Fremione r.X

Fremione r.XFred zerwał się natychmiast ze swojego miejsca i z miną skazańca idącego na szafot, ruszył za przyszłym teściem.
Przestraszona Hermiona spojrzała na mamę, lecz widząc wesołe błyski w oczach kobiety, rozluźniła się nieco.
- Nic mu nie będzie? - zapytała jeszcze dla pewności.
- Spokojnie, tata sobie trochę pogada, potem pewnie chlapną sobie po kieliszku i wszystko rozejdzie się po kościach — odparła pani Granger, uśmiechając się uspokajająco do jedynaczki. - Ale muszę przyznać, że nie spodziewaliśmy się takiej rewelacji! Kiedy się dowiedziałaś? Gdy byłaś u nas przed ślubem Ginny, nic nie mówiłaś...
- Bo wtedy jeszcze nie wiedziałam... Pod koniec wesela zemdlałam i Fred zabrał mnie do szpitala. Tam powiedzieli, że jestem w ciąży — wyjaśniła. - Nie jesteś zła?
- A dlaczego miałabym być? To wspaniale, że założycie rodzinę. Co prawda wcześniej, niż na to liczyliśmy, ale i tak jest to wspaniała wiadomość! Przecież zostanę babcią!... A tak przy okazji, masz może już jakieś zachcianki?
- Nie — zaśmiała się Gryfonka, zabierając się wreszcie za swoją zupę. - Na razie nie odczuwam jeszcze żadnych dolegliwości.
- Pewnie dopiero się zaczną...
- Mam się już bać?
- Raczej to Fred powinien, bo podejrzewam, że to on będzie biegać po różne składniki...
- Raczej coś mi wyczaruje, gdy go o to poproszę — zaśmiała się brunetka.
- Ciągle zdarza mi się zapominać, że nasza córka jest czarownicą.
- " I to nie byle jaką!" - usłyszały radosny głos młodego Weasley'a od strony gabinetu. Hermiona uśmiechnęła się do niego szeroko, a potem podeszła do ojca i przytuliła go mocno.
- Dziękuję, tatusiu! - wyszeptała ze łzami w oczach.
- Za co? - zaśmiał się.
- Że go nie uszkodziłeś. Ja go naprawdę kocham!
- Wiem to i wiem również, że on to samo czuje do ciebie. W innym wypadku inaczej byśmy rozmawiali! - odparł pan Granger, głaszcząc córkę po lśniących włosach. - I wierzę w to, że będziecie razem szczęśliwi!
- Już jesteśmy.



