Fremione r.XII

Fremione r.XIIW ogrodzie zapadła głucha, ciężka cisza, gdy wszyscy zamarli, słysząc słowa wypowiedziane przez jednego z Weasley'ów.
- Ron! - krzyknęła zaskoczona Ginny, wstając z miejsca. - Zwariowałeś? Co ci odbiło?!
- Mnie? Nic! Po prostu mam dość ciągłego życia w biedzie! Zawsze o wszystko musiałem walczyć, nigdy nie dostałem czegoś nowego, wszystko używane!... Nawet po wojnie nie mogłem zatrzymać forsy, którą mi dawano, bo gdy Harry oddał swoją dolę, orzekliście, że tak będzie kulturalniej! A może ja wcale nie chciałem być kulturalny, co?! - ryknął, czerwieniejąc mocno na twarzy i karku. - Nie pomyśleliście w ogóle o tym, czego ja pragnę! Nawet mój własny brat zabrał mi dziewczynę, na której mi zależało!
- Nie ośmieszaj się, Ronald! - prychnął Fred.
- Ta rodzina jest żałosna i wcale się nie dziwię, że inni się z nas śmieją!
- Ronuś!... Na niego ktoś rzucił zły urok! - krzyknęła przerażona pani Weasley, patrząc szeroko otwartymi oczami na swojego najmłodszego synka.
- Nie, mamo! - zaprzeczył George. - On po prostu jest kretynem, któremu sława uderzyła do głowy. Sądził najwyraźniej, że codziennie będą z nim robić wywiady, że dostanie mnóstwo medali, że dziewczyny będą mdlały na sam jego widok, bo jest pieprzonych bohaterem wojennym... A gdy wywiady skończyły się po miesiącu i gdy tylko głupia Lavender z nim już wytrzymała, to zrozumiał, że czeka go szara rzeczywistość, taka sama, jak przed wojną, że nic nie podadzą mu na złotej tacy i że będzie musiał zdobyć to sam.
- Zamknij się, ryży pomiocie! Jesteś tak sam popieprzony, jak ta cała gromada!... Były przyjaciel, a teraz wielki pan, Harry Potter, zasrany zbawca ludzkości, który będzie mieć bachora z tym tępym blondwłosym świrem, moi pochrzanieni bracia, którzy nie potrafią nawet wybrać sobie normalnych kobiet, tylko jakieś takie dwa nie wiadomo co, siostra — puszczalska lafirynda, która związała się z byłym Śmierciożercą, ojciec — kretyn z zamiłowaniem do brudnych mugoli i matka tak gruba, że prawie już nie mieści się w drzwiach! - potok ostrych słów wylewał się z jego wykrzywionych w grymasie obrzydzenia ust, niczym rwąca rzeka, a całe towarzystwo trwało w miejscu, niczym rażone piorunem. - Mam dość takiego życia, odchodzę!
Odwrócił się na pięcie z zamiarem wyjścia z ogrodu, gdy wtem ciszę rozdarł głośny plask. Ron cofnął się zaskoczony, trzymając się za piekący policzek. Przed zdezorientowanym chłopakiem stał rozjuszony Artur Weasley.
- Jak śmiałeś! - wydyszał, w dłoni ściskając kurczowo swoją różdżkę. - Jak mogłeś powiedzieć coś takiego swojej rodzinie?! Już pomijam to, że obraziłeś mnie, ale jak w ogóle mogłeś pomyśleć tak o swojej matce, która nosiła cię pod sercem przez dziewięć miesięcy?!
- Taka jest prawda...ojcze... - ostatnie słowo prawie wypluł.
- Odszczekaj swoje słowa, gówniarzu! - rozzłościł się Fred, podchodząc do brata od tyłu. Ten niewiele myśląc, zamachnął się potężnie, celując zaciśniętą pięścią w nos Bliźniaka. Rudzielec cofnął się oszołomiony pod wpływem silnego ciosu i przyklęknął na jedno kolano. Z jego nosa zaczęła płynąć szkarłatna krew, a Ronald wyciągnął zza pazuchy różdżkę i rzucił oszałamiacza na zaskoczonego ojca, który nie zdążył odbić zaklęcia. Później wydarzenia potoczyły się już z prędkością lawiny, bowiem wszyscy obecni na grillu Weasley'owie, oprócz Molly i ciężarnej Ginny oraz Hermiony z Luną, rzucili się do walki z Ronem, wspomagani przez Zabiniego, Pottera i Johnson. Chłopak okazał się jednak bardzo zdesperowany i walczył, jak nigdy, do ataku wysyłając nawet swojego patronusa. Zdołał poważnie zranić Freda i ogłuszyć Angelinę. W pewnym momencie użył nawet zaklęcia Niewybaczalnego!
- Crucio! - wrzasnął, celując w Pottera, który tylko i wyłącznie dzięki znakomitemu refleksowi szukającego zdołał uniknąć ranienia. Dopiero skoncentrowany atak Harry'ego, Blaise'a i George'a powalił nieprzytomnego Ronalda na ziemię.
- Zawiadomcie aurorów! - powiedział stanowczo George, pochylając się nad nieprzytomną Angeliną. - Niech się zajmą tym parszywym ścierwem!
Molly słysząc to, zakryła usta dłonią, cicho szlochając. Zdawała sobie sprawę z tego, że jej syna najpewniej czeka proces... Poza tym, jak podejrzewała, Artur nie przepuści chłopakowi tej zniewagi!
- Ja pójdę — zaofiarował się czarnoskóry chłopak i pewnym krokiem skierował się poza ogród, skąd deportował się z głośnym trzaskiem.
Tymczasem Angelina i pan Weasley odzyskali przytomność. Ojciec rodziny spojrzał smutnym wzrokiem na najmłodszego syna.
- Nigdy nie przypuszczałbym, że Ronald okaże się takim niewdzięcznikiem — powiedział łamiącym się od emocji głosem. - Przykro mi i nie mam pojęcia, jak przepraszać naszych gości i ukochanych członków rodziny za to, czego dzisiaj byliście świadkami...
- Nie ma pan, za co przepraszać, panie Weasley — odezwał się smutno Harry. - Przykro mi, że Ron zwariował, bo chyba inaczej nie potrafię tego wytłumaczyć, a prawda jest taka, że nawet nie wiem, czy mam ochotę jakoś to robić... Boli mnie, że mój niegdysiejszy najlepszy przyjaciel znieważył waszą rodzinę, którą ja sam uważałem i nadal będę to robił, za najlepsze, co mnie w życiu spotkało, bo pomimo tego, że moje i Ginny drogi się rozeszły, to nadal traktujecie mnie tak ciepło, jak na początku naszej przyjaźni, kiedy to daliście mi miłość, jakiej zaznałem tylko przez pierwszy rok swojego życia... Przykro mi, że Ron nie zaakceptował ani mojej wybranki, ani ukochanych Freda i George'a, na dodatek Hermionę wyzywając od brudnego mugola i cieszę się, że nie będzie go na moim ślubie.
- " Nie będzie go też na żadnym innym przez najbliższe pięć do dziesięciu lat!" - odezwał się ktoś od strony furtki. Wszyscy zerknęli w tamtą stronę i ujrzeli Blaise'a i grupę aurorów, na której czele kroczył dumnie Kingsley Shacklebolt, Minister Magii we własnej osobie.
- Witam wszystkich, choć, jak wiem, okoliczności mojej wizyty tutaj nie są zbyt miłe — powiedział tubalnym głosem, patrząc z góry na odzyskującego przytomność Rona. - Wprowadźcie go do środka! - polecił natychmiast swoim ludziom. - Was też tam zapraszam...

