Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Moje Maleństwo cz.4

Moje Maleństwo cz.4Szybko przekroczyliśmy próg jego sypialni, a on delikatnie położył mnie na łóżku. Było jasno, a promienie słoneczne wpadające przez duże okno tarasowe rozświetlały cały pokój. Leżałam ubrana jedynie w dół bielizny i kompletnie się go nie wstydziłam. Moje nagie piersi ujawniały jak podniecona i chętna byłam na kontynuowanie dalszej zabawy. Miałam gęsią skórkę na całym ciele i czekałam na dalszy ruch ze strony Tomasza. Położyłam się na plecach, poprawiając włosy, tak żeby nam nie przeszkadzały. Lekko uniosłam się na ramionach i nadal patrząc mu w oczy zaczęłam dłonią bawić się swoim sutkiem. Cicho jęknęłam patrząc na jego reakcję. Podszedł bliżej łóżka i położył się obok mnie nadal ubrany w ciemne spodnie. Patrzył na mnie przez chwilę lustrując moje prawie nagie ciało. Moja skóra była delikatna i lekko opalona. Zacisnęłam mocniej uda, by nie zdradzić, jak bardzo mam na niego ochotę.  
- Nie zrobię niczego bez twojej zgody – oznajmił cicho, lecz stanowczo.
- Przecież nie robimy niczego złego – powiedziałam szczere, robiąc słodką i jednocześnie smutną minkę.
- Nie możemy tego zrobić. Nie powinniśmy – próbował uspokoić oddech, ale emocje wzięły górę i łapiąc mnie za włosy przyciągnął moją twarz do jego ust. Całował mnie namiętnie i z pasją, jednocześnie sadzając mnie na jego brzuchu. Jego sterczący kutas przebijał się przez materiał spodni i ocierał się o moje pośladki. Tomasz dał mi mocnego klapsa, jednocześnie nadal trzymając moją głowę. Wydałam głośny jęk, prosząc o jeszcze. Puścił moje włosy i pozwolił mi się wyprostować. Siedziałam na nim okrakiem, w pełni eksponując moje ciało oraz wilgotność mojej bielizny. Przejechał dłonią po moim udzie, powoli i delikatnie jakbym była porcelanową zabawką. Zawiesił swoje palce na moim pępku i zakręcił parę kółek wokół niego. Wstrzymałam oddech, gdy jego palce powoli i spokojnie zjechały na poziom moich majtek i przejechały delikatnie wzdłuż niego. Oczy Tomasza przybrały jeszcze piękniejszy odcień zieleni, nadal był intensywny, ale tym razem pełen blasku i podniecenia. Spojrzałam na jego dłoń i uśmiechnęłam się unosząc brew. Moje sutki sterczały jak na baczność, a piersi stały się jeszcze pełniejsze niż dzisiejszego poranka. Siedziałam na nim gotowa, spragniona i zniecierpliwiona rozwojem akcji.  
- Mogę to zdjąć? – zapytał nieśmiało patrząc na cienki materiał majtek.
- Nie mam nic przeciwko – szepnęłam nadal się lekko uśmiechając.
- Poproś – jego oddech przyśpieszył, a spojrzenie było pełne pożądania. – poproś żebym cię zerżnął.
Zadrżałam słysząc jego wypowiedź. Podniecił mnie ten rozkaz, ale jednocześnie przypomniałam sobie co Tomasz powiedział mi zanim weszliśmy do mieszkania. Oddychałam ciężko, niepewna co zrobić dalej. Pragnęłam go każdą komórką mojego ciała. Chciałam go poczuć w sobie i pozwolić mu wypełnić mnie swoim ciepłym płynem. Marzyłam by się z nim połączyć w całość i mieć go dla siebie. Wyrwał mnie z mojego rozmyślania przenosząc palce z linii majtek niżej, gdzie materiał był wilgotny. Uśmiechnął się szeroko, ukazując idealnie równe zęby, gdy poczuł jak mokra jestem. Pogładził kciukiem materiał kilka razy i w końcu mocniej nacisnął na moją łechtaczkę. Głośno wydałam z siebie jęk, jednocześnie odchylając głowę do tyłu ścisnęłam jego ramiona i zamknęłam oczy. Pierwszy raz mnie dotknął, a ja miałam wrażenie, że zaraz dojdę. Nie wiem, czy to było spowodowane brakiem seksu od kilku miesięcy, czy napięciem, które było pomiędzy nami od tygodnia, ale szalona nienawiść, jaką dążyłam tego człowieka zmieniła się w pożądanie, którego nie potrafiłam kontrolować. Tomasz na dźwięk mojego stękania przekręcił mnie szybkim ruchem, że teraz to on był nade mną. Jego twarz wisiała na wprost mojej, a moje uda nadal oplatały jego biodra. Oddychałam głęboko, żeby się uspokoić. On też był na granicy.  
- Masz piękne ciało – zaczął obsypywać moją szyję pocałunkami. Włożyłam moje palce pomiędzy jego gęste blond włosy i delikatnie je ścisnęłam. Tomasz zszedł językiem niżej, całując mój dekolt. Puściłam jego biodra, jednocześnie uwalniając jego ciało. Ujął moją pierś w swoją dłoń i zaczął delikatnie ssać mojego sutka. W druga dłoń chwycił moją prawą pierś i zaczął ugniatać sutek jednocześnie patrząc na moją reakcje. Znowu jęknęłam przygryzając wargę. – idealna – szepnął, znowu przygryzając sutek, a ja bez kontrolnie zaczęłam ruszać biodrami ocierając się o jego idealnie wyrzeźbiony brzuch. Oddychałam powoli i głęboko, zamykając oczy i przygotowując się na to co nadejdzie. Tomasz zjechał językiem do mojego brzucha i powoli go nim zaznaczył. Zatrzymał się na linii bielizny i podniósł głowę do góry. Wiedziałam na co czeka, ale podświadomie nie chciałam mu dać tej satysfakcji. Byłam rozpalona i w pełni gotowa na niego. Walczyłam z własnym ego, które zabroniło mi błagania by mnie wylizał, a później mocno wyruchał. Chciałam tego, ale jednocześnie doprowadzało mnie do szału co ten człowiek był wstanie ze mną zrobić.  
- Nasz obiad – wróciła do mnie odrobina samokontroli, a jego spojrzenie diametralnie się zmieniło. – pali się – pokazałam mu dłonią na zaciemnione powietrze w pokoju obok, a Tomasz automatycznie zeskoczył z łóżka i pobiegł do kuchni. Za chwilę alarm pożarowy zaczął wyć niemiłosiernie, a ja szybko ubrałam na siebie jego koszulkę. Otworzyłam drzwi do tarasu i poszłam do kuchni, by ocenić sytuację. Tomasz był na zewnątrz z kompletnie spalona frittata w ręku. Czarny węgiel na górze potrawy pokazywał jak bardzo zapomnieliśmy o istniejącym świecie. Staliśmy na balkonie razem, on z nagim torsem, a ja w jego koszulce i mokrych majtkach. Powietrze było ciężkie i pełne naszych zapachów, jak i spalenizny. Było ciepło i bezwietrznie. Zawiesiłam wzrok w lesie, a później spojrzałam na wysokiego mężczyznę obok mnie. Śmiał się. Po prostu zaczął się śmiać, a jego śmiech był tak zaraźliwy, że sama nie mogłam się powstrzymać. Odstawił spaloną brytfankę i przytulił mnie mocno do swojego ciała. Schował moją głowę w swoje ramię jednocześnie opierają rękę na moich włosach, a druga delikatnie klepną mnie w tyłek.
