Miłość, przyjaźń i inne ustrojstwa - 29

***Miesiąc później.***

Początek drugiej połowy lipca, sobota:

Cały miesiąc zlał mi się w jedną, wielką, gównianą, szarą całość. Każdy dzień był podobny do poprzedniego. Nie pamiętałam szczegółów pojedynczych dni. Ciągle miałam wrażenie, że wszystko działo się gdzieś obok i mnie nie dotyczyło. Zaczęłam częściej chodzić w sukienkach, a nawet balerinach. Jakoś tak żeby poczuć się trochę atrakcyjnej. Moje włosy były częściej rozpuszczone, a paznokcie pomalowane.

Coś się we mnie zmieniło. Grono moich znajomych się szeroko poszerzyło, a ja byłam bardziej samotna niż kiedykolwiek wcześniej. Byłam cholernie zmęczona udawaniem, że nic się nie stało i że jestem szczęśliwa. Idąc gdziekolwiek wypatrywałam twarzy Niebieskookiego, bo chociaż to niedorzeczne, miałam nadzieję go znów zobaczyć.

Wielokrotnie pałętam się po mieście bez celu, bo nie mogłam znieść siedzenia w domu. W słońcu, wietrze, deszczu, mroku, wszystko jedno. Aby tylko nie bić się samej z myślami. W pierwszym tygodniu dwukrotnie spotkałam Rafała. Niestety później już nie.

Za pierwszym razem w knajpie, gdzie wymieniliśmy się tylko kilkoma zdaniami, a później go spławiłam i każde siedziało w swoim towarzystwie. Myślałam, że dostanę apopleksji z radości, że go widzę. Był już dobrze pijany i wyglądał jakoś inaczej. Bynajmniej nie miałam na myśli jego kilkudniowego zarostu, który dodał mu uroku. Nie potrafiłam powiedzieć konkretnie co się w nim zmieniło, bo był niby taki sam, ale jednak był jakiś inny. Nie chciałam się rozwyć przy znajomych, więc celowo usiadłam do niego plecami, żeby nie pożerać go wzrokiem. Czułam, że na mnie ciągle patrzył i cholernie mnie to cieszyło.

Za drugim razem, to było nad zalewem. On mnie nie widział, ale ja go owszem. Grał w wodzie w piłkę z chłopakami, których nie znałam. Siedziałam i się gapiłam z daleka na jego piękne, półnagie ciało. Później przyszły do nich jakieś laski i myślałam, że mnie szlak z zazdrości trafi. Oby się za samo patrzenie na niego, głupie suki smażyły w piekle. Albo niech je chociaż słońce poparzy.

O trzeciej nad ranem przyjechał Sebastian. Miał być wcześniej, ale coś mu wypadło. Dobrze, że nie dysk z kręgosłupa. Był zmęczony drogą, więc tylko się wyściskaliśmy jak stare baby, chwilę pogadaliśmy o przebiegu jego drogi i teraz ciął komara na materacu, a ja z nudów surfowałam po internetach. Nic ciekawego tam jednak nie znalazłam, więc położyłam się na łóżku i w świetle nocnej lampki, wzięłam się za czytanie książki. W końcu powieki zaczęły mi opadać i pogrążyłam się we śnie.

Ktoś terroryzował mnie dzwonkiem. Podniosłam się niechętnie, starając się nie obudzić Sebka. Owinęłam się cienkim, bawełnianym szlafrokiem, bo zasnęłam w staniku i spodenkach.

Co za debil! Dzwonił i dzwonił jakby od tego zależało jego życie. Dzicz kuźwa, dzicz. Może to Rafał? Moje ruchy od razu stały się szybsze. Władowałam do suchych ust miętową Orbitkę, przeczesałam palcami poczochrane włosy, przemyłam w łazience twarz wodą i polazłam otworzyć.

No i totalny zonk. Zrobiłam głupią zdziwioną minę. Każdego bym się spodziewała, ale nie tej osoby. Czarne, idealnie proste włosy z malutkim, jasnym odrostem opadały na ramiona zakryte białą koszulką z logiem rockowego lub metalowego zespołu. Dżinsowe spodenki z podarciami odsłaniały lekko opalone nogi. Na stopach miała czarne glany z zielonymi sznurówkami. Makijaż niezbyt mocny. Uszy zdobiła masa kolczyków, a ciało pokryte było fajnymi tatuażami. Rozgniewane oczy zlustrowały mnie od stóp po czubek głowy.

