Wygnany 10

Jutrzejsze omawianie planu nie nadeszło. Tej samej nocy, w pokoju, w którym został Enar i Wade pojawił się Drake. Mag będący królewskim kapitanem, wszedł do pomieszczenia za pomocą portalu, otwartego na swoim statku. Zaskoczeni uciekinierzy nawet nie mieli czasu zareagować, gdy w pokoju pojawili się królewscy. Nie dając czasu na przetworzenie myśli, Drake znokautował ich zaklęciem i oboje padli na podłogę, a pozostali strażnicy króla, zabrali ich na statek. Do wschodu słońca było jeszcze kilka dobrych godzin, więc gdy ktoś w forcie w końcu zorientował się, że nie ma dwójki gości, było już za późno. Statek z kapitanem Drakem, płynął w stronę królestwa. Przez całą podróż powrotną, Drake utrzymywał dwóch jeńców nieprzytomnych, więc gdy Sprawiedliwość przybyła do doków królestwa, nie sprawiali oni problemów z przeniesieniem ich do zamkowych lochów. Następnie już sam Drake udał się do sali tronowej.
- Witaj, mój Królu. Mam dla ciebie dobre wieści.
- Przyprowadziłeś tego parszywego złodzieja?
- Tak, królu. Jego i tego pirata. 
- Gdzie oni są?!
- W lochach. Moi ludzie ich pilnują.
- Zaprowadź mnie tam. Mam z tą szują do pogadania. 
Chwilę później król stał przed celą jego syna. Enar i Wade byli zamknięci w osobnych lochach, naprzeciw siebie. Władca z kilkoma strażnikami i kapitanem Drakem weszli do celi młodego złodzieja. Dwóch ludzi króla, złapało Enara za ręce, by go podtrzymać, a reszta stanęła za nim. Drake z królem stali przed chłopakiem. 
- A więc hrabio Emmett, mamy do pogadania. - powiedział król poważnym tonem. - Jak to jest być hrabią? 
- Jedna z gorszych posad. - uśmiechną się. - Chyba tylko zabawa w księcia była gorsza. 
- Tak chcesz pogrywać? - zapytał król. - Dobrze, więc zagramy.
- Nie boję się ciebie. 
- Jak się odzywasz do króla, śmieciu? - zapytał Drake.
- To, że jest twoim królem, nie znaczy, że każdy tak uważa. Jak dla mnie jest nic niewartym starcem. - spojrzał prosto w oczy Drake'owi. Ten wykonał jeden ruch dłonią, a chwilę później Enar poczuł uderzenie pięścią w prawy polik. Impet uderzenia spowodował, że głowa obróciła mu się w drugą stronę, a w ustach pojawiła się krew, którą splunął Drake'owi pod nogi. 
- Gdzie są klejnoty? - spytał spokojnie król, jakby nieprzejęty.
- Nie mam ich, sprzedałem. - wyszczerzył zakrwawione zęby.
- Ty szujo! Pożałujesz tego!
- Należały mi się w tym samym stopniu co tobie.
- Jak śmiesz, ty parszywy złodzieju? Nie masz prawa do niczego! A coś, co należy do króla, już w ogóle ci się nie należy! 
- A co? Może należy się tym jędzą, którymi nas zastąpiłeś?! Gdyby twoi poddani wiedzieli, co zrobiłeś, byłbyś nikim! Zastąpić swojego pierworodnego jakimś gówniarzem z drugiego małżeństwa. - Enar ponownie oberwał pięścią w polik. Przerażona mina króla mówiła wszystko.
- Wiesz, o co mi chodzi, królu. A może ojcze? W końcu to tak powinienem się do ciebie zwracać. 
- Królu, ten złodziej jest szalony. - stwierdził Drake.
- O nie, Drake, nic z tych rzeczy. Jestem tym samym chłopcem, któremu pokazywałeś sztuczki. Jestem tym samym dzieciakiem, którego wasz kochany król wygnał i wmówił każdemu, że zmarł z tęsknoty za matką.
- Królu? - spytał zmieszany.
- Nie, to niemożliwe.
- A jednak. Obiecuję ci, że się stąd wydostanę i zamienię twoje życie w piekło jeszcze gorsze niż to, co ty mi wyrządziłeś. Tobie i tej dziwce, która uważa się za twoją żonę. Teraz gdy w końcu odważyłem się ujawnić, że jednak żyje i mam się dobrze, nie odmowie sobie przyjemności z patrzenia jak twoje życie się sypie.
- Mocne słowa jak na kogoś, kto siedzi uwięziony w lochu. - stwierdził król i po chwili namysłu dodał - Pójdziesz na stryczek jak ten tam. Odpowiesz za kradzież i obrazę króla i królowej. Egzekucję przeprowadzimy za trzy dni, do tej pory mają nie dostawać jedzenia.
Król opuścił lochy i udał się do swojej komnaty, by spotkać się z żoną. Gdy wszedł do ich pokoju, królowa od razu wiedziała, że coś jest nie tak. 
- Co się stało, kochany? Słyszałam, że Drake złapał złodzieja.
- Tak, tylko okazuje się to skomplikowane.
- Chodź, opowiedz mi o tym. Może dam radę pomóc. 
- Dobrze wiesz, że miałem syna. 
- Tak, pamiętam tego chłopca.
- W takim razie pamiętasz, co zrobiliśmy?
- Został wygnany.
- Właśnie i wszyscy, którzy o tym wiedzieli, zapewniali, że chłopak nie przeżyje w puszczy sam.
- Pamiętam, ale co to ma wspólnego z tym złodziejem?
- Byłem przed chwilą u niego. Jest młody. Ma może ze dwadzieścia lat. To tyle ile by miał teraz mój syn. 
- Tylko mi nie mów, że tylko dlatego mu darujesz.
- Nie, nie o to chodzi, kochanie. Chłopak jest za młody, by pamiętać o młodym księciu, a jednak przywołał jego historię. Wiem, co zrobiliśmy. 
- My? - spytała zdziwiona.
- Tak, o tobie też wie. Wygrażał się. Obiecał, że zmieni nasze życie w piekło, tak jak my zmieniliśmy jego. 
- Czy ty sądzisz, że on mógł jednak przeżyć?
- Zaczynam sądzić, że tak. Mój Enar, który miał nie przeżyć tygodnia, przeżył piętnaście lat.

2 komentarze

 
  • emeryt

    Droga Autorko, wymyśliłaś ciekawą historię, jest bardzo wciągająca.Ciekawy jestem jak to pociągniesz dalej. Wyczekuję kolejnego odcinka chyba bardziej niż swojej kolejnego przekazu emerytury, choć inflacja szaleje i w emeryturach, spadek ich wartości widzę przy zakupach. Mam nadzieję że Ty dalsze odcinki utrzymasz wciąż na wysokim poziomie. Serdecznie pozdrawiam.

  • AlexAthame

    Gdyby nie magia być może losy Enara potoczyłyby  się inaczej.Odwagi mu nie brakuje. Ciekawe czy za jego słowami coś się ukrywa. Nie wyglądało, że były to słowa zdeterminowanego człowieka, który ma umrzeć za trzy dni.  :smile: