Fremione r.XXII

Fremione r.XXIIHermiona uśmiechnęła się szeroko, patrząc w oczy ukochanego. Widziała w nich ogniki niegasnącej miłości, która zarezerwowana była tylko i wyłącznie dla niej i ich przyszłego dziecka. A gdy złożyła już przysięgę i urzędnik Ministerstwa złączył ją z Fredem odpowiednim zaklęciem, nie potrafiła powstrzymać łez szczęścia, które popłynęły jej po policzkach.
Rudzielec tylko odrobinę mniej wzruszony od niej odwrócił się w końcu do roześmianych gości i rzekł:
- Ucztę czas zacząć! - a następnie klasnął w dłonie, zmieniając wystrój namiotu. Ludzie zaczęli głośno wiwatować, widząc ten pokaz całkiem niezłej magii. Przyjęcie rozpoczęło się z niemałym przytupem.
Hermiona i Fred natychmiast zostali porwani w szał życzeń i w pewnym momencie sami już nie wiedzieli, kto składa im gratulacje. W tłumie twarzy mignęły im gdzieś podobizny państwa Weasley'ów, Harry'ego, Angeliny i Wooda.
Młoda Gryfonka odsapnęła dopiero i jako tako otrzeźwiała, gdy usłyszała tak dobrze znany sobie gburowaty głos z mocnym bułgarskim akcentem.
- Wiktor! - zawołała rozradowana, serdecznie witając się z dawnym przyjacielem. - Jak dobrze, że przyjechałeś!
- Ja nie mógł przecież przepuścić takiej okazji, Hermijonino — odparł, zamykając ją w uścisku nad wyraz silnych ramion. - Wspaniale wyglądasz w tej sukni i z brzuszkiem.
- Dziękuję — zaśmiała się, bez skrępowania patrząc mu w ciemne oczy.
- Fred, ty jesteś niebywałym szczęściem — powiedział bułgarski szukający. Weasley spojrzał na niego zaskoczony i odparł:
- Szczęściem?...
- Nu... Nu ty masz wijelkie szczęście, że masz taka żona i dziecko, stary! - wyjaśnił Krum, nie przestając się delikatnie uśmiechać. - Ja wam życzę dużo radoscji. - ucałował jeszcze dłoń Hermiony, poklepał Freda po ramieniu i zniknął w tłumie.
Hermiona spojrzała uśmiechnięta na Freda, lecz ten właśnie uważnie śledził każdy krok Bułgara. Musiała wobec tego pociągnąć męża za ramię, by zwrócił wreszcie na nią uwagę.
- Z jego strony nic nam nie zagraża, możesz być pewny — wyszeptała, przytulając się do niego czule. - Nie ma więc potrzeby, byś dalej mordował go wzrokiem!
- Widziałaś, jak pożądliwie na ciebie patrzył? - zapytał Fred, w końcu przenosząc na nią spojrzenie. - Her-hermiono?... Zmieniłaś fryzurę!
Wreszcie zauważyłeś! - zaśmiała się, łącząc swą dłoń z jego. - Usiądźmy, dobrze? Bolą mnie już nogi od tego stania...
- Oczywiście! - odparł natychmiast rudzielec i poprowadził ją ku stolikowi, przy którym siedzieli już Ginny z Blaise'm i George z Angeliną.
- Krum leży już gdzieś martwy, czy Fred mu jednak odpuścił? - zaśmiał się czarnoskóry chłopak, gdy młodzi usiedli na swoich miejscach. Fred prychnął coś niezrozumiale, a Hermiona zachichotała z lekka.
- Jeszcze żyje — powiedziała, popijając sok z dyni. - A czemu pytacie?
- Bo ci kretyni — Angelina wskazała swojego narzeczonego oraz męża Ginny, na co obaj udali śmiertelnie obrażonych — robili już zakłady, kiedy Krum padnie martwy...
- Spokojnie, Fred nie ma zamiaru go zabijać — powiedziała Hermiona, śmiejąc się z pomysłów swoich szwagrów. - Prawda, kochanie?
- Wcale nie! - zaprzeczył rudzielec gwałtownie. - Pożegna się z tym światem, jeśli tylko za bardzo się do ciebie zbliży!
- Fred!
- No co? - zdziwił się. - Ty i to dziecko jesteście moje i nic i nikt tego nie zmieni!
- Dobrze, rozumiem, ale tak, jak ci już powiedziałam, Wiktor jest tylko i wyłącznie już moim przyjacielem i na pewno nie będzie próbował mnie w żaden sposób poderwać, rozumiesz?!... I powiem ci coś jeszcze. Gdyby nie to, że znajdujemy się na naszym weselu i po prostu mi nie wypada, to inaczej trzepnęłabym cię przez ten rudy łeb!
- Zawsze to przecież możesz zrobić tak, by goście niczego nie widzieli — zauważyła beznamiętnie Ginny, patrząc ostro na brata. - A ja po tobie jeszcze dołożę!
Fred spojrzał z ukosa na siostrę i widząc jej groźny błysk w oku, momentalnie zrezygnował, mówiąc:
- Przecież każdy facet ma prawo być zazdrosny o swą młodziutką żonę... Krum jest bezpieczny, nic mu przecież nie zrobię.
- Stary, nie wierzę, że tak łatwo się poddajesz! - powiedział Blaise, nie zauważając miny swojej żony. - Jeśli ten palant jest dla ciebie realnym zagrożeniem, to wspólnie się go pozbędziemy. George nam pomoże... Prawda, George?
- Ja tam o niczym nie wiem i nie mam zamiaru brać udziału w tej dziecinadzie — powiedział szybko drugi rudzielec, w obronnym geście unosząc dłonie.
- Ej, panowie! - zgorszył się Zabini, lecz zanim zdołał jeszcze cokolwiek powiedzieć, otrzymał potężnego kuksańca w bok. Skrzywił się mocno i spojrzał na Ginny. Wiewióra była mocno zła.
- Aaa... No tak, faktycznie... Nie było sprawy — mruknął i momentalnie zatkał się ciasteczkiem, by nie palnąć już jakiejś głupoty. Towarzystwo parsknęło śmiechem, widząc jego konsternację. Atmosfera znów zrobiła się wielce weselna.

