Fremione r.II

Fremione r.IIRozdział zawiera scenę erotyczną, oznaczoną na początku i końcu znakiem "§", więc niepełnoletnich proszę o pominięcie jej :-D  


- Hermiono, nie wydaje ci się dziwne to, że Malfoy tak nagle przestał cię obrażać? - zagadnęła ją pewnego dnia rozpromieniona Lavender. Dzień wcześniej przez swoje nachalne wścibstwo dowiedziała się przez przypadek, że Ron chce się jej oświadczyć i teraz chodziła radosna, jak skowronek.
- Nie, nie wydaje mi się — odparła brązowowłosa Gryfonka, patrząc nieprzyjaźnie na klasową koleżankę.
- Oh, a wiesz może, dlaczego tak się stało?
- Wiem, ale to tajemnica...
- Weź, przecież nikomu nie powiem! - zarzekła się panna Brown.
- No jasne... Każdemu tak mówisz, a potem cały Hogwart huczy od rozsiewanych przez twój zdeformowany mózg! - prychnęła z irytacją Hermiona, zbierając ze stolika swoje książki, z których uczyła się do coraz szybciej zbliżających się egzaminów.
- Jak możesz?! - obruszyła się Lavender. - Nigdy nie zdradziłam niczyjej tajemnicy!
- Tak? A jak Ginny powiedziała ci przed urodzinami Blaisea, jaki prezent mu kupiła, to od kogo potem tego się chłopak dowiedział? Od całego zamku, bo nie umiałaś utrzymać jęzora za zębami! Teraz też, Ron chciał ci zrobić piękną niespodziankę tymi zaręczynami, to oczywiście musiałaś wściubić swój wredny nochal tam, gdzie nie powinnaś! Popsułaś mu wszystkie plany!
- Ale przynajmniej Ron jest mój! - dziewczynie widocznie puściły nerwy.
- Zgadza się i życzę wam obojgu szczęścia — powiedziała Hermiona wyniośle, przechodząc obok oburzonej koleżanki. - Tyle że ja zdobyłam tego lepszego Weasleya, który przynajmniej mnie nie zdradzi — rzuciła na odchodnym, przekraczając portret Grubej Damy i zasiewając ziarenko niepokoju w sercu drugiej Gryfonki.
Szybko przemierzyła hogwarckie korytarze pełne beztroskich uczniów, zagubionych jeszcze twarzyczek pierwszoroczniaków i zakuwającej do SUM-ów i OWUTEM-ów młodzieży, zdążając do Sali Wejściowej, gdy niemal u celu zatrzymała ją dyrektorka, profesor McGonagall.
- Panno Granger. Mam do pani ogromną prośbę. Proszę powiedzieć swojemu chłopakowi, że nie może więcej sprzedawać uczniom Bombonierek Lesera zwłaszcza przed czekającymi ich egzaminami i jeszcze kilka wypadków z ich kanarkowymi kremówkami lub bijącymi lunetami, a będę zmuszona interweniować w Ministerstwie. Doprawdy mam dość już odsyłania moich podopiecznych do Skrzydła Szpitalnego — powiedziała, jak zwykle surowa nauczycielka transmutacji, patrząc poważnie na swoją najlepszą uczennicę.
- Dobrze, pani profesor, przekażę to wszystko Fredowi. Podejrzewam jednak, że uczniowie będą wynajdywać inne sposoby na wymiganie się od zajęć — odparła.
- Zdaję sobie z tego sprawę, lecz jako dyrektor tej szkoły, muszę jakoś zadziałać. W tym miesiącu dostałam już tyle sów od oburzonych rodziców, że nie mogę tego ignorować... Panno Granger, proszę, wiem, że pan Weasley panią usłucha.
- Mam taką nadzieję — mruknęła cicho Hermiona, zmierzając przez błonia w stronę bramy strzeżonej przez dwa uskrzydlone dziki. Gdy ją minęła i wyszła na drogę prowadzącą do miasteczka, jej nadwątlony niekoniecznie przyjemną rozmową z Lavender humor powrócił, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Prawie w podskokach wbiegła do sklepu z Magicznymi Dowcipami, cudem unikając zderzenia z wysoką wieżą książek, stojącą jej na drodze. Ową przeszkodą okazał się Harry, który po chwili wyłonił się zza pokaźnych woluminów.
