Fremione r.XIV

Fremione r.XIV- To chyba dobre rozwiązanie — zdecydowała w końcu pani Weasley, a minę miała taką, że aż serce wszystkich bolało, gdy na nią patrzyli. Po chwili pożegnała się z Ministrem i odeszła do sypialni, skąd dobiegł ich stłumiony szloch kobiety.
- Zakończmy to na dzisiaj — zdecydował Kingsley. - Wszyscy jesteście zmęczeni i podenerwowani. Dość wrażeń jak na jeden dzień. - Podniósł się z fotela i popatrzył uważnie po zebranych. - Może to nie na miejscu w obecnej chwili, ale życzę wam dobrej nocy.
Skierował się do wyjścia i po chwili już go nie było.
- My już pójdziemy — odezwał się Blaise i pomógł wstać Ginny. Niedługo po nich wyszli również Harry z Luną, a Bliźniacy z dziewczynami udali się do pokoju George'a.
- Zawsze twierdziłem, że Ronald to kretyn do potęgi, ale żeby odwalić coś takiego! - odezwał się Fred, zamykając za wszystkimi drzwi. - Po pierwsze muszę niestety przyznać, że trochę pozytywnie mnie zaskoczył, bo on zawsze był najmniej bojowy z nas wszystkich, oczywiście pomijając Percy'ego... Ale to wszystko i tak było poniżej jakiejkolwiek normy dobrego zachowania...
- Nie ma innego wyjaśnienia, on musiał zwariować — powiedział George, obejmując czule Angelinę. - Nigdy jeszcze nie widziałem go w takim stanie, nawet wtedy, gdy był zły na Harry'ego za udział w Turnieju Trójmagicznym.
Hermiona westchnęła, zapatrując się w okno.
- Coś ci jest?! - zaniepokoił się natychmiast Fred.
- Nie, wszystko w porządku, pomimo okoliczności... Po prostu nie mogę uwierzyć, że on się tak zmienił, że w ogóle żywiłam do niego jakieś cieplejsze uczucia! - wyznała. - Wiecie... Wydaje mi się, że chyba on zawsze taki był, tylko się maskował.
- Zbierało mu się to od lat — przytaknęła Angelina.
- Myślałem, że po tym, jak podobny numer odwalił Percy, Ron nigdy czegoś takiego nie zrobi! - wyznał Fred. - Przecież on był wtedy wściekły na Percy'ego!
- Kasa zmienia człowieka... - orzekła Hermiona, wtulając się w opiekuńcze ramiona narzeczonego. Bliźniacy wymienili zaskoczone spojrzenia.
- My się nie zmieniliśmy! - powiedział z całą powagą George.
- Chyba tylko dlatego, że jesteście zbyt zwariowani na coś takiego — zaśmiała się lekko najmłodsza z czwórki młodzieży. Reszta ryknęła śmiechem.
- Dzięki za komplement, Hermiono! - parsknął George.
Gryfonka wyszczerzyła się do niego niepewnie.
- Myślicie, że do niego w końcu dotrze, że źle zrobił? - zapytała smutno Hermiona.
- Nie wiem, ale jakoś szczerze w to wątpię — mruknął Fred. - Przecież dla niego nawet ta kara będzie wybawieniem od naszej rodziny...
- Nie wróci już tutaj, prawda? - zapytała Angelina.
- Bardzo wątpię — powiedział George, po czym w pokoju zapadła ciężka cisza.

Dwa dni później w Magicznych Dowcipach Weasley'ów na Pokątnej.
- Nigdy nie przypuszczałabym, że będę pracować w sklepie! - powiedziała Hermiona z szerokim uśmiechem. Główna siedziba Bliźniaków zaskakiwała ją na każdym kroku i młoda Gryfonka była święcie przekonana, że nigdy nie zapozna się ze wszystkimi tajemnicami sklepu, co bynajmniej wcale jej nie przeszkadzało! Była rozradowana z faktu, że może tu być. Do pomocy mieli jeszcze dwójkę innych czarodziejów, którzy obsługiwali bardziej wymagających czarodziejów. Tam też było więcej niebezpiecznych dla stanu Hermiony przedmiotów, jak stwierdził rudzielec.
- Nie czujesz się uwiązana? - zapytał ją Fred, stając tuż obok niej za ladą, obserwując uważnie klientów, którzy z zapałem myszkowali wśród półek z najróżniejszymi przedmiotami.
- Nie! - odparła radośnie. - Jest tu tyle cudownych rzeczy i tak pięknie wykorzystanej magii, że chyba nigdy nie znudzi mi się przesiadywanie tutaj... Poza tym dobrze wiesz, jak bardzo lubiłam przychodzić do ciebie do Hogsmeade.
- Ale tam zawsze mieliśmy sklep dla siebie, bo Oliver dawał sobie świetnie radę, a tu niestety cały czas musimy obserwować, co się dzieje... Ej! Mały! Jeśli to zwędzisz, ostrzegam, że przez przynajmniej tydzień nie usiądziesz na tyłku! - wydarł się nagle do jakiegoś ucznia, który nerwowo rozglądał się, czy nikt go nie obserwuje. Teraz podskoczył zaskoczony głosem Weasley'a i szybko opuścił sklep.
- W wakacje zawsze macie taki ruch? - zainteresowała się brunetka.
- Tak, aczkolwiek najgorzej jest przed samym początkiem roku szkolnego, bo wtedy uczniowie na potęgę kupują zakazane w Hogwarcie rzeczy. Lub przed walentynkami, gdy mamy tu zatrzęsienie rozhisteryzowanych panienek, poszukujących skutecznych eliksirów miłosnych — zaśmiał się. - I naprawdę, mówię ci, Hermiono, to nie nasza wina, że McGonagall zabroniła wnoszenia do szkoły połowy z naszych produktów!
Hermiona parsknęła śmiechem i ocierając łzy rozbawienia, skasowała klienta na trzynaście galeonów, osiem sykli i dwa knuty. Gdy młodzieniec opuścił lokal wielce ukontentowany z zakupów, dziewczyna w przypływie radości rzuciła się Fredowi na szyję i zaczęła pokrywać jego twarz pocałunkami. To była jej pierwsza dokonana w sklepie transakcja i była z tego niebywale dumna!

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 918 słów i 5253 znaków.

Dodaj komentarz