W umyśle i sercu Sary kołatały myśli. Dopiero teraz zupełnie ochłonęła. Ich życie diametralnie się zmieniło w ciągu kilku minut. Znała go od trzynastu lat. Dla niej utrzymywał nienaganny wizerunek doskonałego męża, ojca i partnera. Nie pamiętała, by kiedykolwiek się uniósł gniewem, zawsze traktował ją z miłością, a od urodzin córki był wzorem ojca. Czemu tak postąpił. Znała odpowiedź, Mark uznał, że musi uratować tego człowieka, którego teraz nieco poznali. Czy jej mąż by tak postąpil, gdyby Henry był kimś bezsprzecznie złym? Owszem, prowadził gangsterski interes, ale robił wrażenie człowieka z zasadami. W jego opinii przeciwnik, nieznany Leon, rysował się w bardziej szaro-czarnych barwach. Obserwowała dyskretnie swojego męża. Nie ujawniał zdenerwowania ani załamania. Jak silny psychicznie musiał być! Delikatny i prawy w życiu rodzinnym, bez zastanowienia zabił dwóch ludzi, chociaż Sara pomyślała, co mogłoby się stać z nimi. Zwykle bandyci nie lubili świadków, więc być może, zabijając ich, uratował siebie, ją i córkę. Brunetka zastanawiała się, czy o tym z nim porozmawiać, kiedy znajdą możliwość. Dyskretnie obserwowała Julię, ale ku swojemu zaskoczeniu, nie zauważyła szoku na jej ślicznej buzi. Brała pod uwagę, że dziewczynka mogła mieć szok i to spowodowało, że pozornie wyglądała, że wydarzenia ubiegłej godziny, nie wpłynęła na jej młodą duszę. I jeszcze ta wizja! Czego dotyczyła. Mark nigdy nie miał podobnych doświadczeń. Jako żona i matka czuła, że jest gotowa wspierać męża. Zasłużył na to i co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości. I co teraz? Henry od razu obiecał pomoc. Czy to wystarczy i osłoni ich przed wymiarem sprawiedliwości? Przecież momentalnie rozpocznie się śledztwo i bez problemu prowadzący znajda powiązania z ich rodziną. Przecież na miejscu pozostał doskonały dowód, ich Ford Fuzjon. Oczywiście Sara ani przez chwilę nie miała myśli, by nakłaniać męża do oddania się w ręce policji. Znała prawo i wiedziała, że od razu jej mąż zostanie oskarżony o przekroczenie obrony osobistej. Wynik domniemanego procesu byłoby trudno przewidzieć, ponieważ w kraju gdzie mieszkała, często wynik decyzji sądu był loterią. Zwykle to zależalo, jakiego się miało adwokata, w tym wypadku, obrońcę. Wyglądało, że decyzja Henrego oddalała na jakiś czas aresztowanie jej męża. Kobieta posiadała świadomość, jak działa obecnie ściganie przestępców, bo jakkolwiek na to patrzeć, Mark takowe przekroczył. Nawet jeżeli Henry da im doskonałe dokumenty, to przecież policja dojdzie, kim są i roześlą list gończy za Markiem Ferbisonem oraz jego żoną i córką. Na miejscu zbrodni został wrak ich samochodu, a ich ciał nie znaleziono. Co więc będzie? Pozostało jej tylko czekać. Czuła się niezbyt dobrze, ale starała się tego nie okazywać. Nie tylko, żeby tym dołować męża, ale głównie z powodu córki. Matka zawsze przyzna, że uczucie do dziecka, zawsze będzie nieco górować nad miłością do męża. Co działo się w ciele Julii?
