Światło w ciemności – rozdział 10

Światło w ciemności – rozdział 10Nicholas

Co, do cholery, strzeliło mi do tego pustego łba?  
Szedłem do pracy wkurwiony na siebie tak jak jeszcze nigdy. Poniekąd czułem ulgę, że mogłem wyjść z domu i być z dala od Hayley. Nie mogłem uwierzyć w to, co zrobiłem.
Kiedy wpadła na mnie pod drzwiami łazienki, obydwoje byliśmy zaskoczeni – ona chyba jeszcze bardziej niż ja, bo widziałem, jak wytrzeszczyła oczy i przez chwilę delikatnie mnie dotykała. Potem nagle jakby się ocknęła i uciekła jak oparzona. Uznałem, że było to całkiem zabawne i poszedłem do pokoju. Nie mogłem jednak przestać myśleć o jej delikatnych palcach na moim brzuchu. Później poczułem zapach ciasta, więc wyszedłem, a mój durny mózg postanowił zrobić sobie wolne. Nie planowałem tego. Nawet o tym nie myślałem. Tekst o porównaniu piernika do moich mięśni brzucha był kompletnie idiotyczny, a i tak jakimś cudem przeszedł mi przez usta. Zanim się obejrzałem, znowu mnie dotykała – sam do tego doprowadziłem. Boże. Czy aż tak byłem spragniony kobiecego dotyku, że wykorzystałem do tego Hayley, zasłaniając się siłownią?
Byłem idiotą – ale to, co jej powiedziałem, było prawdą. Kim rzadko mnie dotykała, bo chyba sobie wmówiła, że jeśli zacznie, to ciężko jej będzie przerwać. Łatwiej jej było całkiem ode mnie stronić, także od dotyku. Po tym, jak Hayley mnie dotknęła… no cóż, nie mogłem zaprzeczyć, że coś się we mnie obudziło. Nigdy nie zdradziłbym Kim, ale na chwilę coś przysłoniło mi jasność myślenia i chciałem po prostu poczuć na sobie kobiecy dotyk.
Idiota. Pieprzony idiota.
W końcu to przerwałem – nie dlatego, że nie chciałem dalej kontynuować tej gierki, tylko jeszcze chwila i dałoby o sobie znać to, jak bardzo mi się to spodobało. Nie mogłem do tego dopuścić. Wolałem zostawić ją rozczarowaną i zmieszaną. Zacząłem się zastanawiać, czy ona w ogóle mi się podobała czy po prostu byłem aż tak zdesperowany.
Przez całą zmianę nie udało mi się uzyskać na to odpowiedzi.
***
Starałem się unikać Hayley jak tylko mogłem, bo zwyczajnie było mi głupio. Zacząłem wyprowadzać Milo samemu, zanim Hayley zdążyła się zebrać. Wróciłem też na siłownię, chcąc się trochę napracować, zanim nadejdą Święta i całe świąteczne żarcie. Czas leciał jak szalony i w końcu Will i Hayley zaczęli zbierać się do wyjazdu. Z jednej strony czułem ulgę, a z drugiej nie chciałem być sam. Miałem jednak do zaliczenia aż dwie rodzinne wizyty – u moich rodziców i u rodziców Kim. Wiedziałem, że samo to zapewni mi dawkę adrenaliny.
– Bezpiecznego lotu – powiedziałem, wychodząc na korytarz, kiedy Will zamawiał taksówkę w aplikacji, a Hayley klęczała na podłodze i tuliła psa.
– Dzięki – odpowiedział z uśmiechem. – Wesołych Świąt, stary. – Podszedł do mnie i klepnął w plecy.
– Wzajemnie. Nie zamarznijcie tam. – Przeniosłem wzrok na Hayley. – I nie martw się o Milo. Będzie w dobrych rękach.
– Wiem o tym. – Podniosła się z podłogi, otrzepując spódniczkę.
– Jesteś gotowa? – zapytał Will. – Taksówka już czeka.
– Tak. – Zbliżyła się do mnie i zarumieniła. – Wesołych Świąt, Nick – powiedziała, stając na palcach, żeby objąć rękami moją szyję i mnie przytulić.
