Zaniki pamięci u hrabiny Cynthi w gorącą letnią noc.

Bal u hrabiny Nothingam.

Piękna blondynka tańczy z przystojnym brunetem.
— Jest bardzo gorąco, baronie. Możemy wyjść na balkon?
— Oczywiście Cynthio.
Cynthio?
— Hrabina powiedziała, że tak masz pani na imię.
— Och! Skoro mówisz, baronie. A jakie jest twoje imię?
— Robert, mówiłem ci kilka minut temu.
— Wybacz, baronie. Mam chwilowe zaniki pamięci.
— Robert będzie łatwiej.
— Dobrze, Robercie.
Wychodzą na balkon.
— Co za piękna noc. Gorąca.
— Tak, piękna i gorąca.
— Robert? Czy możesz mnie gdzieś zabrać? Bal jest nudny.
— Oczywiście, moja pani.
Wychodzą z pałacu. Idą pod rękę i dochodzą do karocy.
— Gustawie, do domu.
Po chwili jadą w karocy.
— Gustaw? Znacie się?
— Tak, to moja karoca i jedziemy do mojego zamku.
— Czy jestem bezpieczna?
— Ależ pani! Jestem gentelmenem.
— Skoro mówisz, Robercie.
Dojeżdżają do zamku Windsor. Karoca się zatrzymuje. Po chwili słychać zgrzyt.
— Stanęliśmy...I ten dźwięk...
— Brama skrzypi. Powiem Gustawowi, żeby naoliwił.
Jadą i po chwili się zatrzymują. Baron Robert wychodzi i pomaga wyjść hrabinie z karocy. Cynthia skacze w dół i wpada w ramiona barona.
— Och, wybacz, potknęłam się.
Baron stawia kobietę na ziemię. Wchodzą do zamku.
— Chcesz coś do picia, pani?
— Jestem zmęczona. Połóż mnie spać.
— Dobrze, pani.
Wchodzą do sypialni. Jest tam wielkie łóżko i kilka obrazów na ścianach.
— Czy to wypada?
— Jestem gentelmenem, pani.
— Dziękuję. Baronie. Nie mam piżamy...
— Nie szkodzi, mam kilka nowych i czystych.

Cynthia stoi w swojej długiej, jedwabnej sukni. Żółty jedwab pięknie leży na jej zgrabnym ciele.
— Zaczekasz chwilkę?
— Dobrze, baronie.
— Robert, będzie lepiej.
Baron wchodzi do łazienki. Słychać szum wody. Po chwili Robert wychodzi ubrany w białą piżamę w niebieską krateczkę. Otwiera szufladę i wyjmuje podobną piżamę w różową krateczkę.
— Możesz się umyć i przebrać, jeżeli chcesz. Pani?
— Bo patrzę, że jest tylko jedno łóżko?
— Nie kłopocz się, pani.

Hrabina wchodzi do łazienki. Nie słychać szumu wody, wychodzi po minucie ubrana w piżamę.
— Zdecydowałem się spać na fotelu.