- Widzisz co narobiłaś – mówił z wielkim uśmiechem. – przez ciebie prawie zginęliśmy – jeszcze mocniej mnie przytulił, a ja zarzuciłam swoje ramiona wokół jego pleców.
- Nie wiem kim jesteś, ale to nie skończy się dobrze – powiedziałam do siebie w myślach. Czułam się szczęśliwa i spokojna będąc w jego ramionach. Przytuliłam się do niego mocniej i chciałam by ten dzień się nie skończył.
- Możemy zamówić pizzę – alarm pożarowy w końcu skończył hałasować. Weszliśmy powrotem do mieszkania, a frittata razem z brytfanką powędrowała do śmieci. Patrzyłam na mężczyznę stojącego przede mną. Był bosy, rozgrzany i podniecony, ale jednocześnie słodki, czuły i opiekuńczy. Po części cieszyłam się, że nie dane było nam się ze sobą przespać, bo bałam się, że gdy dostanie tego co chcę, po prostu mnie zostawi.
- Masz jakąś ulubioną? – zerknął w moją stronę przykładając telefon do ucha.  
- Hawajską – powiedziałam cicho.
- Nie maleństwo, w tym domu nie lubimy połączenia szynki z ananasem – pokręcił głową i usiadł na kanapie, wygodnie się rozsiadając. W powietrzu nadal było czuć spaleniznę, mimo otartych okien i drzwi balkonowych. Stanęłam naprzeciwko niego, a on znowu rozbierał mnie wzrokiem. Miałam na sobie jego koszulkę i za jego sprawką, przemoczone majtki. Uniosłam róg koszulki do góry, by pokazać mu mokry materiał i w jakim stanie mnie zostawił. Mój wyraz twarzy pokazywał, jaka jestem pewna siebie i niezaspokojona. Tomasz czekając aż ktoś z restauracji odbierze, złapał wolną ręką mój prawy pośladek i przyciągnął bliżej do siebie. Pocałował materiał mojej bielizny i spojrzał zadowolony w górę. Zrobiło mi się gorąco i czułam jak moje serce przyśpiesza.  
- Pięknie pachniesz – ucałował mnie jeszcze raz. – ale jeszcze nie usłyszałem błagania z twoich ust – uśmiechnął się szeroko, a ktoś w końcu odebrał telefon po drugiej stronie. Puścił moją pupę i nadal patrząc na mnie zalotnie zamówił dwie duże pizzy pepperroni z podwójnym serem. Do tego wziął nam Pepsi i krążki cebulowe, które uwielbiałam. Odłożył telefon na kanapę i w szerokim rozkroku nadal mi się przyglądał.  
- Muszę się wykąpać i zdjąć to z siebie – nadal byłam pewna siebie i tego, że się nie złamie pierwsza. Zobaczymy kto kogo będzie błagać.
- Ręczniki są w łazience. Czuj się jak u siebie w domu – odwrócił ode mnie wzrok i sięgnął po pilot do telewizora. Włączył jakiś kanał i uśmiechnął się do mnie. Jego oczy zdradzały jego prawdziwe zamiary. Chciał mnie tutaj mieć, na tej kanapie i w tej chwili, ale wolał się ze mną drażnić i sprawdzić jak długo dam radę mu się oprzeć. Dobrze pamiętałam, jak mówił mi, że potrafi zdobyć parę dziewczyn jednego dnia. Dzisiaj chciałam dać mu wyzwanie.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się słodko nachylając się i całując go w policzek. Upewniłam się, że mój pośladek wystaje spod koszulki i Tomasz jest w stanie go zobaczyć. Odeszłam krok od niego i stojąc do niego tyłem, podciągnęłam lekko koszulkę, która miałam na sobie. Wsadziłam swoje palce pod materiał bielizny i delikatnie zsunęłam ją po udach. Czułam na swoim ciele jego rozgrzane spojrzenie, a duchu czułam niesamowitą satysfakcję. Majtki spadły na podłogę, a ja powoli i zgrabnie z nich wyszłam zmierzając ku drzwi do łazienki. Obróciłam się w jego stronę, zanim zniknęłam za drzwiami i widziałam, jaki był rozpalony, ale też wściekły na moje zachowanie.
- Chciałeś się zabawić, to zrobimy to na moich zasadach – pomyślałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Nie igraj z ogniem, bo się poparzysz – krzyknął do mnie, gdy weszłam do łazienki, a w jego głosie słyszałam rozbawienie.
Łazienka nie była duża, ale posiadała wszystko co było potrzebne. Sporych rozmiarów prysznic umieszczony był z tyłu pomieszczenia. Obok niego stała zabudowana pralko – suszarka i szafka ze wspomnianymi ręcznikami. Umywalka miała na sobie płyn do mycia rąk i jedną szczoteczkę do zębów. Mieszkał tutaj sam, w co nie wątpiłam od samego początku i tego jak to mieszkanie klinicznie wyglądało. Włączyłam prysznic i poczekałam chwilę aż pomieszczenie napełni się parą. Zdjęłam koszulkę i wzięłam ją do rąk. Powąchałam ją z nadzieją, że będę mogła nacieszyć się jego zapachem w ukryciu. Tomasz rozbudził moje zmysły i wyobraźnię. Weszłam szybko pod gorący strumień prysznica i wzięłam mydło do ręki. Pozwoliłam wodzie zmoczyć moje potargane włosy i zmyć resztę makijażu. Odpłynęłam na chwilę, zapominając, gdzie jestem i kto siedzi w drugim pokoju. Myłam moje ciało powoli i dokładnie. Moje podbrzusze buzowało i prosiło o pieszczoty. Przejechałam mydłem po cipce i poczułam, jak jest gorąca i spragniona. Otworzyłam oczy i spojrzałam na pomieszczenie. Byłam w jego mieszkaniu, napalona i gotowa, a musiałam sama sobie zrobić dobrze. Szybkim ruchem odłożyłam mydło i zaczęłam masować moją cipkę. Włożyłam jeden palec do środka i poczułam jak wilgotna jest, ale tym razem nie od wody. Masowałam łechtaczkę szybko i mocno by jak najszybciej doprowadzić się do orgazmu. Nie chciałam, żeby Tomasz mnie przyłapał, ale podniecała mnie myśl, że może mnie nakryć w każdej chwili. Byłam rozpalona i po paru minutach osiągnęłam cichy szczyt szybko dysząc i opierając się o ścianę prysznica. Popatrzyłam do góry i pozwoliłam by woda obmyła mnie z resztek moich soków.  
Wyszłam z łazienki owinięta w ręcznik, jednocześnie wycierając włosy w drugi. Tomasz dalej siedział wygodnie na kanapie, a na stoliku przed nim leżało nasze jedzenie. Nawet nie usłyszałam, jak ktoś zadzwonił do drzwi. Zawstydziłam się lekko i poszłam w stronę sypialni. Musiałam znaleźć coś co nadawało się do ubrania, bo nie miałam zamiaru wkładać powrotem mojej bielizny. Otworzyłam szafę, a po chwili Tomasz stał za mną, delikatnie całując moje ramię.