Objąłem ją, czując jednak pewną sztywność w mięśniach, bo zwyczajnie bałem się jej dotykać po tym, co ostatnio między nami zaszło. Czułem, że naruszałem zaufanie Kim, choćby patrząc na Hayley.
– Wesołych Świąt – powiedziałem tylko i się odsunąłem. Patrzyłem, jak zabierają walizki i wychodzą. Gdy drzwi się zamknęły, Milo szczeknął i podreptał do drzwi. Zaczął w nie drapać, zaskomlał, po czym spojrzał na mnie. Westchnąłem ciężko. – Jakoś sobie bez nich poradzimy – powiedziałem, kucając, a Milo przyszedł do mnie i wtulił się w moje kolano. – Musimy.
***
Minęło trochę czasu, odkąd moi rodzice widzieli Kim, więc musieliśmy czekać dobre parę minut, aż ona i moja mama się wyściskają. Rodzice zawsze lubili Kim, uważali, że do mnie pasuje i że może przy niej “nabiorę trochę ogłady”. Zawsze zaciskałem wtedy zęby, starając się nie mówić, co tak naprawdę myślę na ten temat. Cała kolacja przebiegła w raczej przyjemnej atmosferze, ale i tak wieczorem, po powrocie do mieszkania, musiałem napić się czegoś mocniejszego. Nienawidziłem takich rodzinnych obiadków i gdy wiedziałem, że czekał mnie jeszcze jeden, miałem ochotę symulować grypę.
Normalnie rozładowałbym napięcie seksem, ale niestety było to niemożliwe. Milczałem, podczas gdy Kim siedziała w bezpiecznej odległości od Milo i coś sprawdzała w laptopie. W końcu go zamknęła i na mnie spojrzała.
– Wydajesz się… wkurzony.
– Po prostu nie lubię tych rodzinnych spotkań. Dobrze wiesz.
– Chciałabym jakoś poprawić ci humor…  
Spojrzałem na nią, omiatając wzrokiem jej dopasowaną, różową sukienkę, rozpuszczone i wyprostowane włosy, pomalowane usta… Znowu wyglądała tak pięknie, jakby chciała zrobić mi na złość. Najchętniej zdarłbym z niej tą różową kieckę i…
Różową. Jak włosy Hayley.
Nie, do cholery.
Usiłowałem myśleć o czym innym, ale teraz już sam nie wiedziałem, co było lepsze – wyobrażanie sobie niemożliwego seksu z Kim, czy myślenie o mojej cholernej współlokatorce. O jej palcach, dotykających mojego brzucha…
Nie, kurwa, nie!
– ...może chcesz pojechać do mnie? Czuję się tu… trochę nieswojo, gdy on się na mnie gapi. – Spojrzała na Milo, który patrzył się na nią spode łba.
– A co z nim zrobię? Przecież nie zostawię go tu samego. Jeszcze coś nabroi.  
– No tak – westchnęła. – To trochę nie fair, że Will cię obarczył obowiązkiem zajmowania się nim…
– Nie fair? – powtórzyłem. – A co miał zrobić? Zabrać go do samolotu? Czy zadzwonić do nieżyjących rodziców, by go przypilnowali?
Kim natychmiast się zarumieniła, a ja nawet nie zarejestrowałem, że powiedziałem coś takiego. Alkohol widać już na mnie działał.
– Jesteś pijany.
– No i? – Wzruszyłem ramionami. – Są Święta. Choć raz to ja piję, a nie tylko rozdaję drinki.
– W takim razie dam ci czas na wytrzeźwienie – mruknęła, wstając od stołu i zabierając laptopa. – Tylko nie upij się za bardzo, bo wtedy Milo się sam sobą nie zajmie. Ja wracam do siebie. Pamiętaj, że jutro jedziemy do moich rodziców. Wolałabym, żebyś wtedy już był trzeźwy.
Tak jakbym mógł o tym zapomnieć.
Po paru minutach Kim wyszła, a ja poczułem się dziwnie pusty. Wiedziałem, że byłem chamski bez powodu. Wiedziałem, a i tak to kontynuowałem. Nie mogłem odgonić Hayley sprzed oczu. Nie wiedziałem, co z tym zrobić.
Tym bardziej, że raniłem Kim, a to była ostatnia rzecz, jaką chciałem robić.