- Co ty sobie kurwa wyobrażasz!? - warknęła podniesionym głosem zamiast powitania.

- Tak to ty sobie do koleżanek szczekaj - odpowiedziałam spokojnie.

Po prostu zatrzasnęłam z powrotem drzwi przed nosem Magdy. Co ta krowa sobie wyobrażała!? Ludzie, kultury trochę! Znowu terroryzowała mi dzwonek i waliła w drzwi. Bić mnie przyszła, czy ki szlak? Uuu...ła! Tak się boję, że ledwo stoję. Przyjaciół na zimę szuka?

A ja się martwiłam, czy to aby ja czasem schizofrenii nie mam. Na jej miejscu już bym sobie miejsce u dobrego psychiatry zaklepywała. Otwarłam drzwi z powrotem. Patrzyła na mnie wrogo.

- Czego dusza pragnie? - powiedziałam pozornie spokojnym głosem, ale miałam ochotę ją strzelić w japę.

- Możesz mi wyjaśnić, co ty kurwa odpierdalasz!? - warknęła na mnie.

- Jak tylko mi wyjaśnisz, co ty odpierdalasz - mówiłam celowo pozbawionym emocji głosem, żeby ją wkurzyć tak, jak ona irytowała mnie.

Magda oczami ciskała gromy.

- Ja?

Uniosła brwi zdziwiona. Rzeczywiście mówiłam dziwne rzeczy. Ech...

- Nie, Sierotka Marysia. Ja cię zdarłam z łóżka i wydzieram się jak debil, nie podając powodu? - kontynuowałam.

- Dobra, pogadajmy normalnie - powiedziała już spokojniej, chociaż widziałam, że była wściekła.  

- Wejdź, bo sąsiedzi mają za długie uszy - wpuściłam ją w moje skromne progi i siadłyśmy w kuchni.

Przytargałam sobie krzesło, które wciąż stało w sypialni, bo miałam tylko dwa. Żywiłam nadzieję, że koteł mi wybaczy tę pobudkę i grabież. Wyciągnęłam sok z lodówki, nalałam do dwóch szklanek i jedną jej podałam. Kurna, ale błysnęłam kulturą. Pani Krysia z dołu, byłaby dumna. Żreć jej nic nie dałam, bo miałam pustą lodówkę. Znaczy z żarciem Pana Alkoholika, ale raczej na takie specyfiki by się chyba nie skusiła. No i były produkty na śniadanie dla mnie i brata, ale nie zamierzałam jej proponować swojej porcji. Poza tym i tak dobrze wyglądała.

Nie wiem po co dźwigałam to krzesło z pokoju, skoro i tak stałam oparta o szafkę.

- To co cię do mnie sprowadza? - zapytałam spokojnie, chociaż musiałam przyznać, że byłam cholernie ciekawa.

- Musiałaś się nim bawić? - wysyczała.

Więc jednak chodziło o Niebieskookiego. Zaraz, ale że JA nim!?

- Kim? - cięłam głupa, żeby czasem nie wyjść z wprawy.

- Sierotką Marysią - wzniosła oczy do nieba.

No proszę. Pyskata tak samo jak Rafał.

- Podaj mi chociaż jeden powód, dlaczego miałabym ci się z czegokolwiek tłumaczyć?

- Wystarczy taki, że ON leży w domu najebany jak świnia, płacze i prawie nie trzeźwieje odkąd go zostawiłaś!? - powiedziała normalnie, ale włożyła w te słowa tyle jadu, ile tylko wściekła kobieta potrafiła.

I trafia w czuły punkt. Zatkało mnie. Poczułam się jakby mi zajebała w twyrz. Czyżby olał pracę!? Pije tak przeze mnie!? Odruchowo zaczęłam się bronić.

- To nie mój problem - ciągnęłam znów tym upierdliwym głosem, chociaż serce mi się kroiło.

