Fremione r.XXVIII

Fremione r.XXVIIIMagomedycy i najlepsi Aurorzy mruczeli zaklęcia przez niemal godzinę. Hermiona już tego serdecznie dosyć. Chciała wrócić z Fredem do domu i wziąć na ręce małego Briana, a nie sterczeć w Ministerstwie. Wiedziała jednak, że nie może kręcić nosem. Od tych badań zależało jej bezpieczeństwo i prawdopodobnie również jej zdrowie psychiczne.
- Mam! – syknął w końcu jeden ze starszych Magomedyków i machnął potężnie dębową różdżką. Wokół brązowowłosej natychmiast zmaterializowała się delikatna aura. Pozostali czarodzieje momentalnie się na niej skupili, starając się oddzielić ją od młodej kobiety. Potężne zaklęcia ochronne zaczęły oplatać byłą Gryfonkę, przez co przez moment wyglądała tak, jakby miała na sobie potężną średniowieczną zbroję. Zaklęcia pomogły jednak, bo nieznana nikomu aura, wkrótce zamigotała i rozpłynęła się w powietrzu.
- Co to było? – zaniepokoił się Harry, patrząc na zatroskanych współpracowników.
- Czarnoksięskie zaklęcie. Bardzo trudne do wychwycenia, jeśli jest rzucone prawidłowo. To jednak najwyraźniej zostało wykonane w wielkim pośpiechu i prawdopodobnie przez kogoś o niezbyt dużych zdolnościach magicznych.
- Ron? – zapytała szeptem Hermiona, patrząc niepewnie to na swojego męża, to na Harry’ego.
- Nie wiem, Miona – zafrasował się jej przyjaciel. - Jeśli był to on, to znaczyłoby to, że kręcił się gdzieś w pobliżu ciebie… Panowie, jak miało działać to zaklęcie?
- Śledzić osobę, na którą zostało rzucone. W dzień i w nocy, w każdej sytuacji – wyjaśnił najstarszy Auror.
- Ale ja je odczuwałam tylko na zewnątrz.
- I tu poruszyła pani od razu dwie ważne dla nas kwestie, panno Weasley. Otóż jak wspomnieliśmy, to zaklęcie nie działało prawidłowo, bo gdyby tak było, czar namierzałby panią w każdych okolicznościach. A pani nawet nie zdawałaby sobie z tego sprawy. Stało się jednak inaczej. I bardzo dobrze, bo dzięki temu, że to pani wyczuła, mogliśmy odizolować od pani ów czar, zamykając go w przestrzeni za pomocą naszej magii. Teraz tylko przyjdzie nam ustalić, kto zaś rzucił na panią ów zaklęcie i złapać winowajcę.
- Czy oznacza to, że moja żona jest już bezpieczna? Nikt jej nie śledzi? – zapytał wciąż przejęty Fred.
- Na pewno już nie za pomocą żadnego zaklęcia, panie Weasley, tego możecie być państwo pewni.
- Czyli bez przeszkód mogę zabrać żonę do domu?
- Oczywiście. Nic nie stoi na przeszkodzie. My zajmiemy się ustalaniem sprawcy tego przykrego zajścia i gdy tylko otrzymamy jakieś konkretne wyniki, poinformujemy o nich państwa…
- Zjawię się w Norze, gdy moi ludzie coś ustalą – zaoferował się natychmiast Harry.
- Dobrze… Chodźmy, Hermiono.