- Długo ci zeszło pod prysznicem – szepnął mi do ucha. – myślałaś o mnie, gdy się nią bawiłaś? – przygryzł mi ucho. W jego głosie czuć było podniecenie i dumę jakby sam doprowadził mnie do tej rozkoszy.
- Nie wiem o czym mówisz – rzuciłam oschło szukając ubrania.  
- Jedzenie będzie zimne, pośpiesz się – zostawił mnie sama w sypialni, przymykając za sobą drzwi. Westchnęłam głośno i odsunęłam głowę do tyłu.  
- Co ja wyprawiam – pomyślałam.  
Wróciłam do salonu ubrana w jego czarne bokserki, które wyglądały na mnie jak za długie spodenki i ogromną buzę, która zasłaniała mi tyłek. Siadłam obok niego rozbawiona moim strojem, bo w mojej głowie przypominałam jakiegoś nieudolnego rapera, tylko brakowało mi czapeczki z daszkiem. Usiadłam na kanapie, a on spojrzał na mnie pytająco. Nie wierzył w to co widzi, ale przeczycie mi podpowiadało, że widok mu się podobał.
- Serio? – zapytał mnie cofając głowę. – wolałbym cię nago niż w moich gaciach.  
- Poczekam aż będziesz mnie błagać – rzuciłam zalotnie i wzięłam jeden kawałek pizzy do buzi. Tomasz roześmiał się, ale nic mi nie odpowiedział. Pizza była gorąca i przepyszna. Jedliśmy w ciszy, siedząc na kanapie i zerkając w telewizor. Nie leciało nic ciekawego co mogło by nas zainteresować, ale nie potrzebowaliśmy rozmawiać. Nasza obecność nam wystarczała. Tomasz posprzątał kartony, gdy skończyliśmy i wrócił do mnie na kanapę, gdy byliśmy najedzeni do pełna. Objął mnie ramieniem i poprawił moje włosy tak, żeby było mi wygodnie. Nadal dokładnie mu się przyglądałam analizując rysy jego twarzy i niewerbalną mowę ciała. Chciałam wiedzieć, o czym myśli w tym momencie i co do mnie czuję. On jakby ignorując mój pytający wzrok, zmienił program i włączył jakiś film co dopiero się zaczynał na jednej z stacji. Wtuliłam się w niego, zaciągając się jego zapachem i przymknęłam oczy.  
Obudziłam się niepewna, gdzie jestem i co się wydarzyło. Przez moment myślałam, że cały wczorajszy dzień był tylko snem, ale gdy rozejrzałam się po pomieszczeniu zauważyłam, że jestem w tym samym mieszkaniu co ostatniej nocy. Leżałam w łóżku, otulona ogromnymi umięśnionymi ramionami przystojnego blondyna, który jeszcze spał. Słońce dopiero co wschodziło i zaczynało rozjaśniać pomieszczenie. Spojrzałam na swoje ciało i nadal byłam ubrana w to same ciuchy co założyłam po prysznicu. Odszukałam wzrokiem mojego telefonu i delikatnie wyciągając rękę spod kołdry, wzięłam go do ręki. Zegar pokazywał piąta trzydzieści rano w poniedziałek, a ja za trzy godziny zaczynałam pracę. Zacisnęłam zęby przeklinając swoją głupotę i nieodpowiedzialność. Próbowałam powoli odsunąć ramiona Tomasza i wyślizgnąć się z jego uścisku.
- Kurwa będę spóźniona – szepnęłam, a on przekręcił się na plecy powoli otwierając swoje piękne oczy. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się delikatnie. – muszę już iść – powiedziałam do niego kompletnie nie rozumiejąc co wydarzyło się ostatniej nocy.
- Zjedz chociaż śniadanie – powiedział przeciągając się po łóżku.
- Nic nie masz w lodówce.
- To fakt – śmiał się do mnie. – wszystko spaliłaś, prawie z mieszkaniem.
Dopisywał mu humor od rana, a ja miałam ochotę go uderzyć.  
- Zasnęłaś, gdy oglądaliśmy film. Nie chciałem cię budzić – wyjaśnił widząc moje narastające zdenerwowanie.
- Mój brat mnie zabije – złapałam się za głowę wyobrażając sobie wściekłego Olka. Jeszcze za czasów nastolatków jedno zawsze kryło drugiego i byliśmy ze sobą szczerzy do bólu, jeśli chodziło o jakieś całonocne wypady, na które rodzice nigdy by się nie zgodzili. Mimo pełnoletności nadal wszystko sobie mówiliśmy więc wiedziałam, że brat musiał odchodzić od zmysłów zamartwiając się, gdzie jestem.
- Napisałem do niego – szepnął mi do ucha.
- Co zrobiłeś?! – oburzyłam się i zerwałam się z łóżka. – wpierdalasz mi się w życie, a teraz też i w moją rodzinę? Za kogo ty się uważasz?
- Ogarnij się – spojrzał na mnie poważnie. – napisałem jako ty, że nie wracasz na noc, jesteś bezpieczna i wyjaśnisz mu wszystko jutro – podszedł do mnie powoli i złapał mnie w pasie. Był ubrany jedynie w bokserki, a jego męskość stała na baczność. Spojrzałam w dół, gdy poczułam, jak dotyka mojego brzucha. – jest ranek, to normalne u faceta – ucałował mnie w czoło i poszedł do kuchni. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam znowu na telefon. Weszłam w wysłane wiadomości i rzeczywiście to, co mówił Tomasz okazało się prawdą. Nie byłam pewna co powiem mojemu bratu, ale czułam, że jeśli dowie się prawdy będzie naprawdę wkurwiony.  
- Chcesz kawy? – dobiegł męski z kuchni.
- Tak, poproszę – odpowiedziałam i podeszłam do dużego lustra. Moje włosy były naturalnie pofalowane. Wyglądałam na zaspaną, ale jednocześnie zaspokojona. Przez myśl przeszło mi czy do czegoś doszło między nami, gdy odleciałam. Weszłam do salonu połączonego z kuchnią i oparłam się o kuchenną wyspę, na której wczoraj prawie oddałam się Tomkowi.
- Czy my coś wczoraj? – zapytałam nieśmiało.
- Kotek, ty zasnęłaś – spojrzał na mnie z niedowierzaniem. – nie, nie uprawialiśmy seksu. Za to ty masturbowałaś się pod prysznicem, w mojej łazience i za to należy ci się kara.  
Moje policzki automatycznie przybrały kolor gorącej czerwieni. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.  
- Skąd ty? – zaczęłam nieśmiało.
- Słyszałem twoje jęki – zaczął, nalewając mi kawę. – i ciężko było się powstrzymać, by do ciebie nie dołączyć, ale dałem radę.
Wzięłam głęboki oddech, niepewna jak się zachować. Nie sądziłam, że byłam aż tak głośno. Było mi jednocześnie głupio, ale z drugiej strony to była jego winą, do jakiego stanu mnie doprowadził. Zaczęłam się cicho śmiać.
- Muszę iść dzisiaj do pracy, odwieziesz mnie? – z premedytacją zmieniłam temat, a on przytaknął. Wziął dwie kromki chleba i wrzucił je do tostera. Bez pytania o to co chcę zjeść, zaczął przyrządzać jakieś danie wesoło krzątając się po kuchni. Patrzyłam na jego okrągłe pośladki, które niesamowicie się prezentowały w tych bokserkach.
- Nieładnie jest się tak gapić – rzucił nadal będąc odwróconym do mnie plecami.