Ja go tak skrzywdziłam!? Ale że ja? JA???

- Wiesz, myślałam że jesteś w porządku i że znalazł w końcu fajną dziewczynę. Ale ty jesteś pierdoloną zimną suką. Mam nadzieję, że jesteś z siebie kurwa dumna - syknęła i wstała.

Już miała iść do wyjścia, ale nagle ją wmurowało.

W tym momencie do kuchni wszedł Sebastian, w samych bokserkach i z Panem Alkoholikiem w łapie. Kopara Magdzie opadła. Brat zlustrował ją całą, zatrzymując wzrok na chwilę na jej cyckach. Samce!

Wyciągnął mi z ręki sok, wypił i oddał pustą szklankę. Ot, cały on.

- Cześć. Drzecie się jak stare gacie na wietrze, nawet pospać nie dacie - mruknął z dezaprobatą, przejechał ręką po włosach i równocześnie szeroko ziewnął. - Sebastian - powiedział z uśmiechem i podał rękę Magdzie.

Dziewczyna spiorunowała go wzrokiem i przeniosła mordercze spojrzenie na mnie.

- Ty pieprzona kurwo! Szybko sobie znalazłaś nowego! - wykrzyczała, odepchnęła nic nierozumiejącego Sebka i wyszła trzaskając za sobą drzwiami.

Popatrzyliśmy z bratem na siebie i wybuchliśmy szczerym śmiechem. On mnie znał i wiedział, że jestem równie wrażliwa jak on - jak nie bardziej, więc zawód dziwki mogłam sobie darować, bo po prostu się do tego nie nadawałam. To było tak niedorzeczne, że aż śmieszne.

- Co to kurwa w ogóle było? - powiedziałam do siebie.

Założyłam włosy za uszy.

- Tajfun - podsumował wesoło Seba. - Kto to?

- Długa historia - odpowiedziałam nagle poważniejąc.

- Mamy czas - wzruszył ramionami.

- Na trzeźwo nie da rady - westchnęłam wymijająco.

A Sebastian nie naciskał. Nalał kotełowi mleka i siadł na krześle, które jeszcze chwilkę temu zajmowała Magda. Ja zrobiłam śniadanie, a brat pali czerwoną Nevadę przy otwartym oknie. Nie lubiłam, gdy ktoś dymił w moim mieszkaniu, ale akurat gdy robi to on, nie przeszkadzało mi to. To było takie, hm... swojskie.

Gdy Magda powiedziała mi o opłakanym stanie "mojego" debila, miałam ochotę biec do niego i z nim pogadać. Ale nie zrobiłam tego, bo byłam zasranym tchórzem. Co bym mu powiedziała? Wybacz, kłamałam? Kocham cię jak diabli, tylko nie chcę być ruchana na zmianę z innymi? Losie, skąd ta laska w ogóle wie, gdzie mieszkam!? I co jej do tego? Żalił się jej!? Może kocha go tak bardzo jak ja i dlatego się o niego martwi? To jego była? Przyjaciółka? Druga laska? Cholera. Mogłam zapytać. W jednym miała rację. Bywam zimną suką. To co zrobiłam przed laty Danielowi świadczyło o tym najlepiej.

Poznaliśmy się na grillu u Wojtka. Byłam cholernie samotna, pyskata i wiecznie nawalona jak stodoła. A on był wesoły, ciepły i opiekuńczy. Rozumieliśmy się bez słów. Czułam się przy nim kochana, potrzebna i wyjątkowa. Facet ideał. No może i miał tam parę wad i dziwactw, ale kto ich w końcu nie ma. Myślałam że go kocham, więc chodziłam szczęśliwa jak diabli i ciągle go o tym zapewniałam. Kwiatki, serduszka, pszczółki i motylki. Wszystko super. Tylko że to nie była miłość. Nie zdawałam sobie sprawy, że to tylko ucieczka przed samotnością. Klapki z oczu opadły w końcu, a ja nie wiedziałam co się stało. Hop siup i go nie kochałam. Dopiero teraz, po latach, zrozumiałam, że to nie uczucia zdechły. Ich tam nigdy nie było. Skrzywdziłam niepotrzebnie kolesia, który chciał mi nieba przychylić. Kuźwa, biedny Daniel. Gdy się wtedy zwinął z osiemnastki Wojtka, naprawdę poczułam się podle. Jak oszust. Szkoda, że czasu nie dało się cofnąć... Jeśli Daniel czuł to, co ja teraz, to byłam pierdoloną królową lodu.