Cynthiaia kładzie się do łóżka. Baron siada na fotelu i okrywa się kocem. Blondynka go obserwuje. Podnosi się na łokciach.
— Robert, to niesprawiedliwe. To ja powinnam spać na fotelu.
— Nigdy, pani...
— W takim razie możemy spać razem. Jesteś gentelmenem.
— Oczywiście, pani. Nie zrobię nic, czego nie zapragniesz.
Baron kładzie się obok hrabiny.
— Dobranoc, pani.
— Dobranoc, Robercie.
Trwa chwila ciszy.
— Baronie?
— Tak, pani.
— Nie śpisz?
— Nie.
— Jest bardzo gorąco.
— Tak, upalna letnia noc.
Kobieta wstaje i staje obok łóżka.
— Mogę zdjąć piżamę?
— Oczywiście, pani.
Hrabina zdejmuje górę. Ma piękne i jędrne piersi.
— Malinki.
— Gdzie, Robercie?
Baron wskazuje jej brodawki.
— Och, tak. Jest mi nadal gorąco. Mogę zdjąć wszystko?
— Oczywiście, pani. Cynthia zdejmuje wszystko. Jest zgrabna. Baron patrzy na nią.
— Jesteś piękna, pani.
— Skoro tak mówisz... Robercie, a tobie nie jest gorąco?
— Bardzo.
Kobieta kładzie się do łóżka i nakrywa cienkim materiałem.
— Więc?
Baron Robert wstaje i zdejmuje piżamę, ona patrzy na jego postać.
— Ogórek, ale nie angielski. Angielskie nie są tak grube.
— I są dłuższe.
Robert kładzie się obok.
— Baronie... Robert, przepraszam. Jest nadal gorąco...
Robert zrzuca jednym ruchem to czym są okryci.
— Robercie?
— Tak, pani.
— Jesteś gentelmenem, prawda?
— Oczywiście.
— Połóż się na mnie.
Robert kładzie się na nią. Piękna blondynka leży z lekko rozchylonymi nogami.
— Robercie. Myślę, że najpierw powinieneś pocałować moje wargi.
— Tak, pani. Oczywiście.
Baron wstaje i układa inaczej swoje umięśnione ciało. Zaczyna całować wargi hrabiny.
— Robercie?
Baron przestaje całować jej wargi.
— Tak, pani?
— Miałam na myśli wargi ust.
— Och, wybacz. Mam przestać?
— Och, nie. Jest bardzo miło.
Robert całuje jej intymność. Hrabina zaczyna głośniej oddychać w końcu wydaje głośniejsze westchnienia. Robert unosi głowę i mówi.
— Wybacz, pani. Jest po dziesiątej.
— Przepraszam.
Robert powraca do przerwanej czynności, blondynka zasłania usta dłonią. W końcu się uspokaja.
— Było rozkosznie, Robercie. Teraz możesz się położyć na mnie jak poprzednio.
Robert kładzie się na jej ciele. Całuje jej usta.
— Możesz wejść we mnie.
— Dobrze, pani -- Cynthiaia wydaje westchnienie.
— Coś się stało, pani?
— Nie, możesz wejść głębiej? -- Cynthiaia wydaje westchnienie.
— Baronie?
— Tak, pani.
— Mogę rozsunąć bardziej uda i unieść kolana?
— Oczywiście, pani.
Hrabina robi to.
Po chwili...
— Baronie, mogę podnieść nogi bardziej?
— Oczywiście, pani.
Kobieta unosi biodra do pionu i zarzuca nogi tak, że leżą obok jej barków.
— Są długie.
— Skoro tak mówisz, baronie.
Oboje dyszą. Cynthia bardziej. Robert całuje jej usta, by ją troszkę uciszyć. W końcu się uspokajają.
— Robercie?
— Tak, pani?
— Jest mokro.
Robert wstaje.
— Możesz wstać, pani?
Hrabina wstaje. Robert zamaszystym ruchem zrzuca prześcieradło na podłogę. Podchodzi do szafy i wyjmuje z szuflady drugie. Kładzie je na łóżku.
Kładą się. Po chwili kobieta mówi.
— Robercie
— Tak, pani?
— Chcę jeszcze raz.
— Oczywiście, pani.
Chce położyć się na hrabinę.
— Możemy inaczej?
— Oczywiście, pani.
Blondynka klęka i układa tors na łóżko.
— Zaczynać?
— Tak, baronie.
Robert ujmuje jej biodra i przysuwa swoje. Ona wydaj głębokie westchnienie. Baron porusza ciałem wolno, ale zdecydowanie. Cynthiaia mruczy zadowolona.
— Baronie?
— Tak, pani?
— Możesz usiąść na moich biodrach?
— Oczywiście, pani.
Robert opuszcza jej miłą jamkę i siada na jej uniesionych biodrach.
— Baronie?
— Tak, pani?
— Chciałam żebyś usiadł, ale był cały czas we mnie.
— Dobrze, pani.
Baron wsuwa swój wielki organ do jej różowej jamki i siada na jej biodrach.
— O, właśnie tak. Możesz mi dać się poruszać?
— Oczywiście, pani.
Robert siedzi nieruchomo, a Cynthia porusza swoim zgrabnym ciałem. Razem dochodzą do szczytu.
— Było cudownie, baronie. Chcę jeszcze raz tak samo.
— Dobrze, pani. Musimy chwilkę poczekać.
— Dobrze, Robercie. Co mogę zrobić, by skrócić czas oczekiwania?
— Możesz całować moje ciało. Wszędzie.
— Czy tam też — wskazuje na jego biodra.
— Szczególnie tam.

Cynthiaia całuje jego ciało. Wszędzie. Po pięciu minutach Robert jest gotowy.
— Tak samo, poproszę. Możesz wykazać kreatywność, Robercie.
Robert kładzie dłonie na jej biodrach. Wchodzi w nią. Po chwili jest głębiej.
— Baronie?
— Tak, pani?
— Wydaje mi się... Sprawdzę.

Hrabina kieruje swoją dłoń do swojego łona. Przesuwa palce dalej.
— Teraz już mam pewność. Jesteś we mnie, bo czuję, ale moja jamka jest pusta!
— Czy nie jest miło? Mam wyjść? Prosiłaś bym był kreatyny...
— Och nie. Lubię tak.
Kochają się dalej. Blondynka rozkosznie dyszy. Przezornie wciska usta w poduszkę.

— Muszę iść do łazienki, pani.
Słychać szum wody w kranie. Robert wraca po małej chwili.
— Teraz ja.
Hrabina idzie do łazienki. Słychać szum wody w bidecie. Wraca. Po chwili leżą na łóżku.
— Baronie?
— Tak, pani?
— Chcę jeszcze raz.
— Dobrze, pani. Ale...
— Wiem, baronie.
Kobieta pieści ciało barona. Po siedmiu minutach jest gotowy.
Powtarzają pierwszy raz, potem drugi. Nie powtarzają trzeciego. Czas oczekiwania się nieco wydłuża. Cynthiaia ma zaniki pamięci, ale jest inteligentna i kreatywna. Pieści ciało barona. Dodatkowo tańczy przed nim zalotnie, a przy tym dotyka swoje ciało w różnych miejscach. Szczególnie w tych intymnych...

