Wygnany 11

Piraci szybko zrozumieli, co się stało w noc, gdy ich goście zniknęli. Domyślając się jaki los może im zgotować król, zebrali załogi i trzema statkami wyruszyli w drogę do królestwa. Byli uzbrojeni po same zęby i przygotowani na wszystko, co mogą tam spotkać.
Enar siedział, opierając się plecami o ścianę celi i wpatrując się w nieznany punkt na suficie. Rozmyślał nad możliwymi wydarzeniami, gdyby nie przyjął głupiego zlecenia. Mógł wieść życie wolnego człowieka, a teraz siedzi w klatce. Za dwa dni mają zawisnąć i tak ma się zakończyć era pewnego złodzieja i kapitana piratów.
- Enar, nie wiesz pewnie, jak mamy się wydostać stąd? - usłyszał głos z innej celi.
- Jeśli chodzi ci o jakieś wymyślne ukryte sposoby na ucieczkę, to nie. Potrzebujemy klucza, by wyjść.
- Nie możesz go ukraść?
- Nie, mają go powieszonego na haku na ścianie. Daleko poza zasięgiem moich rąk.
- A jakiś inny pomysł?
- Co się mnie pytasz? Z tego co słyszałem, byłeś tu częstym bywalcem, Wade.
- No nie gadaj, że nigdy cię nie zamknęli.
- Jakbyś chciał zauważyć, w moim fachu liczy się bycie szybkim i posiadanie dobrej kondycji. Zasada jest prosta, włam się, zabierz, co trzeba i uciekaj, najszybciej jak się da i najlepiej niezauważonym.
- W takim razie musimy opracować plan zdobycia klucza.
- Wade, to jak ty się stąd wydostawałeś?
- Zależy, albo strażnik był nieuważny, albo moi ludzie ratowali mi tyłek w ostatniej chwili.
- Być może to daje nam jakąś szansę, że i teraz im się uda.
Na chwilę w celach zapadła grobowa cisza przerwana odgłosem zbliżających się kroków. Słychać było, jak ktoś otwiera drzwi i schodzi po schodach. Enar z wyczekiwaniem wpatrywał się w korytarz prowadzący w stronę schodów. Po chwili pojawił się w nim Drake. Chwycił zawieszony na haku klucz i stanął przed celą złodzieja, tajemniczo się uśmiechając.
- Idziesz ze mną, szujo. - Powiedział i otworzył kratę. Klucz włożył do kieszeni. Podszedł do chłopaka i zmusił go do wstania. Enar wykorzystał ten moment i ledwo widocznym ruchem wyjął mu przedmiot z kieszeni. Wychodząc, Drake nawet nie kłopotał się z zamknięciem kraty. Przechodząc przy celi Wade'a, Enar niewidocznym gestem rzucił mu klucz, modląc się, by więzień złapał przedmiot w locie. Chwilę później po złodzieju i jego eskorcie nie było już śladu.
Drake prowadził Enara przez różne korytarze, aż w końcu dotarli do małego pomieszczenia na samym końcu trzeciego piętra. W pomieszczeniu czekało na niego królewskie małżeństwo wraz z kilkoma strażnikami.
- O widzę, że rodzinna imprezka się szykuje.- zaśmiał się Enar.
- Waż swoje słowa złodzieju. - odezwała się królowa.
- Uuu normalnie padam ze strachu. Już się nie będę odzywał. Wielce królowa głos zabrała. - Enar nie tracił dobrego humoru, za co oberwał od jednego strażnika pięścią w policzek.
- Rozmawiasz z królową, szumowino! - wrzasnął jeden z pozostałych strażników.
- Co wy macie z tą szumowiną? Podpowiem wam, nazywam się Enar, nie szumowina.
- Wyszczekany jesteś jak na kundla. - odezwał się stojący za nim Drake.
- No pięknie, teraz zostałem psem. Czy ja ci wyglądam na psa? Bo szczerze to wydaje mi się, że trochę mi brakuje do psa. - Drake nie wytrzymał i kopnął chłopaka w kolano, tak że ugięło się ono pod nim. W taki sposób złodziej skończył, klęcząc przed rodziną królewską i jej ochroną.
- Skoro już się uspokoiłeś, może wytłumaczysz nam, kim jesteś i nie kłam jak ostatnio. - zabrał głos król.
- Wy naprawdę wierzycie, że zmyśliłem wszystko. - parsknął śmiechem. - Drogi ojcze, ty mnie nie poznajesz, a nie czekaj, po tylu latach też bym własnego syna nie poznał. Nie wspominając już o tej wiedźmie, która podobno jest twoją żoną. Knująca żmija, która tylko czekała na dogodną chwilę, by pozbyć się prawowitego następcy tronu.
- Złodzieju nie masz prawa wymyślać na mój temat takich oszczerstw. Nie masz pojęcia, co czuliśmy, jak mały książę umarł! - do rozmowy wtrąciła się królowa.
- Tak? Nie mam pojęcia? Kazałaś mnie wyrzucić z zamku i wygnać! Liczyliście, że umrę po paru dniach, ale matka zdążyła mi pokazać, co można jeść w lesie, a co nie. A ty Drake, sam pokazywałeś mi sztuczki i się ze mną bawiłeś, a później nawet palcem nie ruszyłeś, jak zostawialiście mnie na tej cholernej leśnej drodze!
- Gdzie kamienie?! - wrzasnęła królowa.
- O teraz ci o pieniądze chodzi. Zmartwię was, ich już nie ma. Trafiły w ręce osoby, która, chociaż zrobi z nich użytek. I jeśli tylko o to wam chodziło, to ja poproszę odprowadzić mnie z powrotem do mojej celu. - Zebrani spojrzeli po sobie i następną rzeczą, którą zarejestrował Enar było twarde lądowanie na zimnej ziemi w celi.
- Cały jesteś, młody?
- Powiedzmy. Mam nadzieję, że masz klucz?
- Tak, twoją celę zamknęli zapasowym, bo stwierdzili, że jakiś z młodych strażników musiał klucze pomylić.
- Dobrze, że inteligencją to oni nie grzeszą.
- Czego od ciebie chcieli?
- To samo co ostatnio. Teraz odpocznijmy, a gdy zapadnie noc, uciekamy z tego miejsca.

2 komentarze

 
  • emeryt

    @Aleksa, piszesz cudownie, tylko kilka literówek zauważyłem.  
    akcję rozwijasz wspaniale. Aż chce się dorwać do następnego odcinka, a tu trzeba trochę poczekać. Serdecznie pozdrawiam, życząc samych pogodnych chwil, uśmiechu losu i dużżo, dużo zdrówka.

  • Aleksa

    @emeryt Dziękuję bardzo

  • AlexAthame

    Mam nadzieje, ze im sie uda. Dziwne, że król pozbył się kompletnie uczuć do syna. Moze jednak ruszy go sumienie. Smutne, niestety czasem prawdziwe.  :smile: