Serce sklejone złotem — rozdział 35

Caterina

Myślałam, że spotkanie z Prue wpłynie na nas dużo bardziej. Obawiałam się tego. Było mi odrobinę przykro przez to, jak ją potraktowaliśmy, ale w końcu nie było tak, że sobie na to nie zasłużyła. Między nami nigdy nie mogło być zgody. Zbyt dużo się wydarzyło. Byłam ciekawa, czy Prue nadal czaiła się na Matta, czy może już kompletnie przerzuciła się na tamtego kolesia, który — jak się potem dowiedziałam — okazał się być tym, w którego towarzystwie Matt wybierał garnitur na ślub. Nie chciałam o tym myśleć, bo to był pierwszy moment, kiedy Matt mnie okłamał. Przecież już było między nami dobrze. Nie chciałam do tego wracać, więc postanowiłam skupić energię i myśli na ważniejszej rzeczy — zbliżających się wielkimi krokami urodzinach Matta.
Kombinowałam, jak tylko mogłam, bo zostało już tylko parę dni, a ja bardzo nie chciałam, by nękało go wspomnienie zeszłorocznych urodzin. Miałam mu powiedzieć o ciąży, a ostatecznie poroniłam, co szybko doprowadziło do naszego rozstania. Chciałam wymyślić coś wielkiego, coś spektakularnego, co sprawiłoby, że nie myślałby o tych okropnych wydarzeniach. Chyba się domyślił, że główkowałam na ten temat, bo pewnego wieczora, gdy siedziałam z nosem w laptopie, nagle powiedział:
— Czego tam szukasz, Cat? Bo jeśli prezentu na moje urodziny, to mogłaś mnie po prostu zapytać.
Lekko się speszyłam, że mnie przejrzał.
— A gdzie w tym niespodzianka?
— A po co?
— Bo zwykle urodziny powinny zawierać jakiś element zaskoczenia? — odpowiedziałam kolejny raz pytaniem na pytanie.
— Nie chcę. Chyba już nie lubię niespodzianek. — W jego głosie zabrzmiała jakaś smutna nuta. — Nie musisz niczego kupować. Po prostu spędźmy ten dzień razem.
— Ale... — Momentalnie i mi zrobiło się smutno, bo byłam wielką zwolenniczką dawania prezentów na urodziny, chociażby symbolicznych. — To przez zeszły rok? — Przygryzłam wargę, sama nie wiedząc, czy o tym wspominać, ale musiałam wiedzieć.
Matt westchnął i spojrzał mi w oczy.
— Tak, to przez zeszły rok — przyznał. — Może te pieniądze, które chciałaś przeznaczyć na prezent, odłóż na następną wycieczkę? Czy to nie będzie lepsze? I tak musimy oszczędzać, a skoro to moje urodziny, to chyba mam jakieś prawo głosu?
— Masz — westchnęłam. Cóż, skoro tego chciał… Odłożyłam laptopa, wstałam i podeszłam do niego. — W takim razie co powiesz na spędzenie dnia w łóżku, dużą pizzę i dobre wino?
Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
— To chyba będą moje najlepsze urodziny — zamruczał, przybliżając usta do moich.
— Cieszę się. — Trąciłam jego nos swoim. — A wiesz, co uczyni je jeszcze lepszymi?
— Ty w seksownej bieliźnie?
— Miałam powiedzieć, że będę jeść pizzę nago, ale skoro chcesz, żebym się ubrała… — Uśmiechnęłam się psotnie.
— Naprawdę myślisz, że jakiekolwiek ubrania zostaną na tobie dłużej niż pięć minut? — Matt ucałował delikatnie kącik moich ust.
— Liczę, że zerwiesz je jak najszybciej — mruknęłam, przysuwając się do niego jeszcze bliżej.  
— Nadal mówisz o moich urodzinach? — zapytał, wślizgując dłonie pod moją bluzkę i pochylił się, by złożyć kilka pocałunków na szyi. — Czy może o tej chwili?
— O nie, nie, mój drogi — powiedziałam z uśmiechem, wyjmując jego ręce, choć ogarnęło mnie przyjemne ciepło. — Skoro nie chcesz żadnych prezentów, które musiałabym najpierw kupić, to niech to będzie twoim prezentem. Musisz poczekać do urodzin.