- Ale ja nic nie robię – powiedziałam słodko, choć w moim głosie było słychać kłamstwo. Tomasz obrócił się do mnie przodem, a ja od razu zauważyłam budząca się do życia erekcję, która niemalże przebijała się przez cienki materiał bielizny.
- Zawsze możesz tutaj przyjść i zrealizować swoje marzenia – puścił mi oko. Jego pewność siebie była aż przytłaczająca, ale ja nie miałam zamiaru mu tak łatwo odpuścić.
- Już ci powiedziałam, w twoich snach – odburknęłam ironicznie.
- Chyba w twoich – zaśmiał się nie patrząc na mnie, a skupiając się na smażeniu jajek.
- Co to ma znaczyć?
- Mówisz przez sen – obrócił się do mnie całym ciałem i był niezwykle poważny. – prosiłaś mnie bym cię wylizał – był pewny siebie i czułam, że mówi prawdę. Moją twarz znowu oblał rumieniec i lekko otworzyłam usta.
- Spierdalaj – przewróciłam oczami i sięgnęłam po paczkę papierosów, która leżała na blacie kuchennym. Chwyciłam jednego i wzięłam zapalniczkę ruszając na ogromny taras. Powietrze było chłodne, a okolica pusta. Było wcześnie rano, a ludzie dopiero wstawali, by rozpocząć nowy tydzień. Zaciągnęłam się papierosem, stojąc w jego ubraniach, z nieułożonymi włosami i bez makijażu. Czułam się dobrze i czułam się sobą, mimo że spędziłam noc z człowiekiem, o którym nie wiedziałam kompletnie nic. Moje przemyślenia przerwał dzwonek do drzwi. Spojrzałam pytająco na Tomasza, który poszedł do sypialni, by założyć spodnie.  
- Kto przychodzi z wizytą o szóstej rano? – zapytałam siebie w duchu. Obserwowałam jak Tomasz się ubiera, a dzwonek do drzwi nie ustaje, a wręcz robi się bardziej nachalny. Weszłam z powrotem do salonu, gasząc niedopałek.  
- Co się dzieje? – zapytałam kompletnie zdezorientowana.
Usłyszałam, jak ktoś przekręca zamek w drzwiach.
- Kurwa – wysyczał Tomasz i podbiegł do drzwi.  
Nadal stałam w drzwiach wychodzących na taras, więc nie widziałam, kto wchodzi do mieszkania, ale usłyszałam tupot obcasów. Poprawiłam swoje włosy i weszłam do salonu niepewna tego co zobaczę. Moim oczom ukazała się ładna brunetka, z włosami opadającymi na ramiona. Była szczupła, a jej ciemne oczy płonęły pełne nienawiści. Ubrana była w jasne jeansy i białą koszulkę w nie wciśniętą. Miała narzucony na to żakiet i wyglądała jakby szła na jakieś ważne spotkanie. Wysokie obcasy dodały jej centymetrów, ale nadal była trochę niższa ode mnie, mimo że ja byłam bosa. Była ode mnie starsza, ale wyglądała dobrze, szczególnie ze starannie zrobionym makijażem, który podkreślał jej okrągłe usta. Gdy mnie zobaczyła jej wyraz twarzy się zmienił. Spojrzała na mnie od góry do dołu, a ja przypomniałam sobie, że stoję półnaga, ubrana w jego bieliznę i bluzę.  
- Teraz z nią się pieprzysz? – spojrzała na niego pełną obrzydzenia.
- Po co tutaj przyszłaś? – zlekceważył jej pytanie.
- Dzwoniłam do ciebie cały dzień, a nie odbierałeś. Rozmawiałam nawet z twoją matką, ale nikt nie wiedział co się z tobą działo. Dopiero Artur powiedział mi, gdzie się ukrywasz - znowu spojrzała na mnie z wściekłym wyrazem twarzy. – teraz widzę czym byłeś tak strasznie zajęty.
Tomasz stał obok niej. Patrzył na nią obojętnie kompletnie ignorując jej złość i frustrację. Była sporo niższa od niego co na pewno dawało mu pewna kontrolę i przewagę sytuacji. Widziałam, że nie chcę z nią rozmawiać, a jego oczy znowu pociemniały. Oddychałam ciężko i chciałam się do niego przytulić, mimo że czułam, że to nie będzie najlepszy pomysł.
- Nie wstyd ci sypiać z żonatym facetem? – rzuciła krótko w moją stronę i zrobiła krok do przodu.
- Żonatym? – powiedziałam cicho. Zerknęłam na jej rękę i rzeczywiście zobaczyłam tam złotą obrączkę, której on nie miał na swojej dłoni. Spojrzałam w jego smutne oczy i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Tomasz jest moim mężem i nie udawaj idiotki, na pewno o tym wiedziałaś – mówiąc szła w moją stronę, a ja nie byłam w stanie się ruszyć.
- Wyjdź stąd – złapał ją za ramię i mocno szarpnął do tyłu. Ona nie zareagowała na jego brutalność.
- Teraz preferujesz studentki? Mieliśmy pewną umowę, ale ty znowu wszystko spierdoliłeś.
- To nie jest czas na takie rozmowy.
- To co powiesz na to jak opowiem twojej koleżance o naszym ostatnim weekendzie razem – uśmiechnęła się zuchwale w moją stronę i przejechała po jego twarzy. On szybko złapał jej dłoń i ją odtrącił.
- Oddaj klucz i wyjdź - powiedział do niej cicho.
Ona spojrzała na mnie jeszcze raz, patrząc na to, jaki mam strój na sobie. Jej spojrzenie było pełne pogardy i obrzydzenia. Poczułam się jak najtańsza dziwka w mieście. Tajemnicza kobieta poprawiła swoje włosy i znowu spojrzała na wysokiego blondyna. On puścił jej ramię jakby rozumiejąc jej zamiary.
- Oddam ci klucz jak sobie wszystko wyjaśnimy. To jeszcze nie koniec – powiedziała spokojnie patrząc mu prosto w oczy i powoli wyszła z mieszkania. Cofnęłam się o parę kroków do tyłu i osunęłam o drzwi do tarasu. Przykucnęłam na podłodze i schowałam twarz w ramiona, podciągając nogi do mojej klatki piersiowej.  
Wzięłam głęboki oddech próbując uporządkować myśli. Nie chciałam przyjąć do wiadomości czego przed chwilą byłam świadkiem. To było zdecydowanie za dużo informacji jak na poniedziałkowy poranek, jeszcze po takiej nocy spędzonej w objęciach tego niesamowitego blondyna. Siedziałam schowana w moich ramionach przez parę minut i nie byłam pewna jak mam się zachować. Analizowałam ostatnie tygodnie. Zrozumiałam, że to Tomasz nawiązywał ze mną kontakt i chciał być blisko mnie z nieznanego mi powodu. Może postawił sobie mnie jako swój cel, może z kimś się założył, może chciał zrobić żonie na złość. Cokolwiek tylko przychodziło mi do głowy nie miało większego sensu, gdy przypominałam sobie jak mnie trzymał w ramionach dzisiejszego poranku. Ten człowiek nie chciał mnie skrzywdzić, a przynajmniej tak mi się wydawało. Podniosłam głowę do góry, a on stał w bezpiecznej odległości ode mnie. Patrzył na mnie z zimnym wzrokiem, czekając aż wykonam pierwszy ruch. Nie byliśmy związkiem, nie należał do mnie ani ja do niego, ale łączyła nas więź, której nie umiałam opisać słowami. Uklęknął naprzeciwko mnie i po prostu patrzył na mnie tymi swoimi niesamowitymi zielonymi oczami.  
