Gambit hetmański cz 5

Dalsza część wieczoru była super. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Parę razy podkreślił, że zachowuję się tak dorośle.

Wstałam rano. Tym razem ja zrobiłam grzanki. Lubiliśmy tak samo. Truskawki, maliny I trochę jagód. Trochę bitej śmietany z waniliowym cukrem.

Zobaczyłam, że ma humor. Poczułam ulgę. Nie chciałam widzieć smutku na jego twarzy.

— Wyspałaś się kochanie?

— Tak, daddy. A ty?

— Nie mogłem zasnąć. Trochę myślałem o tym wszystkim. Miło, że zrobiłaś to, co lubię.

Jadł i myślał o czymś. Modliłam się, żeby o to nie zapytał, ale tym razem moje prośby nie zostały wysłuchane.

— Dlaczego?

— Dlaczego co?

Czułam podskórnie, że o to zapyta. I zrobił.

— Dlaczego mnie kochasz.

— Mogłabym powiedzieć dużo ,,za”. Ale powiem prawdę. Nie wiem. Daje mi to radość. Chciałabym również dawać radość tobie. Mam dwanaście i pół roku. Zero doświadczenia, ale wiem, że moja miłość by wszystko nadrobiła. Chciałabym ci dać nie tylko rozkosz cielesną, ale i duchowa. Tą duchową głównie chciałabym ci dać, bo nikt ci jej nie dał. I wiem, że mogę. Tylko żebyś ty chciał ją przyjąć.

Patrzyłam i widziałam, że znowu nie będzie dobrze. Może nie powinnam tego wszystkiego powiedzieć, ale to była prawda.

— Mieliśmy o tym nie mówić.

Dobrze. Tak powiedział, ale sam zaczął. Kocham go i pragnę, ale to nie znaczy, że może robić ze mnie wariatkę.

— Rozumiem cię, ale sam zacząłeś. Więc o co ci chodzi?

Tym musiałam coś w nim otworzyć. Może stress. Nigdy się jeszcze nie zdenerwował. Nigdy. A ja nie powiedziałam tego ostro. Zupełnie normalnie.

— Zaczynasz mi pyskować? Zaraz wezmę pasek!

No teraz to przesadził. Kocham go i rozumiem, że robię mu kłopot, ale co można to można.

— Nigdy na mnie nie nakrzyczałeś, a teraz mnie chcesz bić? Bo cię kocham i pragnę!

— Musimy zrobić coś z tym ,,pragnę”. Możesz kochać mnie jak chcesz. Ale nie chcę słyszeć ,,pragnę”.

— W miłości może być pragnienie. W mojej jest. Nie pozwolę ci deptać mojej miłości. Nie jestem napalona. Chciałabym tego, pod warunkiem, że ty byś kochał mnie i pragnął. Za kogo mnie masz!

Poczułam, że kłócimy się jak... małżeństwo.

Ale on jeszcze nie skończył. Walnął teraz hetmanem i wieżą. Ale nie mógł mi dać mata. Mój król był samotny i nie miał ruchu, ale nie było szacha. To był pat.

— Pójdziemy do specjalisty. Dostaniesz środki. Tak nie może być!

— Myślisz, że zabijesz moją miłość jakąś chemią. Jesteś w błędzie. To umrze ze mną. Spełniona czy nie. Bardzo bym chciała, żebyś mnie pokochał, jak ja ciebie. Wiem, że miłości nie można ograniczać lub limitować. Daje sobie czas do moich trzynastych urodzin. Później zamknę moją miłość głęboko w sercu.

Zamilkł. Patrzył, ale bez smutku czy bólu.

— Sarah, kochanie. Nie możemy się kłócić. Mieliśmy iść.

— Dobrze, daddy. Tylko pozmywam i jestem gotowa.

— Wrzuć do zmywarki. Po co ją mamy. Załóż kurtkę, bo jest zimno.

— Kochany jesteś.

Podeszłam i pocałowałam go w policzek. Nie bał się. Wiedział, że nie pocałuję go w usta. Rozumiał mnie i ufał. Byłam szczęśliwa w tym momencie. Nie pomyślałam tylko o jednym. Czemu on mi na to zezwala? Czemu? Czyżby mój sen miał się wyśnić?