Na samym początku dziewczynka niczego nie zauważyła, bo pochłonęła ją wirtualna konwersacja z jej przyjaciółką, Ann. W końcu dostrzegła wypadek i ostatecznie całe wydarzenie. Nie bardzo potrafiła sobie wytłumaczyć, co się naprawdę stało. Na szczęście dym zasłonił, co się stało. Słyszała zdawkowo rozmowę, ale zwykle nie wsłuchiwała się w rozmowy starszych. Teraz siedzieli w domu, wyglądającym jak forteca i poznała Henrego i jego piękną żonę. Nie wiedziała, co zrobił jej tata i nie pytała. Dla niej to nie miało znaczenia co uczynił. Dla niej był doskonałym ojcem i przyjacielem. Nigdy mu tego nie mówiła, ale zawsze rozpierała ją duma, że ma takiego ojca. Nie miał z nią nigdy problemów. Uczyła się dobrze i zawsze była posłuszna wobec starszych, a szczególnie rodziców. Miała całkowite zaufanie do mamy i taty. Kochała mamę i nigdy nie miała z nią żadnych konfliktów, jednak sama przed sobą musiała przyznać, że chyba bardziej kochała ojca. Powodu ku temu nie potrafiła znaleźć. Czy dlatego, że odrobinę więcej z nim spędziła czasu? Pewnie nie. Czuła, że ojciec ją bardzo kocha i podobnie jak on, chociaż z oczywistych powodów o tym nigdy nie rozmawiali, nie miała pewności czy ona kocha go bardziej, czy ona jego. Jej uczucie było całkowicie czyste, lecz z drugiej strony nie widziała powodów, żeby czynić starania, aby kochać Sarę bardziej. Czy tak naprawdę kochała ojca mocniej niż mamę? Julia miała dwanaście lat i jej umysł nie stawiał jej takich pytań. Kochała mamę i kochała tatę. Czuła, że nieco więcej kocha tatę i nie zastanawiała się dlaczego. Mama nie czuła się źle z tego powodu. Być może tego nie widziała lub po prostu odczucia Juli były całkowicie subiektywne. Uważała, że jest w doskonałej rodzinie. Ojciec kochał mamę, mama kochała ojca i obydwoje dawali jej dużo miłości. Czuła się całkowicie spełniona i szczęśliwa. Cokolwiek by się nie stało, nie mogło to wpłynąć na jej stan serca i umysłu. Dziewczynka nie zdawała sobie sprawy, co właściwie się stało. Na razie nie pytała. Wiedziała, że jeśli zapyta, otrzyma odpowiedź.
W tym czasie kiedy obie jego ukochane osoby w ułamku chwil analizowały ubiegłe wydarzenia, Mark trwał nadal w lekkim szoku, kiedy dotarł do niego głos Henrego.
– Musicie wyjechać, przygotuję dla was dokumenty. Mam duże wpływy, zrobię co w mojej mocy, by wszystko uciszyć. To twoja rodzina? – zapytał Henry.
– Tak, to moja żona, Sara, a to córka, Julia.
Mężczyzna popatrzył na ładną brunetke i śliczną blondyneczkę.
- Gdzie pracujesz, Mark? – W Metal-exp.
– Ach u Boba, mamy małe, wspólne interesy.
– To dlatego nie mogę nigdy dać sobie rady z jego zeznaniami podatkowymi – odezwała się Sara.
- Robisz dla niego rachunkowość? – zapytał Henry.
– Jestem księgową i ktoś mu mnie polecił.
– Och tak – uśmiechnął się Henry.- Ja sam potrzebuję kogoś dobrego, zapłacę ci cztery razy tyle, ile masz teraz, pomyśl o tym. Chociaż planuję się odwdzięczyć twojemu mężowi, więc nie wiem, czy w ogóle będziesz musiała pracować.
– Kto to jest Leon? – zapytał Mark.
–To mój partner w interesach... a właściwie przeciwnik. Widzisz, pół miasta należy do mnie, a drugie pół do niego. Krótko mówiąc, nie mogliśmy się pogodzić i chciał mnie wykończyć. Udało mu się zdjąć dwa wozy z ochroną i gdyby nie ty... To były KGB, nie bardzo miły facet.
– Czym się zajmujesz? Narkotykami, prostytucją? – kontynuował Mark, jednak powiedział to bardzo cicho.
Henry tylko się uśmiechnął.
– Nieruchomości. Staram się trzymać daleko od mokrej roboty, to raczej pula Leona.
Zadzwonił jego cell i Henry zmarszczył czoło.
– Tak, tak jest, postaram się.
Henry zakończył rozmowę.
To nie był Leon, prawda? – zapytał Mark.
– Masz rację, to ktoś, kogo nie znam osobiście, ale wiem, że jest wielki.
Mark dostrzegł w oczach Henrego strach, ale trwało to ułamek chwili. Weszła Linda.
– Gotowe? – zapytał ją Henry.
– Tak, Henry.
Podeszła do Marka, podała my koperty.
–To są paszporty i bilety, lecicie do Perth – zwróciła się do Marka.
,, Pracują jak doskonali agenci” - pomyślała Sara. Lecimy do Australii na fałszywych papierach! Spojrzała na córkę. Wyglądała, że Julia nie słucha, ale znała dzieci w jej wieku. Z pewnością wszystko rejestrowała. Sara milczała, ale nadal analizowała fakty.