- Jak się czujesz? – odwrócił ode mnie wzrok na chwilę, jakby bał się tego co usłyszy.
- Jak tania szmata – uśmiechnęłam się smutno. – dlaczego mi nie powiedziałeś?
- To ciebie nie dotyczy.
Te słowa zabolały. Uświadomiłam sobie, że cokolwiek do niego czuję jest tylko jednostronne. Niczego o nim nie wiedziałam, ale czułam, że lubimy spędzać ze sobą czas i bardzo wygodnie się czujemy ze sobą. Może za dużo sobie dopowiedziałam. Stało się dla mnie jasne, że on nie chciał mnie w swoim życiu na stale i dlatego uważał, że dzielenie się prywatnymi informacjami jest stratą czasu.  
- Moglibyśmy uniknąć tej niezręcznej sytuacji, gdybym wiedziała o co chodzi – zaczynałam się denerwować i poderwałam się do góry. – ale skoro jestem tylko jedną z twoich kurw, to chyba już na mnie pora – poszłam w kierunku sypialni, by odnaleźć mój telefon. Tomasz nadal kucał w tym samym miejscu w salonie i dał mi czas by się uspokoić. Moje serce galopowało, a do oczu napłynęły łzy. Nie chciałam mu pokazać moich emocji i po prostu skupiłam się na gniewie, który do niego czułam. Z lekko otwartymi drzwiami do salonu, rozebrałam się do naga i z powrotem założyłam moją jasną sukienkę z poprzedniego dnia. Nie mogłam znaleźć moich majtek, ale brak bielizny w ogóle mi nie przeszkadzał.  
„Przyjedź po mnie za dziesięć minut. Wyślę ci adres” – napisałam do Moniki oczekując szybkiej odpowiedzi. Modliłam się o niezawodność koleżanki.
„Wszystko okej?” - odpisała niemalże instynktownie.
„Jest spoko, weź mi tylko majtki. Wyjaśnię później” – pokręciłam głową uświadamiając sobie jak żenująca jest sytuacja, w której się znalazłam. Zgubiłam bieliznę w mieszkaniu obcego i do tego żonatego mężczyzny. Wyszłam z sypialni i spojrzałam na Tomasza, który stał oparty o drzwi do tarasu. Miał na sobie szare spodnie od dresu i jasna obcisłą koszulkę.
- Anna jest moją żoną, ale tylko na papierze – nadal patrzył przed siebie. – mamy parę wspólnych spraw, które po części nadal nas łączą. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo i tak nie zrozumiesz.  
- Wczoraj chciałeś mnie pieprzyć, a teraz uważasz mnie za idiotkę, z która nie ma co dyskutować swojego życia osobistego? Czyli naprawdę uważasz mnie za kolejną łatwą pannę, która można zaciągnąć do łóżka – zaczęłam się śmiać, chociaż wcale nie było mi do śmiechu. – wiesz co, pierdol się – poszłam do przedpokoju i zaczęłam wkładać moje buty.
- Przestań – poszedł za mną, ale nadal trzymał dystans.
- Nie tego chciałeś? Przyznałeś mi się sam, ile to dziewczyn zaliczasz na imprezie. Teraz zmieniasz zdanie? – zaczęłam krzyczeć.
- Karola – szepnął patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
- Kim ja dla ciebie jestem Tomasz? Wytłumacz mi to wszystko? Pojawiasz się tak nagle, wpieprzasz mi się w jakaś tam relacje, a później mieszasz mi w głowie. Po co to wszystko? Chcesz coś komuś udowodnić czy sobie? – pytałam go spokojniej, będąc kompletnie poważna.
- Mówiłem ci, że nie jestem materiałem na faceta – opuścił ramiona i westchnął. – nie wiem co mam ci powiedzieć, bo sam do końca nie wiem co do ciebie czuję.
- To ja ci to ułatwię. Baw się w playboya z kimś innym, bo ja nie chcę cię więcej widzieć – złapałam za klamkę i otworzyłam za drzwi. Na ramieniu poczułam jego ciepła dłoń, która delikatnie mnie przytrzymała.
- Zostań, proszę – jego zielone oczy były smutne i zmartwione, jednakże to nie było wystarczająco przekonujące, by zmienić moją decyzję.
- Po co? Po co mam zostać? – zapytałam cicho, czując napływające łzy, gdy on milczał. – no tak myślałam – pokiwałam głową, uśmiechając się smutno. Wybiegłam z mieszkania próbując opanować łzy płynące po moich policzkach. Nie chciałam go widzieć. Nigdy więcej.
Wybierałam z bloku i rozejrzałam się po parkingu. Szybko zlokalizowała znajomy samochód przyjaciółki i ruszyłam w jej stronę. Otarłam swoje policzki i spróbowałam się uspokoić. Wsiadłam na miejsce pasażera i kazałam jej ruszać bez większego wyjaśniania, co się właśnie wydarzyło. Monika nic nie mówiła, tylko patrzyła na mnie smutnym wzrokiem. Czuła, że opowiem jej wszystko w swoim czasie, gdy będę gotowa.  
- On ma żonę – szepnęłam patrząc na drogę. Opisanie ostatnich dwudziestu czterech godzin było niemożliwe. Za dużo się wydarzyło. Za dużo się zmieniło.
- Po co ci świeże majtki?  
- Bo moje zgubiłam, a muszę iść do pracy – mój wzrok był pusty, a słowa ledwo przechodziły mi przez gardło. Monika zatrzymała się na poboczu, trochę dalej od głównej drogi i spojrzała na mnie poważnie.
- Jest dopiero siódma rano, zaczynasz za półtora godziny. Teraz opowiedz mi wszystko co się wydarzyło, później zabiorę cię do domu i trochę cię ogarniemy, bo wyglądasz tragicznie. Albo miałaś najlepsze bzykanie świata, które zakończyło się tragedią, albo po prostu masz złamane serce przez tego faceta. Tak czy inaczej, poczujesz się lepiej jak wszystko z siebie wyrzucisz – miała rację. Jak zawsze moja Monika miała rację.
- Spotkaliśmy się na piwo by obgadać co między nami jest. Coś się wydarzyło, trochę mnie wkurwił i sumie wylałam na niego to co piłam, a on zabrał mnie do swojego mieszkania, żeby się przebrać. Ten facet tak na mnie działa, że aż tracę zmysły – westchnęłam. – jest seksowny i wygląda jak grecki bóg, a jednocześnie jest taki słodki i czarujący – posmutniałam na myśl o jego oczach.
- I się bzyknęliście?
- Nie do końca. Było blisko. Ja tego chciałam, on na pewno też tego chciał. Drażnił się ze mną i grał ze mną w grę, która była małym wyzwaniem dla nas obojga. Skończyło się tak, że zasnęłam w jego ramionach oglądając film i dlatego tam spędziłam noc.
- Olek się wkurwi – powiedziała cicho Monika i naturalnie wywołała uśmiech na mojej twarzy.
- Tomek wziął mój telefon i mu napisał, że wszystko wyjaśnię. Trochę będzie zły, ale myślę, że sprzedam mu pół historii i mi uwierzy.
- No na pewno nie w takim stanie jak teraz. Opowiadaj dalej – słuchała mnie uważnie.
