Fremione r.XI

Fremione r.XIMiesiąc później.

- Cześć, Harry. Witaj, Luno! Wchodźcie — powiedział wesoło pan Weasley, wpuszczając ich do Nory. - Zaraz zawołam resztę młodzieży.
- Tylko bez Rona, dobrze? - odezwał się nieśmiało Harry. Artur spojrzał na niego krótko i kiwnął mu głową.
Narzeczeni usiedli w salonie, czekając na przyjaciół. Po chwili na schodach dał się słyszeć rumor i w pokoju pojawiła się czwórka Gryfonów, którzy serdecznie przywitali się z przyszłymi rodzicami.
- Pięknie wyglądasz. Widać, że ciąża ci służy — powiedziała Hermiona, wylewnie witając się z Krukonką i w duchu zastanawiając się, czy też będzie wyglądać tak dobrze w dalszej fazie ciąży.
- Tak, a Harry ma minę ogłupiałego hipogryfa — zaśmiał się George, przyglądając się szczęśliwemu chłopakowi.
- Bo tak właśnie się czuję — odparł Potter, obejmując czule Lunę. - Co tam u was? Jak po weselu waszej siostry?
- Ciekawie, szykuje się nam kolejne.
- Naprawdę? Czyje? - zainteresowała się blondynka.
- Moje i Freda! - odparła radośnie Hermiona. - Jestem w ciąży!
- Żartujesz?! - zdumiał się czarnowłosy. Jego przyjaciółka pokręciła głową z szerokim uśmiechem na ustach.
- Gratulacje! - Luna zerwała się z kanapy i runęła na przyjaciółkę.
- To teraz ty zobaczysz, jak to jest być ojcem! - zaśmiał się Harry, gratulując Fredowi. - To wasza mama musi bardzo się cieszyć z pierwszego wnuka z młodego pokolenia, bo nie liczę Billa i Fleur.
- Drugiego — sprostował George, niepewnie patrząc na chłopaka.
- Ale jak to?...
- Ginny też jest w ciąży — wyjaśniła Angelina.
- To dlatego przyspieszyli ślub! - domyśliła się Krukonka.
- Wiedziałaś? - zdumiał się Harry.
- Domyślałam — odparła spokojnie.
- A co z Ronem? - zapytał jeszcze Weasley'ów.
- Jest na nas obrażony — wyjaśnił z szerokim uśmiechem George.
- Będzie na ślubie?
- Tak, ale na weselu już nie — odparł Fred. - Wy też go nie zapraszacie, prawda?
- Niestety, ale nie. Ron się zmienił, nie potrafił nigdy zaakceptować Luny, więc nie... Nie chcę mieć go na swoim weselu — powiedział stanowczo Harry.
- "To dobrze, bo ja też nie chcę być na nim!" - usłyszeli od strony korytarza. Wszyscy obrócili się w stronę drzwi, w których stał Ronald.
- Chyba jeszcze nie oduczyłeś się podsłuchiwać, co? - warknął Fred. - Nie martw się, braciszku, bardzo chętnie pomożemy ci wyplenić ten paskudny nawyk, prawda Forge?
- Jasne, Gred — przytaknął drugi Bliźniak. Machnęli w tym samym momencie różdżkami, a ich najmłodszego brata zaatakowała szczotka do butelek i wycior do czyszczenia kominów, które za wszelką cenę chciały przeczyścić mu uszy.
- No, to teraz mamy go z głowy na co najmniej kilka godzin. Jestem ciekawy, jak sobie z tym poradzi! - zaśmiał się George, z kliniczną wręcz fascynacją spoglądając przez okno na brata ganiającego po ogrodzie w panicznej ucieczce przed wściekłymi szczotami.
- Jak wy to robicie, że on zawsze przegrywa? - zapytał Harry, ścierając łzy z policzków.
- Lata wprawy — odparł Fred.
- No, chyba tylko w ten sposób można to wytłumaczyć... A jak na to wszystko zareagowali wasi rodzice?
- Na całe szczęście obyło się bez rękoczynów — powiedziała Hermiona, na co towarzystwo ryknęło zdrowym śmiechem.
- No cóż... Zanim jednak sami się pobierzecie, chcemy waszą czwórkę serdecznie zaprosić na nasz ślub — powiedziała wesoło Luna. - Dokładnie za miesiąc.
- Jestem zaszczycona — odparła natychmiast Angelina. - Z wielką przyjemnością przyjdę.
- Przyjdziemy — poprawił ją George z uśmiechem.
- Też tam będziemy, prawda kochanie? - zwrócił się Fred do narzeczonej.
- Oczywiście...

- Harry, czy wam się jakoś wybitnie spieszy do domu? - zapytał Fred jakiś czas później.
- Nie, dlaczego? Wyganiacie nas? - zdziwił się Bliznowaty.
- Wygonię cię, jak będziesz takie głupoty gadać! Oczywiście, że nie! Po prostu pomyślałem sobie, że może przyszykujemy jakieś małe przyjątko w ogrodzie?
- Proponujesz coś konkretnego?
- Wiesz, jeszcze nigdy nie robiliśmy tradycyjnego mugolskiego grilla...
Harry spojrzał zdumiony na Hermionę.
- Świetny pomysł — odparł w końcu. - Chętnie zorganizuję grill, a wy w tym czasie przyszykujcie jakieś mięso...

Półtorej godziny później w ogrodzie Weasley'ów unosił się aromatyczny zapach palonego drewna, mocno doprawionych karkówki, kurczaka i boczku oraz świeżych warzyw, których dziewczyny użyły do przyrządzenia różnych sałatek. Ustawiono także drewniany stół i ławy do siedzenia.
- Cudownie — powiedziała pani Weasley, rozglądając się po ogrodzie.
- Zgadzam się — przytaknęła Ginny, która wraz z Blaisem odwiedzając swoich rodziców, również załapała się na przyjątko.
- A jak się czujesz? - natychmiast zagadnęła ją matka.
- Zadziwiająco dobrze, choć mam wrażenie, że Blaise najpewniej wkrótce oszaleje.
- Dlaczego? - zainteresował się Fred.
- Bo musi spełniać moje najróżniejsze zachcianki jedzeniowe. - rudowłosa parsknęła śmiechem. - Nawet w nocy.
- Ok, a jak często musi przez to wstawać?
- Ostatnio nie spał prawie przez całą noc...
- Aleś się wkopał, braciszku! - zaśmiał się George, patrząc na niemal przerażoną minę Bliźniaka, gdy ten spojrzał na swoją narzeczoną zachłannie pałaszującą marynowane papryczki.
- Angelina... Bardzo cię proszę, trzepnij mu w ten rudy łeb, to może chociaż przestanie takie głupoty gadać! - odciął się rudzielec, patrząc krzywo na brata.
- Z przyjemnością — zaśmiała się czarnoskóra dziewczyna, grożąc narzeczonemu.
- Później przekonam cię, byś jednak tego nie robiła — odparł lekceważąco, przytulając ją do siebie.
- Jeszcze zobaczymy — wymruczała mu do ucha.
- Oczywiście...
- Dobra, ale przerywając brutalnie wasze erotyczne plany i wracając do szarej rzeczywistości, to co z Ronem? - zainteresowała się Ginny.
- Ani ja z Hermioną, ani Harry z Luną nie chcemy go na naszych ślubach, za co jest na nas śmiertelnie obrażony...
- "Nie obrażony, tylko szczęśliwy, że wreszcie mogę odciąć się od tej popieprzonej rodzinki i jeszcze bardziej jebniętych pseudo — przyjaciół!"

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1114 słów i 6336 znaków.

Dodaj komentarz