- O, cześć, Hermiono. Nie zauważyłem cię — powiedział, pospiesznie robiąc jej miejsce.
- Nic dziwnego, skoro taszczysz tyle książek — parsknęła śmiechem. - Postanowiłeś robić za objazdową bibliotekę czy raczej zamienić się we mnie?
- Nic z tych rzeczy, to wszystko dla Luny, właśnie przyszły pocztą — wyjaśnił.
- Rozumiem, ale... Harry? Po co Lunie podręcznik chowu buchorożca i... Na brodę Merlina! Czy to jest mugolska książka o macierzyństwie? - nie zważając na przerażone spojrzenie przyjaciela, wyszarpnęła daną pozycję ze stosu, oczywiście go spektakularnie burząc. Zagłębiła się w książce, w ogóle nie dostrzegając tego, że Harry w pośpiechu zbiera z podłogi rozrzucone książki. Nie zauważyła również, jak podszedł do niej uśmiechnięty Wood.
- Witaj, Hermiono — powiedział, uważnie przyglądając się okładce czytanej przez nią książki. - Podręcznik do macierzyństwa dla młodych matek? Hermiono, czy ty?... Dlaczego nic z Fredem nie powiedzieliście?!
- Co? - dziewczyna wreszcie skontaktowała, że ktoś coś do niej mówi i spojrzała na uradowanego Olivera. W ich stronę zmierzał już także uśmiechnięty od ucha do ucha Fred.
- Stary! - Wood natychmiast zwalił mu się na pierś. - Nie mówiłeś, że zostaniesz ojcem, gratulacje!
- Co?! - Fred wyglądał na poważnie zaskoczonego. - O czym ty mówisz?... Miona, czy ja o czymś jeszcze nie wiem?
- Co?... A mówicie o książce? - machnęła ręką. - To akurat nie moje, to...
- Dzięki za rozmowę, Miona. Ja już pójdę, Luna pewnie się niecierpliwi, że długo nie wracam — powiedział Potter, wyszarpnął podręcznik z ręki przyjaciółki i w ułamku sekundy ulotnił się ze sklepu.
- O co tu chodzi? - zapytał zaskoczony dziwnym zachowaniem kolegi rudzielec.
- Chyba się domyślam, ale lepiej porozmawiajmy o tym w kantorku nad sklepem — mruknęła, gdy do środka weszło więcej klientów.
- Idźcie, poradzę sobie — powiedział były bramkarz drużyny Gryfonów, wchodząc za kontuar i momentalnie przybierając minę biznesmena pełną gębą.
- Nieźle sobie radzi — skomentowała jego postawę brunetka, idąc za swoim chłopakiem na górę do niewielkiego pokoiku.
- Zgadza się, jest wręcz niezastąpiony. Fajnie, że wrócił — przyznał rudzielec, zamykając za nią drzwi i patrząc na nią uważnie. - A więc? O co tutaj chodzi? Harry wyglądał, jakby dostał obuchem w łeb, a Wood plótł coś niezrozumiałego o tym, że zostanę ojcem. Co tu się, na Merlina, dzieje?
- Podejrzewam, że Luna może być w ciąży — bąknęła nieśmiało Hermiona.
- Że co? To Harry ma być tatusiem?! A ja... Ja myślałem, że t-ty... Że ty faktycznie mi czegoś nie powiedziałaś... I... I... Wystraszyłem się... - wyjąkał.
- Spokojnie, nie jestem jeszcze w ciąży — odparła natychmiast z uśmiechem. - Przecież się zabezpieczamy!
- No właśnie! - mruknął. - Po prostu, ta książka... Wystraszyłem się, że być może któregoś dnia się spóźniliśmy...
- Nie ma obaw — prychnęła, rozbawiona jego zakłopotaniem.
- To dobrze, bo najpierw chciałbym ci się oświadczyć i wziąć z tobą ślub, kochanie — szepnął jej ponętnie do ucha, od czego momentalnie ugięły jej się nogi w kolanach. - Wiesz, że mamy dużo wolnego czasu?... Do zamku możesz przecież wrócić przez tunel pod Miodowym Królestwem, chętnie odwrócę uwagę właścicieli, a Oliver nie zajrzy tu, gdy wie, że jesteśmy razem...
- Proponujesz coś? - szepnęła mu do ucha. Bała się bowiem, że gdy odezwie się głośniej, głos jej zadrży, co zdradzi chłopakowi, jak bardzo jest napalona.
- Być może — odparł namiętnie, przygryzając jej płatek lewego ucha i gładząc dłonią jej odkryte udo.