Najpierw pojechaliśmy do areny na łyżwy. Takie miejsce blisko wody. Czasami organizują tu koncerty lub mecze hokeja. Nie przepadałam za łyżwami. Ale z nim? Zawsze. Potem pojechaliśmy do kina. Z uwagi na wczorajszą wieczorną i dzisiejszą ranną dyskusję, było mi obojętne co będziemy oglądać. Wiem, że wybrał coś PG. ( z rodzicami), czyli mniej niż od 13 lat. Pewnie od biedy by mnie wpuścili od trzynastu. Jakaś przeróbka bajki. Coś chyba ze Śnieżką. Tylko krasnali nie było. To dziwne, że ludzie lubią takie bzdury. Wiedziałam, że nie będzie mnie sprawdzał. Patrzyłam, ale bez zrozumienia. Cały czas myślałam, co z tym specjalistą. On tak na poważnie? Może doszłam do miejsca skąd nie ma powrotu? Ja bym negocjowała, tylko żeby nie czuł się smutny, złamany i temu podobne. Oczywiście miałam załamanie. Tak jak wspomniałam, nie oddałabym jego miłości do córki za nic. Ja mogłam go kochać. Tak jak go kochałam. Bo cały czas był moim ojcem. Ale za nic bym nie chciała, żeby mnie zaczął kochać jak kochankę, a przestał jak córkę. Poczułam nawet strach. Pierwszy raz w życiu! Musiałam się upewnić. Wiedziałam, że to nie najlepszy moment, ale musiałam wiedzieć.

Po kinie poszliśmy do kawiarni. Poprzednio brałam sok lub herbatę do picia. On lubił cappuccino lub latte.

— Jesteś już taka dorosła, to może wziąć dla ciebie kawę?

— Tak, cappuccino.

To był podtekst. Normalnie bym dyskutowała, ale w tych warunkach? O nie, ja nie byłam ,,pyskata”.

Byłam dobrze ułożoną dziewczynką. O ile w domu, jeśli nikogo nie było, mogłam sobie pozwolić na miłosne spojrzenia, na zewnątrz nigdy. Ale widocznie miałam taką naturę. Usiedliśmy w skórzanych fotelach. Wzięłam kilka torebek cukru więcej.

— Daddy, picie kawy nie jest oznaką dorosłości. Sądzę, że jest tym podejmowanie dojrzałych decyzji.

Steve nie miał ochoty zaczynać, bo powiedział.

— Tak, masz rację córeczko.

O! To był właściwy moment, żeby się upewnić.

— Daddy. Nie próbuję negocjować. Chciałabym się tylko upewnić. Bez względu na wszystko, będziesz mnie kochał jak córkę?

Powiedziałam to cicho, a uprzednio rozejrzałam się czy nikt w pobliżu nie może słyszeć.

Popatrzył na mnie z taką miłością, że gdybym nie siedziała, pewnie bym usiadła z wrażenia. Ale oczywiście w jego oczach zobaczyłam miłość ojca. Coś mi przeszło przez serce. Pożałowałam, że tak się stało. W tej miłości, którą zobaczyłam w jego oczach, było wszystko!

— Porozmawiamy o tym w domu, dobrze?

— Tak, daddy.

Kawa mi nie smakowała. Musiałam wsypać jeszcze dwie torebki cukru i poprosiłam o więcej mleka. Ale siedziałam jak trusia i popijałam powoli.

On był naprawdę kochany. Widział, że mi nie smakuje, ale nie zapytał o nic.

W drodze powrotnej milczałam. On również. Dojechaliśmy do domu.

— Masz rację, tato. Trochę chłodno.

— A obiad? Mieliśmy coś zjeść.

— Mogę zrobić.

— Wiesz co Sarah, zamówię pizzę. Chce cię mieć.

— Masz mnie. Nie rozumiem?

— Nie o to chodzi co byś chciała. Chcę rozmawiać.

Chciałam dodać, że ja tego chciałabym dla nas, ale się zamknęłam.

— Mamy zupę. Wiem, że lubisz. Zamów Panago, roślinną.

Wziął telefon, a ja przygrzałam zupę. Zjedliśmy w milczeniu. Potem chłopak przywiózł pizzę. Jadłam szybko, bo chciałam zacząć jak najszybciej. Kiedy już zjedliśmy, Steve długo patrzył na mnie.

— Jesteś dla mnie wszystkim, co mam. Warsztat, dom, a nawet ta wygrana w loterię, nie ma dla mnie znaczenia. Tylko ty masz dla mnie wartość. Zawsze będę cię kochał jak córkę. Zawsze.

A ja myślałam, że to będzie długa dyskusja. Ale to mi wystarczyło.