— Co? — Spojrzał na mnie zaskoczony. — Żartujesz, tak?
— Absolutnie nie. — O mało nie parsknęłam śmiechem, patrząc na jego minę. — Jak poczekasz… — Niby od niechcenia przesunęłam palcami po jego kroczu. — ...to bardziej ci się spodoba.
— Zawsze mi się podoba — zaprotestował.  
Wywróciłam oczami.
— Nie umiesz poczekać? — zapytałam prowokująco.
Uśmiechnął się łobuzersko, po czym złapał mnie nagle w pasie i przerzucił przez ramię.
— Nie, nie umiem — powiedział, niosąc mnie w stronę łóżka. — Ale to chyba powinnaś już wiedzieć.
Zaczęłam się głośno śmiać, ale nie oponowałam, gdy położył się na mnie i zaczął błądzić rękami po moim ciele.
Za bardzo za tym tęskniłam.
***  
Jak powiedzieliśmy, tak zrobiliśmy. Nie szykowałam niczego specjalnego na urodziny Matta, ale wstałam rano, gdy jeszcze spał, uroczo rozwalony na poduszkach i poszłam zrobić mu jakieś urodzinowe śniadanie. Byliśmy u niego, więc z szuflady podkradłam jakąś jego koszulkę i się w nią przebrałam, mając nadzieję, że spodoba mu się taki widok po przebudzeniu. Przemyłam twarz, rozpuściłam włosy i poszłam zrobić mu jajka na bekonie w towarzystwie parującego espresso. Wróciłam z tym wszystkim do sypialni, gdzie Matt akurat się przeciągał, napinając odkryte mięśnie brzucha. Choć gdzieś z tyłu głowy miałam myśl, że dokładnie rok temu straciliśmy dziecko, wyjątkowo nie dobijała mnie ona aż tak. Byłam szczęśliwa. Wiedziałam, że tym razem zaczynaliśmy na nowo.
— Wszystkiego najlepszego, kochanie — powiedziałam z uśmiechem, stając przed nim z tacą w rękach. — Trzydziestka ci służy. Mówiłam ci już, że jesteś jak wino?
Wzrok Matta prześlizgnął się po moim ciele, omijając tacę ze śniadaniem, jakby nie istniała.  
— Dziękuję — powiedział zachrypniętym głosem. — Nie wiem, czy mówiłaś, ale nie musiałaś. Przecież wiem o tym. — Uśmiechnął się zniewalająco. — Ale przypomnij mi, dlaczego tak rzadko chodzisz w moich koszulkach?
— W sumie to nie wiem — stwierdziłam z rozbawieniem, stawiając tacę na stoliku nocnym. Uśmiechnęłam się i usiadłam okrakiem na nogach Matta. — A co, podobam ci się taka?
— Podobasz mi się tak bardzo, że nie wiem, co chcę zjeść najpierw. — Jego dłonie znalazły się na moich udach i zaczęły sunąć w górę. — Ciebie czy śniadanie.  
— Może śniadanie. — Ciężko było mi się skupić na mówieniu, gdy tak mnie dotykał. — A potem… wspólny urodzinowy prysznic?
— A czym różni się urodzinowy prysznic od nieurodzinowego?
— Zobaczysz. — Uśmiechnęłam się tajemniczo. — A teraz wsuwaj śniadanko.
Pod prysznicem pokazałam Mattowi różnicę, o którą się tak domagał, co bardzo mu się spodobało, a resztę dnia spędziliśmy zakopani w pościeli, oglądając filmy, które co jakiś czas były przerywane telefonami od rodziny i znajomych. Później zamówiliśmy dużą pizzę, a ja wyciągnęłam z szafki czerwone wino. Zgodnie z obietnicą, byłam przykryta tylko kołdrą. Ostatnie kawałki pizzy stygły, podczas gdy nam podnosiła się temperatura przy robieniu naszej ulubionej czynności. Na koniec dnia mogłam stwierdzić, że zdecydowanie były to udane urodziny.



