Fremione r.XXI

Fremione r.XXI- Jest piękna! - szepnęła Hermiona, jak zauroczona wpatrując się w kroczącą przy ojcu Lunę. Jej oblicze pomimo lekko marzącego wzroku promieniowało szczerą radością.
- Masz rację — przyznał Fred, nachylając się narzeczonej do ucha. - Ale i tak, ty będziesz cudowniejszą panną młodą. Cieszę się, że udało nam się trochę przesunąć datę ślubu.
- Ja również. A teraz już ciii! - powiedziała, z zachwytem patrząc na roześmianego Harry'ego, który złączył swe dłonie z dłońmi blondynki. Ucichła towarzysząca muzyka. Wszyscy wstrzymali oddech, patrząc, jak młodzi obracają się w stronę poważnego urzędnika.

- No cóż! To chyba był jeden z bardziej niezwykłych ślubów, na jakich przyszło mi uczestniczyć — powiedział jakiś czas później Zabini, obejmując czule Ginny, gdy siedzieli wspólnie z Hermioną i Fredem przy jednym z okrągłych stolików. - I najpewniej jeden z najkrótszych — dodał po sekundzie.
- Masz racje... Jeszcze nie widziałem, by pan młody w takim tempie wynosił nowo poślubioną żonę z namiotu!
- Mówiłam, że to się tak skończy! - skwitowała to Hermiona.
- Ja również! - prychnęła Ginny. - Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Luna tak nagle zaczęła rodzić!
- Podejrzewam, że mogła mieć bóle już wcześniej, lecz wiesz, jaka ona jest rozkojarzona! - mruknęła druga Gryfonka.
- Pewnie masz rację...
- A wy obydwie wiecie, że jesteście wredne? - zaśmiał się Blaise.
- Oczywiście! - odpowiedziały jednocześnie, szczerząc się do chłopaka.

Trzy godziny później roztańczeni goście weselni otrzymali patronusem wiadomość, że Luna urodziła śliczną córeczkę. Natychmiast zaczęto wznosić toasty za zdrowie mamy i dzidziusia, a kiedy ucichły, przyszła kolejna wiadomość, informująca, że państwie Potter urodził się jeszcze synek. A po kolejnej pół godzinie, że w sumie mają trojaczki! Dwie dziewczynki i synka.
- Tylko nie rób mi takiej niespodzianki! - mruknął Fred sennie, gdy położyli się już spać po nocy pełnej przygód. Hermiona zachichotała cichutko i wtuliła się w narzeczonego.

Trzy tygodnie dzielące ich od ich własnego ślubu minęły niczym z bicza strzelił. Hermiona jednak doskonale pamiętała tę nerwową atmosferę towarzyszącą ostatnim przygotowaniom. W środę przed ślubem przeniosła się do domu rodziców, a następnie udała się do mugolskiego fryzjera i ścięła swoje piękne, długie włosy. Po powrocie do domu dostała od rodziców potężny ochrzan i choć magią mogła przywrócić im ich wcześniejszą długość, pozostała nieugięta. To była jej decyzja i koniec!
- Fred będzie zawiedziony! - mruknęła jeszcze jej mama, ale Miona uśmiechnęła się tylko chytrze, mówiąc:
- Wydaje mi się, że Fred będzie zbyt zestresowany, by w pierwszym momencie zauważyć, że mam inną fryzurę, a potem będzie nią zachwycony! Możesz mi wierzyć!

