Doskonała broń. część 5

Kiedy to usłyszał, jego twarz przyjęła wyraz smutku i bezsilności.
– Klaudio, nie wiem, od kogo to wiesz, ale dłużej już te wszystkie osoby nie są bezpieczne, łącznie z tobą.
Zwrócił twarz w kierunku żony.
– Do dzisiaj nie wiedziałem. Federacja nie jest tak cudowna jak wszyscy sądzą. Użyto tam antymaterii. Chciano stłumić niesubordynacje co do postanowień rady. Jedno wielkie miasto chciało inności. Gdyby zniszczono tylko je, reszta ludzkości Lurny by wiedziała, dlatego zainscenizowano wypadek, wyglądający na katastrofę naturalną.
Rebeka patrzyła na niego, jakby go dzisiaj pierwszy raz zobaczyła i nie znała wcale.
– Wiedziałeś o tym cały czas? Powiedz, że to nie prawda?
– Przysięgam, że dowiedziałem się o tym dzisiejszego wieczoru.
– Kto ci to powiedział, tato?
– Sam Issa.
– A więc to prawda. To stało się dokładnie dwadzieścia pięć lat temu. Wówczas, praktycznie zaraz potem jego gwiazda zaczęła nagle jaśnieć i rok później został przewodniczącym rady, prawda?
– Naprawdę poczułem się upokorzony. Nawet przede mną, szefem obrony wewnętrznej Federacji ukryto tę prawdę.
– Och! – powiedziała tylko Rebeka i jej twarz wyglądała, jakby nagle cała energia życiowa z niej się ulotniła.
– Nie jesteś bezpieczna, córko. – rzekł cicho Stanley, raz jeszcze.
– Muszę lecieć na Magar. Może ja nie jestem bezpieczna, ale Palmer również.  
Zobaczyła wzrok ojca.
– Nie. Nie powiesz, że on ma to zrobić! Muszę go powstrzymać.
– O czym wy mówicie – powiedziała blada jak ściana Rebeka.
– Słyszałaś doniesienia o niestabilności jądra gwiazdy, wokół której obraca się Magar, Rebeko?
– Chcesz powiedzieć, że ma się stać podobnie jak z Lurną?
– Miałem naciski z rady. Oficjalnie tylko dwadzieścia procent chce tego, ale są tam siły, które mają przeważające zdanie. Palmer jest lojalny Zjednoczonej Federacji Planet. W razie niepowodzenia misji, ma to zrobić.
– To nie może być prawda, Stanley – tym razem Rebeka miała już w oczach łzy.
– Nie ma wielkiego wyboru. W moim odczuciu zrobi to, jeżeli będzie musiał. Wiecie, co by się stało, gdyby te informacje wymknęły się na zewnątrz? To groziłoby rewolucji na skalę galaktyki.
– Lece na Magar, choćby jutro. – Klaudia zdawała się być bardziej opanowana niż matka.
– To nie jest takie proste, córko.
– Sam mówisz, że nie jestem tu bezpieczna – rzekła już całkiem uspokojona Klaudia.
– Jesteś moją córką. Nawet Issa nie jest w stanie ci zaszkodzić. Ma do mnie zaufanie. Ja do niego właśnie starciłem. Po rozmowie z nim wszystko mi się ułożyło. Niestety sądzę, że Palmer jest podobny do niego. Lojalny, doskonale wyszkolony i ma ze sobą cudowną broń. Możemy mieć tylko nadzieję, że spotka mieszkańców Karpi i da im propozycję nie do odrzucenia.
W głębi duszy generał sądził całkiem inaczej. Nie wierzył, że najmłodszy pułkownik w federacji może to zrobić.
– Wiesz, kim są ci ludzie, ojcze?
– Są inni. Nie mamy zbyt wielu informacji. Nie mogę zrozumieć tego, że przy obecnym stanie techniki do tej pory nic nie wiedzieliśmy, co tam się dzieje.
– Z moich informacji wynika, że to mutanty. Czy Rada robiła tam jakieś eksperymenty genetyczne?
– Nic o tym nie wiem – odrzekł bez namysłu generał Clark.
– Nie martw się o mnie. Moi przyjaciele nie są zupełnie bezsilni. Będę mogła polecieć jutro na wycieczkę w kierunku Syriusza. Potem już się nie martw. Oni potrafią zatuszować prawdziwy cel mojej podróży. Muszę powstrzymać Palmera. Wierzę, że mnie posłucha.
