Miłość, przyjaźń i inne ustrojstwa - 03

***TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ***

Piątkowy, późny wieczór:

- ... i wyobraź sobie, on wtedy wszedł i mi powiedział, że zrywa ze mną! Rozumiesz? Tak po prostu! – opowiadała mi zapłakana Anka. Siedziałyśmy w barze przy piwie i słuchałam zwierzeń załamanej przyjaciółki.

- Nie spytałaś dlaczego? - zapytałam.

- Pytałam. I wiesz co mi powiedział?! Wyobraź sobie, że gnojek przemyślał wszystko i że mnie już nie kocha – mówiła zdławionym głosem, a po policzkach płynęły jej łzy. - Już wcześniej podejrzewałam, że kogoś ma. Od razu wyprowadził się do tej swojej suki. Jeszcze wczoraj kurwa mówił, że mnie kocha. Snuliśmy plany o ślubie, później dzieciach. Nawet zgadywaliśmy, co po nas odziedziczą. I nagle chuj bombki strzelił. Nie będzie żadnego cholernego dziedziczenia! Pięć lat w dupę poszło jak kamień w wodę – bełkotała Ania. Była już zalana prawie na trupa, bo biedna nie ma głowy do alkoholu. Będę musiała ją odprowadzić do samego domu.

- Chodźmy stąd Kotek, wystarczy nam tego piwa – poprosiłam. Widziałam po jej minie, że chciała pić do zgonu i że tak łatwo nie odpuści.

- Wypijmy jeszcze po jednym, co to dla nas jest – nalegała. - Dziś mogę się chyba upić – popatrzyła na mnie z wyrzutem. - Nie jestem jeszcze pijana, właściwie to nie byłam prawie nigdy przez te ostatnie 4 lata. Zapomniałam już jakie to fajne uczucie. Nie piłam, żeby uszczęśliwić Marka. A on mnie po tym wszystkim zostawił... - po jej policzkach popłynęły łzy.

Musiałam jej przyznać rację, bo w końcu ilość i częstotliwość spożywania alkoholu, to osobista sprawa każdego człowieka. Poszłam więc i przytargałam nam po kolejnym piwie. Kiedy w końcu opuściłyśmy lokal, Anka prawie nie mogła iść. Wisiała na mnie, ale na szczęście przebierała nogami. Trzykrotnie wymiotowała, ale szła dzielnie dalej, prosząc co chwilę żebyśmy odpoczęły. Ciągnęłam ją bez postojów, bo wiedziałam, że jak usiądzie, to zaśnie. I bez tego przysypiała i co raz bardziej na mnie wisiała.  

Z naprzeciwka nadciągały dwa ciacha.  

Pierwszy facecik był wysoki, miał chyba ze dwa metry wzrostu. Lat bym mu dała co najwyżej dwadzieścia pięć. Był szczupły, ale nie chudy. Ciemne włosy, niezbyt długie, miał trochę poczochrane. Zupełnie jakby dopiero zwlekł się z łóżka. Miał taki fajny, cwaniacki uśmieszek, który było widać nawet gdy mówił coś do swojego towarzysza.

Drugi samczyk był od niego nieco niższy, ale podobnej budowy, w podobnym wieku i chyba nawet z twarzy byli podobni do siebie. Mogli być braćmi.

Wzrok Pierwszego padł na biedną Ankę. Przyglądał się jej chwilę, po czym przerzucił wzrok na mnie. Na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech i patrzył już tylko w moje oczy. Byłam zła, bo wiedziałam że zagada, a ja będę musiała go spławić, bo przecież nie porzucę przyjaciółki, ani nie będę z nią stała na środku chodnika. Byli już tylko o dwa metry przede mną.

- Widzę, że często to robisz, to takie hobby? – Powiedział do mnie Pierwszy zamiast przywitania, a na jego twarzy wciąż gościł wyraz bezgranicznego zadowolenia z życia.

Kompletnie nie zrozumiałam o co mu właściwie chodziło. Chłopacy staneli tak, że nie mogłam ich ominąć i musiałam się zatrzymać, co pewnie bardzo ucieszyło Ankę.

- Co często robię? – zapytałam nieco zdyszana.

- Odnosisz ludzi do domu - wypalił.

Oczy to miałam chyba jak pięciozłotówki. Ostatnio, chociaż wcale tak nie ostatnio, bo trzy miesiące temu, targałam jakiegoś pobitego idiotę i wcale dobrze na tym nie wyszłam. Czyżby mnie wtedy widział?

- Jesteś Marta, dobrze zapamiętałem? - znów przemówił i gapili się na mnie we dwóch wyraźnie rozbawieni.

