Beautiful eyes

Piękne oczy.   ( Tytuł po angielsku bo po polsku był zajęty, przepraszam)        

Zawsze lubił jesień. Kolory na drzewach, chłód i mgły. Od dawna wiedział, że jest inny niż większość. Nic mu nie brakowało. Mógł się podobać. Brunet o brązowych oczach i harmonijnym ciele. Uczył się dobrze. Aż za dobrze. A w świecie, w którym żył to nie było łatwe. Większość ludzi nie mogła podołać wymaganiom. Trudno się było przebić. Wówczas pozostawała zwykła, codzienna praca. Rozwój robotów postępował. Społeczeństwa obawiały się, że wkrótce koszta maszyn spadną do takiego poziomu, że zwykłe prace będą mogły wykonywać maszyny. A to nie wróżyło niczego dobrego. Co stanie się z tłumem robotników w fabrykach, urzędach i na licznych budowach? Coraz częściej pośród ludzi pojawiały się roboty. Robiły swoje. Nieme i głuche. Miały swoje programy. Nigdy nie miały przerwy. Wykonywały prace doskonale. Nigdy nie prosiły o podwyżkę. Kilkakrotnie zdarzyło się, że zostały uszkodzone czy zniszczone przez niezadowoloną jednostkę. Ale wówczas zastępowano zniszczoną maszynę jej duplikatem, a los winowwajcy był przesądzony. Nie mógł później znaleźć nigdzie pracy. Rozwój techniczny postępował. Roboty zaczęły przypominać ludzi. Powstawały kolejne generacje. Teraz już nie sposób było odróżnić człowieka od maszyny. Pociły się, kaleczyły. Piły z resztą brygady piwo.  
   Mike od małego pasjonował się maszynami. To pochłaniało go tak bardzo, że nie brał udziału w spotkaniach. Miał mało przyjaciół, a jeżeli, to o podobnych zainteresowaniach. Oczywiście nie miał dziewczyny. Znajomi ze studiów szeptali, że pewnie ma doskonałą sztuczną lalkę.  
   Oczywiście i w tym kierunku rozwinięto budowę androidów. Sztuczne kochanki nie miały wad. Podobnie jak i ich męskie odmiany. Jednak jak i w przypadku orientacji seksualnych zamiłowanie do kontaktu intymnego z robotami obejmowało od dwóch do trzech procent populacji.  
   Mike nie był jednym z nich. Wiedział, że jest całkiem normalny. Miał ciało, ale te sprawy pozostały uśpione. Ponieważ już posiadał kilka patentów, nie musiał mieszkać z rodzicami. Kupił swój własny dom. Samochód. Kończył ostatni rok studiów i miał już kilka propozycji od wielkich firm. Nie sądził, że zmieni świat, ale wiedział, że może go ulepszyć.  
  Wszedł do domu. Odczytał kilka elektronicznych wiadomości od rodziców i znajomych. Przygotował jedzenie. Sproszkowane produkty po kilku minutach przebywania w specjalnej skrzynce zmieniały się w pachnącą sałtkę, krwisty stek czy pięknie wyglądający kawałek tortu. Oczywiście nadal można było zjeść normalne jedzenie, ale kosztowało fortunę.  
  Zabrał się za obliczenia. Pracował nad czymś ważnym. W świecie gdzie roboty wypierały dosłownie wszystko był jeden obszar gdzie człowiek jeszcze nie miał konkurencji. Nauka. I to było zrozumiałe. Roboty tworzyli ludzie. Szybkość myślenia kwantowych mózgów znacznie przewyższała ludzki umysł, ale jakości pomysłu nie potrafiły pokonać.  
Od pewnego czasu na specjalnej stronie, gdzie spotykały się najwybitniejsze umysły Ziemi, Mike zauważył kogoś o imieniu Lazur.  
Dwudziestolatek pracował nad urealnieniem marzeń. I tym również zajmował się Lazur. Od dawna panowało przekonanie, że co można sobie wyobrazić, jest możliwe do urzeczywistnienia.  
