Moja pierwsza miłość cz.11

Wiele razy budziłam się w ciągu nocy, ale Adrian za każdym razem wiedział co powiedzieć aby mnie uspokoić. Miałam koszmary, koszmary które zapewne będą nawiedzać mnie jeszcze przez długi czas. Adrian mówił mi że krzyczałam, ale ja tego nie pamiętam. Rano zobaczyłam że mojej miłości nie ma już przy mnie, potrzebowałam go jak nigdy wcześniej a on zniknął. Zeszłam na dół i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Siedział na kanapie z moimi rodzicami rozmawiając. Stałam na schodach wiec nie słyszałam o czym mówili, dostrzegłam za to że jego włosy są w nieładzie co wskazywało na to że dopiero wstał. Wycofałam się z powrotem do pokoju i położyłam się znów do łóżka z nadzieją że Adrian jeszcze do mnie przyjdzie. Czekałam co chwile patrząc na zegarek, minęło już dwadzieścia minut a jego nadal nie było. Nie traciłam jednak nadziei, jego koszulka leżała na fotelu a nie mógł przecież wyjść do połowy nagi. Chociaż mnie by to nie przeszkadzało, bo przez całą noc miałam okazje dotykać jego wyrzeźbionej klatki piersiowej. Widać było że dbał o siebie w Ameryce.
Usłyszałam jak wchodzi po cichu do mojego pokoju, udawałam że śpię aby Adrian mógł mnie do siebie przytulić. Jednak on założył tylko swoją koszulkę i pochylił się nade mną.
-Adrian gdzie idziesz, nie zostawiaj mnie. - powiedziałam ze łzami w oczach, ponieważ na samą myśl o tym że miałam zostać sama chciało mi się płakać.
-Niestety Skarbie muszę iść, wyjaśniłem wszystko twoim rodzicom, Oli i Szymonowi. Nie musisz się o nic martwić.
-Ale ja chce zostać z tobą.
-Wiem i wrócę do ciebie po południu, ale narazie musimy się pożegnać. Jesteś silna poradzisz sobie beze mnie przez te kilka godzin.
-Nie nie poradzę - złapałam go dłońmi za twarz i przywarłam mocno do jego ust mając nadzieje że tym go przekonam. Pozwoliłam mu przejąć kontrolę nad tym momentem. Rozchyliłam lekko usta aby mógł pogłębić pocałunek. Trwaliśmy tak przez dłuższą chwile jednak Adrian odsunął się ode mnie.
-Skarbie to było bardzo przyjemne ale muszę iść, wiem że pragniesz abym został ale szkoła nie będzie czekać. Wyjaśnię wszystko nauczycielom żeby nie dzwonili do twoich rodziców. Obiecuje ci że prosto po szkole przyjadę tutaj.
-No dobrze, ale masz dzwonić do mnie na każdej przerwie.
-Jasne jak słońce - pocałowałam go jeszcze raz w usta i wypuściłam z pokoju - do zobaczenia skarbie.  
-Do zobaczenia - odetchnęłam głęboko i postanowiłam że zejdę na dół zjeść jakieś śniadanie nie mogłam przecież cały dzień spędzić w łóżku, to nie w moim stylu. Zawsze lubiłam mieć ręce pełne roboty.
Przed śniadaniem wzięłam jeszcze szybki prysznic i ubrana w leginsy i zwiewną białą bluzkę zeszłam na dół. Kiedy ujrzałam mojego tatę natychmiast zaczęłam płakać. On wstał a ja rzuciłam się w jego ramiona zalana łzami.  
-Csiii... moja mała wszystko będzie dobrze zobaczysz znajdą ją nim się obejrzysz.
-A co... a co jeśli jej nie znajdą? Tato to moja jedyna przyjaciółka tylko jej mogę ufać w pewnych sprawach. Kto będzie mnie pocieszał po kłótniach z wami? Kto będzie ze mną rozmawiał godzinami przez telefon? Kto będzie obgadywać wszystkie dziewczyny w klasie? Bez niej sobie nie poradzę.