Hayley

Podróż dwoma samolotami była strasznie męcząca. A z lotniska w Anchorage mieliśmy jeszcze kawałek do domu dziadków. Już brakowało mi Milo, ale wiedziałam, że lepiej mu było z Nickiem. Nie stresował się, nie męczył podróżą ani nowymi, nieznanymi zapachami. Mimo że byliśmy z Willem zmęczeni, siedzieliśmy z dziadkami do późna, nie mogąc się nagadać. Tak dawno się z nimi nie widzieliśmy, że miałam łzy w oczach, kiedy w końcu wpadliśmy sobie w ramiona.
Alaska była piękna. Cała w śniegu. Milo oszalałby ze szczęścia i pewnie skakałby po zaspach. Żałowałam, że nie było go tu z nami. Will chodził z dziadkiem na ryby, a ja głównie gotowałam z babcią. Chociaż zdarzyło nam się kilka razy pojechać na lodowisko i pojeździć na łyżwach, bo to kochałam i nie mogłam przegapić takiej okazji. Gdy byłam dzieckiem, zawsze podczas ferii babcia uczyła mnie jeździć. Nauczyłam się nawet kilku skoków, ale nigdy nie pociągnęłam tego dalej. Nie chciałam brać udziału w żadnych zawodach, wystarczyło mi, że jeżdżenie sprawiało mi frajdę. Kiedy któregoś razu lodowisko opustoszało, odważyłam się spróbować zrobić mój ulubiony skok – toe loop. Dawno nie jeździłam i bałam się, że prędzej się połamię niż wykonam poprawny skok, ale nie było tak źle. Upadłam kilka razy, ale później szło mi całkiem nieźle. Widziałam, że Will mnie nagrywał, więc po udanych skokach podjechałam do niego i się ukłoniłam. Jak po występie.
Po obiedzie wszyscy szliśmy na spacer, a potem siadaliśmy przed kominkiem z grzanym winem i rozmawialiśmy. Byłam szczęśliwa. Will też. Cieszyłam się, że w końcu mógł odpocząć. W końcu mógł się wyspać. Ja przespałam tylko pierwszą noc po przyjeździe, bo byłam tak zmęczona, że po prostu padłam. Jednak kolejne noce były męczarnią. Nie mogłam wyrzucić Nicka z głowy i w kółko odtwarzałam scenę z kuchni, kiedy go dotykałam. Myślałam o jego cudownym uśmiechu, a serce od razu zaczynało bić szybciej. W co ja się wpakowałam? Sean odszedł w niepamięć, chociaż nadal bolało, że mnie zostawił i prawie nie znał. A Nick… Nie sądziłam, że to głupie zauroczenie rozwinie się do takiego stopnia. Nie pomogło nawet unikanie się przed wylotem.
Leżałam na łóżku, wpatrując się w gwiazdy przez okno dachowe. Nasz pokój znajdował się na poddaszu niewielkiego domu dziadków. Bez świateł Bostonu gwiazdy były tak dobrze widoczne i nie mogłam przestać na nie patrzeć. Uwielbiałam to robić. Z tatą mieliśmy teleskop i wieczorami zawsze oglądaliśmy kratery na księżycu, jeśli był w odpowiedniej fazie, a mama przynosiła nam gorącą czekoladę. Westchnęłam. Teleskop już dawno był sprzedany, bo bez taty to nie było to samo. Chciałam wytatuować sobie gwiazdkę, ale plany pokrzyżowała mi operacja. Nie miałam już pieniędzy na tatuaż, więc musiał poczekać. A teraz gwiazdka zaczynała mi się kojarzyć też z Nickiem.
Och, Nick. Dlaczego musisz być taki pociągający i zakazany? Taki… w moim typie. I taki… zajęty.


