Red Tab cz.21

Do domu Wiktora dotarliśmy gdy było już zupełnie ciemno. Wędrówkę przebyliśmy w zupełnej aczkolwiek komfortowej ciszy. Podobno właśnie przez takie milczenie poznaje się stopień relacji. Gdy już wiadomo, że sztuczne podtrzymywanie rozmowy jest zbędne, a bez słów znajduje się więcej odpowiedzi niż w ich obecności. Tak właśnie zdawało się być w tym przypadku.

Czułam przez cały czas baczne spojrzenie Wiktora. Przy każdym minimalnym potknięciu o jakiś wystający korzeń, zdawał się być gotowy mi pomóc i ratować od upadnięcia na mokrą, leśną  glebę. Jego baczne, zmartwione spojrzenie przypominało mi wzrok innego osobnika. Tego, którego zepchnęłam na tył mojego serca od razu po tym, jak dowiedziałam się, że zajmuje w nim jakiekolwiek miejsce.

-Jesteśmy na miejscu – przerwał moje rozmyślania Wiktor i uśmiechnął się delikatnie.  

Złapał moją dłoń i zaczął prowadzić mnie do ogromnego, starego, zarośniętego gęsto domu. Solidny budynek potwierdzał mnie tylko w przekonaniu, że Wiktor pochodził z bogatej rodziny. Nie znałam historii, która kryła się w ścianach tego budynku i sama nie wiedziałam, czy powinnam ją znać. Mimowolnie przypomniałam sobie to, co powiedział na ognisku parę tygodni temu.

Przeszliśmy przez framugę bez drzwi. Zapewne zostały wyważone i przerobione na ognisko dla jakiś uciekinierów, którzy odwiedzili to miejsce przed nami. Na wprost nas znajdywały się szerokie schody a po prawej stronie widać było pomieszczenie z dużymi kolumnami po środku, które kiedyś zapewne służyło jako salon. Wiktor powoli ciągnął mnie przez korytarze, by w końcu stanąć przed zamkniętymi drzwiami jednego z pomieszczeń.

-No cóż. Może to za wcześnie, ale zapraszam do mojej sypialni – powiedział, uśmiechając się figlarnie.

Przewróciłam tylko oczami. Sytuacja, w której się obecnie znajdywałam, w innym wypadku rzeczywiście mogłaby wydawać się lekko niezręczna. Gdybyśmy byli tylko zwykłą parą w równie zwyczajnym świecie. Byliśmy jednak dwójką rekrutów na misji w rzeczywistości dotkniętej nieodwracalnym skutkiem pojawienia się czerwonej tabletki. To chyba dość mocno odbiegało od jakiejkolwiek normalności.

Wiktor uchylił drzwi do swojej komnaty tajemnic. Moim oczom ukazał się całkiem rozległy pokój. Jedna ściana była obłożona półkami wypełnionymi książkami. Obok nich stało nakryte pianino. Po drugiej stronie znajdywał jedynie materac. Pomieszczenie było koszmarnie ciemne przez brak okien.

-Nie musimy być tu specjalnie cicho. Pokój jest maksymalnie wyciszony. Rodzicom przeszkadzała muzyka – powiedział Wiktor bez cienia uczuć w głosie. Popatrzyłam się na niego pytająco, ale on tylko machnął ręką – Nie każdy umie docenić ogrom mojego talentu.

Parsknęłam jedynie. Widziałam, że to nie temat, który powinnam poruszać. Oczywiście część mnie było go cholernie ciekawa i chętna do zadawania setki kluczowych pytań. Musiałam jednak ugasić jej zapał i skupić się na tym co ważne. A najistotniejsze w tym momencie było odpoczęcie i przygotowanie się na jutrzejsze zadanie. Myślałam, że i Wiktor podziela moje myśli, ale chyba jednak się myliłam.

-Zagrać ci coś – spytał ze stale obecnym dziś uśmiechem. Przysiadł do pianina, gotowy na moją propozycje.

-No nie wiem – wzruszyłam ramionami – nie znam się na muzyce klasycznej.

-No dobra, coś spokojnego na początek.