I w tym wszystkim, zdawało się, że jednej rzeczy nie da się przeskoczyć. Śmierci. Ludzie nie żyli dłużej. Sto lat było magiczną granicą. W końcu Mike zaczął śledzic kilka imion. Wszyscy mieli jednakowe zdanie. W ciele się nie da. Ale w sieci, tak. Co prawda nie było dowodu. Na razie tylko przypuszczenia. Ale nie dlatego Mike zwrócił uwagę na Lazura. Miał odczucie, że ta osoba jest mu bliższa niż inni.  
To stało się tydzień temu. Napisał na prywatną pocztę. Nie wierzył w Boga, ale modlił się by Lazur nie był mężczyzną. Widoczznie w jakiś sposób jego modlitwa została wysłuchana. Kiedy dowiedział się, że Lazur jest płci żeńskiej wytłumaczył sobie, że było na to 50% szans, więc ingerencja wyższej istoty nie była potrzebna.  
Teraz poza wymianą naukowych informacji zaczął wysyłać do niej bardziej prywatne pytania i stwierdzenia. W końcu wczoraj zapytał o rzecz zupełnie błachą. Dlaczego Lazur. I ku uciesze otrzymał odpowiedź. A ta zmieniła wszystko.
— To z powodu koloru moich oczu — otrzymał odpowiedź.
Nie zastanawiał się długo i napisał.
— Mogę je zobaczyć?
Nastąpiła przerwa.
— Dlaczego tego chcesz?
— Nie wiem dlaczego, ale odczuwałem dziwną więź. Bardzo chciałem, żebyś była kobietą.
Znowu po chwili przerwy otrzymał odpowiedź.
— Ja też.
Odebrał to jako żart.
— Nie sądziłem, że masz poczucie humoru.  
— Ja też nie sądziłam.
— Jak masz na imię?
Po chwili przerwy otrzymał odpowiedź.
— A jeżeli mam zazdrosnego męża, albo jeszcze bardziej zazdrosną żone czy partnerkę?
— Czuję, że jesteś wolna.
— W pewnym sensie tak. Ale masz rację, nie jestem z nikim w związku.
Mike poczuł dziwne, nowe uczucie. Czyżby to było to? Nie spodziwał się, że on...
— Nadal chcesz je zobaczyć?
— Jeszcze bardziej.
Po chwili na ekranie zobaczył najpiękniejsze tęczówki jakie widział w życiu. Niebo w wysokich partiach himalajów mogło się schować. Bez namysłu wysłał swoje zdjęcie. Nie twarzy, ale całej postaci.  
Ponieważ nic nie odebrał, poczuł się dziwnie.
— Wiem, że może są przystojniejsi...
Odpowiedź przyszła szybciej niż się spodziewał.
— Nie sądzę.
Tym razem odczuł to nie tylko w sercu. Poczuł, że jest mężczyzną.
— A czy ja mógłbym dostać twoje?
Po małej chwili otrzymał odpowiedź. Ale nie taką jakiej pragnął.
— To nie serwis randkowy.
Po chwili zrozumiał, że Lazur się wylogowała.
Poczuł się źle.

Przez kilka dni czekał. Dalej uczył się i pracował na komputerze po powrocie do domu. Po tygodniu zaczął poszukiwania. Pytał ludzi ze strony. Jednak nikt nie miał wiadomości. Oczywiście wysłał kilka wiadomości do nieznajomej. Co było dobre, nie został zablokowany. Administrator strony nie udzielił żadnych informacji, czego Mike się zresztą spodziewał.
Coś dziwnego działo się w jego sercu i umyśle. Po jakimś czasie złapał się na tym, że wszystkie myśli krążą w koło jej. Konto miała nadal otwarte, tylko nie odpowiadała.
Mike wysłał kilka przeprosin. Potem sprostował, że ma czyste zamiary, że czuje iż ona jest chyba tą jedyną.  