Skąd, do cholery, wiedział jak się nazywam? Nie przypominałam go sobie, a pamięć do twarzy miałam doskonałą. Zaczynało mnie to powoli irytować.

- Pamięć cię nie zawodzi, czego nie mogę powiedzieć o sobie. Przypomnisz mi skąd się znamy? - poprosiłam.

Znów uśmiechnął się szerzej i nachylił się do mojego ucha, dokładnie tego, pod którym wisiała niemal bezwładna głowa Ani.

- Stałaś naga w mojej wannie i mnie nie pamiętasz? – Wywlekł trupa z szafy, a mnie aż ciarki przeszły, gdy jego usta otarły się o moje ucho.

Przyjaciółka podniosła głowę, otworzyła na siłę opadające oczy i zrobiła mega zdziwioną minę. Nie muszę wspominać, że wyglądała jak debil.

- Co robiłaś naga w wannie? – głośno mruknęła przyjaciółka.

Wszystkie oczy skierowały się na mnie. Z zażenowania zrobiłam się czerwona jak cegła. Oddałabym wszystko, żeby móc zapaść się pod ziemię. Zamiast tego spoliczkowałam Pierwszego, na co jego kolega wybuchnął głośnym śmiechem. Odepchnęłam ich obu i wlekąc Ankę pospiesznie się oddaliłam.

- Zaczekaj! Przepraszam! – Wołał za mną Pierwszy.

Nie zamierzałam ani czekać, ani dłużej z nim rozmawiać. Co za żenada! To ja gnoja tyle wlekłam, zniszczyłam przez niego ciuchy, utopił mi telefon, zmokłam, zmarzłam, potłukłam się jak diabli, a on co? Zero, kurwa, wdzięczności. Mówi mojej przyjaciółce, że stałam goła w jego wannie, chociaż ja sama nie czułam się gotowa do takiego wyznania. Może to i lepiej, że Anka jest pijana. Może nie będzie niczego pamiętała.

- Ale co ty robiłaś naga w wannie? - Wyrwała mnie z myśli Ania domagając się odpowiedzi.

- A co mogłam robić? Ty w ubraniach się kąpiesz? - Wybrnęłam.

- No... Yyy... Rzeczywiście nie. Też się myję goła – Wybełkotała ze zrozumieniem.

Wtaszczyłam ją na drugie piętro, pomogłam jej się rozebrać i wyszłam.

Przed klatką stał Pierwszy. Gdzieś zgubił chyba kolegę, bo był sam. Na jego policzku widniał wzór pięknie odbitych moich paluszków. Chciałam go minąć bez słowa, ale złapał mnie za rękę.

- Czego ode mnie chcesz? - warknęłam.

- Chcę cię przeprosić - oznajmił.

- Przeprosiny przyjęte, a teraz puszczaj! - burknęłam i szarpnęłam się, bezskutecznie próbując wyrwać rękę z jego uścisku.

- Serio przepraszam, chciałbym ci się jakoś odwdzięczyć za pomoc - tłumaczył się.

- Nie jesteś mi nic winien. Jeśli uważasz inaczej, to najlepiej mi się odwdzięczysz zostawiając mnie, kurwa, w spokoju. Rozumiesz?! - fuknęłam patrząc mu prosto w te duże i niebieskie oczy.

Puścił moją rękę i zerkał na mnie jakoś tak smutno. Jeśli parę chwil temu mi się podobał, to teraz mnie ewidentnie wkurwiał swoim uporem. Serce galopowało mi w piersi z nerwów.

- Przepraszam... - szepnął i wlepił we mnie te patrzały pełne skruchy i nadziei.

Jak kiedyś miałam kota, to też tak na mnie patrzył, jak coś przeskrobał lub był głodny. Odwróciłam się do Pierwszego plecami i chciałam odejść. Znów złapał mnie za rękę. Tym razem jednak delikatnie, jego palce ledwie dotykały mojej skóry.

- Przepraszam - powtórzył.

Wysunęłam swoją dłoń z jego ręki i odeszłam nie odwracając się za siebie. Czułam jego wzrok na plecach. Nie wiem dlaczego, ale było mi po prostu przykro, mimo że nie chciałam mieć nic wspólnego z ... Jak on miał na imię? Pogrzebałam chwilę w odmętach pamięci. A, tak, już wiem. Rafał. Nie chciałam mieć nic wspólnego z Rafałem.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa 18 wrz 2018

    Czyta się jednym tchem, zadziorny język, humor i zagadki w połączeniu tworzą fajne opowiadanie

  • marTYNKA

    marTYNKA 20 lip 2017

    Może maraton na weekend, bo mogę to czytać, czytać i czytać ???? uwielbiam