Fremione r.XX

Fremione r.XX- Wybrałaś już suknię? - zainteresowała się niecały miesiąc później Ginny, siedząc z Hermioną na zapleczu sklepu. Kilka minut temu wpadła z wizytą kontrolną, sprawdzić, jak ma się braciszek i przyszła szwagierka.
- Na ślub Luny i Harry'ego tak, ale swojej ślubnej jeszcze nie znalazłam — odparła Hermiona swobodnie. Rudowłosa skrzywiła się natychmiast i powiedziała:
- Ale ty zdajesz sobie sprawę, że do ślubu zostały już tylko trzy tygodnie?
- Oczywiście — zaśmiała się brunetka. - Spokojnie zdążę kupić coś jeszcze.
- Coś? - syknęła Ginny, taksując przyjaciółkę przeszywającym spojrzeniem. - Coś?! - powtórzyła złowrogo. - Ty na głowę upadłaś? Masz zamiar na własny ślub iść w podomce lub czymś podobnym może?
- Nie histeryzuj! - skarciła ją była Gryfonka. - W tym tygodniu miałam zamiar przejść się po sklepach i wybrać odpowiednią kreację...
- Beze mnie? O której zamykacie?
- O ósmej...
- Odpada, sklepy będą już zamknięte... W takim wypadku jutro bierzesz sobie wolne!
- Zwariowałaś? Nie zostawię Freda samego! - obruszyła się natychmiast panna Granger.
- Przyprowadzę Blaise'a. Pomoże Fredowi... I bez gadania! Jutro idziemy do mugolskiej części Londynu na zakupy.
Hermiona westchnęła zrezygnowana, bowiem legendarny był już upór najmłodszej latorośli państwa Weasley'ów, obecnie szczęśliwej małżonki Blaise'a Zabiniego...
- Dobrze, ale jeśli on mi upije Freda, to z pretensjami zgłoszę się do ciebie! - ostrzegła ją, na co Wiewióra uśmiechnęła się tylko przebiegle.

Nazajutrz spotkały się przed furtką Nory i wspólnie udały się do Londynu. Hermiona ze zdumieniem odkryła, że Ginny nawet już w bardzo zaawansowanej ciąży ma niespożyte zasoby energii i daje im upust, ciągając przyjaciółkę od sklepu do sklepu.

- Dość! - powiedziała w końcu panna Granger, gdy wyszły z kolejnego sklepu, w którym Hermiona przymierzyła chyba z osiem nowych kreacji.
Ginny spojrzała na nią krótko i ruszyła bez słowa ku najbliższej ławce, na której usiadła ciężko z błogim wyrazem twarzy.
- Nawet nie czułam, że też jestem taka zmęczona — przyznała z przepraszającym uśmiechem, gdy brunetka dołączyła do niej.
- Przeliczyłaś się — zaśmiała się Hermiona, wachlując się otwartą dłonią dla ochłody i patrząc na Ginny, która gładziła się po sześciomiesięcznym brzuchu. - Idziemy na jakiś obiad?
- Chętnie. Poczułam też, jaka jestem głodna... I maluch również — zachichotała, podnosząc się z wysiłkiem.
- Znacie już płeć dziecka? - zapytała Hermiona, prowadząc Rudą do jednej z jej ulubionych restauracji.
- Nie, ale podejrzewam, że będzie to dziewczynka. Blaise jest wniebowzięty!
- Wcale mu się nie dziwię. Fred również dostał bzika na punkcie dziecka.
- Tak, jakby i bez tego nie był wystarczająco pokręcony — zaśmiała się Wiewióra, bez litości obgadując brata. Hermiona zawtórowała jej. Czekając na obiad, raczyły się co zabawniejszymi historyjkami z tego okresu, gdy się nie widziały.