Jego palce zaczęły swobodnie płynąć po klawiaturze, wygrywając magiczne, delikatne dźwięki. Stałam w zupełnym bezruchu, przytłoczona ogromem jego niezwykłych umiejętności. Nie tego się spodziewałam po noclegu w jego domu. Raczej krótkiego posiłku i szybkiego snu. Tymczasem coraz bardziej się rozkręcał i wygrywał coraz to nowsze melodie. W duchu cieszyłam się ze pokój jest dokładnie wyciszony, choć podejrzewam że kryła się za tym niezbyt ciekawa historia, której poznałam jedynie marną cząstkę. Oparłam się o pianino i zaczęłam uważniej wpatrywać się w niedoszłego pianistę. Po mimo owładniającego nas mroku, przełamanego jedynie małą świeczką zapaloną przy wejściu, widziałam wyraźne skupienie malujące się na jego twarzy. Obserwowałam każdy szczegół w nadziei na to, że jutro te wspomnienia dodadzą mi jakiejkolwiek otuchy. Poniósł na chwilę wzrok tylko po to by posłać mi krótki uśmiech. Moje serce z każdą nutą zdawało się bardziej topnieć. Zastanawiałam się czy warto walczyć ze sobą, czy po prostu poddać się jego obezwładniającemu urokowi. Wydaje mi się jednak, że tą bitwę przegrałam już dawno temu.

Nie wiem, ile czasu spędziliśmy w takiej kombinacji. Odciągnął skutecznie na ten czas moje myśli od jutrzejszego dnia, wioski, rodziców. Muzyka zawsze była dla mnie idealnym antidotum i pozwalała uspokoić potok moich rozmysłów. Co prawda nie był to mój ulubiony gatunek, lecz za sprawą mistycznych zdolności Wiktora, nauczyłam się go doceniać.

-Tyle – powiedział. Wstał przez co moja głowa znalazła się znowu na wysokości kieszeni jego kurtki – Musimy iść spać, maluchu.

Głupia myślałam, że więcej nie użyje tego przezwiska.

-Nie lubię jak tak mnie nazywasz- powiedziałam i zadarłam głowę hardo. Był niestety zbyt blisko, by moje myśli płynęły normalnym, niezaburzonym tokiem. Opór w takim stanie był niepodejmowalny.
  
Patrzył się głęboko w moje oczy, tak jakby chciał wyczytać z nich wszystkie moje uczucia. Nawet takie, o których ja sama nie miałam pojęcia. Takie, które ignorowałam w nadziei, że przepadną samoistnie. Nie mogłam się bardziej mylić.  

-Dobrze, Ir – odparł. Delikatnie przełożył jeden z moich niesfornych kosmyków za ucho. Tym razem jednak nie zamierzałam mieć cichej i głupiej nadziei, że powtórzy pocałunki wcześniejszych dni. Wspięłam się na palcach i przyłożyłam swoje wargi do jego. Nie chciałam mieć znowu jakichkolwiek wątpliwości, czy aby to na pewno się stało i postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Z początku wydawał się być zbyt zdziwiony do podjęcia działania. Pozwalał mi delikatnie, lecz stanowczo smakować swoich ust. Położyłam dłonie na jego karku, by przyciągnąć go jeszcze bliżej. Dla takiego karzełka jak ja, każdy centymetr odgrywał duża rolę. Zmartwił mnie ten brak wyraźnej reakcji i przerwałam to połączenie, klnąc w myślach swoje słabe umiejętności w tej dziedzinie. Pewnie spiekłabym kompletnego buraka i pożałowała tego co zrobiłam, ale wtedy Wiktor przejął inicjatywę. Nie był jednak tak subtelny jak wcześniej. Nasze języki zaczęły zaciętą walkę o dominacje. Podniósł mnie i posadził na klawiaturę, która wygrała krótki, nieskładny dźwięk. Straciłam kompletnie poczucie czasu, zupełnie jakby cała rzecz miała miejsce w kompletnie innym wymiarze. Wymiarze stworzonym tylko dla nas, w którym nie liczyło się nic oprócz tego pocałunku i pożądania które zawładnęło naszymi myślami. Poczułam jak jego palce powolnie kierują się w stronę suwaka mojej kurtki. Zanim mój mózg przetworzył tą informacje, leżała już obok pianina. Wtedy wyrwałam się tej niezwykłej chwili i zrobiłam coś, co zapewne nie będzie mi dane zrozumieć do końca moich dni. Na szczęście biorąc pod uwagę sytuację, w której się znalazłam, nie zostało mi ich dużo.