Pół godziny później Hermiona z radością wzięła syna na ręce.
- Nareszcie czuję się wolna, Fred! – powiedziała z szerokim uśmiechem. – Nie czuję tego okropnego uczucia, które towarzyszyło i niemal zawsze, gdy wychodziłam na dwór.
- „A co się stało?” – usłyszeli za sobą głos Georga.
- Angelina! George! Co wy tutaj robicie? – wykrzyknęła zdumiona Hermiona.
- Przyjechaliśmy odwiedzić rodzinkę – zaśmiała się była Ścigająca Gryfonów. – Co cię tak zestresowało, Hermiono?
Para pokrótce opowiedziała gościom, co wydarzyło się tego dnia.
- Jeśli to Ron, to przysięgam, że ukatrupię tego gnoja! – warknął rozzłoszczony George. – Jak on śmiał zrobić coś takiego?!
- Spokojnie, skarbie. Jeszcze nawet nie wiemy, czy to faktycznie on… - Angelina próbowała go pocieszyć.
- Jestem przekonany, że to on! Był zbyt zazdrosny o Hermionę, by tak łatwo odpuścić. Jeszcze te zdjęcia, które znaleźli w jego celi. No i sama ucieczka… Nie wydaje mi się, by zrobił to, kto inny Śmierciożercy już dawno gniją w więzieniu, Hermiona nie ma żadnych wrogów… Tylko nasz głupi, były brat miał do niej jakieś „Ale” i nie potrafił się pogodzić z tym, że dziewczyna nie wybrała właśnie jego. Dlatego oświadczam, że zabiję go przy najbliższej okazji i nawet mi ręka nie zarży!
- Dzięki, bracie! – mruknął Fred, klepiąc drugiego Bliźniaka po łopatce. – Ale zmieniając temat… Czemu przyjechaliście tak nagle?
- Zamknęliśmy nasz biznes we Włoszech – wyjaśnił już dużo spokojniej drugi z rudzielców.
- Dlaczego? – zdumiała się Hermiona.
- Było za dużo niedomówień z Włochami – wyjaśniła Angelina. – Oni mają zupełnie inny stosunek do magii. To, co nawet wam – wskazała na Bliźniaków – wydawało się przesadą i groziło niebezpieczeństwem, dla nich jest najbardziej pociągające. Ten naród uwielbia się bawić. Nieraz ocierali się o Zasady Tajności. Nawet nie wiem, ile razy w ciągu dnia musi tam interweniować Ministerstwo, by tuszować nieodpowiednie użycie czarów. Od nas, a właściwie od George’a wymagali pracy nawet w nocy, bo jak twierdzili, wtedy najlepiej się myśli… No i ich ciągły nacisk na nowe wynalazki… Zrezygnowaliśmy.
- Tak, miałem serdecznie dość ciągłego kłócenia się z tymi imbecylami, że niektóre nasze produkty wymagają dłuższego czasu testowania. Oni chcieli mieć wszystko działające na wczoraj i nie przyjmowali żadnych wyjaśnień… - dopowiedział George, obejmując czule Angelinę. – Poza tym zdecydowaliśmy się przyspieszyć ślub.
- Dlaczego? – zdumiał się Fred, patrząc niepewnie na swojego brata.
- Och! – wykrzyknęła naraz brunetka zduszonym głosem, zrywając się z kanapy. – Wy również?!
Angelina przytaknęła jej z szerokim uśmiechem. Już po chwili obydwie dziewczyny trzymały się w objęciach.
- Co jest? – zapytał Fred.
- Nie tylko ty masz monopol na zostanie rodzicem, stary – odparł George, śmiejąc się wariat.
- Aleś zasunął! – mruknął drugi Bliźniak. – Chyba tylko Bill i Fleur mieli w naszej rodzinie dzieci po ślubie – zaśmiał się, gratulując bratu. – Rodzice już wiedzą?
- Tak. Gdy byliście w robocie, wróciliśmy z Muszelki i zainstalowaliśmy się w dawnej sypialni Charlie’go.
- Wspaniale, że znów jesteśmy wszyscy razem – powiedziała Hermiona, przytulając szwagra. – Rodzice nie będą tak strasznie samotni…
- A jakby tak?... – mruknął Fred i podszedł do okna.
- O czym myślisz, braciszku? – zainteresował się George, dołączając natychmiast do niego.
- Nad kupnem ziemi – wyjaśnił Fred z tajemniczą miną, wskazując na połać ziemi widoczną na skraju ogrodu państwa Weasley’ów.
- A po co ci to? – zapytała zdumiona Angelina.
- Moglibyśmy się tam wybudować! – wyjaśnił natychmiast George z miną wielce przebiegłą. – Nasz kominek można by połączyć z Magicznymi Dowcipami. Poszerzyłoby się ogrodzenie, likwidując to na końcu ogrodu. Nasze maluchy mogłyby odwiedzać dziadków, kiedy tylko naszłaby ich na to ochota. A rodzice na pewno ucieszyliby się, mając nas tak blisko…
- Zaskoczyłeś mnie, Fred – powiedziała Hermiona. – Myślałam, że Londyn i Pokątna ci pasują.
- Bo tak jest – przytaknął młodzieniec, otaczając ją ramieniem. – Ale tutaj spędziłem najszczęśliwsze chwile mojego życia i nie chciałbym stąd odchodzić. Poza tym to świetne miejsce do wychowywania dzieci. Bo wiesz, nie chciałbym skończyć na jednym – wyszeptał jej uwodzicielsko do ucha.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1279 słów i 7437 znaków.

1 komentarz

 
  • Gaba

    Czy w śledztwie dzieje się coś nowego??????? Pozdrawiam

  • elenawest

    @Gaba w jakim śledztwie? mówisz o ucieczce Rona?