Po dwóch tygodniach stracił już całkiem nadzieję. Doszedł do wniosku, że nieznajoma o pięknych oczach już się nie odezwie. Właśnie miał zgasić komputer, bo było już sporo po północy, gdy na ekranie pojawił się napis.
— Czy to wszystko mówiłeś poważnie?
Dosłownie skoczył do pulpitu.
— Oczywiście, jestem Mike. Moje serce należy do ciebie.
— Adilla. Dziwne imię nie sądzisz?
— Piękne.
Po chwili na ekranie pojawiło się zdjecie pięknej brunetki. Chłopak patrzył zdziwiony.
— Nie możesz być taka młoda.  
— To zdjęcie z przed sześciu lat. Mam teraz dwadzieścia.
— To tak jak ja. Nie masz późniejszego?
— Miałam wypadek.
W sekundę przez głowe i serce Mika przeleciało tysiące myśli.
— Wiem, że to głupio brzmi, ale to prawda. Zakochałem się w tobie. I wiem, że jest to na życie. Nie ma dla mnie znaczenia jak wyglądasz.
Po chwili przerwy zobczył na ekranie
— Tak tylko mówisz.
— Nie. Nie znasz mnie. To prawda.  
— To powiedz coś o sobie. Nie, nie coś. Wszystko.
Mike zaczął. Jego palce poruszały się tak szybko jak nigdy dotąd. Pisał wszystko. Ze środka duszy.
Po dziewiędziesięciu minutach skończył.
— Mogę ci napisać tyle. Kocham słońce, kocham deszcz, kocham zieleń traw.  
— A co myślisz o mnie?
To nie trwało długo, może sekundę.
— Jesteś dobrym i ciepłym człowiekiem. Wrażliwym. Szkoda, że...
— Co? Powiedz!
— Szkoda, że nie poznałam cię wcześniej.
— Mówiłem ci. To nie ma znaczenia jak wyglądasz. Kocham ciebie. Ciebie, nie to jak wyglądasz.
Nagle przyszło mu coś. Do głowy, a może z serca.
— Możemy porozmawiać?
— Nie.
Poczuł się dziwnie.
— W takim razie chcę cię zobaczyć.
Jego prawie doskonały umysł przeanalizował szanse. Skoro nie chce z nim mówić jakie szanse ma na to by ją zobaczyć? Wiedział, że prawie zerowe.
— Dobrze. W sumie i tak to miałam zrobić. To będzie brakujacy powód.  
— Nie rozumiem?
— Wiem.  
— Podaj mi adres.
Po chwili na ekranie pojawiła się informacja. Mike miał doskonała pamięć.
— To instytut neurochirurgi, pracujesz tam?
Po kilku sekundach zobaczył napis.
— Znajdziesz mnie tam. Żegnaj.
Tym razem zobaczył, że wyszła z systemu.

Nie czuł zmęczenia. Przemył twarz wodą. Bezzwłocznie zszedł do garażu. Po chwili jechał swoim bezgłośnym o napędzie kwantowym, citroenem. Do instytutu nie było daleko, około pół godziny drogi. Zatrzymał pojazd na parkingu. Nie miał pewności czy zostanie wpuszczony. Wszedł i udał się do recepcji. Mężczyzna w średnim wieku podniósł oczy.  
Człowiek, pomyślał Mike.
— Chciałem zobaczyć Adillę. Nie znam nazwiska. Powiedziała, że ją znajdę.
Człowiek popatrzył na niego chwilę i spojrzał na monitor.  
— Tak. Mam zgodę Adilli. Jesteś pewny, że tego chcesz?
— O czym pan mówi! Ja ją kocham. Oczywiście, ze chcę.
— Pokój 738, na prawo.
— Siedemdziesiąte trzecie pietro? Ostatnie?
— Tak, tylko niebo jest wyżej — mężczyzna dziwnie się uśmiechnął.
   Kiedy Mike wszedł do windy, portier wytarł łzę.