- Wyglądasz olśniewająco, Hermiono! - powiedziała ze łzami w oczach pani Granger, gdy Ginny zapięła dziewczynie ostatni drobniutki guziczek puszystej sukni.
- Dziękuję! - odparła z szerokim uśmiechem brązowooka, choć kąciki ust mocno jej drżały! Była naprawdę podenerwowana tym, co za niedługi czas miało nastąpić.
- No, nie stresuj się już tak! - zaśmiała się Ruda, obdarzając przyjaciółkę delikatnym kuksańcem w bok. - Wszystko będzie dobrze!
- Boję się tylko pomyśleć, co wymyślili chłopcy na uczczenie tego dnia!
- Może nie będzie tak źle? - zapytała nieśmiało pani Granger. Dziewczyny popatrzymy na nią, następnie na siebie i pokręciły sceptycznie głowami — zbyt dobrze znały bliźniaków i Blaise'a, by nie denerwować się tym, co mogli wymyślić! A znając ich kreatywność, mogło to być dosłownie wszystko!
- Obiecuję ci, że jeśli tylko coś schrzanią, dostaną nauczkę ode mnie! - zagroziła Wiewióra z zaciętym wyrazem twarzy. Hermiona zachichotała cicho, ale już w następnej chwili spoważniała mocno, gdy do jej dawnej sypialni wszedł uśmiechnięty od ucha do ucha George.
- Nooo! - powiedział z podziwem, zatrzymując się przy siostrze. - Hermiono, muszę ci powiedzieć, że mnie zaskoczyłaś! Nigdy nie pomyślałbym, że w krótkich włosach będzie ci tak korzystnie... Jestem pod wrażeniem!
- Dziękuję — uśmiechnęła się szeroko, czując, jak chociaż trochę ciężaru spada jej z serca. - Jak ma się Fred?
- Całkiem dobrze. - tym razem to rudzielec wyszczerzył się radośnie. - Wywlekł mnie z łóżka już o czwartej rano! - poskarżył się z miną zbitego psa.
Dziewczyny parsknęły śmiechem.
- A dlaczego aż tak wcześnie? - zapytała Ginny ze łzami śmiechu w oczach, starając się nie rozmazać sobie makijażu.
- Bo stwierdził, że nie może spać i musi się napić...
- Upiłeś mi narzeczonego?... - zapytała Hermiona, a w jej głosie zabrzmiała ostrzegawcza nuta. George machnął jednak tylko ręką i rzekł:
- A skąd! To on nas upił i powiem ci szczerze, dobrze, że mamy w domu zapasik eliksiru na kaca, bo teraz byłoby z nami naprawdę kiepsko... Wszyscy jesteśmy na całe szczęście trzeźwi.
- Fred?...
- Również — uspokoił ją George, uśmiechając się delikatnie. - Nie musisz się martwić, twój przyszły mąż jest dzisiaj cacy.
- Dobra, koniec pogaduszek! - zdecydowała twardo Ginny, patrząc na zegar ścienny. - Zaraz będą tu rodzice z Fredem, więc lepiej bądźmy już na wszystko gotowe.
Hermiona kiwnęła jej niepewnie głową z niewyraźną miną, bo znów zaczynała się denerwować...

Kilka minut później usłyszała głosy państwa Weasley, a kiedy do pomieszczenia weszła uśmiechnięta pani Granger, Hermiona o mały włos nie zemdlała. Ginny natychmiast rzuciła się ją wachlować, lecz gdy dopiero dziewczyna wypiła szklankę zimnej wody, uspokoiła się na tyle, by dłonie i głos przestały jej wreszcie drżeć. Niedługo potem ojciec sprowadził ją do salonu, gdzie serdecznie przywitała się z Molly i Arturem. George i Ginny teleportowali się natychmiast do Nory.
- Gotowi? - zapytała pani Weasley, patrząc na lekko zaniepokojonych przyszłych swatów.
- Tak — przytaknęli, łapiąc swoją córkę za ręce.
- Deportujemy się bezpośrednio do naszego salonu — powiedział jeszcze Artur, a w chwilę później zniknął wraz z małżonką. Miona ścisnęła mocniej dłonie rodziców i obróciła się wraz z nimi. W sekundę później stali już wspólnie w domu państwa Weasley. Jej rodzice byli lekko zielonkawi, ale dzielnie się trzymali.
- Jak się czujecie po waszej pierwszej wspólnej teleportacji? - zapytała ich jeszcze szybko, bo uroczystość wkrótce miała się rozpocząć.
- Całkiem znośnie — odparła jej mama, uśmiechając się do niej delikatnie. Objęła ją jeszcze i ruszyła wraz z Molly do ogrodu, gdzie ustawiony był już ogromnych rozmiarów namiot. Mugolscy goście Hermiony w lekkim szoku oglądali się na wszystkie strony, widząc wokół siebie tylu czarodziei, którzy kiedyś wydawali im się tylko wytworem czyjejś bujnej wyobraźni. Teraz otoczeni przez ich mrowie, czuli się bardzo nieswojo...

Niedługo potem, gdy złączyła swe dłonie z dłońmi Freda, gdy zobaczyła w jego oczach ogniki radości i prawdziwą, głęboką i szczerą miłość, gdy ujrzała jego zawadiacki uśmiech, poczuła, że jest najszczęśliwszą kobietą na świecie!

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1342 słów i 7442 znaków, zaktualizowała 7 lip 2017.

Dodaj komentarz