Nicholas

Ubrany w starannie uprasowaną przez Kim koszulę siedziałem wciśnięty przy malutkim stole u jej rodziców, starając się uśmiechać, tak jakby nie działo się nic złego. Zirytowała mnie już modlitwa przed jedzeniem, ale wszystko inne też zdawało się na mnie patrzeć poprzez pryzmat religijnej krytyki – krzyż zawieszony nad drzwiami, statuetka Maryi i ogromny obraz Chrystusa. Starałem się skupiać na jedzeniu, które było wyjątkowo dobre – teściowa z pewnością umiała gotować. Kim wyglądała podobnie jak wczoraj. Znowu się pomalowała, znowu ubrała się w sukienkę. Rozumiałem, że na Święta nie mogła ubrać się w dres, ale i tak… gdy ubierała się w ten sposób tak rzadko, moje zmysły szalały.
Umówiliśmy się, że damy sobie prezenty dziś wieczorem. Rano wyjąłem z szuflady torebkę z kolczykami, które wybierałem u jubilera tydzień temu. Miałem nadzieję, że się jej spodobają, bo chyba raczej nie miałem kobiecego gustu.  
Siedziałem raczej zamyślony, kiedy nagle ze stanu letargu wyrwało mnie pytanie:
– Jak wam się układa?
Gwałtownie zamrugałem i wyprostowałem się na krześle.
– Jak nam się układa? – powtórzyłem, bo chyba pominąłem kontekst.
Mama Kim spojrzała na mnie z uniesionymi brwiami.
– Rozmawialiście już o przyszłości? Czas ucieka, kochani, a ja nie ukrywam, że chciałabym już zostać babcią… – Mrugnęła do Kim. – A ty nie robisz się coraz młodsza, kochanie.
– Mamo – syknęła Kim, ale nie mogłem nie zauważyć jej rozanielonego uśmiechu.
– Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy – mruknąłem. Nagle zaschło mi w gardle. – To… dla mnie to trochę za wcześnie.
– Dwa lata to za wcześnie? Ile czasu potrzebujesz, Nicholas?
Byłem gotowy wrzasnąć, by zostawili mnie w spokoju i dali układać życie po swojemu, ale wiedziałem, że Kim by mnie za to zabiła. Musiałem jakoś z tego wybrnąć.
– Moi rodzice zaręczyli się dopiero po pięciu latach – powiedziałem wymijająco, starając się uśmiechnąć. – Nie powiedziałbym, że to wpłynęło negatywnie na ich małżeństwo. Wręcz przeciwnie.
Nagle wtrącił się ojciec Kim:
– To brzmi, jakbyś potrzebował więcej czasu, by odwlec małżeństwo. Chcesz w ogóle ożenić się z naszą córką?
Kurwa mać, co to było za przesłuchanie? W jednej chwili spokojnie jadłem rybę, w drugiej zostałem postawiony pod ścianą. Najlepiej, żebym stał pod nią z pierścionkiem.  
– Z całym szacunkiem… to chyba sprawa moja i Kim, a nie państwa – wycedziłem przez zęby, celowo nie odpowiadając na pytanie.
Kim położyła mi rękę na kolanie, zapewne żeby mnie uspokoić, ale to wcale nie pomogło.
– Kochanie, tata chciał przez to powiedzieć, że…