- I co? Mówiłem, że nie będzie tak źle, prawda? - powiedział roześmiany Fred, gdy aportowali się nieopodal Nory.
- Wyjątkowo miałeś rację — uśmiechnęła się do niego.
- Wyjątkowo?... Ja zawsze mam rację — odparł, naśladując jej ton. - Jestem przecież facetem Panny — Wiem - To — Wszystko!
- Dokładnie — powiedziała radośnie. - Pozostaje nam tylko do omówienia sprawa Rona...
- To chodźmy do mojego pokoju. Ściągnę z piętra tych dwoje zakochańców i pogadamy w czwórkę, dobrze?
Hermiona kiwnęła mu tylko głową i weszła po schodach na górę. Lekko obawiała się tej rozmowy, bo choć Bliźniacy byli źli na Rona, to nadal pozostawał on ich bratem...
- Cześć, pracusie! - powiedział wesoło George, wchodząc do pokoju i natychmiast siadając na łóżku obok młodszej Gryfonki. - Jak tam czuje się nasza młoda mamusia?
- Całkiem dobrze, zwłaszcza że dopiero co wróciliśmy od moich rodziców!
- Powiedzieliście im? - zainteresowała się natychmiast Angelina.
- Tak — przytaknął Fred.
- I jak na tę wiadomość zareagowali przyszli teściowie?
- W porządku. Odbyłem jedynie poważną rozmowę z ojcem Miony przy kieliszku mugolskiej wódki i to tyle.
- Tak... Jest jednak coś, o czym chciałabym z wami porozmawiać, chłopcy.
- Oho! Słysząc ten ton głosu, zaczynam obawiać się najgorszego! - mruknął George, udając przerażenie. - Zrobisz nam kolejny wykład?
- I to ciebie mam mieć za jednego ze szwagrów! - jęknęła, z politowaniem kręcąc głową. - Ratuj, Merlinie!... A tak na poważnie, to chodzi mi o ślub z Fredem.
- No i?
- No i mam pewien dylemat?
- Jaki? Zastanawiasz się, czy aby na pewno wyjść za mojego jakże przystojnego braciszka?...
- George! - ofuknęła go Angelina, na co on natychmiast się uciszył.
- ... Chodzi mi o Rona, George.
- Ah, już rozumiem! - powiedziała czarnoskóra dziewczyna. - Nie jesteś pewna, czy go zaprosić tak?
- Tak...
- No to nie mogłaś tak od razu powiedzieć? - zbulwersował się drugi bliźniak.
- Odczep się! Mogłeś się sam domyśleć! - skrytykowała go Hermiona.
- Jeszcze czego! - obruszył się rudzielec. - Za dużo ode mnie wymagasz, Granger...
- Uspokójcie się oboje natychmiast! - zburczał ich Fred. - Faktem jest, że i ja za bardzo nie wiem, co z tym fantem zrobić. Nie wiem, czy chcę, by Ronald był na moim weselu... Zachował się paskudnie wobec Hermiony i bynajmniej nie mam zamiaru puścić mu tego płazem...
- Więc co proponujesz?
- Nic... Gdybym miał jakiś pomysł, nie pytałbym się ciebie o radę, braciszku!
- Fakt, nie pomyślałem... Nie mniej jednak sprawa jest ciężka, bo z jednej strony Ron to nasz głupi brat, rodzina, chociaż przez nas wydziedziczony, z drugiej, po tej akcji, jaką odwalił, nie powinien zjawiać się na tak ważnej dla nas wszystkich uroczystości... Podejrzewam jednak, że tą decyzją zasmucicie matkę...
- "Sam ją zasmucę, gdy jej powiem, że nie będzie mnie na weselu brata!" - usłyszeli chłodny głos od strony korytarza.
- Matka nie nauczyła cię pukać, jak wchodzisz, Ronald? - zapytał cierpko Fred, patrząc na rozzłoszczonego brata.
- Z zasady wchodzi się po to, by pukać — zauważył ironicznie Ron, posyłając Hermionie powłóczyste spojrzenie pełne pogardy. Fred objął ją ramieniem. - Ale wy chyba wiecie o tym aż za dobrze, co?
- Zjeżdżaj stąd albo nasza matka będzie zeskrobywać cię ze ścian!
- Nic mi nie zrobisz, nie jesteś na to dość silny! - zadrwił rudzielec. Fred, starając się opanować i nie rzucić na brata, warknął tylko przez mocno zaciśnięte zęby:
- Czyli jak mam rozumieć, nie będzie cię na naszym ślubie, tak?
- Mylisz się, na ślubie będę, ale nie liczcie na to, że będę choćby udawać radosnego. Nie zostanę natomiast na tej farsie, która nastąpi potem!
- Wiesz co, Ron? - George wtrącił się do rozmowy. - Chyba zaczynam żałować, że uchroniliśmy cię przed Lavender. Byłby z ciebie piękny rogacz...
- Jesteś bezczelny! - syknął wzburzony Ron.
- Naprawdę? - zdziwił się uprzejmie drugi Bliźniak. - A sądziłem, że to twoja cecha...
- Odszczekaj to! - wściekł się Ron, wyciągając różdżkę.
- Serio? - zakpił Fred, stając koło swej wiernej kopii z różdżką. - Chcesz pojedynkować się z naszą dwójką? Ty naprawdę nie masz nic w tym baniaku i jesteś taki głupi sam z siebie, czy ci za to płacą, a ty chcesz skończyć to w Mungu na oddziale beznadziejnych wypadków?... Bo jeśli tak, to my chętnie ci w tym pomożemy.
Chłopak przyjrzał się postawnym braciom, a następnie trzasnął drzwiami, zostawiając ich w czwórkę w pokoju.
- Nigdy nie sądziłem, że Ron aż tak zejdzie na psy. To przykre, że tak się zmienił po wojnie — powiedział George.
- Myślę, że jemu po prostu woda sodowa uderzyła do głowy — mruknął Fred. - Te wywiady, których udzielaliście... Najwyraźniej stwierdził, że chyba może mieć wszystko bez żadnych konsekwencji, że Hermionę można zdobyć, bo tak, i koniec... Nie przewidział tego, że los podstawi mu nogę i na prostej drodze wyłoży się jak długi!

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1344 słów i 7241 znaków.

Dodaj komentarz