Moja pierwsza miłość cz. 10

Słowa mamy Ali odbijały mi się w uszach. Nie mogłam uwierzyć w to co się naprawdę stało. W ciągu dwóch sekund mój świat wywrócił się do góry nogami. Byłam niezdolna do racjonalnego myślenia, przed sobą widziałam Szymona i Olę próbujących wybudzić mnie z transu, ale ja ich nie słyszałam. Teraz liczyła się tylko ona, moja najlepsza przyjaciółka która była przy mnie we wszystkich najgorszych chwilach w moim życiu. Nigdy wcześniej nie bałam się o nią tak bardzo jak teraz. Mój brat zaczął walić pięściami w ścianę a Ola trzymała moją głowę w dłoniach próbując zwrócić tym moją uwagę. Moje łzy lały się nieustannie, policzki były mokre a tusz przeznaczony do rzęs spływał już na moją szyje. Słyszałam tylko jak dzwonią do kogoś z mojej komórki.

OCZAMI SZYMONA
-Ola musimy coś zrobić przecież widzisz że do niej nic nie dociera. Może zadzwonimy do rodziców oni na pewno coś zrobią.
-Nie oni tutaj nic nie poradzą musimy zadzwonić do osoby na której zależy jej równie bardzo, wiesz o kogo mi chodzi, zaraz wykręcę numer.
-Cześć czy to może Adrian?

15 MINUT PÓŹNIEJ  
-Hej Szymon jestem. - wyciągnąłem do niego rękę, a on uczynił to samo.
-Adrian, gdzie ona jest co się wogóle stało?
-Spokojnie, jest w swoim pokoju musisz ją jakoś uspokoić patrzy się przed siebie i nie zwraca na nikogo uwagi.
-Zaprowadź mnie do niej.
Jak poprosił tak uczyniłem poszliśmy do Karoliny która siedziała na podłodze z przykurczonymi do szyi nogami.  
-Hej jestem Ola jej siostra.
-Miło cię poznać Adrian.
-Przemów jej do rozumu bo nasze błagania nie podziałały.
-Zrobię co w mojej mocy.
Wyszliśmy z pokoju żeby Adrian został z nią sam na sam. Nie chcieliśmy w niczym przeszkadzać wydawał się być spoko gościem a my widzieliśmy jaka była szczęśliwa kiedy wróciła do domu po spędzonym czasie właśnie z nim. To spowodowało że mu zaufaliśmy.