Hermiona zatańczyła choć chwilę chyba z większością męskiego grona, lecz oczywiście najwięcej czasu spędziła na parkiecie ze swym ukochanym, dwukrotnie tylko w czasie całego wesela posiłkując się Eliksirem Regeneracyjnym. Był on bezpieczny dla dziecka i dodał jej tak potrzebnej energii do dalszych swawoli. Bawiła się naprawdę świetnie, czując, że nigdy nie pożałuje swych decyzji odnośnie Freda. Wiedziała, że wybrała w stu procentach dobrze.

Harce i swawoli zakończyły się, gdy słońce dawno już wstało i powoli zaczynało nawet przygrzewać.

- Cudny poranek — wymruczał śmiertelnie zmęczony Fred, obejmując czule Hermionę za ramiona i wtulając twarz w jej upojnie pachnące włosy.
- Prawda? - zgodziła się z delikatnym uśmiechem na ustach. Teraz dopiero czuła zmęczenie i była przekonana, że nawet po kilku godzinnym śnie nie będzie w stanie nic zrobić. Całe szczęście, że przyjęcie zaopatrzone było w takie ilości jedzenia, którym nie dali rady tak liczni goście, bo przynajmniej mogła przywołać je sobie do pokoju za pomocą czarów, bez konieczności schodzenia do kuchni i wracania z tacą do pokoju po niezbyt wygodnych schodach. Naprawdę cieszyła się, że jest czarownicą.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1150 słów i 6398 znaków.

Dodaj komentarz