Ponieważ siedzieliśmy na skórzanej kanapie, położyłam głowę na jego kolanach. On patrzył na mnie z góry i gładził mi włosy.

— Jestem wciąż ,,Zapałką”? Nie jestem już taka chuda i mam teraz długie włosy.

— Nie chcesz, żebym tak na ciebie mówił?

— Wiem, że tak mnie nazywasz z miłości. Więc będę dla ciebie Zapałką jak długo zechcesz.

— Sarah, kochanie. Ja wszystko robię dla ciebie z miłości. Wszystko.

Poczułam się tak błogo. Wcześniej to spojrzenie, a teraz te słowa. To wzmocniło miłość Sarah jako córki. Niestety wzmacniało tą drugą, również.

Leżałam tak chyba godzinę. Nie wiem co daje inny rodzaj rozkoszy, ale wątpię, czy dorównuje temu co wówczas czułam.

— Daddy, naprawdę musimy iść do specjalisty?

— A nadal mnie pragniesz?

— Bardzo. Ale więcej kocham. To z tego wypływa.

— No to musimy iść, panno Sarah Crast.

Wyczułam coś w jego tonie, ale nie rozumiałam. A nie chciałam pytać.

Reszta wieczoru przeszła dobrze. Graliśmy w warcaby, potem ja coś przygotowywałam do szkoły, a on coś do pracy.

W poniedziałek zaraz jak przyszedł z pracy, babcia poszła do domu.

— Zrobiłam obiad. Wiem, że Sarah świetnie gotuje, ale nie może zajmować się wciąż domem jak żona.

Chciałam ją oprawić w ramki za te słowa.

— Ale to jeszcze dziecko, chociaż umysłowo bardzo poważna — dodała mama, Steva.

No cóż, wszystko straciła. Nie będzie w ramkach. Dziecko! Uch!

Kiedy poszła, Steve się uśmiechnął.

— Nie tylko ja doceniam twoje starania, kochanie.

Ponieważ wyczułam podtekst, nie mogłam tego tak zostawić.

— Żona nie jest tylko od gotowania. Powinna kochać, być kochana i dawać mężowi rozkosz.

I wtedy powiedział coś, za co powinnam mu wydrapać oczy. Jak mógł tak powiedzieć!

— Jeśli jakiś sąd udzieli nam ślubu, będziesz mogła się wykazać.

Zaniemówiłam. On kpił! Z mojej miłości. Z mojego pragnienia. To łotr!

— Mam gdzieś sąd. Jak możesz tak mówić! Kpisz z mojego uczucia?

Zmienił się na twarzy.

— Nie. Przepraszam.

Ale ja szłam za ciosem. Wcześniej ten termin. A teraz to.

— Ja nie gram z tobą. Kocham cię. I chciałabym dać ci rozkosz, o jakiej nie marzysz. Chciałabym dać ci co powinna dać ci dobra, kochająca cię osoba. Ja nie żałuję, że tak jest. Jedyne co chciałabym zachować to miłość ojca do córki. Bo, mimo że cię kocham i pragnę jak kobieta, na pierwszym miejscu jest u mnie miłość córki do ojca. Ale jeżeli tak się stało z powodu Lindy, to powinnam jej podziękować. Matka powinna kochać dziecko. To jest jej prawo i obowiązk. Ale ja nie mam do niej żalu. Bo ty mi dałeś całkowitą miłość matki. Ja wiem, że tego nie zrozumiesz. Ja cię kocham tak, ponieważ ty mnie tak kochasz. Ale ponieważ to powiedziałeś, mówię ci. Nie wiem, czy mnie kiedyś zapragniesz, pewnie nie. Ale nie nazywam się Sarah Crast, jeśli mnie nie pokochasz. Tak jak się kocha kobietę.

Odpowiedź była natychmiastowa.

— Nonsens. Masz wizytę we środę. Nie musisz nic mówić w szkole. Gdzie idziesz i dlaczego. Sam po ciebie przyjadę.

Miałam jednak coś z ,,Ostrza”. Nawet do niego.

— Masz mnie za skończoną idiotkę! Nikt na świecie się nie dowie, póki żyjesz, że tak cię kocham. Czy widziałeś u mnie jakieś miłosne spojrzenie albo słowa poza domem lub jak ktoś u nas był? Ja cię tak kocham już prawie dwa lata.

— Dobrze, kochanie. Umowa stoi.