Winda była szybka. Po dwudziestu sekundach drzwi otworzyły się bezgłośnie. Skierował się na prawo. Po kilkunastu krokach stanął przed pokojem numer osiem. Na drzwiach był napis :Adilla Nemnis. Wstęp tylko dla personelu. Mike zawachał się i nacisnał przycisk otwierajacy drzwi.
Po chwili wszedł do ciemnego pokoju. Poza migoczącymi lampkami monitorów nie było oświetlenia.
— Jesteś pewny? — usłyszał młody i piękny głos.
— Tak.  
Powoli sufit się rozświetlił.  
— Idź prosto.
   Ale Mike chciał wiedzieć. I czuł, że musi otrzymać odpowiedź zanim ją zobaczy.
— Dlaczego powiedziałaś, żegnaj?  
— Przecież to logiczne. Zakończmy to szybko — powiedziała jakoś inaczej.
   Mike nie rozumiał, ale wiedział, że chce zobaczyć Adillę. Chciał zobaczyć swoją miłość. Przeszedł dziesięć kroków i zatrzymał się przed zaciemnioną kabiną. Popatrzył na zielony guzik z napisem, otwórz. Nacisnął.
Kiedy wszedł drzwi zamknęły się bezszelestnie. W środku panowała ciemność. Po chwili światło zaczęło rozświetlać mrok. W szklanej skrzyni leżała Adilla. A dokładnie tylko oczy. Patrzyły na niego najpiękniejsze oczy jakie widział w życiu. Poza oczami widział tylko setki kabli.  
— Masz piękne oczy, Adillo — szepnął.
— Co teraz powiesz? — usłyszał głos, który chyba pochodził z sufitu.
— Kocham cię. Nic się nie zmieniło.
   Czekał. Nie zastanawiał się, ale wiedział, że to prawda co powiedział przed chwilą.
— Skoro tak to nie umrę teraz. Chcesz wiedzieć?
— Tak.
— To był wypadek. Miałam czternaście lat. Wybuch ładunków termicznych, miał zniszczyć nową serię robotów. Już wówczas miałam doścć duże doświadczenie. Zostały tylko oczy i część mózgu. Dziwne, co? Ocalały oczy.
— W jaki sposób mówisz?
— To komputer składa moje słowa z przeszłości. Rokowałam nadzieję. Odbieram twoje odczucia. Zadziwiasz mnie. Sadziłam, że zwymiotujesz i wybiegniesz. Byłam pewna, że to zrobisz. Pół minuty później miałam się unicestwić.  
— Kocham cię. Teraz chyba wierzysz.
— Tak. Ale widzisz jak jest.  
— Pracuję nad zamknięciem świadomości w systemie informacyjnym. Mam już...
— Wiem nad czym pracujesz. Ja nad tym pracuje od pięciu lat. Właściwie już mam projekt. Niestety...
— Co?
— Nawet to co zostało z mojego ciała to zbyt dużo. Żeby to zadziałało musi być czysta swiadomość. Bez ciała.  
— Może coś można zrobić...
— Nie. To jest pewne. Jest co prawda jeden punkt.  
Adilla zamilkła
— Powiedz, zrobię to.
Usłyszał głębokie westchnienie.
— Czytasz moje myśli? Chyba naprawdę mnie kochasz.  
— Powiedz, proszę.
— Prawdopodobnie świadomość jest wieczna. Ale to Bóg. My jesteśmy ludźmi i nic na to nie możemy poradzić. Nie śpię i pracuję bardzo efektywnie. Doszłam do czegoś. Musi być połączenie. Jak Adam i Ewa. Musi być miłość, bardzo, bardzo mocna. Doskonała. I wówczas, może...Jest tylko mała szansa, że ostatni ułamek świadomosci będzie twórczy. Nie zniknie tylko zacznie się rozrastać...
— To znaczy?
— Przecież nie umrzesz dla mnie. Dla ułamka prawdopodobieństwa, że to się powiedzie...