§
- Zamknij drzwi na klucz — poprosiła, a gdy to zrobił, natychmiast wpiła się w jego pełne, gorące usta. Po chwili jęknęła, czując jego duże dłonie na swoich prawie nagich pośladkach, okrytych tylko koronkowymi stringami, które chłopak kupił jej na Walentynki.
- Mmm... Lubię, gdy taka jesteś — jęknął, całując jej odkryte ramiona. Odchyliła głowę do tyłu, rozkoszując się jego dotykiem, który zawsze doprowadzał ją do pełnej ekstazy. Po chwili ściągnął z niej letnią bluzeczkę na ramiączkach, odkrywając tym samym dwie niewielkie półkule, skryte pod koronkowym materiałem biustonosza, który pięknie podkreślał ich pełny kształt.
Hermiona szybko nie pozostała mu dłużna, rozpinając mu zieloną koszulę, która pięknie współgrała z płomieniem jego czupryny i z lubością przejechała palcami po jego doskonale wyrzeźbionym torsie.
- Jesteś cudowny — mruknęła z ustami przy jego wargach. Po chwili złączyli się w namiętnym pocałunku, a ich języki rozpoczęły zwariowany taniec o dominację.
Fred podciągnął wyżej spódniczkę Hermiony. Biała koronka delikatnie okrywała największy skarb dziewczyny. Nie chcąc jednak zbyt szybko jej rozpalać, najpierw ściągnął jej spódniczkę, a następnie biustonosz, który odrzucił w kąt pokoju. Z szerokim uśmiechem na ustach nachylił się ku lekko ciemniejszemu sutkowi i wziął go delikatnie w wargi, ssąc i liżąc, aż poczuł, że stał się twardy. Z ust Gryfonki wydobyło się przeciągłe jęknięcie, gdy poczuła na swoim udzie, jak nabrzmiały z podniecenia penis Freda naciska na jego jeansowe spodnie. Wsunęła mu dłonie pod majtki, zaciskając palce na pośladkach rudzielca, który skwitował to głośnym pomrukiem, jednocześnie jedną ręką gładząc dziewczynę po udzie, a drugą rozpinając pasek spodni i ściągając je z siebie. Z przyjemnością wyczuwał, jak jego członek nabrzmiewa coraz mocniej, chcąc zatopić się już w słodkim wnętrzu Miony.
Wkrótce też zaczął sunąć językiem po jej szyi, piersiach, brzuchu... Im niżej zjeżdżał, tym głośniejsze jęki wydawała. Hermiona wiła się pod nim, wydając jęki rozkoszy. Znów zaczął swój taniec po jej ciele, zagryzając zęby na jej koronkowych majtkach. Jednym ruchem zerwał je z niej i sam ściągnął bokserki. Kobieta szybko wykorzystała okazję i przewróciła Freda na plecy, a sama położyła się na niego. Namiętnie pocałowała go, gładząc jego umięśnione ramiona. Przesunęła ustami po jego torsie, zatrzymując się przy jego przyrodzeniu. Delikatnie ujęła go w swoje dłonie i zaczęła go pieścić. Chłopak wydał z siebie jęk i przyciągnął ją bliżej, a ona pocałowała go prosto w czubek jego męskości. Poczuł, że zaraz dojdzie, a ona nie przerywała pieszczot. Wrzasnął z rozkoszy i prawie tracąc przytomność, doszedł, zostawiając swoje nasienie na jej piersiach.
Zaraz potem znalazł się na niej i całował niespiesznie jej dekolt, pieścił językiem sutki i delikatnie zataczał kręgi wokół pępka. W końcu palcami zaczął pieścić wnętrze ud. Miona jęczała cały czas cichutko, a on się z nią droczył. Jego palce gładziły wnętrze uda dziewczyny, o milimetry mijając jej wilgotne łono.
- Dotknij mnie — poprosiła w końcu ochrypłym z pożądania szeptem. - Dotknij mnie, proszę.
Gryfon nie spełnił jednak jej prośby. Znaczy spełnił, ale zrobił coś, czego ona raczej się nie spodziewała w tej chwili. Rozchylił szerzej jej uda i delikatnie pocałował wilgotną kobiecość, zmuszając dziewczynę do cichego krzyku.
Zachwycony jej reakcją, zaczął zagłębiać się w nią językiem. Wywołało to jej następny, tym razem nieco głośniejszy krzyk. Brunetka zanurzyła palce we włosy chłopaka i przyciągnęła jego głowę jeszcze bliżej do swego ciała. Chciała go znowu poczuć. Wiła się na łóżku, wykrzykując jego imię, a on już sunął ustami po jej brzuchu, by dotrzeć do spragnionych ust.
- Jesteś najmądrzejszą, najpiękniejszą i najcudowniejszą osobą, jaką znam — wymruczał wprost do jej ucha. - I oczywiście najzdolniejszą czarownicą.
Położył się nad nią, opierając się na łokciach i czule ją pocałował. Delikatnie rozchylił palcami łono dziewczyny i wziął ją szybkim, mocnym pchnięciem. Powoli zaczął się w niej ruszać, by w miarę kolejnych pchnięć coraz bardziej zwiększać ich tempo. Miona owinęła nogi wokół jego bioder, by czuć go jak najgłębiej. Jeszcze nigdy, odkąd byli razem, nie kochała się z nim tak, jak w tej chwili...
Po chwili w pomieszczeniu słychać było tylko odgłosy uderzających o siebie spoconych ciał i urywane jęki i sapnięcia rozkoszy. Kiedy Freda zaczęły boleć już ręce, na których się opierał, poczuł, jak jego ukochana zaciska się mocno wokół niego. Odprężył się więc i szczytowali razem, wtuleni w siebie.
§