- No i dzisiejszego poranka było super. On robił śniadanie, a ja paliłam na tarasie. Do momentu, gdy zjawiła się jakaś baba, mówiąc, że jest jego żoną, a ja oczywiście wyszłam na jakąś puszczalską – wzięłam kolejny głęboki wdech. – wyrzucił ją z mieszkania, ale ona powiedziała, że to nie jest jeszcze koniec. Żądałam od niego wyjaśnień, ale w sumie nic mi nie powiedział, tylko że ta sprawa mnie nie dotyczy.  
- O kurwa.
- Więc wyszłam. Powiedziałam, że nie chcę go więcej widzieć – po policzku popłynęła mi łza.
- Jak się czujesz z tą informacją? – uśmiechnęła się delikatnie.
- Powiedział, że nie są razem – odparłam poważnie.
- I tak po prostu nigdy więcej się z nim nie spotkasz? – nie wierzyła mi.
- Nie wiem, czy po prostu, ale nigdy nie będę tą druga. Jedźmy do ciebie. Nie chcę się spóźnić, a muszę wziąć prysznic i ubrać coś, co nie pachnie tym skurwielem.  
Monika przytaknęła i nic nie mówiąc dołączyła do ruchu. Jazda nie zajęła nam długo. Weszłam do domu Moniki i przepraszającym wzrokiem spojrzałam na jej mamę. Przywitałam się, a ona nie zadawała pytań. Wzięłam szybki prysznic, by zmyć cały ból, który czułam w klatce piersiowej. Ubrałam się w czarne legginsy od Moniki i za duży T-shirt pożyczony od jej brata Kuby. Cieszyłam się, że z Moniką nosimy podobny rozmiar ubrań i mogłam uniknąć porannego starcia z moimi rodzicami, którzy na pewno nie odpuścili, by mi tego zachowania. Upięłam włosy do góry i zrobiłam pełen makijaż używając wszystkiego co mogłam znaleźć w łazience. Spojrzałam w lustro i wyglądałam zdecydowanie lepiej. Wyszłam z łazienki i poprosiłam Monikę, żeby podrzuciła mnie do pracy. Auto rodziców było dalej pod barem Zbyszka. Za dziesięć minut obie siedziałyśmy w samochodzie i zmierzałyśmy w stronę kwiaciarni.
- Co zrobisz, jak napisze lub zadzwoni?
- Nie zrobi tego – powiedziałam krótko.
- Do tej pory złamał już parę zasad, wątpię, że tak po prostu odpuści – ścisnęła mocniej kierownicę. – jeśli będzie ci się narzucać sama mu powiem, żeby się odpierdolił.
Roześmiałam się. Kochałam ją.
- Dziękuję za pomoc. Jesteś niezastąpiona – rzuciłam w jej stronę wychodząc z auta.  
Weszłam do kwiaciarni wesoło witając się z właścicielką sklepu. Dzisiaj była ubrana w za duże spodnie robocze typu ogrodniczki i koszulę w dużą kratę o ciemnobordowym kolorze. Pani Kasia miała ciemne włosy, które zawsze były związane w ciasny kucyk i okulary, bez których nie byłaby stanie pracować. Nie należała do najbardziej gadatliwych ludzi, nigdy nie wypytywała mnie o prywatne życie lub nie próbowała plotkować. Lubiła mówić o kwiatach i uczyć mnie jak komponować bukiety sugerując się ukrytym znaczeniem kwiatów i co mają przekazać osobie, które je dostanie. Była pełną pasji, ale jednocześnie spokojną i wyluzowaną na temat życia, co czyniła ją idealną szefową i właścicielką własnego małego biznesu. Po przywitaniu ubrałam się w ciemny fartuch, który sięgał mi do połowy uda i chronił moje ubranie przed wodą i ziemią. Szybko zabrałam się za przenoszenie najnowszej dostawy ciętych kwiatów z zaplecza, na przód sklepu, gdzie klienci mogli zobaczyć co dzisiaj mamy w sprzedaży.  
Godziny pracy umiały nam w ciszy, za która dzisiaj byłam naprawdę wdzięczna. Starałam się skupiać na pracy i być zajęta cały czas, by uniknąć myślenia o Tomaszu i dzisiejszym burzliwym poranku. Przedpołudnie minęło mi szybko, udało mi się przenieść całą nową dostawę i poukładać kwiaty tak by dobrze prezentowały się dla klientów, a jednocześnie były gotowe do użycia w zamówieniach. Posprzątałam również pokój, w którym Pani Kasia przechowywała różne dokumenty związane z finansami i działalnością firmy, ale też miejsce było używane jako schowek na wszystkie niepotrzebne lub nieużywane sprzęty. Wyszłam na moją półgodzinną przerwę później niż normalnie. Usiadłam na tyle sklepu, na ławce stojącej pod ścianą. Widok przede mną nie był zapierający oddech w piersi. Pusty plac, na którym stało parę małych busów. Bardzo przemysłowe miejsce, chociaż po drugiej stronie budynku była ruchliwa ulica pełna pieszych i rowerzystów. Odpaliłam papierosa i przypomniałam sobie, że nawet nie mam ze sobą kanapki. Nie przejęłam się tym. Nabrałam doświadczenia w jedzeniowych głodówkach podczas praktyk w szpitalu, gdzie często z braku wolnej chwili nie jedliśmy normalnego posiłku przez dwanaście godzin. Zaciągnęłam się dymem i wspomnienia z dzisiaj wróciły wraz z pojawieniem się nikotyny w moich ustach. Wykręciłam usta na znak zniesmaczenia i zgasiłam papierosa.
- W końcu będę miała powód, by rzucić – powiedziałam cicho do siebie i oparłam się o ławkę. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer mojego brata. Ta rozmowa musiała nastąpić prędzej czy później. Podświadomie czułam jego złość i niepewność, ale musiałam ująć wszystko tak, by mi uwierzył, mimo tego co mówiło mu przeczucie.
- Zanim zaczniesz krzyczeć – zaczęłam od razu, gdy usłyszałam, że odebrał połączenie. – pozwól mi wyjaśnić. Nie chcę jeszcze o tym mówić, bo to jest bardzo nowe i bardzo niepewne, ale poznałam kogoś, kto jest dla mnie ważny, więc nie chcę żebyś się złościł – ostatnie słowa ledwo przeszły mi przez gardło, ale wiedziałam, że to jest jedyna opcja by Olek złapał przynętę
- Martwiłem się – powiedział cicho. – mieliśmy umowę – mówił prawdę, gdy mieliśmy po pięć lat złożyliśmy przysięgę by mówić sobie szczerą prawdę nie ważne jak bolesna miała być. Właśnie po części łamałam tę obietnice, ale wiedziałam, że robię to dla jego własnego dobra.
- Napisałam ci wiadomość – przez moje usta wyszło kolejne kłamstwo.
- Nie wiedziałem, gdzie byłaś, Karola coś mogło ci się stać.
- Ale byłam bezpieczna i miałam obok mnie kogoś komu ufam. Mamy po dwadzieścia lat. Jesteś moim bratem, ale musisz mi dać przestrzeń. Ja cię nie sprawdzam każdego wieczoru, gdy wychodzisz i wracasz nad ranem – westchnęłam na wspomnienie o Tomaszu. Tym razem mówiłam prawdę i to mnie przerażało.
- Jesteś szczęśliwa?  