Po zjedzeniu obfitego posiłku, który dodał im energii, odwiedziły jeszcze dwa sklepy i to w tym drugim obie jednakowo, ku zgorszeniu ekspedientki, wpadły w dziki zachwyt na widok szerokiej i wielce falbaniastej sukni ślubnej, która na Hermionie leżała wprost idealnie, pomimo stanu dziewczyny. Nie zastanawiając się wiele, dobrały do niej dodatki i kupiły całość, przemycając wszystko do sypialni państwa Weasley, by nikt z zainteresowanych osób (czyt. Fred) nie zobaczył jej przed czasem. Molly na widok kreacji również wpadła w zachwyt, mówiąc, że Hermiona będzie cudowną panną młodą. Była Gryfonka ze szczęścia rzuciła jej się na szyję, a następnie pognała na piętro, by zacząć szykować się do następnego dnia, do ślubu Luny i Harry'ego. Była akurat w połowie przygotowań, gdy do Nory przybył, o dziwo! trzeźwy Fred. Zjedli więc wspólnie kolację i poszli do swojego pokoju.
- I jak? Suknia kupiona? - zapytał Fred, gdy wrócił z łazienki.
- Tak, ale nawet nie próbuj żadnymi sposobami dowiadywać się, jak wygląda, bo marny twój los! - ostrzegła, grożąc mu palcem. Siedziała na szerokim łóżku i malowała sobie paznokcie. Fred ostrożnie przysiadł koło niej i uśmiechając się delikatnie, powiedział:
- Znam ten mugolski przesąd, że nie wolno zobaczyć panny młodej przed ślubem w sukni ślubnej... Poza tym on wywodzi się od czarodziejów — dodał.
- Naprawdę? - zdumiała się, bo dotąd jeszcze tego nie słyszała.
- Tak, podobno kiedyś, wieki temu, jakiś szlachcic tak bardzo chciał zobaczyć swoją wybrankę w kreacji w dzień ich ślubu, że wpadł pod koła rozpędzonego wozu i skonał w ramionach ukochanej, która była czarownicą. Młoda kobieta tak bardzo przeżyła jego śmierć, że rzuciła czar, który miał być przestrogą dla innych — opowiedział rudzielec, spod oka przyglądając się działaniom narzeczonej. Bardzo podobała mu się w makijażu, ale wręcz ubóstwiał ją, gdy go na sobie nie miała.

Nazajutrz rano śniadanie odbywało się w niejakim pośpiechu i roztargnieniu, bowiem cała rodzina Weasley'ów została zaproszona na ślub Potter'a i Lovegood. W uroczystości z wiadomych przyczyn udziału miał nie brać Ron oraz George z Angeliną, którzy przez nawał pracy nie mogli zjawić się na ślubie, lecz przysłali dla młodej pary ogromny prezent, który wręczyć w ich imieniu mieli Fred z Hermioną.

Gdy wreszcie zjawili się pod odbudowanym domem Potter'ów w Dolinie Godryka, Hermionę najpierw przeraziła ilość zaproszonych gości, a potem zachwyciła suknia, gdy zobaczyła Lunę w dziewiątym miesiącu ciąży. Dziewczyna nawet zdążyła się zdziwić, że Luna nie zdecydowała się wziąć ślubu już po porodzie...
- Cudownie wyglądasz — zagadnęła blondynkę, gdy tylko weszły wraz z Ginny do starej sypialni Lilly i James'a Potter'ów. Luna obdarzyła ją szczerym, acz nieco przymulonym (jak zwykle zresztą) uśmiechem. - Nie boisz się, że emocje wywołają poród?
- Nie, zostały mi jeszcze dwa tygodnie do terminu — odparła blondynka. Dziewczyny spojrzały na siebie lekko niepewnie i wyszły z pokoju, gdy wszedł do niego pan Lovegood.

- Myślisz o tym, co ja? - zagadnęła ją Ginny, gdy znalazły się na dole przy swoich partnerach.
- Sądzisz, że Luna symuluje?...
- Może niekoniecznie to, ale wydaje mi się, że na czas wesela trzeba by ją mieć na oku — zdecydowała twardo Ruda.
- Podejrzewasz, że zacznie rodzić, tak? W sumie ci się wcale nie dziwię... To już dziewiąty miesiąc, te dwa tygodnie przy takich emocjach mogą iść w zapomnienie.
- Nie przesadzacie przypadkiem? - zapytał cicho Blaise.
- Nie! - odpowiedziały chórem, by następnie przenieść wzrok na schodzącą po schodach pannę młodą. Jej suknia ślubna nie tylko u Hermiony wywołała dziki zachwyt, a większa część męskiego grona spoglądała tego dnia z uznaniem i niejaką zazdrością na elegancki garnitur Harry'ego.
Hermiona uśmiechnęła się czule do Freda. Zapowiadał się cudowny wieczór!

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1284 słów i 7233 znaków.

Dodaj komentarz