Tym razem Rebeka postanowiła nie ubierać rozmowy w konwenanse.
– Czujesz coś do niego?
Córka rzuciła tylko na nią spojrzenie i odrzekła bez chwili zastanowienia.
– Kocham go. To stało się tak szybko. On chyba mnie nie, bowiem kiedy go delikatnie pocałowałam, wyglądał na całkowicie zaskoczonego. Jednak potrafię pohamować uczucia dla dobra sprawy. Mam nadzieję, że nie będziesz miał żadnych kłopotów z mojego powodu, ojcze.
– Poczynię odpowiednie kroki. Szczerze, nie wiem nic o twoich znajomych i wobec obecnej sytuacji, w świetle tego co wiesz, lepiej niech tak pozostanie. Cóż, skoro nie zawahali się zniszczyć planetę z dwudziestoma milionami ludzi, a teraz sam musiałem wydać Palmerowi rozkaz zniszczenia Magary, w razie niepowodzenia misji, to co dla nich znaczy życie trzech osób.
– Lepiej umrzeć dla dobra sprawy niż żyć w takim systemie. Nie jestem samobójczynią. Nie ujawnię tego co wiem. Moi przyjaciele cały czas pracują nad tym, by tego nie ujawniać, ale również czynią wszelkie starania by nigdy więcej, to się nie stało, co spotkało Lurne i jej mieszkańców. Ludzie nie są tacy źli, to tylko garstka psychopatów, którzy trzymają się sztywnych procedur. Czy oni sądzą, że ci, którzy chcą żyć inaczej, w jakikolwiek sposób zagrażają federacji? To przecież jest nonsens!
– Gdyby ode mnie to zależało, nigdy bym do tego nie dopuścił. Ci, co wydali rozkaz Issie już nie żyją lub są bardzo starzy. On sam jest bardzo lojalny i wierzy, że poprzednia decyzja służyła dobru federacji. Wierzy, że obecna, również. Zaproponowałem rozmowę, bo chciałem to zmienić, ale nie otrzymałem jednoznacznej odpowiedzi. Może Issa Carman musi najpierw uzgodnić z innymi, ewentualną rozmowę ze mną. Wiem, że to zabrzmi dla was niezrozumiale, ale niech Bóg ma w opiece zarówno Magar, mieszkańców Karpi jak i Palmera.
– To nie jest takie niezrozumiałe, ojcze. Ja wierzę, że Bóg istnieje.
– O czym wy mówicie! – zdziwiła się szczerze, Rebeka.
– Mamy wolność wyboru, większość nie wierzy w Boga, a ci, co wierzą wolą się z tym nie afiszować. – rzekł generał.
– Ile czasu się znamy, Stanley? Zaskoczyłeś mnie!
– Powiedziałem to raczej jako slogan. Nie jestem aż takim wierzącym. Czasem tylko rozmyślam, że współczesne teorie nie tłumaczą wszystkiego.
– Byłoby łatwiej gdyby się ujawnił – uśmiechnęła się Klaudia. – Nie sądzę, że mamy coś jeszcze, o czym mamy dyskutować. Chce tylko powiedzieć, że was kocham i będę tęsknić.
Popatrzyła na ojca.
– Wiesz tatku, chcę, żebyś mógł dotrzymać swojej obietnicy. Dlatego również tam lecę. Nie uważam Issy za potwora. Sam mówisz, że Palmer by to również zrobił. Postaram się go powstrzymać. Kocham go i pewnie bym nadal kochała, tylko gdyby się to stało, tylko nie mogłabym z nim być, gdyby to jednak zrobił.
Rebeka otworzyła usta, by powiedzieć córce, że i tak nie będzie mogła, ale Stanley tym razem wyczuł, co chce powiedzieć jego żona i tylko mocniej uścisnął dłoń Rebeki. Ona odebrała to właściwie, że mimo wszystko będzie lepiej jeżeli się na razie wstrzymają z objawieniem jej prawdy. Cóż mogli mieć tylko nadzieję, że sprawy nie posuną się za daleko, w końcu obydwoje, zarówno Palmer, jak i Klaudia mieli do spełnienia misję. Obydwoje, Stanley i Rebeka wiedzieli, że jeżeli wszystko dobrze się skończy, wówczas będą musieli powiadomić Klaudię i Palmera o pewnej bardzo ważnej sprawie. Rebeka ucałowała ojca w policzek, przytuliła krótko mamę, ucałowała jej oba policzki i poszła do swojej sypialni. Stanley nie czuł się winny, że nie powiedział o tym Palmerowi. Miał pewność, że to mogłoby wpłynąć negatywnie na dobro misji. Kiedy ich córka opuściła salon, Rebeka nie chciała poruszać tej ważnej kwestii, tylko zapytała o coś, czego nie za bardzo rozumiała. 