Czemu on musi być taki poważny na każdy temat.  
- Olek, za wcześnie na takie pytania. Ja jestem w pracy i kończy mi się przerwa, więc będę musiała uciekać – czułam, że nie wierzy w moje wymówki. Wzięłam kolejny głęboki oddech. – tak, jestem szczęśliwa i proszę daj mi czas, a obiecuję, że wszystkiego dowiesz się, gdy przyjdzie na to pora. Kocham cię, pogadamy w domu – zakończyłam połączenie mocno ściskając usta. To wszystko, co powiedziałam było prawda głęboko schowana w moim wnętrzu i nie chciałam, żeby ktoś wiedział jak naprawdę czuję się w stosunku do Tomasza. Było za szybko, a dzisiejsza sytuacja skreśliła potencjał tej znajomości.  
Koło godziny siedemnastej wróciłam do domu. Zaparkowałam samochód pod garażem i spodziewałam się kolejnej długiej rozmowy na temat ostatniej nocy. Byłam głodna i zmęczona od długiego dnia i zbyt intensywnych emocji. Chciałam po prostu zrobić obiad i iść do łóżka. Przeszłam przez próg domu i zobaczyłam wszystkich domowników siedzących przy stole, wręcz oczekujących na moje wejście. Matka spojrzała na moje ubrania szybko zauważając, że to, co mam na sobie nie należy do mnie. Tata jadł obiad i próbował ignorować gęstość powietrza i napięcia, które rosło z minuty na minutę.  
- Dobra, oderwijmy ten plaster szybko i bezboleśnie – powiedziałam na jednym wdechu powietrza. – siedziałam noc z kimś kto jest nową osobą w moim życiu, dlatego zniknęłam. Przypominam po raz kolejny, że jestem pełnoletnia i świadoma swoich decyzji i czynów. Wasze auto było bezpieczne i przyprowadziłam je całe i zdrowe z powrotem do domu. Nie chcę o tym rozmawiać, bo nie ma o czym, a teraz chciałabym po prostu zjeść obiad, bo miałam długi i ciężki dzień – zamknęłam oczy, bojąc się co usłyszę od domowników.
- Zrobiłam zupę pomidorową, nalej sobie – powiedziała mama.
Nikt inny się nie odezwał. Wrócili do jedzenia swoich posiłków i do rozmowy, która musieli prowadzić, zanim weszłam do domu. Zdziwiona ich brakiem zainteresowania uniosłam brwi do góry i stałam zaskoczona w miejscu przez kolejną minutę.  
- Siadaj i jedź, skoro jesteś taka głodna – odezwał się Olek.  
Ruszyłam w stronę kuchenki, na której stał ogromny garnek z przepysznie pachnąca pomidorówka, która była moją ulubioną zupa z dzieciństwa. Usiadłam przy stole nie odrywając wzroku od talerza w obawie na dalsze pytania, które się nie pojawiły. Pierwszy raz moja rodzina uszanowała moją decyzję i mogłam się cieszyć ich brakiem zainteresowania na temat tajemniczego znajomego.  
Po zjedzonym obiedzie szybko wskoczyłam pod prysznic. Czułam się brudną i spocona po całym dniu, a także chciałam ochłonąć i przemyśleć wszystko pod strumieniem ciepłej wody. Po skończeniu wieczornego rytuału wskoczyłam w uroczy komplet piżamy, koszulki na ramiączkach z koronką w okolicach dekoltu i krótkich spodenkach z wykończeniem koronką po bokach. Komplet był w kolorze różu i bardzo pasował do mojego wnętrza sypialni. Otoczyłam się kocem.  
„Pogadajmy” dostałam wiadomość od nadawcy ~Skurwiel~.
„Nagadaliśmy się rano. Wyraziłam się jasno, daj sobie spokój”
Wysłałam szybko i nie dostałam odpowiedzi. Z jednej strony czułam ulgę, ale jednocześnie było mi smutno. Zamknęłam oczy i odleciałam szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Byłam po prostu wykończona.  
Następnego dnia obudziłam się wcześniej niż powinnam. Za oknem zaczynał się kolejny piękny lipcowy dzień, a ja byłam pełną energii i pozytywnego nastawienia. Nie chciałam być tą dziewczyna co siedzi i płacze za facetem, z którym spędziła tylko parę chwil. Wróciła mi pozytywna myśl, na temat tego, co chcę robić ze swoim życiem, jak bardzo się spełniam i że żaden facet nie może mi tego ani popsuć, ani ulepszyć. Szybko wskoczyłam w krótkie sportowe spodenki i luźną bluzkę i ruszyłam szybkim marszem w stronę ukochanego miejsca. Zaczęłam bieg, zanim jeszcze wybiła szósta rano, więc las był kompletnie pusty. Na początku było mi zimno, ponieważ w lesie panował półmrok i był chłodny wiatr. Nie przejmowałam się. Potrzebowałam szybko oczyścić umysł, a stracenie tchu było najłatwiejszym rozwiązaniem. Biegłam szybciej niż normalnie, próbując podważyć swoją własną poprzeczkę. Chciałam sobie udowodnić, że mogę więcej. Biegłam pomiędzy drzewami i krzakami ledwie omijając napotkane przeszkody. Nowe wyzwanie spowodowało dodatkowy wyrzut adrenaliny, co sprawiło, że czułam się jeszcze lepiej. Przyspieszyłam jeszcze bardziej i nie zauważając wystającego korzenia jednego z drzew zaczepiłam stopa i przewróciłam się do przodu. Powoli wstając z mokrego gruntu zauważyłam, że moje lewe kolano jest całe obdarte i krwawi. Byłam cała w błocie i ziemi, brudna i wkurwiona na własną niezdarność. Podniosłam się powoli, obserwując czy nie stało mi się nic poważniejszego. Po szybkiej ocenie sytuacji stwierdziłam, że raczej nie mam większych obrażeń i czas wracać do domu się ogarnąć. Szłam powoli z lekko utykająca noga, przeklinając siebie w myślach.  
Wzięłam krótki prysznic i założyłam na siebie luźne spodnie jeansowe w jasnym odcieniu i do tego czarną oversize koszulę z długim rękawem. Pogoda się zmieniła i niebo wypełniło się ciemnymi, wręcz burzowymi chmurami. Wsiadłam w samochód i ruszyłam w stronę pracy. Zanim jeszcze dojechałam do kwiaciarni zaczęło padać, a ja oczywiście nie miałam ze sobą parasolki ani bluzy. Zaparkowałam jak najbliżej mogłam i pobiegłam w stronę kwiaciarni. Mój bieg był bardzo nie udolny ze względu na obolałą nogę i byłam cała przemoczona. Weszłam do sklepu cicho przeklinając pod nosem i patrząc na odbicie w lustrze. Na szczęście nie miałam zrobionego makijażu, bo i tak cały by spłynął. Moje włosy były na wpół mokre więc przeczesałam je palcami i uniosłam do góry zaplątując w bardzo ciasny kok.  