-Nie mów tak obiecuje ci że Ala odnajdzie się cała i zdrowa. Wiem że to może nie najlepszy moment ale powinnaś pójść do jej mamy i zapytać jak się czuje.
-Nie tato, nie mogę. Gdybym zadzwoniła do Ali wcześniej to może nic by się nie stało.
-Nie obwiniaj się za coś czego nie zrobiłaś, ona wyszła do sklepu.
-I tak nie jestem w stanie spojrzeć jej mamie w oczy, ja tez cierpię i myśle że nie powinnam tam teraz iść.
-No dobrze przecież nie będę cię zmuszał. Idź i coś zjedz bo sama skóra i kości z ciebie. - zaśmiałam się po cichu pod nosem.
Nie zauważyłam kiedy przestały mi lecieć łzy. Najwyraźniej bliskość kogoś z bliskich czyni cuda. Bo dłuższym gapienie się w głąb lodówki zdecydowałam się na płatki z mlekiem, ale po przełknięciu jednej łyżki pełnej czekoladowych kuleczek stwierdziłam, że nie mogę już więcej przełknąć. Dlatego poszłam znów do swojego pokoju i rozmyślałam o Ali. Nie potrafiłam wyobrazić sobie przez co musi przechodzić. Je wiadomo kto i dlaczego ją porwał dlatego stres był jeszcze większy. Po chwili zadzwonił telefon.
-Tak jak obiecałem tak dzwonię, jak się czujesz kruszynko?
-Niedobrze Adrian nie potrafię skupić się na niczym innym. Mogę myśleć tylko o Ali.
-Wiem skarbie ale musisz to przerwać niestety nie możesz nic zrobić w tej sprawie. Wszyscy się o nią martwimy ale nie możemy porzucać nadziei.
-Ale to jest takie trudne - poczułam zaciskające się gardło które nie pozwoliło wydusić ani jednego słowa więcej.
-Karolcia obiecuje ci że twoja najlepsza przyjaciółka wróci do domu. Mój brat jest detektywem już go poprosiłem o zbadanie tej sprawy. Powiedział że się zgadza i natychmiast zaczął współpracę z policją. Może znajdzie jakieś nowe dowody.  
-Adrian... ja... nie wiem, nie wiem co mam powiedzieć.
-Po prostu powiedz że mnie kochasz i to mi wystarczy.
-Kocham cię Adrian, kocham jak nigdy dotąd.
-Ja też cię kocham skarbie, poradzimy sobie z tym razem. Niestety muszę kończyć dzwonek na lekcje odezwę się później dobrze?
-Dobrze buziaki cześć.
Rozmawialiśmy ze sobą jeszcze wiele razy i już nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła przytulić się do jego ciepłego ciała i poczuć się bezpiecznie w jego ramionach. Usłyszałam dzwonek do drzwi i natychmiast pobiegłam otworzyć jednak w progu nie czekał na mnie mój ukochany ale policjant który złożył mi zaskakującą propozycje.


Zdaje sobie sprawę z tego że nic mnie nie usprawiedliwia, dlatego nie będę wam wciskać bajeczek o żadnej chorobie czy braku wolnego czasu. Mogę zwalić winę tylko na moje lenistwo i brak weny twórczej. Wiem że ten rozdział nie zrekompensuje wam tego długiego czasu ale mam nadzieje że się spodoba. Piszcie co myślicie w komentarzach ;)
Ps. Przepraszam że jest on taki krótki.

Amerykanka

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1147 słów i 6232 znaków.

2 komentarze

 
  • Fanka

    Hejka ;-) Kiedy kolejny rozdzial? Pisz jak najwiecej i najszybciej ;-) Zycze weny i pozdrawiam!

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością :* :) :*