-Nie śpieszmy się – powiedziałam odrywając się. Zsunęłam się delikatnie z pianina. Brawo, Iryda! Z dość realistycznych kalkulacji został ci niespełna jeden dzień życia. Pośpiech rzeczywiście jest niewskazany. Ganiłam się tak w myślach krótką chwilę. Sama kompletnie nie rozumiałam motywu mojego zachowania, a dalsza analiza mogłaby prowadzić to dość zaskakujących wniosków. Fakt był jeden. To nie świat, w którym dwójka nastolatków może z paromiesięcznym wyprzedzeniem planować swój pierwszy raz, dobrać szczegóły, lokacje, okoliczności. To świat, w którym powinno chwytać się każdą okazję i zdawać sobie sprawę, że może być ona ostatnią.

Z ponurych rozmyślań wyrwał mnie ciepły pocałunek złożony na moim czole.

-Nie martw się, Ir. Wrócimy stąd razem i znajdziemy mnóstwo czasu – powiedział, a ja mimowolnie zaczęłam zastanawiać się, czy nie wykształcił jakiejś dziwnej umiejętności odczytywania moich myśli. Posłałam mu uśmiech i wtuliłam się mocno w jego tors – Połóżmy się już spać. Przed nami długi dzień.

Przytaknęłam i oderwałam się od niego.

-Poczekaj chwilę. Pójdę do mojego schowka po koce. Mam nadzieję, że nikt się do niego nie dorwał – powiedział i już go nie było.

Siadłam w spokoju na materacu. Musiałam zapanować nad kotłującymi się we mnie emocjami. W spokoju dokonywałam analizy wcześniejszych wydarzeń. Nie rozumiałam istnienia bariery, która powstrzymała mnie przed pójściem o krok dalej. Zastanawiałam się czy mógł być nią Kamil, jednak szybo odrzuciłam tę opcję, bojąc się, że doprowadzi mnie do rozwiązania, którego wcale znać nie chciałam. Potrzebowałam skupić się na tym, co jest tu i teraz. Czy zakochałam się w Wiktorze? Na to pytanie nie miałam jeszcze odpowiedzi. Uważałam, że takie uczucia rodzą się z czasem. Teraz jednak zobaczyłam, że nie tylko on jest czynnikiem.  

Czasem w tym ponurym, wyniszczonym świecie człowiek woli się zamknąć sam w sobie. Ze swoimi emocjami, spostrzeżeniami. Tak łatwiej mu poradzić sobie ze stratami, których doświadczył. Odciąć smutek, gniew i żal. Z czasem zauważa, że tama którą zbudował, blokuje również te pozytywne emocje. Jest jednak za późno, by odczuł ich wyraźny brak. Przyzwyczaił się do nowego stanu rzeczy, nauczył się go akceptować.  

To krótki opis mnie i Wiktora.  

Niezgrabny i trochę może przesadzony, ale jak najbardziej trafny.  

Tamowaliśmy te wszystkie uczucia i izolowaliśmy innych od naszego małego smutnego światka. Teraz jednak byliśmy gotowi zburzyć grube mury i otworzyć się choćby tylko na siebie.

-Jestem – usłyszałam wesoły głos Wiktora. W rękach trzymał gruby koc i kołdrę – Wstawaj. Pościele nam.

Ustąpiłam mu miejsca. Szybko nakrył brudny materac kocem i usadowił się dokładnie w jego centrum. Patrzyłam się z konsternacją.  

-Posuniesz się, czy dajesz mi tym do zrozumienia, że mam spać na podłodze?

Zaśmiał się krótko i posunął o parę centymetrów. Ulokowałam się obok niego. Momentalnie nakrył mnie kocem i mocno przytulił.

-Wyśpij się, Ir. Jutro wielki dzień.

Zmęczenie całodzienną wędrówką dało o sobie znać i zasnęłam od razu po zamknięciu powiek.  

opopoo12

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1866 słów i 10754 znaków.

1 komentarz

 
  • sareva

    Szkoda, że z taką a nie inną częstotliwością dodajesz ale ja i tak uwielbiam to opowiadanie