- Takie to mamy lato albo upał, albo burza – westchnęła moja szefowa, po tym jak zobaczyła, jak wyglądam. Poszłam za ladę zastawiając moją torebkę z kanapkami zrobionymi dzisiaj rano. Po dziesięciu minutach byłam już ubrana w duże rękawice i ciemny fartuszek i byłam gotowa do pracy. Ze względu na pogodę miałyśmy bardzo mało klientów i czas się dłużył. Podlałam wszystkie kwiaty i poukładałam konkretne sztuki na wystawę dla klientów. Zrobiłam porządek w drobiazgach, które były dostępne blisko kasy i upewniłam się, że kartki okolicznościowe nie są pomieszane. Próbowałam sobie znaleźć zajęcie, chociaż pracy było wyjątkowo mało. Na dworze nadal padał deszcz i znacznie się ochłodziło. Siedziałam za biurkiem i sprawdzałam email ‘e od hurtowni, gdy w końcu usłyszałam otwierające się drzwi. Wyjrzałam powoli zza rogu, by zobaczyć czy Pani Kasia jest zajęta i potrzebuję mojej pomocy. Stała przy ladzie wyjątkowo szeroko uśmiechnięta, patrząc uważnie na wychodzącego do pomieszczenia klienta. Był ubrany czerwoną bluzę z kapturem, która była częściowo mokra i ciemne jeansy w połączeniu z ciężkimi, lecz wysokimi butami w tym samym kolorze. Jego blond włosy były całkowicie przemoczone od deszczu, a na twarzy nadal widniały krople wody. Przeszedł wzrokiem po całym sklepie jakby czegoś szukał. Schowałam się spowrotem za rogiem udając zajętą.  
- Znowu on. Może to tylko przypadek – pomyślałam, jednak sama w to nie wierzyłam.
- Dzień dobry. Mam nadzieję, że będzie wstanie mi pani w czymś pomoc – usłyszałam niski i seksowny głos Tomasza.
- Absolutnie – oznajmiła z radością pani Kasia.
- Szukam czegoś na przeprosiny – zaczął powoli. – ale nie specjalnie znam się na kwiatach, więc zaufam pani doświadczeniu – powiedział pewny siebie.
- Jaką ma pan granicę cenową?
- Nie mam żadnej. Proszę ponieść się fantazji – czułam, jak się uśmiecha wypowiadając to zdanie.
- Osobiście sugeruje pięćdziesiąt czerwonych róż. Długie róże będą sprawiać, że bukiet będzie prezentować się bardziej okazałe i na pewno sprawi, że osobą, która je otrzyma będzie zadowolona z podarunku – powiedziała spokojnie.
- Brzmi doskonale – nadal się uśmiechał, a ja klęłam w myślach. Co on znowu kombinuje i dlaczego akurat przyszedł do tej kwiaciarni, jak w mieście jest przynajmniej jeszcze dwie.  
- Karolina, przyjść tutaj proszę i pomóż mi skompletować to zamówienie – pani Kasia zaczęła szukać materiałów potrzebnych do stworzenia bukietu, a ja powoli wyłoniłam się z innego pomieszczenia. Byłam zła i niepewna co Tomasz tutaj robi, ale nie chciałam tego po sobie pokazać. Wiedziałam, że mój wygląd nie jest zachwycający, ale to nawet mi nie przeszkadzało. Po chwili stanęłam naprzeciwko mojego znajomego i na chwilę moje serce się zatrzymało. Wyglądał niesamowicie z mokrymi włosami. Chciałam na niego skoczyć i zacząć go całować, ale nadal byłam na niego zła. Przeszłam obok niego patrząc na niego z wściekłym wyrazem twarzy. Pani Kasia zniknęła za rogiem, by dobrać więcej róż, a my zostaliśmy sami.  
- Nie wiem w co grasz, ale to ci się nie uda – syknęłam cicho.
- Nie wiem o co ci chodzi – powiedział poważnie.
- Nie chcę od ciebie żadnych kwiatów.
- A kto powiedział, że one są dla ciebie? – uniósł brwi do góry w ramach zdziwienia. Wróciłam za ladę ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami, a pani Kasia dołączyła do mnie po chwili. Razem stworzyłyśmy ogromny bukiet, który prezentował się naprawdę imponująco. Wykończyłyśmy bukiet dodając parę świecących drobiazgów i zawiązując łodygi ogromną wstęgą. Tomasz pokiwał głową zadowolony z ukończonego projektu. Wyglądał za zadowolonego. Pani Kasia była wniebowzięta, bo obie dobrze wiedziałyśmy, że w taką pogodę nie będzie żadnych klientów, co oznaczało niemały zysk dla sklepu. Tomasz wziął bukiet do ręki, kompletnie ignorując jego ciężar i objętość i zapłacił wysoką trzycyfrową liczbę, która jednocześnie oznaczała mój miesięczny rachunek za mieszkanie. Stałam z tyłu i kręciłam głową z niedowierzaniem. Nie lubiłam marnowania pieniędzy i sama byłam bardzo oszczędna, a wydawanie takiej kwoty na kwiaty było dla mnie nie po pomyślenia. Tomasz stał przede mną z wielkim uśmiechem na twarzy jakby przygotowując się do swojego następnego ruchu. Po zakończeniu rozmowy z panią Kasia na temat czegoś kompletnie nieważnego spojrzał na mnie wzrokiem pełnym pasji. Oderwał ode mnie spojrzenie i znowu skupił się na mojej szefowej.  
- Bardzo pani dziękuję za stworzenie tego pięknego bukietu. Tak naprawdę jest on dla pani – wytrzeszczyłam wzrok zdezorientowana jego zachowaniem.
- Nie do końca rozumiem.
- Chciałbym przeprosić za porwanie pani pracownicy dzisiejszego popołudnia – spojrzał krótko w moją stronę. – rozumiem, że pomoc Karoliny jest istotna w prowadzeniu własnego biznesu i mam nadzieję, że ten bukiet to pani wynagrodzi – moja szefowa patrzyła raz na niego i raz na kwiaty. Tomasz stał naprzeciwko jej pochylając bukiet w jej stronę. Uśmiechał się czarująco w pełni wykorzystując swoje atuty by przekonać kobietę.
- Nie musiał pan tego robić – zaczęła lekko się rumieniąc
- Odstawię ją jutro do pracy, obiecuję, że się nie spóźni.
Co tu się odpierdala. Czy nikt nie spyta mnie o zdanie?
- Oczywiście, bez problemu. Dzisiaj i tak mamy mniej ludzi niż zawsze, więc Karolina zasłużyła na mały odpoczynek.  
Uniosłam brwi nie wierząc w to co słyszę. Pani Kasia wzięła bukiet w ramiona, przyciskając go mocno do piersi. Wyglądała na mocno poruszona zachowaniem Tomasza. Spojrzała w moją stronę i uśmiechnęła się do mnie ciepło.
- Zabieraj rzeczy i spadaj – powiedziała cicho, a ja posłusznie poszłam w stronę zaplecza. Ściągnęłam z siebie fartuszek i wzięłam torbę do ręki. Wyszłam przed siebie, a Tomasz wyciągnął rękę w moją stronę. Spojrzałam na jego gest i ominęłam go, kompletnie to ignorując. Poszłam przed siebie i otworzyłam sobie drzwi. Nadal padał deszcz, ja nie miałam parasolki, a za mną stał najprzystojniejszy facet, jakiego znałam.  
- Zabieram cię na wycieczkę – szepnął mi wprost do ucha, złapał za rękę i pociągnął w stronę swojego samochodu.

wiktoriaosem

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 9370 słów i 51026 znaków. Tagi: #seks #romans #noc #zdrada #zona

2 komentarze

 
  • Mela

    Z niecierpliwością czekam na kolejne części  :)

  • Kinia88

    Kiedy następne?