
— Dlaczego?
— Bo sprawiłem ci ból. Nie chciałem…
— Och, Nick, już ci mówiłam... Nie zrobiłeś niczego, co sprawiłoby mi ból. To nie twoja wina. — Pocałowała mnie w policzek. — Właśnie tego się bałam… było tak cudownie, a ja… moja choroba wszystko zepsuła… Na pewno nie jesteś zły? Nie chciałam cię rozczarować…
Spojrzałem jej głęboko w oczy, gotowy powiedzieć, że nie, nie byłem zły ani rozczarowany, ale z moich ust wydobyło się co innego:  
— Kocham cię. — Te słowa wyleciały ze mnie tak szybko, że dopiero po chwili zorientowałem się, że je powiedziałem. A Hayley chyba przestała oddychać. Patrzyła na mnie, jakby nie była pewna, czy się nie przesłyszała. Jej oczy błyszczały od łez. Zupełnie niekontrolowanie parsknąłem krótkim śmiechem. — Przepraszam. Po prostu myślałem, że będzie mi strasznie trudno powiedzieć te słowa, ale… nie. Wyszły same. Kocham cię — powtórzyłem, gładząc ją po różowych włosach. — Naprawdę. Więc nie jestem zły.
— Ja ciebie też kocham. — Uśmiechnęła się i pocałowała mnie czule. — Nawet nie wiesz, ile razy chciałam ci to powiedzieć.
— Cóż, chyba musiałem do tego dojrzeć.
— Cieszę się, że czujemy to samo. — Dotknęła palcami mojego policzka. — Bo kocham cię jeszcze bardziej niż kiedyś.
Wzruszenie ścisnęło mi gardło, bo po raz pierwszy odczuwałem te słowa tak mocno. Pocałowałem ją, a nieudany seks odszedł w niepamięć.
***
Wróciliśmy do swoich mieszkań i do swoich zwykłych zajęć, ale i tak nasz związek nabrał całkiem nowego wymiaru. Nie musieliśmy się już przed nikim ukrywać, a ja w końcu wyznałem Hayley swoje uczucia. Poczułem, jakby coś się we mnie odblokowało, jakby zniknęła blokada powstrzymująca mnie przed odczuwaniem szczęścia. Zrozumiałem, że z Kim nigdy nie byłem szczęśliwy i chyba tak naprawdę jej nie kochałem — ona mnie zapewne też nie. Cieszyłem się jednak, że wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej. Nigdy nie byłem zwolennikiem tekstów w stylu “może tak miało być”, ale chyba coś w tym jednak było.
Gdy następnym razem poszliśmy do łóżka, nie było już żadnych problemów, a przynajmniej nic na to nie wskazywało. Nie było tak dobrze jak zazwyczaj, bo chyba oboje myśleliśmy o poprzednim razie i o tym, co mogło się zdarzyć. Miałem wrażenie, że Hayley niemal czekała na ból, który na szczęście nie nadszedł. Może to był tylko jeden, niefortunny raz?
Mój kontakt z Angeliką znowu mocno się osłabił, ale zbliżały się jej urodziny, dlatego kupiłem jej jakiś zestaw kosmetyków — dziewczyna w drogerii przyglądała mi się z szerokim uśmiechem, a ja jak najszybciej stamtąd zwiałem. Zamierzałem wpaść do Angeliki do mieszkania, ale zadzwoniła do mnie i zaprosiła na drinki. Drinków nigdy nie odmawiałem, poza tym dawno się z nią nie widziałem. Chciałem z nią pogadać, głównie o Hayley, ale też zapytać, co u niej. Ostatnimi czasy stała się strasznie cicha i miałem wrażenie, że jednak byłem nieco pochłonięty własnymi sprawami, by być dobrym przyjacielem. Zastanawiałem się, jak oznajmić to Hayley — i czy w ogóle powinienem oznajmiać, czy jednak prosić o pozwolenie? Nie byłem jednak nigdy typem, który by “prosił” o pozwolenie na wyjście z koleżanką i na pewno nie zamierzałem teraz się nim stawać. Sądziłem, że Hayley już pogodziła się z tym, że przyjaźniłem się z Angeliką, więc nie przewidywałem żadnych problemów. Gdy jej to powiedziałem, nie była zadowolona, ale też nic nie powiedziała. Pocałowałem ją i oznajmiłem, że nie będę siedział długo.
Angelika nie wyglądała na bardzo szczęśliwą ze swoich urodzin, ale chyba ucieszyła się na mój widok, bo dość długo mnie przytulała. Potem zamówiła drinki i zaczęliśmy nadrabiać ostatnie tygodnie. Powiedziała, że dalej spotyka u siebie w pracy tych zboczonych typów, ale już żaden nie wygłasza głośnych komentarzy pod jej adresem. Uznałem to za osobisty komplement. Dodała też, że daje szansę pozostałym facetom z Tindera, mimo że poprzednia randka okazała się klapą.  