Teraz już nie miałam wątpliwości, że kochałam Rafała. Miałam swoje życie, pracę, przyjaciół i codziennie coś na nudę się znajdowało. Pragnęłam Rafała całą sobą, bo on sprawiał, że te małe, pozornie nic nieznaczące rzeczy stawały się wyjątkowe. Chciałam żeby był obok. Tylko tyle i aż tyle. Ktoś kiedyś powiedział że "miłość to najgorsze skurwysyństwo, jakie wylazło z puszki Pandory." Już rozumiałam czemu. Czułam jak do oczu napływały mi łzy. Dlaczego to wszystko musiało być takie trudne!?

- Ej, pytałem o coś - wyrywał mnie z myśli Sebastian.

- Powtórz, zamyśliłam się - uśmiechnęłam się do niego.

- Pytałem czy masz kawę. O kim tak myślałaś? - popatrzył na mnie podejrzliwie i postawił przede mną kubek cappuccino.

Nawet nie zauważyłam kiedy je stworzył. Jeju! Ale odleciałam myślami. Wzięłam cudowny, życiodajny napój do ręki i zaczęłam mu wszystko opowiadać. Zdradziłam mu dużo więcej szczegółów niż mojej przyjaciółce. Właściwie ominęłam tylko erotykę. Łzy płynęły nieprzerwanie z moich oczu, momentami się śmiałam lub szlochałam. A Sebastian mnie przytulał, słuchał i mi nie przerywał, chyba że akurat wspominam coś śmiesznego, to wtrącał coś od siebie.

Podczas opowiadania mu moich tragicznych dziejów, wypiłam trzy cappuccina i wypaliłam pół paczki papierosów. Kiedy skończyłam, czułam ogromną ulgę, że w końcu to z siebie wyrzuciłam. I wiedziałam, że moje sekrety zostaną bezpieczne między nami. Nigdy jeszcze się nie zdarzyło, żeby któreś z nas wypaplało tajemnicę drugiego, nawet gdy toczyliśmy wojny. Są granice, których się nie przekracza.

- Jesteście równie pojebani - podsumował wesoło Sebastian. - Młoda, jeśli facet kupuje ci kwiaty, pokazuje swój świat, opiekuje się tobą, nosi publicznie na rękach, zapoznaje ze swoimi przyjaciółmi i robi wszystko, żebyś się jak najlepiej przy nim czuła, to nie po to, żeby cię wyruchać i za kilka dni zostawić. Jeśli chodzi o tą całą Mariolę, to masz rację i nie masz racji. Normalna dziewczyna w gniewie jebnie ci w oczy najgorszą prawdą. Za to dziwka, która chce ukryć swoje grzechy, oczerni każdego dookoła, wyciągnie wszystkie plotki, dołoży swoje i już jesteś czarniejsza niż ona. Pogadaj o tym z nim. Ja na jego miejscu za szlaka bym nie doszedł o chuj ci chodzi. Jeśli jest tylko takim... hm... taką męską dziwką, to cię oleje i tyle. Pokrzyczycie trochę na siebie i po sprawie. Po unikasz go trochę, popłaczesz i zapomnisz. Ale jeśli wbrew wszystkiemu to tylko plotki i domysły, twoje i Anki, to jesteś głupia jak but - uśmiechnął się.

- Nigdy za mądra nie byłam - wzruszyłam ramionami, ale też się do niego cieszyłam.

- A no nie - pokręcił wesoło głową i oberwał ode mnie z pięści w przedramię, ale nie mocno. Za to mocno sobie oddał. Ot, cały Seba.

- Ała! Urwałeś mi chamie rękę! - warknęłam do niego i oddałam sobie, ale zaciesz wciąż gościł na mojej twarzy.