– Kogo miała na myśli Klaudia, mówiąc, że byłoby lepiej gdyby sę ujawnił? 
– Boga, kochanie – odrzekł pewnie Stanley.i
                                                                                        *
Palmer pierwszy raz znalazł się w miejscu, które nie miało żadnych zdobyczy cywilizacji. Wszystko w koło było naturalne. Wnętrze chaty Omre miało drewnianą podłogę, łoża zrobione z prostych desek, które pachciały miło. Dotknął materaca, obszytego grubym konopnym materiałem.
– Co jest w środku – wskazał miejsce do spania.
– Siano. Kołdra jest wypełniona puchem gęsi. Będzie ci się dobrze spało.
Do komnaty weszła kobieta w wieku Omre, może trochę młodsza.
– To Samea, moja żona. Niedługo wrócą dwaj moi synowie, Agre i Ogre. Mamy jeszcze córką. Wyszła za mąż w zeszłym miesiącu i mieszka opodal. Jesteś głodny?
– To wszystko jest takie inne. Jak dawno tak mieszkacie?
– Od wielu pokoleń.
– Czy wszyscy w wiosce są czarodziejami?
– Czarodziejami? Nie. Mamy moce, to wszystko. Wszystko, na co wasza technika wam pozwala, mamy w sobie. Jedyne czego nie macie, to nie znacie przyszłości, my tak.
– Przewidujemy zdarzenia.
– To co innego. W waszych planach są czasem pomyłki, w naszych, nigdy.
– Jak się to stało, że wszyscy macie moce?
– Wszyscy? Nie. Jedna osoba nie ma żadnych.
– Tylko jedna? Kto to?
– Miałeś okazję poznać.
– To nie był Lone, on jest jasnowidzem.
– Nie tylko. Nie opowiadamy o sobie, dla nas to normalne. Pasminka.
– Co Pasminka?
– Pasminka nie ma żadnych mocy.
– Lone mówił, że z jej powodu tu jestem.
– To słodkie i miłe dziewcze. Prosiła, i nikt jej nie odmówił.
– No tak, ale skoro prosiła, musiała jakoś wiedzieć o mnie.
– Lone jej powiedział. Opisał cię i powiedział, po co tu przylecisz.
– I to wystarczyło, by coś do mnie poczuła?
– Tylko się nie wygadaj, że ci powiedziałem. Wierz mi, nie spotkałem milejszej istoty. Wszyscy ją lubią. Pomocna jest, zwierzęta ją lubią. Uosobienie dobra. Wiem, że serce nie sługa, ale co za licho cię podkusiło, by dać takie zadanie. Jest moją córką, ale nie dlatego tak o niej mówię.
Palmer pomyśłał o tym, czy to możliwe, że nawet Omre nie wiedział o jej snach, ale nic nie powidział.
– Sam nie wiem, czemu tak powiedziałem. Jest mi wstyd, ale nie mogę cofnąć słowa. Muszę ci coś powiedzieć, Omre. Na Ziemi ktoś na mnie czeka. Nie wiedziałem, że tak wyjdzie z twoja córką.
– Chodzi ci o córkę generała Clarka?
– Skąd wy to wszystko wiecie?
– Wiemy, Palmer – Omre poklepał go przyjaźnie po plecach.