Julia siedziała z nimi i kiedy tata zaczął rozmawiać z Henrym, patrzyła na swoje jeansy i zaczęła ciągnąć palcami lekko wystającą nitkę. ,,Och! Lecimy do Austaralii” - usłyszała - ,, To fajnie, a to się koleżanki ucieszą, kiedy im powiem”. Ten pan coś wspominał o rządzeniu miastem, o jakimś Leonie. Dziewczynka nadal udawała, że nie słucha, ale w tej chwili jeszcze bardziej wytężyła słuch. Co się stało tam, gdzie widziała ten wypadek? Usłyszała coś jak starały, ale mama powiedział, że to coś stało się w samochodzie. Niczego jej nie mówią, a to jest interesujące. Wyczeka na odpowiednią chwilę i zapyta, jeżeli sami jej nic nie powiedzą wcześniej. Coś się stało, ale co? Zerknęła krótko na twarz mamy, a ta pozostała spokojna, podobnie po chwili rzuciła wzrokiem na twarz ojca. U niego też nie dostrzegła objawów, nawet zdenerwowania, a to mogło jedynie świadczyć, że być może nic takiego się nie stało, a to, że lecą do Australii, jest czystym przypadkiem. Postanowiła milczeć i czekać.
– A, jeszcze jest książeczka bankowa. Henry zrobi tam przelew, kiedy dolecimy do Australii. Henry jest dobrym człowiekiem. Mam do niego uczucie, więc też bym ci chciała specjalnie podziękować. Pojadę z wami do Australii, a ze mną, jeszcze dwóch naszych ludzi. Tak dla pewności, Leon jest bardzo sprytny i ma też duże możliwości.
– Dobrze, dziękuję – powiedział Mark.
Mark odniósł przez chwile wrażenie, że Linda mówi prawdę. Wyczuł coś jeszcze, o czym Sara by nie chciała wiedzieć. lecz... mógł się mylić. Miał teraz ważniejsze pytanie. Kim naprawdę jest. To, co się stało i ta wizja wskazywała na to, że nie jest zwykłym Markiem Ferbisonem, albo nie tylko nim. Otworzył koperty. Nazywał się teraz Lorenzo, Tom Lorenzo, jego żona Terry, a córka Pamela.
– Dziękuję jeszcze raz – rzekł Henry. Za chwilę będzie obiad. Nie musicie nic brać, w hotelu będziecie mieli ubrania i wszystko. Nasi agenci już szukają wam domu, powinno być dobrze.
Henry mówił prawdę lub był doskonałym aktorem. Mark zastanawiał się przez chwilę, jak to wszystko odbierze Sara i Julia. Przecież wszystko się zmieniło w ich życiu, dosłownie w ciągu kilku minut!
Zanim to pomyślał, one oczywiście właśnie o tym myślały. Zarówno żona, jak i córka słuchały, ale o nic nie pytały. Słowa Henrego upewniły ją, że nieznajomy, którego jej mąż uratował, odwdzięcza się za uratowanie i ona na jego miejscu, gdyby miała możliwości, nie postąpiłaby inaczej. Podeszła do stołu. Dziwne, że jako żona i doświadczona kobieta, niczego nie dostrzegła w zachowaniu Lindy, może umknęło jej, jak ta ładna brunetka spojrzała na jej męża. Jak na ironię zobaczyła to jego córka. ,, Och” - pomyślała Julia. ,, Ta kobieta patrzy na tatę jakby jej się bardzo, ale to bardzo podobał. Ciekawe, czy mamusia to zauważyła". Zanim doszli do stołu, dyskretnie zlustrowała twarz mamy, lecz niczego tam nie dostrzegła. Usiedli do stołu. Mark ukradkiem obserwował Julię. Rozglądała się, lecz nie robiła wrażenia, że coś z nią jest nie tak. Sara usiadła obok niego.
– Co się właściwie stało, dym wszystko zasłaniał i nic nie widziałam. Słyszałam strzały...
Mark spojrzał na nią.
– Nic się nie martw, powiedziałam Julii, że to coś w samochodzie... Nie pytała nic więcej - szepnęła Sara.
– Nie mogę teraz, później ci powiem.
Rodzice rozmawiali tak cicho, że blondyneczka niczego nie usłyszała. Nie należała do dociekliwych, może dlatego, że czuła się kochana i bezpieczna. Zawsze wiedział, że o ważnych sprawach jej powiedzą, a kiedy zapyta, odpowiedzą, zgodnie z jej zrozumieniem. Fakt, przeważnie w takich sytuacjach, chociaż mogła je policzyć na palcach jednej dłoni, pytała zwykle tatę. Tylko w tych bardziej delikatnych sprawach dotyczących intymności, pytała mamy. Chodziło o okres i podpaski. W innych zwykle zwracała się do ojca.
Obiad był dobry, choć nie wyszukany.