- Tą rękę? - poprawił mi, a ja zdzieliłam go otwartą dłonią przez łeb i śmialiśmy się sami z siebie rozmasowując bolące kończyny. Znowu będę miała siniaka, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. To było takie typowo nasze.

- My to nigdy nie dorośniemy - śmiałam się z nim i spoważniałam po chwili. - Najbardziej martwi mnie ta cała Magda - powiedziałam smutno i znów zebrało mi się na płacz.

- To zapytaj go o nią - wzruszył ramionami, a ja cholernie się bałam tego, co mogłam usłyszeć od Rafała.

Zapytałam Sebę co u niego, żeby zmienić temat. Nie miał stałej dziewczyny, bo zbyt mało czasu spędzał w Polsce. Niby z jedną były fazy motki, ale na razie nic poważnego. Opowiadał o pracy, wygłupach z kolegami, imprezach, życiu w Warszawie, pobycie nad morzem i za granicą.

- A co u Natalii? - zapytał o naszą młodszą siostrę.

- Nie wiem i jakoś mnie to nie interesuje - skrzywiłam się.

- Czemu?

- Bo nie ma dżemu.

- Poważnie pytam.

- Poważnie, to się w grobie leży. Znalazła sobie jakiegoś przydupasa i zrobiła się nielitosiernie wredna. Piją, ćpają i zdradzają się co chwilę. Ja tam nie wnikam w tą ich wielką love, bo kto by się z nimi nie zadał, to za raz ma problemy. Mnie to nie potrzebne. Tłumaczyłam jej, że będzie tego żałować, ale sam wiesz, że ona wie zawsze wszystko najlepiej.

- O cholera. To nieźle się bawi.

- Jej sprawa. Dorosła jest.

- A mi mówiła, że u niej wszystko w porządku.

- Bo dla niej TO jest w porządku.

Rozmowę przerywa nam dźwięk domofonu. Podniosłam słuchawkę.

- Proszę?

- Cześć Marta. Możemy pogadać? - usłyszałam niepewny znajomy głos, ale dopiero po chwili uświadomiłam sobie do kogo należał. Byłam trochę zdziwiona tą niespodziewaną wizytą.

- Cześć, tak jasne. Wejdź. Drugie piętro, białe drzwi. Trafisz?

- Znajdę - odpowiedział.

Otwarłam mu klatkowe drzwi i popatrzyłam na Sebę.

- Kto to? - zapytał.

- Kolega chce pogadać.

- To nie będę przeszkadzał i się przejdę do Natki - oznajmił i poszedł do sypialni.

Przemyłam twarz pod kuchennym kranem, żeby zmyć pozostałości łez. Rozległ się dźwięk dzwonka i wpuściłam chłopaka mojej Ani do środka.

- Siema, nie przeszkadzam? - zapytał ciepło Pan Gołąbek.

- Nie, chodź do kuchni - zaprosiłam i poprowadziłam go do pomieszczenia bez drzwi.

- Stało się coś? - zapytałam niepewnie.

- Nie, przynajmniej nie ostatnio - uśmiechnął się lekko.

- Więc cóż cię sprowadza do mojego Drekmore?

- Sprawa dotyczy Księciunia - uśmiechnął się jeszcze szerzej.

- On cię przysłał? - popatrzyłam na niego podejrzliwie.

- Nie, on nie wie że tu jestem i wolałbym, żeby tak zostało.

- Skoro tak ładnie prosisz - wzniosłam oczy ku niebu z głupim uśmieszkiem.

Z sypialni wyłonił się Sebastian i faceci mierzyli wzrokiem. Przedstawiłam ich sobie i wytłumaczyłam Sebie, gdzie mieszka Natalia. Piotrek patrzył na niego wrogo, ale brat go zignorował i wyszedł.

- To twój nowy chłopak? - jego głos stał się zimny i ostry.

- Nie, stary wyprany w Perwolu - przewróciłam oczami. - Miło mi że tak o mnie myślisz, ale cie rozczaruję. To mój brat.

- Brat!? - zrobił zdziwioną minę.

- No brat, nawet rodzony - wzruszyłam ramionami.

- Nie wiedziałem, że masz brata.

- Mam jeszcze siostrę, ale chyba nie w tej sprawie przybyłeś?