— Dlaczego tak sądzisz? Ludzie czasem są z soba sześćdziesiąt lat. I w końcu umierają. A ja cię kocham i czuję, że ty mnie też. Oczywiście, że zaryzykuję. Czy nie czujesz mojej miłości?
Sufit milczał.  
— Tak. A ty czujesz moją? — szepnęła po chwili.
— Tak, od chwili kiedy powiedziałaś, żegnaj.
— Dobrze więc, skoro chcesz. Obok jest druga szklana trumna. Tak to nazywam. Jest tam hełm. Włożysz go i nacisniesz przycisk. Ten zielony.  
— I co wówczas?  
— Umrzemy.  
— Mówiłaś że jest jakaś szansa...
— Tak, około jednej tysięcznej procenta.
— Że bedziemy razem jako czysta świadomość?
— Tak.
— A gdzie będziemy?
— Nie wiem. Nigdzie, wszędzie. Nie wiem. Jeżeli zmienieś zdanie to w porządku. Jesteś przystojny. Możesz mieć super życie...
— Masz szczęście, ze nie masz pośladków, bo dałbym ci klapsa. A skąd wiesz, że jestem przystojny?
— Głuptas, przecież mam oczy. Szkoda, że tylko oczy.
Mike popatrzył jeszcze raz na oczy Adilli. Otworzył drugie szklane wieko. Położył się. Wieko zamknęło się bezszelestnie. Nałożył hełm i położył wskazujący palec na przycisku.  
— Do zobaczania, kochanie — szepnął.
Nacisnął przycisk. Nie odczuł nic.  
Światła na suficie przygasłały powoli. Oczy Adilli zaszły mgłą.

                                    *
Piękna dziewczyna o kasztanowych, prawie czarnych włosach otworzyła oczy. Leżała nago na miękiej trawie. Nad nią rosło wielkie drzewo. Słychać było ptaki. Obok leżał nagi mężczyzna o ciemnych włosach. Także się obudził. Odwrócił twarz i uśmiechnął się.
— Gdzie jesteśmy Adillo?
— Chyba w raju. Wybacz, że cię oszukałam.
— W czym mnie oszukałaś?
— W szansie. Według moich obliczeń mieliśmy 99, 99997 % na to, że się uda. Tylko faktycznie nie wiedziałam gdzie będziemy. Nie chciałam cię złapać tylko na procenty.
Mike się uśmiechnął i dał klapsa w jej jędrny pośladek.
— Myślałam, że nasza relacja zacznie się od czegoś innego.
— Sądzisz, że to ciało? — zapytał pomijając jej odpowiedź.
— Wyglada jak ciało, ale to wyobrażenie.  
— Ciekawe czy mamy jakieś prawa, albo zasady.
— Nie — odezwał się głos.
Adilla i Mike popatrzyli po sobie.
— Czy jesteś Bogiem? — zapytał Mike.
— Na to wygląda.
— A nie ma tu drzewa poznania dobra i zła?
— Jesteście w innym świecie. To wszystko wasze. Tylko dbajcie o to. Tak, to chyba wszystko. Do zobaczenia. Jak będziecie chcieli, to mnie znajdziecie.  
Obydwoje poczuli, ze zostali sami. Nie licząc zwierząt i roślin. Pięknego nieba i prawdziwego słońca.
— Mam pytanie Adillo. Co by się stało gdybym wyszedł?
— Otworzenie drzwi miało mnie zabić.  
Mike popatrzył na brunetkę.
— Masz naprawdę piękne oczy. To te same?
Dziewczyna uśmiechnęła się ślicznie.
— Dziękuję .  
Poczuł jej usta na swoich. Poczuł również coś jeszcze.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2649 słów i 15842 znaków, zaktualizował 16 cze 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Ciekawe, trochę science-fiction, wątek miłosny. Masz wyobraźnię :) Zginęli, ciekawe co dalej z nimi będzie.