Hermiona podeszła szybko do narzeczonego i pomogła mu przejść do Nory.
Gdy wszyscy usiedli w zagraconym salonie, a Fred został już fachowo opatrzony przez łkającą wciąż panią Weasley, głos ponownie zabrał Minister, wyciągając podkładkę do pisania, pergamin i pióro, które wszystkim jednoznacznie skojarzyły się z Rittą Skeeter...
- Dzisiaj o godzinie osiemnastej biuro Aurorów zostało powiadomione, że w domu rodzinnym państwa Weasley'ów o zwyczajowej nazwie Nora w miejscowości Ottery St. Catchpole w hrabstwie Devon w Anglii, nad rzeką Otter, jeden z członków rodziny brutalnie zaatakował swoich rodziców i braci oraz towarzyszących im gości za pomocą magii, oraz rękoczynów, zwracając się do nich uprzednio słowami uwłaczającymi dobremu imieniu owych osób... Przejrzałem wspomnienie obecnego przy zajściu pana Blaise'a Zabiniego i z powodu iż od zawsze szanowałem rodzinę Weasley'ów, postanowiłem samemu udać się do ich domu, by dogłębnie zbadać sprawę... Chłopcze, - zwrócił się po przyjacielski do naburmuszonego Rona, który pilnowany był przez Aurorów oraz George'a i Harry'ego na dokładkę — czy tobie kompletnie na mózg padło?
- Nie mam zamiaru nikogo przepraszać! - warknął. - Nie żałuję ani jednego słowa, które padło dzisiaj z moich ust!
- Czy ty zdajesz sobie sprawę, że coraz bardziej się pogrążasz? - syknął w jego stronę Shacklebolt. - Obraziłeś członków swojej rodziny i zastosowałeś wobec nich czary, w tym jedno zaklęcie Niewybaczalne i chyba tylko interwencja Merlina sprawiła, że nic poważniejszego się tutaj nie stało!
- Wielka szkoda! - burknął rudzielec pod nosem. - Przynajmniej byłoby o jednego kretyna mniej...
Kingsley podniósł się ciężko z fotela, na którym siedział.
- To chyba przesądza sprawę... Jak na razie wasz syn zostanie zatrzymany do czasu rozprawy. A potem...
- Co? Co potem? - zapytała go niespokojnie Molly.
- Skazany na Azkaban...
W salonie zapadła cisza, gdy wszyscy w szoku spojrzeli najpierw na Ministra, a następnie na rudego chłopaka, którego zacięta mina mówiła sama za siebie — on nie żałował niczego!

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1522 słów i 8698 znaków.

Dodaj komentarz