Matthew

Śmiało mogłem stwierdzić, że to były najlepsze urodziny w moim życiu. Obawiałem się tego dnia ze względu na poprzedni rok i nawet trochę się stresowałem, ale zupełnie niepotrzebnie. Ten dzień był naprawdę cudowny. Mimo że bolesne wspomnienia cały czas chciały wypłynąć na powierzchnię, nie wypłynęły, bo Cat się postarała, żeby zostały tam, gdzie powinny — głęboko ukryte na samym dnie pamięci.  
Po powrocie z Dominikany zaczęliśmy właściwie mieszkać na dwa mieszkania. Jedną część tygodnia spędzaliśmy u Cat, drugą u mnie, chociaż tego nie ustalaliśmy. Jakoś tak wyszło. Nie miałem na co narzekać, bo i tak nie mogłem sobie wyobrazić spania samemu w łóżku. Powoli zbliżyliśmy się do tego etapu, na którym byliśmy zanim wszystko spieprzyłem. Pierścionek leżał ukryty w miejscu, do którego Cat nigdy nie zaglądała i czekał na odpowiedni moment. A on powoli się zbliżał. Nie chciałem na nią naciskać, więc musiałem przełknąć fakt, że Mel i Jake będą mieli ślub przed nami. A dzisiaj mieli do nas wpaść na kawę. Byliśmy u Cat, bo akurat tak wypadło. Ledwo zdążyłem wrócić ze zlecenia, po drodze robiąc małe zakupy, i odstawić siatkę na blat, kiedy usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Nawet nie zdążyłem dać Cat buziaka na przywitanie. Spojrzałem na zegarek.  
— Od kiedy Jake jest taki punktualny? — mruknąłem i pochyliłem się, by pocałować Cat.
— Od kiedy Mel go dyscyplinuje — rzuciła ze śmiechem.
— Sam nie wiem, czy to dobrze, czy źle — powiedziałem, idąc w stronę drzwi, a Candy przewinęła się między moimi nogami i prawie się potknąłem.
Złapałem ją, żeby nie uciekła nam na korytarz i otworzyłem drzwi. Jake wyglądał na zaskoczonego moim widokiem.
— Nie musiałeś się tak stroić dla nas, Matt — powiedział z kpiącym uśmieszkiem, a ja wywróciłem oczami.  
Weszli do środka, a Cat już robiła kawę. Przez chwilę gadaliśmy o niczym, aż w końcu Mel i Jake wyjawili prawdziwy powód tej wizyty. Wciągnąłem gwałtownie powietrze, kiedy zobaczyłem, jak siostra wyciąga z torebki kopertę.
— Czy to jest to, co myślę? — zapytała Cat z szerokim uśmiechem.
— Myślę, że tak — odpowiedziała Mel, zerknęła na Jake’a, a potem znów na nas. — Chcielibyśmy zaprosić was na nasz ślub…
Zesztywniałem. Już? Dopiero się zaręczyli. Prawie zapytałem o ciążę, ale ugryzłem się w język w ostatniej chwili. Do krwi. Z kolei Cat wyglądała na zachwyconą. Jake patrzył na mnie, jakbym był tykającą bombą i miał zaraz wybuchnąć.
— Chyba nie trzeba dodawać, że stawimy się tam na sto procent. — Cat już wyciągała rękę po zaproszenie.
— Mam nadzieję, bo… — Mel wyciągnęła spod stołu jakieś ozdobne pudełko i postawiła na blacie tuż przed Cat. — Bez ciebie nie idę.
Cat pisnęła głośno, a ja nie miałem pojęcia o co chodziło. Od razu otworzyła pudełeczko, a w środku znajdowały się jakieś bibeloty i kolejne pytanie, z którego wywnioskowałem, że chodziło o bycie świadkową.
— Osobiście odstawię cię pod ołtarz — oświadczyła, wstając i przytulając Mel.
— Na to liczę — odparła moja siostra z szerokim uśmiechem.
Wziąłem do ręki kopertę z zaproszeniem i otworzyłem ją. Kiedy trafiłem na datę ślubu, zacisnąłem szczękę. Maj. To za cztery miesiące. Spojrzałem na Jake’a.
