Moja pierwsza miłość cz.1

Jak co dzień szłam korytarzem mojego liceum. Nie mam zbyt wielu przyjaciół ograniczam się tylko do znajomych z klasy i mojej najlepszej na świecie przyjaciółki Ali. Znamy się od podstawówki, razem przeżywamy wszystkie przygody. Jednak jest jedna różnica między nami, Ala zawsze zwracała uwagę chłopaków, zabiegali o nią, nic dziwnego bo przecież jest bardzo ładną dziewczyną. Ma za sobą bardzo dużo związków nie to co ja. Nigdy nie miałam chłopaka, nie dlatego że jestem wstydliwa po prostu nikt na mnie nie zwracał uwagi czułam się jakbym była dla nich niewidzialna.
Właśnie wchodziłam na lekcje, usiadłam z Alą w ławce i czekałyśmy na nauczycielkę. Po około 10 minutach nudnej lekcji do klasy wpadła nasza wychowawczyni.
-Mam dla was informację, dzisiaj do waszej klasy dołączy uczeń z wymiany szkolnej, mam nadzieję, że ciepło go przyjmiecie. Chłopak przyjedzie prosto z Ameryki.
Moje oczy zaświeciły się kiedy tylko usłyszałam, że będzie to chłopak. Zawsze robiłam sobie nadzieję, wystarczyło żeby jakiś chłopak poświęcił mi więcej uwagi a ja już łudziłam się że może wyjdzie z tego coś poważniejszego.
-Karolina dlaczego się tak zarumieniłaś? – powiedziała z uśmiechem na twarzy i szturchnęła mnie lekko łokciem Ala.
-Bez żadnego powodu -  skłamałam, ale ona wiedziała że to zrobię
-Karolina znam cię nie od dziś i wiem kiedy kłamiesz, przyznaj, że cieszysz się na przyjazd tego chłopaka – powiedziała to tak jakby już chciała mnie z nim poznać.
-No dobra masz rację już nie mogę doczekać się kiedy go poznam… znaczy kiedy wszyscy go poznamy.- teraz moje policzki zarumieniły się jeszcze bardziej gdy wypowiedziałam te słowa.
Nagle zadzwonił dzwonek nawet nie wiedziałam ile czasu rozmawiałyśmy. Ala i ja poszłyśmy na stołówkę żeby zjeść obiad, ku zaskoczeniu obiady w naszej szkole były całkiem dobre. Już siedziałyśmy na swoich stałych miejscach gdy nagle ktoś potknął się i wylał na mnie sok.
-Uważaj jak chodzisz! – krzyknęłam, ale gdy tylko spojrzałam w górę zobaczyłam piękne brązowe oczy, a moja cała złość przeminęła.
-Przepraszam, ale nie zauważyłem twojej torby. – widziałam ,że on też spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
-Nic się nie stało. – odpowiedziałam mu z taką pewnością w głosie na jaką było mnie stać, ponieważ ciągle nie mogłam spuścić wzroku z jego oczu.
-Naprawdę jeszcze raz bardzo cię przepraszam jestem tu nowy i jeszcze się nie odnalazłem w tak wielkiej szkole. Jestem Adrian Bauer przyjechałem tu z wymiany szkolnej.
Popatrzyłyśmy z Alą na siebie z wielkim zdziwieniem na to co właśnie usłyszałyśmy.
-A więc to ty jesteś tym uczniem z Ameryki. Ja jestem Ala a to Karolina. Ale czy ty nie powinieneś mówić po angielsku? – spytała ze zdziwieniem na twarzy.
-Tak przyleciałem z Ameryki, ale urodziłem się i wychowałem tutaj, do Ameryki poleciałem mając 10 lat. Pomyślałem, że miło by było zobaczyć Polskę po 7 latach, dlatego zgłosiłem się do tej wymiany.  
Słuchałam Adriana z wielką uwagą, chciałam słuchać jego głosu bez końca. Jest bardzo przystojny, jego włosy są gęste, czarne i postawione na żel. Miał na sobie czarną koszulkę, która świetnie opinała jego mięśnie. Nosił dżinsowe spodnie i czarne new balancy. Jego styl bardzo mi się spodobał.
-Do naszej klasy miał dołączyć uczeń z wymiany prawda Karolina? – tym pytaniem Ala szybko przywróciła mnie z powrotem do życia.
-Tak…usiądź z nami, a później pójdziemy razem na lekcje – on usiadł tuż obok mnie a ja nie wiedziałam co mam zrobić.
Rozmawialiśmy o naszej szkole, a ja zapomniałam że moja bluzka nadal ma na sobie plamę z soku.
-Ala kompletnie zapomniałam o mojej bluzce masz może jakąś na zmianę bo nie będę tak chodzić po szkole?- powiedziałam to śmiejąc się sama z siebie a Adrian zrobił to samo.
-Tak jasne mam koszulkę na wf, ale i tak miałam zamiar nie ćwiczyć. Możesz ją wziąć.
-Dzięki pójdę się od razu przebrać do łazienki. – poszłam w stronę łazienki gdy podbiegł do mnie Adrian.
-Karolina jeszcze raz przepraszam cię za tą bluzkę. Jeśli mogę coś dla ciebie zrobić to tylko powiedz. – zastanawiałam się co mogę mu powiedzieć i wymyśliłam.
-Możesz pozwolić mi oprowadzić się po szkole.
-Myślałem raczej…ale to nie ważne. – kiedy to powiedział widziałam że się lekko uśmiechnął.
-No nie bądź taki i powiedz.
-Chciałem żebyśmy może poszli na spacer albo do kina. Oczywiście jeśli tylko byś chciała. – podniósł ramię i podrapał się w kark mając nadzieję że się zgodzę.
-Jasne ale wolałabym pójść na spacer bo przynajmniej wtedy można spokojnie porozmawiać. – czułam że moje policzki stają się coraz bardziej czerwone.
-To świetnie już się cieszę. – jego uśmiech był tak wielki jakby wygrał los na loterii.
-Mam jednak pewien warunek, najpierw oprowadzę cię po szkole.
-Co tylko zechcesz. – oboje mieliśmy uśmiech na twarzach a ja poszłam w końcu do łazienki zmienić bluzkę.

Amerykanka

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 937 słów i 5161 znaków.

3 komentarze

 
  • Amerykanka

    Następna za dwa dni :) ;)

  • cukiereczek1

    Czekam na kolejną z niecierpliwością :) :) :*