Młody pułkownik wpatrywał się w poczciwe oblicze tajemniczego mężczyzny. Nie znał jakiego rodzaju moce ten posiada, ale prosto czuł do niego sympatię. W zasadzie poczuł podobne odczucie w stosunku do Lone, również. Jednak najbardziej był zdziwiony tym, jak odebrał Pasminkę. Musiał przyznać przed samym sobą, że polubił ją od razu. Gdyby nie Klaudia, kto wie. Może pozwoliłby na coś swojemu sercu. Cóż, tylko on wiedział, że był ktoś jeszcze i tam serce było na drugim miejscu a zwykła męska żądza na pierwszym. Jednak lata treningu wyrobiły w nim to, że potrafił to powstrzymać. Oprzytomniał nagle. Miał przecież misję. Czy oni zgodzą się, by wpłynął na nowych zarządców? Tak szczerze nie rozumiał rozkazu. Cóż zawinili ci ludzie? I w tym momencie jakby coś się przed nim otworzyło. Ludzie powinni mieć wybór sposobu życia. Gdyby to było na Ziemi, może byłoby inaczej. Ale tu? Co przeszkadzało radzie, że trzy tysiące ludzi jest innych. Chce żyć, jak ludzie żyli, setki lat temu. Tamci w przeszłości mieli wierzenia, walczyli i robili różnego rodzaju przewinienia wobec innych ludzi. Ci? Wyglądali jak jedna wielka, kochająca się rodzina. Nie mieli w sobie agresji. Byli prości i prawdomówni. Co najbardziej uderzyło Palmera to fakt, że nie robili nawet wrażenia, że martwią się o swój los. Nie zamierzali pertraktować ani prosić. Nie sądził, że zechcą informować innych o demonicznym planie rady, jeżeli go im wyjawi. I wówczas zrozumiał. Oni wiedzieli! Zdecydował się więc od razu wszystko wyznać.
– Wiecie tak wiele. To nie jest jednak sprawiedliwe, co chciałem zrobić, w razie niepowodzenia mojej misji. Jednak jeżeli nie pójdziecie na ustępstwa, a ja tego nie zrobię, będę zdrajcą. Nie słyszałem o kimkolwiek, kto dopuściłby się czegoś podobnego, ale wiem, że rada mnie pozbawi wszystkich praw.
Omre zaczął się śmiać, ale po ułamku sekundy przestał i spojrzał na młodego agenta.
– Jeszcze nic nie rozumiesz? Oni zrobili to już raz. W waszym systemie jest czarne i białe. Oczywiście nikt nie wie, że jest czarne. Wszyscy sądzą, że żyja w raju. Mylisz się co do siebie, że pozbawiliby cię wszelkich praw. Oni by cię chcieli zlikwidować. W taki sposób, by wyglądało to na nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Najlepiej oskarżyć naturę. Gdyby rakieta wybuchła, byłoby to raczej trudne do uwierzenia. Wiesz, że naturę można ujarzmić, ale nie zawsze się to udaje. Są trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów. Coś by wymyślili.  
– Mnie nie jest tak łatwo uszkodzić. – Palmer poczuł się nieco urażony.
– Nie zdajesz sobie sprawy, czym jest rada. Po usłyszeniu prawdy zacząłeś zmieniać o niej zdanie. Ale ty nie znasz prawdy. To nie są dobrzy ludzie. Generał Clark jest dobrym człowiekiem. Jest uczciwy i ma wielkie poparcie wśród agentów i pośród członków rady. Jest już na tym stanowisku szesnaście lat, a mimo to nie jest członkiem rady, nigdy nie zastanawiałeś się dlaczego?
– Faktycznie, nigdy. Chcesz powiedzieć, że jest za dobrym, w sensie ludzkim?
– Dokładnie. Zastanawiasz się, dlaczego nie martwimy się zaistniałą sytuacją? Nie jesteśmy jak ludzie z Lurny z systemu planetarnego AKC – 264. Tamci chcieli żyć jak my, ale nie mieli żadnych mocy. Dlatego wina ówczesnej rady była większa. Teraz gdybyś to zrobił i zniszczył Magar, miałbyś wielkie szanse zostać w przyszłości przewodniczącym Rady. Historia lubi się powtarzać.
– Co masz na myśli, Omre?
– Nie mogę ci mówić wszystkiego. Jak sam coś odkryjesz, będzie to dla ciebie mocniejszym doświadczeniem. Nie martw się. Wierz i będzie dobrze.
– Wszyscy to mówicie, a dla mnie jest to niezrozumiałe. Nie przywykłem w coś wierzyć. Akcja dobrze przygotowana nie może zawieść. Nie ma miejsca na wierzenie w cokolwiek.
– Ja nie mam na myśli czegoś tylko kogoś.
Palmer spojrzał na niego, a ponieważ zupełnie tego nie zrozumiał co powiedział przed chwilą Omre, zostawił ten temat bez komentarza.  
Czas na spoczynek. – rzekł brunet.
– Zwykłem się myć przed spaniem.
– Możesz, jeżeli chcesz. Do wodospadu Kryształowej Skały spory kawałek, to proponuję misę z wodą ze studni. Jesteś twardym wojownikiem, to nie zrobi ci różnicy, że woda będzie zimna, co?
– Oczywiście, że nie. Gdzie pokój z wodą?