— No co? — zapytał, jakbym już go zaatakował. — Wykrztuś to z siebie, Matt. Nie pasuje ci data?
— Pasuje mu — wtrąciła się Cat z naciskiem.  
Mnóstwo rzeczy cisnęło mi się na język, ale się nie odezwałem. Przecież miałem się z tym pogodzić. Wydawało mi się, że się z tym pogodziłem, ale teraz widząc zaproszenie nagle to wszystko stało się bardziej realne. Moja mała siostrzyczka wychodziła za mąż. Jakoś zawsze sądziłem, że kiedy do tego dojdzie, ja będę miał już żonę i może dziecko. Nie miałem ani jednego, ani drugiego, ale przecież tu nie chodziło o mnie. Jako starszy brat powinienem cieszyć się jej szczęściem.  
— Nic nie powiesz? — zapytała Mel, wpatrując się we mnie w napięciu.  
Odłożyłem zaproszenie na stół.
— Cat już powiedziała, że przyjdziemy. Co jeszcze mam powiedzieć?
— Cokolwiek, tylko nie siedź tak w milczeniu, jakbyś miał zaraz wybuchnąć i…
— Nie wybuchnę — przerwałem jej. — Nie jestem wulkanem ani żadną bombą.
— Wyglądasz jakbyś miał ochotę kogoś zabić.
— Matt po prostu bardzo dobrze odgrywa swoją rolę starszego brata, ale cieszy się, tak samo jak ja. Tylko zacznie to okazywać później. — Cat delikatnie położyła mi rękę na ramieniu, śmiejąc się krótko.
— Jeśli w ogóle — mruknąłem, ale widząc minę Mel dodałem: — Żartowałem! Przecież tylko żartowałem.
Jake się zaśmiał, ale moja siostra nie wyglądała na przekonaną. Ciężka atmosfera jednak zaczęła powoli znikać. Pierwszy raz od dawna w końcu posiedzieliśmy i pogadaliśmy w cywilizowany sposób, bez żadnych wybuchów, pretensji i kłótni. Patrzyłem na szczęśliwą Cat i czułem, że za jakiś czas sytuacja będzie odwrotna — to my będziemy siedzieć u Mel i Jake’a, by wręczyć im zaproszenie na nasz ślub. Pewnie oni będą mieli to już za sobą, ale przecież mieliśmy zostać rodziną. Powinienem się cieszyć. I faktycznie uświadomiłem sobie, że jestem szczęśliwy. Nawet jeśli Jake miał zostać moim szwagrem.



Caterina

Cztery miesiące, które dzieliły nas od ślubu Mel i Jake’a, minęły błyskawicznie. Miałam wrażenie, że dopiero co przychodzili nas zaprosić, a tymczasem do ślubu został już niecały miesiąc. Cały ten czas był wypełniony przygotowaniami. Bardzo wczułam się w swoją rolę świadkowej, starając się za wszelką cenę nie myśleć o tym, że jeszcze niedawno to Mel miała być moją świadkową i że to ona pomagała mi w przygotowaniach do mojego ślubu. Nie chciałam jednak tego rozpamiętywać, bo nie było na to czasu. Mimo że Mel i Jake postawili na mniej tradycyjny ślub — na plaży, na co Matt oczywiście się potwornie skrzywił — to roboty i tak było sporo. Chodziłam z Mel na poszukiwania odpowiedniej sukienki i na przymiarki, bo choć ślub był plażowy, to nie chciała zakładać sukienki, w której “wyglądałaby, jakby szła się opalać”. Ja też miałam problem ze swoją sukienką — nie mogłam mieć takiej, w której potykałabym się, idąc na piasku, ani takiej, która wyglądałaby jak plażowa tunika. Zjeździłyśmy chyba każdy salon sukien ślubnych w mieście, aż w końcu Mel udało się wypatrzeć tę jedyną wymarzoną sukienkę. Uparła się, że nie potrzebuje butów, bo do ślubu pójdzie boso. Jako że sukienka nie miała typowych dla swojego gatunku koronek czy różnych ozdób, Mel postanowiła zaszaleć z biżuterią i fryzurą. Różne próby układania włosów i makijażu zabierały mnóstwo czasu, tak, że czasami rzadko widywałam Matta. Na szczęście, on też nie próżnował. Chyba w końcu pogodził się z faktem, że jego młodsza siostrzyczka wychodziła za mąż. Nie kłócił się już z Jakiem i nawet udało mu się pogodzić z Tylerem. Cała paczka znów była razem. Parę razy wyszli całą czwórką na piwo i gdy wracał, miał na twarzy ten sam głupkowaty uśmiech, który mimo wszystko sugerował, że był szczęśliwy. Wszystko zaczynało wracać do normy — także i jego reputacja tłumacza, którą zszargał jakiś czas temu. Teraz powoli ją odbudowywał, znowu dostawał zlecenia, był w swoim żywiole — takim, jakim go pokochałam.