Teraz poczułam strach. Nie przed wizytą. Nie można kogoś zmusić do miłości i nie można jej zakazać.

Jak osiągnę to co powiedziałam? Poszłam do łazienki. Popatrzyłam w lustro

— No Sarah. Pokaż jak wielka jest twoja miłość. Bo na razie mówisz. Trzymam cię za słowo. Masz czas do trzynastych urodzin. Albo cię pokocha, albo nie nazywasz się Sarah Crast.

Wróciłam do kuchni.

— Coś się stało, córeczko?

— Nic, daddy. Takie babskie sprawy. Nie zrozumiałbyś.

Widziałam zdziwienie na jego twarzy, ale nic nie powiedział.

W środę około pierwszej przyjechał po mnie. Po piętnastu minutach byliśmy już w samochodzie.

— To dobry doktor. Renomowany. Specjalista. Zachowuj się przyzwoicie.

Co on sobie myśli ten Steve? Ja chodzę po brzegu krateru z gorącą lawą, a on mnie poucza jak mam chodzić po boisku szkolnym? W ogóle go nie rozumiem.

Przyjechaliśmy. Pani za biurkiem była miła. Ojciec przeglądał magazyn.

— Przepraszam, pan doktor jest specjalistą od czego?

— Doktor Joseph Greenfield jest wysokim specjalistą od spraw dorastającej młodzieży. Jesteś w najlepszych rękach.

— W najlepszych rękach to jestem od urodzenia — burknęłam cicho pod nosem.

Po kilku minutach weszłam. Joseph miał około sześćdziesiątki. Dyplomy, zdjęcia dzieci, żony. Psa. Wyglądał w porządku. Miałam ten dar. Znałam się na ludziach.

Doktor Greenfield długo mi się przyglądał. Normalnie to czytają informacje o analizie moczu i ciśnieniu krwi. Ale ten był jakiś inny. Nawet nie wspomniał, że Steve jest samotnym ojcem.

— To jakie masz problemy, panienko Crast?

No nie. Czy ten stary lis myśli sobie, że mu powiem, że pragnę dać rozkosz fizyczną mojemu ojcu? Że go kocham więcej niż siebie? O nie!

— Ja nie mam żadnych problemów, może tata coś panu pomoże.

Joseph się zmieszał i poprawił w fotelu. Popatrzył jeszcze raz na mnie, zaciągnął brwi i rzekł.

— Dobrze więc, panienko Crast. Poproś tatę. Możesz zostać, jeśli chcesz.

— Dobrze, proszę pana.

Wyszłam z gabinetu.

— Daddy, pan doktor chciał z tobą rozmawiać.

Czekałam w uchylonych drzwiach. Steve usiadł obok.

— Panie Crast. Poprosił pan o wizytę, ponieważ jak pan wspomniał, córka ma poważne problemy. Sarah stwierdziła, że nie ma żadnych kłopotów. Czy może mi pan wyjaśnić naturę problemu? Rozumiem, że jest delikatny.

— Czy córka może zostać?

— Ależ oczywiście, panie Crast.

Steve nie zastanawiał się ani chwili. Zamknęłam oczy.

— Widzi pan, doktorze. Córka jest inteligentna i uczy się dobrze. Ale za nią siedzi chłopiec, który chrzęści zębami i Sarah ma trudności z koncentracją.

Twarz Josepha zmieniła się na chwilę. Ale na powrót przyjęła spokój Buddy.

— Nie przyszło panu do głowy, żeby porozmawiać delikatnie z nauczycielką?

— Prawdę mówiąc, nie. Ale dziękuję bardzo za radę.

Steve wstał. Ja również.

— Dziękuję panu, panie doktorze. Bardzo nam pan pomógł. Jak sunia ma na imię.

— Mala, jak wiedziałaś, że to suczka?

— Dobrze jej z oczu patrzy, musi być kochana.

— Tak, Sarah. Jest bardzo kochana. Dziękuję.

Wyszliśmy z budynku. Dopiero w samochodzie wybuchnęłam śmiechem.

— Widziałeś jego minę? Porozmawiaj z Laurą.

Steve nic się nie odezwał. Widocznie nie widział w tym wszystkim nic śmiesznego. I ja go zrozumiałam. Miał teraz dwa kłopoty. Musiał sobie dać z tym sam radę i musiał się bronić przed moją miłością. A miał przed czym. Bo zamierzałam go spalić na popiół swoim żarem.

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użył 2524 słów i 14190 znaków.

Dodaj komentarz