– Już ja wiem, co chciał powiedzieć – burknąłem. – To, czy i kiedy się oświadczę, to wyłącznie nasza sprawa i nie będą mnie do tego zmuszali ani teściowie ani uciekający czas. – Gwałtownie wstałem od stołu. Poczułem, że nie wytrzymam tu ani chwili dłużej. – Dziękuję za kolację. – Po tych słowach poszedłem gwałtownie do drzwi, po drodze zgarniając kurtkę.
Poczekałem przy samochodzie, aż Kim wyjdzie – i gdy w końcu wyszła, była wściekła.
– Jak mogłeś tak po prostu wyjść?!
– Ja? A dlaczego oni mogli tak po prostu wypytywać mnie o nasze życie i moje plany?!
– Oni po prostu…
– Jadę do mieszkania – przerwałem jej. – Jedziesz ze mną czy zostajesz u rodziców?
Patrzyła na mnie z urazą w oczach, a po chwili otworzyła drzwi od strony pasażera i wsiadła do środka. Ja wsiadłem obok, starając się uspokoić. Całą drogę pokonaliśmy w milczeniu. Gdy wchodziliśmy do mieszkania, jedynymi odgłosami były te wydawane przez Milo.
Poszedłem do pokoju po prezent, zostawiając Kim w kuchni. Wróciłem z ozdobną torebką w momencie, gdy ona wyjmowała podobną ze swojej torby. Przesunęła ją po stole z lekkim uśmiechem.
– Proszę. Wesołych Świąt.
Zobaczyłem, że w środku były perfumy. Uśmiechnąłem się, ale pewnie przypominało to raczej grymas.
– Dziękuję. Również Wesołych… – Podałem jej torebkę, a ona od razu zajrzała do środka. Jej twarz jakby pojaśniała, gdy wyjęła pudełeczko. Zdjęła górną część, a ja obserwowałem, jak rzednie jej mina.
– O co chodzi? Nie podobają ci się? – Wiedziałem, że tak będzie. Może powinienem był poprosić Hayley o pomoc w wyborze kolczyków…
Nie, nie będę znowu o niej myślał.
Zobaczyłem, jak duże oczy Kim wypełniają się łzami. Boże. Co znowu?
– Och – wykrztusiła. – Są… piękne…
– I dlatego płaczesz? O co chodzi?
– Ja po prostu… myślałam, że… – Wzięła głęboki oddech. – Że to pierścionek.
Jakbym dostał obuchem w głowę. Najpierw jej rodzice, teraz ona? Naprawdę wszyscy poza mną oczekiwali, że się jej oświadczę w te Święta?
– Kim… jeśli planowałbym się oświadczyć, to raczej wcześniej byśmy o tym porozmawiali… dla mnie to za wcześnie. – Próbowałem ratować sytuację, ale już wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Zaczęła płakać na całego.
– Mój tata miał rację, ty naprawdę nie chcesz się ze mną ożenić… – Opadła na krzesło i ukryła twarz w dłoniach.
– Chryste. To nie tak! Po prostu… potrzebuję więcej czasu niż dwóch lat. – Podszedłem bliżej i kucnąłem przy niej, choć w tym momencie już sam nie wiedziałem, gdzie leżała prawda. Kim nie wiedziała bowiem najważniejszego. Najważniejszej rzeczy, którą nie chciałem się dzielić – ani wcześniej, ani teraz. – Wiesz, że do nikogo się szybko nie przywiązuję. Dwa lata to dla mnie za mało, żeby się oświadczać. Ja… – Nagle zabrakło mi słów. Kim spojrzała na mnie z nadzieją – tak jakbym właśnie jej powiedział, że tak, oświadczę się, ale gdy minie więcej czasu. Problem w tym, że chyba wcale nie zamierzałem tego robić. Coś mnie powstrzymywało i dobrze wiedziałem co. Odsunąłem się od niej, jakby mnie oparzyła. Wyprostowałem się i oparłem o ścianę. – Nie wiem, czy chcę ci się oświadczać. Kiedykolwiek.