OCZAMI KAROLINY
Kiedy moje oczy spotkały się z jego moje serce przyspieszyło. Nie miałam pojęcia co on tu robi, przecież nie podałam mu adresu. Przyjemny dreszcz wzdłuż mojego kręgosłupa, kiedy dotknął dłońmi moich policzków sprawił że chciałam mu opowiedzieć o wszystkim, ale nie wiedziałam jak. Pierwszy raz byłam w takiej sytuacji, to on zakręcił mnie sobie wokół palca. Byłam w stanie zrobić dla niego wszystko dlatego kiedy zaczął wycierać powoli moje łzy palcami schowałam głowę w jego ramionach. Zapach jego perfum uspokoił mnie jak za działaniem proszków które brałam po śmierci Tomka teraz Adrian był moim narkotykiem a ja nie mogłam na to nic poradzić.
-Adrian... ja... ja...
-Ciii nic nie mów najpierw się uspokój.
Jego głos to było wszystko czego było mi trzeba w tej chwili, dlatego nie czekając aż moje łzy znowu zaczną lecieć szybko wydukałam to co siedziało w mojej głowie.
-To wszystko moja wina.
-O czym ty mówisz?
-To wszystko moja wina - powtarzałam - mogłam do niej zadzwonić wcześniej, ale nie zdążyłam, nie zdążyłam, przepraszam. - wiedziałam że mówię bez sensu, ale nie miałam odwagi wypowiedzieć tych słów, moje łzy znowu napływały mi do oczu a gardło nie pozwoliło powiedzieć nic więcej. Wtuliłam się w Adriana tak mocno na ile starczyło mi sił.
-Do kogo? Skarbie powiedz co się stało.  
Nie dawałam już sobie rady moje szlochy z sekundy na sekundę stawały się coraz głośniejsze. Ostatnio kiedy wylałam tyle łez było wtedy gdy w ostatnich minutach życia Tomka trzymałam go za rękę.
-Skarbie uspokój się, przerażasz mnie.
-Nie zadzwoniłam, dlaczego nie zadzwoniłam wytłumacz mi to.
-Chciałbym ale nie wiem o czym mówisz. Powiedz mi. Proszę nie rób mi tego. Nie przypominaj mi strachu sprzed kilku dni kiedy nie odbierałaś ode mnie telefonu przez cały dzień a gdy już to zrobiłaś zaczęłaś płakać w słuchawkę. Nie przypominaj, proszę.
Miał racje nie mogłam mu tego dłużej robić zebrałam w sobie tyle siły ile tylko miałam żeby powiedzieć mu te trzy słowa.
-Ala została porwana.
Chciałam płakać ale nie miałam w sobie więcej łez. Widziałam w oczach Adriana to zdziwienie, strach i troskę nie tylko o mnie ale także i o Alę.
-To moja wina Adrian, gdybym tylko zadzwoniła do niej wcześniej może to wszystko by się nigdy nie zdarzyło, może siedziałybyśmy teraz u niej w pokoju.
-Nawet tak nie myśl, nie pozwolę ci na to, rozumiesz?  
-Adrian ale to prawda pokłóciłam się z nią gdy szłyśmy do jej domu. Gdybym tylko się nie poddała i poszła za nią...
-Nie możesz tak mowić przecież nie mogłaś przewidzieć że to się wydarzy.
-Tak ale mogłam coś zrobić, mogłam podjąć decyzje szybciej.
-Jaką?
-Poszło o to że nie interesowałam się nią, że spędzałam czas tylko z tobą, że byłam ślepa na otaczających mnie ludzi i nic z tym nie zrobiłam, nic.
-Czyli pokłóciłyście się o mnie?
-Poniekąd tak, ale to wszystko prawda zapomniałam o rodzinie, o tym co czują i czy wszystko u nich w porządku, a kiedy zdecydowałam że ją przeproszę wtedy... wtedy...
-Powoli nie spiesz się. - powiedział to z troską, nie pospieszał mnie, nie krzyczał, nie błagał i to w nim kochałam to wszystko czego chciałam od faceta z którym jestem w związku. Chciałam zrozumienia, namiętności, przygody i miłości a on dawał mi to wszystko.
-Wtedy jej mama wytłumaczyła mi że kiedy wyszła do sklepu i wyjrzała na nią przez okno zobaczyła jak dwójka mężczyzn w kominiarkach wrzuca ją do samochodu, resztę możesz sobie wyobrazić. - pocałował mnie czule w czoło a ja podniosłam głowę i oprzytomniałam.
-Adrian przecież ja nie mogę tutaj tak siedzieć ja muszę ją znaleźć, muszę iść na policję. - już wstawałam z podłogi gdy Adrian pociągnął mnie do siebie i pocałował namiętnie w usta.
-Nigdzie cię nie puszczę - mówił do mnie między pocałunkami - nie pozwolę aby coś ci się stało, nigdy. - przerwałam pieszczoty.
-Nie rozumiesz że to moja wina?
-Nie to nie jest twoja wina, nie oskarżaj się o coś czego nie zrobiłaś. Nie możesz już nic zrobić, stało się, nie cofniesz czasu, wszystko co teraz musisz zrobić to odpocząć i dać policji ją znaleźć. - dotarło do mnie że miał racje, to nie moja wina tylko tych bandziorów, którzy ją porwali.  
Siedząc na kolanach Adriana przytuliłam się do niego i schowałam głowę w zagłębienie jego szyi.
-Tak bardzo się boję.
-Spokojnie nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić a Ala znajdzie się szybciej niż myślisz.
Jego spojrzenie, dotyk, to jak wsłuchiwał się w moje słowa, jak smakowały jego usta utwierdziły mnie w pewności że zakochałam się w nim po uszy.
-Kocham cię Adrian.
-Ja też cię kocham skarbie.
Uwielbiałam to jak do mnie powiedział te słowa nareszcie spotkałam mężczyznę który mnie wspierał i nie pozwoli aby cokolwiek mi się stało. Położyliśmy się do łóżka a ja jeszcze raz pocałował go namiętnie na dobranoc i nie bacząc na to że moje rodzeństwo czekało na wyjaśnienia usnęłam w ramionach Adriana.


Witajcie wreszcie po długiej przerwie. Z góry chce was przeprosić że musieliście tyle na mnie czekać, wiem że żadne słowa mnie nie tłumaczą. Obiecuje wam że zrobię co w mojej mocy aby dodawać rozdziały częściej. Mam nadzieje że spodobała wam się ta część i będziecie cierpliwi. Tymczasem życzę wam dobrego dnia lub nocy :).

Amerykanka

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1435 słów i 7474 znaków.

2 komentarze

 
  • ShadowFalcon

    Zajebiste!! Saj szyvko nowa czesc  :kiss:

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością dodaj coś szybko :* :) :*