— A co z Hayley? — zapytała w końcu.
Nie mogłem się powstrzymać i uśmiechnąłem się szeroko.
— Oficjalnie jesteśmy razem.
— Wow. — Wydawała się zaskoczona. — To super, Nick. Bardzo się cieszę.
— Czemu jesteś taka zdziwiona?
— Bo chyba nie sądziłam, że się dogadacie — przyznała.
— Tak… ja chyba też nie. Ale dogadaliśmy się, Will już o wszystkim wie i mi nie przywalił. To chyba mówi samo za siebie.  
— I… Hayley nie miała nic przeciwko temu, że ze mną wyszedłeś?
— Chyba mogę mieć przyjaciółki.
— Takie, z którymi spałeś?
Westchnąłem.
— Nie jest z tego powodu zadowolona, ale co mam zrobić? Mam szukać sobie nowej koleżanki, z którą nie spałem? Wtedy pewnie by się bała, że dopiero się z nią prześpię. — Ledwo te słowa opuściły moje usta, zdałem sobie sprawę, że brzmiały tak, jakbym był zdolny do zdrady własnej dziewczyny i że Hayley być może też była tego zdania. Przypomniały mi się jej słowa, których mimo upływu czasu wcale nie zapomniałem:
Co na to twoja dziewczyna? Nie sądziłam, że jesteś takim dupkiem, żeby ją zdradzić!
To już była przeszłość, ale co, jeśli Hayley nadal tak uważała?
Nigdy nie byłabym z kimś, kto pali. Udusiłabym się od tego smrodu. Nie mogłabym być z kimś, kto ma kilka dziewczyn na boku.
Coś zapiekło mnie w piersi. Wiedziałem, że mówiła to w złości, ale przecież nadal nie znosiła palenia. Może cała reszta jej słów nadal siedziała jej w głowie, nawet jeśli w chwili obecnej wcale tak nie myślała. Może w głębi duszy nadal uważała mnie za dupka, za playboya, dlatego tak bała się, że po tym nieudanym seksie będę zły.
Zalała mnie gorycz, którą ciężko było pokonać nawet cholernie słodkiemu drinkowi, który nadal piłem.
Wtedy mówiła, że nie wyobrażała sobie związku ze mną. Niby co się zmieniło?
Mój dobry humor całkowicie się ulotnił, choć właściwie nic takiego się nie stało. Pożegnałem się z Angeliką i ruszyłem w drogę powrotną do mieszkania. Dopadały mnie myśli, które od dawna uciszałem, a teraz jakimś cudem doszły do głosu. Uwierzyłem, że Hayley faktycznie mnie kochała, ale umysł przypomniał mi wszystkie powody, przez które mogłaby przestać. Czy naprawdę do siebie pasowaliśmy? Byliśmy szczęśliwi, ale może te wszystkie powody przeciw byciu ze mną nadal siedziały jej w głowie? Nadal uważała, że jestem zdolny do zdrady? Że mam kilka dziewczyn na boku? Na pewno znalazłaby jeszcze kilka innych podobnych rzeczy. Na pierwszy rzut oka nic nas nie łączyło. Nie mieliśmy ze sobą nic wspólnego. Dlaczego jednak chciała ze mną być, skoro wcześniej nawet sobie tego nie wyobrażała? Zaczynała boleć mnie głowa. Nie wiedziałem już, czy był tu jakiś problem, czy sam sobie go wymyśliłem.
Po powrocie do mieszkania odszukałem na Facebooku profil byłego chłopaka Hayley. Nie wiedziałem, po co. Zdążyłem już zapomnieć, jak wyglądał. Brązowe włosy, jasne oczy. Moje kompletne przeciwieństwo. Już sam nie wiedziałem, co było lepsze — to, że koleś był ode mnie inny, czy to, że wyglądał tak samo, tak jak ten cholerny Derek. Czego Hayley tak naprawdę szukała w facetach? Czego chciała? Uparcie twierdziła, że mnie — ale co, jak minie nam ta faza miesiąca miodowego i stwierdzi, że jednak jej nie pasuję? Nie bez powodu Will z początku miał obiekcje. Wiedział, że byliśmy z kompletnie różnych światów. I że do siebie nie pasowaliśmy.
Miałem ochotę palnąć sobie w łeb. Dlaczego nie mogłem po prostu być szczęśliwy?

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4676 słów i 26004 znaków.

Dodaj komentarz