Miałem ochotę walnąć się w ten pusty łeb. Kim też wyglądała, jakbym ją uderzył. Otworzyła lekko usta, a jej dolna warga zaczęła drżeć.
– Co ty…
– Przepraszam – przerwałem jej. Próbowałem wyglądać na niewzruszonego, ale chyba średnio mi to wychodziło. – Ale taka jest prawda. Nie jesteśmy dla siebie. Za bardzo się różnimy. Ty jesteś religijna, ja nie. Nie dawałaś mi się dotknąć, bo masz swoje zasady, a ja… potrzebuję takiej bliskości. Zastanawiałaś się kiedyś, jak mielibyśmy wychowywać dzieci, skoro mamy tak różne poglądy w wielu ważnych sprawach?
– Jakoś byśmy się dogadali i…
– Nawet teraz nie możemy się dogadać – rzuciłem gorzko. – Nadużywałaś mojego zaufania, kontrolowałaś mnie… robiłaś sceny zazdrości, kiedy nie było o co.
– Przeprosiłam cię za to!
– Ale to nie wystarczy. Nie jesteśmy dla siebie. Nie dam ci tego, czego pragniesz… – Głos lekko mi się załamał.  
– Nick… czy ty właśnie ze mną zrywasz? – szepnęła.
Dwa lata. Dwa lata bycia razem, bliskości, choć niewystarczającej – tyle wspomnień, tyle uśmiechów, łez, rozmów. Właśnie to przekreślałem. Nie chciałem. Ale wiedziałem, że musiałem to zrobić. Im wcześniej, tym lepiej.
– Tak – wykrztusiłem. – Uwierz, że nie chcę tego robić, ale tak będzie najlepiej…
– Dla kogo najlepiej, Nicholas?! – Wstała gwałtownie z krzesła, podeszła bliżej i dźgnęła mnie palcem w klatkę piersiową. – Dla mnie czy dla ciebie?! Zrywasz ze mną bez konkretnego powodu! Co to ma być: nie jesteśmy dla siebie? Co ty chrzanisz? Ty… – Nagle oczy jej się rozszerzyły. – Rzucasz mnie dla Hayley, tak? Przez nią przekreślasz całe dwa lata?!
– To nie przez Hayley. – I w sumie była to prawda. Nasze problemy zaczęły się dużo wcześniej – a może istniały od samego początku. – Zrozum… kocham cię, ale to za mało. Nie dam ci tego, czego chcesz. Powinnaś być z kimś, kto rozumie twoją wiarę i twoje zasady… a ja nie jestem tym kimś. Jestem dupkiem, który po prostu chciał się kochać ze swoją dziewczyną – dorzuciłem ironicznie, ale mój głos nagle był dziwnie pusty. – Jestem tylko dupkiem, któremu poświęciłaś dwa lata ze swojego życia. Mam nadzieję, że… że znajdziesz kogoś lepszego. Kto będzie dla ciebie lepszy.
Przez chwilę patrzyła na mnie z załzawioną twarzą, aż w końcu bez słowa chwyciła swoją torebkę. Pudełeczko z kolczykami przewróciła, aż spadło na podłogę. Podeszła do drzwi i trzaskając nimi, wyszła bez słowa.
Już dawno nie czułem się tak chujowo sam ze sobą.
Oderwałem się od ściany i ruszyłem dokończyć rozpoczętą wczoraj butelkę whisky. W tej chwili wydawało się to najlepszym rozwiązaniem.