– W kuchni. Przechodziłeś przez nią. Dalej są sypialnie dzieci. Nie jesteś dzieckiem, więc się sam obsłuż. Ja wstaję o czwartej rano, dwie godziny przed słońcem, więc już idę na spoczynek. Jak bardzo chcesz, możesz spać w swoim kombinezonie. Ale jeżeli nie, przy łożu znajdziesz konopną koszulę.
Palmer popatrzył na Omre jakby chciał o coś zapytać.
– Chodzi ci o cudowną broń? Broń nie może być cudowna czy doskonała. Broń to broń, służy do robienia krzywdy. Wiem, że czułbyś się niezręcznie, zdejmując ją, więc zostań, jak jesteś.
– Widzisz ją podobnie, jak Lone?
– Jasne. To straszna broń. Jedyne co jest dla mnie do przyjęcia to miecz. Ciekawa budowa składu chemicznego. – uśmiechnął się szeroko.
Palmer oczywiście nie znał powodu, dlaczego czarnowłosy mężczyzna się uśmiechnął. Prawdę mówiąc, nikt w całej osadzie nie wiedział tego, co Omre. Sam, śniady i tajemniczy mężczyzna wiedział, jak ciężko jest żyć ze świadomością prawie całkowitej wiedzy.  
Spojrzał tylko na młodego mężczyznę i powiedział.
– Dobrej nocy. Jutro poznasz więcej ludzi.
Odszedł do swojej sypialni i Palmer usłyszał, jak cicho zamyka drzwi. Młody pułkownik znalazł łatwo kuchnie. Przyglądał się chwilę piecowi z żeliwa, gdzie płonął ogień. Zobaczył w słabym świetle łuczyw, misę i wiadra z wodą. Zobaczył też kawał materiału wyglądający na coś do wycierania. Palmer odbierał to wszystko bez żadnego zdziwienia. Czuł się dobrze. Nie zastanawiał się, co zrobi rada. W tej właśnie chwili postanowił, że nie wykona rozkazu, nawet jeżeli nowi zarządcy się nie ujawnią. To dziwne, że nawet z nimi jeszcze o tym nie rozmawiał. Postanowił nawet więcej. Zdecydował się bronić osady przed ewentualnym atakiem. Od razu jako strateg zrozumiał, że jego decyzja bardzo poniszczy szyki rady. Zanim zaczął się myć, wysłał krótka wiadomość do macierzystego statku, że wszystko jest w porządku i że następny raport pośle jutro rano. Otrzymał potwierdzenie otrzymania wiadomości. Dwuosobowa załoga zajęła się rutynowymi czynnościami i także udali się na zwykły spoczynek. Mieli pomieszczenie ze sztuczną grawitacją. Zasnęli spokojni, a zanim udali się na odpoczynek, przełączyli systemy statku na samokontrolę.  
Palmer umył się w zimnej wodzie, wytarł ręcznikiem półnagie ciało. Został tylko w czymś, co kiedyś nazywano bielizną. Cała jego broń, łącznie z mieczem była niewidzialna dla zwykłego śmiertelnika i pozostawała na nim ukryta w piątym wymiarze. System był niezawodny. Reagował po ułamku sekundy, z dwudziestoma sześcioma zerami, czyli praktycznie natychmiast, w razie potrzeby. Palmer był w tej chwili, a ściślej od momentu opuszczenia statku matki, jedną całą cudowną bronią. Po umyciu zdecydwał się przebrać w proponowaną koszulę nocną. Miał samo obserwujace kamery na sobie i mógł z powodzeniem, bez pomocy lustara, zobaczyć jak wyglada. Przebrał się i wówczas zdziwił nieco, z powodu swojego wygądu, ale oczywiście przywykł. Włączył system na postrzeganie i usiadł na łóżku. Pomyślał o Clarku, a potem o Klaudii. Dawno nie wspominał swoich rodziców. Wypadki w owych czasach zdarzały się niezwykle rzadko. Niestety jego rodzice mieli to nieszczęście, że ich statek został napromieniowany wiązką neutrin, kiedy wchodził w nadprzestrzeń. Razem z nimi zginęli wówczas inni ludzie. Po tym wypadku poczyniono znaczne innowacje techniczne i dzięki temu, takiego rodzaju wypadki nie zdarzyły się od dziesięciu lat, czyli od tamtego niemiłego zdarzenia. Palmer miał wówczas dwanaście lat i był na tyle silny psychicznie, że nie wpłynęło to na jego rozwój. Oczywiście odczuł to emocjonalnie. Katastrofa, w której zginęli rodzice Palmera, była jedną z dwóch jakie miały miejsce. Generał Clarka, poznał bliżej dwa lata potem. Od razu poczuł do niego sympatię, ale potrafił to ukryć. Zaskoczył go proszony obiad. Polubił Klaudie już od pierwszej chwili. Jego męskość spała. Nie miał czasu na relacje. Ale po pocałunku ze strony ładnej zielonookiej dziewczyny, nieco się to zmieniło. Agent mógł mieć żonę, o ile potrafił pogodzić to ze służbą. Palmer wiedział, że istnieje taka możliwość, że mógłby się z kimś związać. W jego wypadku bardzo się wszystko skomplikowało, a na dodatek poznał teraz Pasminkę. Postanowił nie myśleć o tym za dużo. Jutro go czekał nowy dzień. Zasnął natychmiast.