Mark czuł się dziwnie. Prawdopodobnie zabił dwóch ludzi i to nie w swojej obronie. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek kogoś uderzył lub ukrzywdził w ten czy inny sposób. Zawsze stronił od bójek i przemocy. Jednak teraz nie czuł się, winny i nie oceniał siebie. Cały czas szukał odpowiedzi, w świetle tego wszystkiego, co zaszło, kim naprawdę jest. Dbał,aby jego mina go nie zdradziła. Oczywiście miał na uwadze dobro dziecka. Sara jako dorosła zrozumie, lecz Julia była jeszcze dzieckiem. Nie chciał żeby miała stres czy czuła się zagrożona.
– Możemy już jechać – powiedziała Linda, kiedy zjedli.
– Dałem Ci cell, a właściwie dwa – rzekł Henry. Ten, pokazał na czarno-złoty, jest do specjalnego kontaktu, tylko ze mną. Zaloguj jakiś kod, a potem, jeżeli naciśniesz ,,7” połączysz się bezpośrednio ze mną, a i ja będę wiedział, że to ty dzwonisz.
Mark popatrzył jeszcze raz na uratowanego przez jej męża, ale nie znalazł na jego twarzy, nic co wskazywałoby, że to jakaś gra. Podobnie w tej chwili postąpiła Sara. Spojrzała na Henrego, lecz niczego nieprawdziwego tam nie dojrzała. Poczuła, że zaczyna być tym wszystkim nieco zmęczona. Ufała mężowi i całkowicie zdała się na niego. Do tej pory nie mieli najmniejszych sprzeczek. Czuła się kochana i doceniona. Ze swojej strony próbowała mu się za to odwdzięczać cały czas ich wspólnego życia.
Wyszli na dwór, wsiedli do czarnego Lincolna Town Car. Usiedli z tyłu. Linda usiadła z przodu, obok kierowcy. Mark zauważył, że czarny Tahoe, wyglądający prawie identycznie jak Suburban, jedzie przed nimi, a drugi za nimi. Wyglądało, że mają eskortę.
- Dlaczego jedziemy nagle do Australii? – zapytała Julia.
Uznała, że jest dobry czas, by zapytać.
– Jedziemy na wakacje, nie mogę Ci powiedzieć nic więcej, kochanie.
,, Och, tylko tyle, sądziłam, że powie mi więcej. Dobre i to” - pomyślała. Może postąpiłam niewłaściwie? Spróbuję to odkręcić, jeśli tak to tata odebrał. Zawsze jest dla mnie dobry i szczery.
– Dobrze tatusiu, nie gniewaj się, że pytam.
Mark nic nie odpowiedział córce a ona patrzyła przez okno. Potem spojrzała na Marka.
– Wiesz tata, to nawet fajnie, że jedziemy. Może zobaczymy kangura albo strusia.
– Być może tak się stanie.
,, Tak, to pewnie nic ważnego. Postaram się nie pytać. Gdyby stało się coś naprawdę istotnego, z pewnością by mi powiedział” - przyszła jej taka myśl, lecz zaczęła być od tej chwili spokojniejsza. Postanowiła pytać jak najmniej. Przyjechali na lotnisko bez żadnych kłopotów. Odprawa celna odbyła się bez przeszkód. Dokumenty musiały być doskonałe.
Czekała ich długa podróż. Sara nie robiła wrażenia zniecierpliwionej, lecz kiedy Julia zasnęła, zapytała Marka jeszcze raz, co się stało. Sprawdził sam, że Julia śpi i opowiedział żonie, co zaszło. Kiedy skończył, patrzyła na niego długo.
– To brzmi nieprawdopodobnie, ale oczywiście wierzę we wszystko, co powiedziałeś. Cokolwiek się wydarzy, jestem z tobą.
Uścisnęła mu dłoń... Kocham cię, na dobre i złe.
Położyła mu głowę na ramieniu i zasnęła. Mark również zasnął. Spali długo i mocno, a gdy się obudzili, byli już na miejscu. Obsługa samolotu nie przerywała im drzemki. Lot z Los Angeles do Sydney to jeden z najdłuższych lotów. Stewardesy były przyzwyczajone, że ludzie czasem spali bardzo długo i śpiąca trójka nie wzbudziła w nich żadnych podejrzeń.
W Sydney mieli przesiadkę do Perth. Sara i Julia rozmawiały, jakby normalnie jechały na wakacje. Linda z człowiekiem Henrego, siedzieli kilka miejsc dalej. Drugiego człowieka, Mark nie dostrzegł. Nie miał nawet wrażenia, że Linda i jej ludzie, na nich patrzą.
Dodaj komentarz