Hayley

Święta były cudowne. W pierwszy i drugi dzień byliśmy w kościele na mszy. Wiedziałam, że nas to nie ominie, ale nie zamierzałam robić z tego powodu problemów. Babcia ucieszyła się z ciepłych, grubych skarpet i zaraz rozpakowała jedną z herbat, żeby zaparzyć dla wszystkich. Przez resztę dni próbowaliśmy pozostałe smaki. Gdybym wiedziała, że będą takie pyszne, zamówiłabym też dla nas. Ja dostałam miły w dotyku sweter w gwiazdki, a Will granatowy z dekoltem w serek. Urządziliśmy bitwę na śnieżki jak dzieciaki, wróciliśmy cali mokrzy i zdyszani, ale było warto. Już nie pamiętałam, kiedy brat ostatnim razem tyle się śmiał. U dziadków zawsze czuliśmy się jakbyśmy znowu byli dziećmi. Jakby rodzice nadal żyli i czekali na nas w domu, aż wrócimy z ferii na Alasce. Sylwestra spędziliśmy w czwórkę, a o północy wyszliśmy na zewnątrz oglądać fajerwerki. Smutna rzeczywistość dopadła nas w dniu wyjazdu. Dziadek miał łzy w oczach, babcia się popłakała, więc ja zaraz też beczałam. Will się jakoś trzymał, ale widziałam, że też było mu przykro. Tydzień to stanowczo za mało, więc obiecaliśmy, że przylecimy na dłużej, gdy będziemy mieć urlop.
Podróż do Bostonu wykończyła mnie bardziej niż w tamtą stronę. Szczęście prysło jak mydlana bańka. Will niedługo wracał do pracy, a ja… do mojej depresji. Chociaż na myśl o Nicku czułam łaskotanie w brzuchu. Najbardziej chyba jednak cieszyłam się, że zobaczę Milo. Bardzo za nim tęskniłam. Gdy w środku nocy dotarliśmy w końcu do mieszkania, Milo wybudzony ze snu nie bardzo wiedział, co się dzieje. Kiedy mnie zobaczył, zaczął szczekać z radości i nie mogłam go uspokoić. Miałam nadzieję, że nie obudził Nicka. Ani sąsiadów. Rozbudzony futrzak biegał ode mnie do Willa jak opętany, nie wiedząc, co robić ze szczęścia. Brat zabrał walizki do pokoju, a potem poszedł do łazienki wziąć szybki prysznic. Ja w końcu przewróciłam Milo na plecy i głaskałam po brzuchu, żeby przestał biegać. Trochę się uspokoił.  
– Ale z ciebie wariat – powiedziałam cicho, zatapiając dłoń w czarnej sierści.
Usłyszałam głośne kroki i myślałam, że Will wraca, ale gdy podniosłam głowę okazało się, że to Nick. Wszedł, a właściwie wtoczył się do salonu i z pewnością nie był trzeźwy. Patrzyłam na niego zaskoczona, bo nigdy nie widziałam go pijanego. Włosy miał w nieładzie, a na sobie tylko długie spodnie od dresu. Zrobiło mi się gorąco na widok jego gołej klaty.
– Cześć – wydusiłam z siebie.
– Nie zamarzliście – odezwał się typowo pijanym głosem i dziwnie się uśmiechnął. – To dobrze.
– Jeszcze nie widziałeś Willa, ale nie martw się, rozmraża się pod prysznicem – zażartowałam. – Milo był grzeczny?
– On może i tak. – Wywrócił oczami i podparł się ręką o ścianę. – Jeśli nie masz nic przeciwko, to wracam do łóżka.
– Och, jasne – odparłam, czując ukłucie rozczarowania. Przecież był środek nocy, to logiczne, że chciał wracać do spania. – Przepraszam, nie chcieliśmy cię obudzić.
– No to wam nie wyszło – mruknął, po czym odwrócił się i chwiejnym krokiem wrócił do swojego pokoju.
Nie do końca tak wyobrażałam sobie nasze spotkanie po powrocie. Liczyłam na jeden z tych uśmiechów, od których zapierało mi dech, ale się przeliczyłam. Był zły, że go obudziliśmy. Nic dziwnego. Musiał nieźle zabalować w Sylwestra, skoro trzymało go do tej pory. Milo w końcu się uspokoił, Will zwolnił łazienkę, więc szybko wskoczyłam pod prysznic, bo padałam z nóg, ale chciałam zmyć z siebie brud podróży. Zasnęłam, kiedy tylko położyłam głowę na poduszce.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4130 słów i 22898 znaków.

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    Prawdę mówiac również jestem zaskoczony. Trochę mi żal Kim.Dwa lata to dużo czasu. Zabrakło najważniejszego...Z drugiej strony wątpie czy Nick ją kochał i ona jego.Jakoś nie widziałem i nie czułem tam miłości. Trochę też nie podobało mi się co powiedział: Kocham Cie ale zrywam. Tak się nie robi i to nie jest prawda.To chyba tyle. :smile:

  • candy

    @AlexAthame a nie da się zerwać, nawet jeśli się kocha? Np. jak w związku są problemy, których się nie da rozwiązać? Nawet jeśli zależy nam na drugiej osobie, a jesteśmy nieszczęśliwi w związku z nią, to mamy w nim tkwić, bo powiedziało się już "kocham cię"? Nie bez powodu mówi się, że czasem miłość to nie wszystko. Gdyby nie dało się zerwać mimo miłości to nie byłoby rozwodów.

  • AlexAthame

    @candy W takim razie zapraszam do dyskusji na Hydeparku.Wstawiłem tam post. A z Tobą chętnie podyskutuję.Czy mogę pod opowiadaniem, bo inaczej nie mam możliwosci?Albo tam. :)Chodzi mi o post Co moze zniszczyc związek i co moze uratować

  • Mysza

    Tego, że zerwie to się nie spodziewałam. Ciekawe co będzie dalej.