- A no nie. Chciałem cię prosić, żebyś porozmawiała z Rafałem.

- Nie mamy o czym - mówię obojętnie.

- Marta, kurwa, on jest ciągle najebany. Wylali go z roboty, ze wszystkimi jest skłócony i w ogóle tylko ciągle chleje, albo siedzi w domu, właściwie teraz już bardziej melinie i wegetuje. Totalnie się od wszystkich odciął. Pogadaj z nim, kurwa, proszę cię. Musi pójść do psychologa, albo cokolwiek.

- I co to zmieni, że z nim porozmawiam?

- Bo on szaleje bez ciebie. Kocha cię na zabój i nie wie czemu odeszłaś. Zresztą nikt nie wie.

- To niech go któraś z jego zabawek pocieszy. Ma ich na pęczki. Sam powiedział, że woli się bawić - tłumaczę zirytowana.

Moje usta zacisnęły się w kreskę.

- Co!? - Znów się zdziwił.

- To co słyszałeś. Powiedział mi, że nie chce stabilizacji.

- Kurwa Marta, on się nigdy nikim nie bawił!

Patrzył na mnie jakbym była opóźniona w rozwoju.

- A te wszystkie laski, o których każdy mówi? Też sobie wymyślili?

- Ja pierdolę, dziewczyno! Weź nie słuchaj tych idiotów. Ktoś ci głupot napierdolił, a ty niepotrzebnie w to wierzysz. Posłuchaj mnie - położył dłonie na moich ramionach, co było dla mnie bardzo niekomfortowe, bo cholernie nie lubiłam, jak mnie ktoś dotykał. Mimo to, pozwoliłam mu je tam trzymać. Spokojnie, to tylko dłonie na ramionach. Wzięłam jak najdyskretniej głęboki oddech na opanowanie nerwów

- Rafał zawsze był cholernie uczuciowy. Łatwo się zauracza, ale zawsze interesowały go tylko poważne związki. Owszem, miał sporo kobiet, ale to była seria rozczarowań i pomyłek, a nie "zabawek" - ostanie słowo wymówił z obrzydzeniem.

- To dlaczego każdy twierdzi inaczej?

- Jezuuu... Posłuchaj. Bo jak facet się rozczaruję, to nie płacze kolegom: "Łolaboga! Była taka ładna, że się zakochałem! Ale tak pojebana, że w tydzień mi przeszło!" - śmiesznie imiował babski głos. - Lepiej się pochwalić że się zaliczyło i wtedy wychodzi się z twarzą. Tak samo jak laska zostawia faceta, to nie ma: "O ja biedny, zostawiła mnie! Kuźwa, po tygodniu! Nie przeżyję." Zaliczyłem i tyle. Rafał nigdy nie pokazywał jak go takie suki raniły. Tylko udaje twardego. Jego słynne podboje, to poszukiwanie zrozumienia i miłości. Rozumiesz?

- Nie wciskaj mi, że nigdy nie sypia z laskami, na których mu nie zależy - broniłam się.

- No ja pierdole... Marta, to jest facet. Jak nie ma swojej panny, a chce mu się pieprzyć i laska sama się pcha do łóżka, to ma żyć w celibacie? Daj spokój. On cię kocha. Pogadaj z nim, proszę cię.

- Cholera, nie mogłeś mi tego wszystkiego wcześniej powiedzieć?

- A nie mogłaś go sama zapytać? - odpowiedział pytaniem.

- Dobra, porozmawiam z nim, ale pod jednym warunkiem - uśmiechnęłam się tajemniczo.

- Jakim? - patrzył na mnie zaciekawiony.

- Przyjechałeś autem?

- No tak.

- To mnie zawieziesz po zakupy, zrobię szybki obiad i pójdę z nim pogadać - wyszczerzyłam się do niego, a on zaczął się śmiać i przyjacielsko poczochrał mi włosy.

- Nie ma najmniejszego problemu, panno Kapulet.

1 komentarz

 
  • Suzi

    Suzi 9 sie 2017 ip:8331187

    To opowiadanie jest świetne! Przeczytałam wszystkie części i czekam na kolejne.