Próbowaliśmy zaoszczędzić trochę pieniędzy — tak jak powiedział Matt przed swoimi urodzinami — na dalsze podróże. Było to trudne, bo mieliśmy sporo wydatków, jeśli chodziło o przygotowania do wesela i o prezent dla nowożeńców. Nie miałam pojęcia, co im kupić, bo zawsze, gdy szłam na wesele, kupowało się po prostu wino oraz kwiaty i wsadzało do koperty nieco pieniędzy. Teraz jednak nie mogliśmy załatwić sprawy tak prosto. Ślęczałam w Internecie, próbując znaleźć oryginalne prezenty i krok po kroku kompletowaliśmy to, co chcieliśmy im podarować — pierwszym prezentem były spersonalizowane kubki dla par z uchwytami w kształcie serc; jeden miał napis “Mel ma zawsze rację”, a drugi — “Jake tylko czasami”. Uważałam, że były przezabawne i absolutnie urocze. Co do drugiego prezentu — wahałam się bardzo długo, co im kupić. Z tego co wiedziałam, nie planowali podróży poślubnej, bo chcieli uzbierać pieniądze na mieszkanie. Mel uznała, że jest to ważniejsze od kilkunastu dni leżenia tyłkiem na plaży i nie robienia niczego — więc kiedy znalazłam voucher na spędzenie dwóch nocy w podwodnym hotelu, nie wahałam się ani chwili. Na więcej nie było nas stać, a taki hotel do tanich nie należał, ale wiedziałam, że Mel się ucieszy.
W końcu nadszedł ten dzień. Mel dzwoniła do mnie już o piątej nad ranem, całkiem zestresowana, trajkotała tak, że nawet nie rozumiałam, co mówiła. Moją rolą było uspokajanie jej, więc robiłam co w mojej mocy, ale dzień zaczął się stanowczo za wcześnie. Razem z Mattem wypiliśmy najmocniejsze espresso, jakie mógł zrobić jego ekspres do kawy, po czym ukradliśmy dla siebie jeszcze chwilę, zanim rozpoczęło się to całe szaleństwo.
Patrząc, jak wschodziło słońce, stojąc przytulona do Matta, powiedziałam nagle:
— Kocham cię. Wiesz o tym?
— Wiem, ale z twoich ust zawsze miło to usłyszeć.
— Z moich? A z czyich jeszcze to słyszysz? — Lekko walnęłam go w ramię.
— Kochanie, lepiej żebyś nie wiedziała. — Uśmiechnął się zniewalająco.  
Przewróciłam oczami.
— A tak na serio… — Spoważniałam. — Wiem, że rzadko to mówię. Rzadziej niż kiedyś. To chyba po prostu efekt uboczny całej naszej zakręconej historii. Ale naprawdę tak jest. — Ścisnęłam go za rękę i splotłam nasze palce. — Naprawdę cię kocham. Wciąż. Nadal. Mocniej.
— Wiem o tym, Cat. Straciłem dla ciebie głowę już w liceum, a to... — Wskazał na swoją głowę. — To tylko atrapa. I codziennie tracę ją na nowo.
Uśmiechnęłam się szeroko na ten głupi tekst, który jednak był całkiem uroczy i ponownie się w niego wtuliłam, obserwując, jak słońce powoli oświetlało miasto.
Czekał nas szalony dzień.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3093 słów i 17488 znaków.

Dodaj komentarz