- Jesteś niesamowita — wyszeptał jej do ucha jakiś czas potem, kiedy już wyrównały im się oddechy i był zdolny do powiedzenia czegokolwiek.
- Raczej ty — zaśmiała się, całując go w gładko ogolony policzek. - Muszę ci jednak o czymś powiedzieć.
- To coś poważnego? - mruknął, niezbyt zainteresowany tematem, jaki chciała poruszyć.
- Nawet bardzo — odparła śmiertelnie poważnie, wiedząc, że takim tonem zdoła zwrócić jego uwagę. Nie pomyliła się, bo już po chwili uniósł się na łokciu i spojrzał na nią uważnie.
- O co chodzi? Stało się coś? - zapytał niespokojnie.
- Niestety. Złapała mnie McGonagall, gdy do ciebie szłam — powiedziała i szybko opowiedziała mu, co kazała jej przekazać dyrektorka. Gdy to mówiła, twarz zwykle wesołego rudzielca spochmurniała nagle, gdy dotarła do niego powaga ostrzeżenia surowej nauczycielki.
- Gdy im tego zabronię, nasz dochód gwałtownie spadnie — jęknął, siadając na łóżku.
- Wiem, ale chyba nie chcesz zostać zgłoszonym do Ministerstwa, co? I otrzymać zakaz handlu w miasteczku...
- Masz rację, nie chcę... Ale o tym będę musiał porozmawiać z Georgem, to też jego interes — odparł, gładząc ją po policzku wciąż jeszcze zaróżowionym po łóżkowych ekscesach. - Teraz jednak zajmiemy się znów sobą, moja rozkoszna czarownico!
Już po chwili w kantorku rozległ się radosny śmiech Gryfonki, który wkrótce przerodził się w głośny jęk rozkoszy...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2459 słów i 13880 znaków.

2 komentarze

 
  • Arailana

    Wow! Świetnie piszesz! Podoba mi sie ta historia i chętnie przeczytam więcej!????

  • elenawest

    @Arailana będzie więcej :-D

  • Juliaaajl

    Świetne. I jak szybko ;) Fajnie , że wstawiasz też sceny erotyczne , bo ożywia to trochę akcje. Czekam na dalsze losy tej pary jak i innych. Weny :)

  • elenawest

    @Juliaaajl no właśnie pomyślałam, że taka scena będzie tu dobra :-D w miniaturkach dramione też postaram się coś takiego zamieścić :-D jutro mam nadzieję, że dodam caldarię, a być może też i murtagha ;-)

  • Juliaaajl

    @elenawest No i dobrze. Trzeba dodać trochę świeżości. Ale powiem szczerze , że jeszcze , podkreślam JESZCZE, tamtych opowiadań nie czytałam. Może niedługo się za nie zabiorę ;)

  • elenawest

    @Juliaaajl spoko :-) to życzę czasu na czytanie :-D

  • Juliaaajl

    @elenawest Dziękuje. A tobie i na czytanie i na pisanie ;)

  • elenawest

    @Juliaaajl :-D