Poczuł, czyjeś dotkniecie na ramieniu. Ponieważ system postrzegania miał aktywny, wiedział, że to przyjaciel. Uwzględnił w programie Lone, Omre i...Pasminkę. Sam zastanowił się ułamek sekundy, dlaczego ją umieścił spośród trzech osób, które mogły się do niego zbliżyć bezpiecznie. W końcu nie spodziewał się, że przyjdzie go obudzić. Od razu przytomny zobaczył Omre.
– Tak?
– Coś się stało. Dziwne, że nawet ja tego nie wiedziałem. To jest naprawdę dziwne.
Palmer wyczuł, że nie stało się nic tragicznego, ale dobrego też nie. Wyczuł coś, ale nie umiał określić dokładnie.
– Co się stało, Omre?
– Chodzi o Pasminkę.
– Co z nią?
– Zniknęła.
– Jak to zniknęła?
– No właśnie tak. Nie pojmuje, że tego nie wiedziałem. Fakt, wczoraj odczułem coś dziwnego, kiedy postawiłeś ten nieszczęsny warunek. Nigdzie jej nie ma i nikt nie wie, gdzie jest. Rozciągnąłem poszukiwania w promieniu stu kilometrów, ale jej tu nie ma. Czy twoje urządzenia zdołają ja odszukać?
– Myślałem, że macie lepsze własności – Palmer błyskawicznie przebrał się w swój kombinezon, bo tak jego gadżety lepiej funkcjonowały w tej sprawie.
– I co? – widać było, że Omre głupio się czuje.
– Nic. Kamień w wodę.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 3468 słów i 20488 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Jednak Federacja nie jest taka wspaniała i dlatego musiała użyć podstępu, żeby stłumić bunt. Klaudia ma trudną misję do wykonania, żeby powstrzymać Palmera, którego kocha, ale on został już wybrany przez Pasminkę na swój obiekt uczuć, ale się porobiło zamieszanie. Broń niewidzialna przez śmiertelników umieszczona w piątym wymiarze to istne arcydzieło :bravo:  
    Zaginięcie Pasminki nie wygląda na żaden przypadek  :smh:

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Dzięki że wiernie kibicujesz. Skoro sądzisz, że to nie zaskoczenie, to może się domyślasz powodu jej zniknięcia. Pewnie w Sobotę wstawie następny odcinek. Miało być inaczej i chciałem skonczyć na 40 stronie, ale pociągnąłem juz 90, a bedzie pewnie jeszcze 30-40 str. Pasminka jest moim faworytem w tym opowiadaniu. Myślę, że każdy dobry facet chciałby mieć takiego partnera, jak ona. Szkoda, że w życiu nie ma takich kobiet zbyt wielu.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Coś mi tam świta, ale poczekam na kolejny odcinek i wtedy się dowiem czy moje przewidywania się sprawdziły. Jakbyś to już skończył to byłoby już nie do pomyślenia. A są jeszcze takie kobiety jak Pasminka?

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Nie spotkałem.Raz we śnie. Mówiła mi, że na mnie czeka. Żona jest w porządku.Każdy ma jakieś wady, dlatego wyrozumiałość i tolerancja jest ważna. Fantazja do realności ma to do siebie, że nigdy nie wiesz co by było gdyby fantazja się urzeczywistniła.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Tylko sny pozostają, no cóż. Czasem niektórzy mają same wady a mają wszystko. Gdyby można było chociaż część fantazji przekuć w realne zdarzenia, to bym wiele oddał za takie możliwości.