Po trzech godzinach...
— Cały czas spełniam twoje pragnienia. Czy ty możesz spełnić moje?
— Oczywiście, baronie.
Baron leży na plecach. Jest gotowy.
— Usiądź na moich biodrach, tak, abym był w tobie. Rozumiesz, pani?
— Tak, baronie. Oczywiście Cynthia nasuwa się na jego twardy organ. Wydaje westchnienie. Zaczyna poruszać swoje piękne ciało. Baron dotyka jej piersi Cynthia dyszy coraz głośniej. Baron wskazuje znacząco palcami prawej dłoni na nadgarstek lewej.
— Rozumiem, jest po dziesiątej.
Hrabina zasłania dłonią usta. Dochodzą razem do szczytu.
Po chwili leżą obok siebie na plecach, na łóżku.
— Baronie?
— Tak, pani?
— Chcę jeszcze raz.
— Pani, chyba już nie mogę.
— Rozumiem, potrzebujesz czasu.
— Wybacz, pani. Już nie mogę.
Kobieta siada na łóżku. Patrzy na barona. Rozgląda się po sypialni.
— Nie widzę nic odpowiedniego.
Spogląda jeszcze raz na barona.
— Wiem. Palce.
— Tak, pani. To jest możliwe.
Blondynka patrzy na jego dłonie.
— Myślę, że możesz wsunąć trzy i będzie dobrze.
Robert całuje hrabinę w usta, dotyka chwilę jej piersi i wsuwa delikatnie trzy palce do jej jamki. Zaczyna poruszać.
— Baronie?
— Tak, pani?
— Jestem tam wrażliwa i coś czuję.
— To palce, sama prosiłaś o trzy.
— To coś innego.
— To prawdopodobnie obrączka.
— Jesteś żonaty?
— Od dwunastu lat.
— Aha. Myślę, że jeszcze możesz dodać jeden.
Baron wsuwa jeszcze jeden palec.
Cynthiaia dyszy, ale przezornie zasłania usta. Jej jamka delikatnie reaguje.
— Jeszcze!
Baron wsuwa jeszcze kciuk.
— Robercie czy to już wszystko?  
Zasłania usta. Robert robi co może, a hrabina jest bardzo pomocna.
— Aaa!
Zasłania usta.
— Przepraszam. Jest bosko. Czuję coś.
— Obrączkę?
—Tak ale coś jeszcze, łaskocze mnie tuż przy wejściu.
— To mój Rolex.
— Aha. Czy możesz mi powiedzieć, która jest godzina?
— Raczej nie. Zegarek jest w środku.
— To niech już tak będzie. Tylko teraz nie wychodź. Rób co chcesz, tylko nie wychodź. Zawsze twierdziłam, że Rolex to porządna firma, na której można polegać.
Robert pieści dłonią wnętrze jej jamki, Cynthiaia ma kilkanaście kolejnych szczytów.
— Dwanaście.
— Liczyłeś, Robercie?
— Jestem księgowym hrabiego. Liczenie to moja specjalność.
— Rozumiem, skoro tak mówisz. Ale co dwanaście?
— Mieliśmy dwanaście zbliżeń. W jedenastu zbliżeniach miałaś dwadzieścia pięć razy szczyt. W dwunastym miałaś dwanaście razy.
— Och, Robercie skoro tak, możesz zatem delikatnie wyjąć rączkę.
Robert robi to powoli i delikatnie. Jamka hrabiny wydaje charakterystyczny odgłos. Hrabina patrzy na Roberta.
— Robercie, ogórek. Patrzy na sufit.
— Tak. Było mi miło.
— Chciałam już zasnąć, ale nie mogę tego tak zostawić.
Hrabina zbliża buzię do jego bioder. Pieści jego organ. Robert patrzy na jej śliczną złotą główkę, potem kładzie dłonie na jej skroniach. Blondynka jest kreatywna. Robert dochodzi do szczytu. Cynthia pieści go jeszcze chwilkę.
— Teraz już możemy iść spać.
— Tak, pani. Świta.  
Zasypiają.

Budzi ich pukanie do drzwi.  Cynthia patrzy zdziwiona na Roberta.
— Ktoś puka. Gustaw?
— Nie sądzę. Wejść!
Robert Cynthia nakrywają swoje ciała cienkim okryciem. Już nie jest tak upalnie więc się uprzednio nakryli.
Do sypialni wchodzi jedenastoletni chłopiec. Ma ciemne włosy jak Robert i ciemne, brązowe oczy również jak Robert.
— Jestem głodny, tato!
— Dobrze, Gordon. Kwadrans.
Chłopiec wychodzi.
— Syn?
— Tak, pani. Gordon. Ma jedenaście lat.
— Jest podobny do kogoś, kogo znam.
— Tak.
Po chwili ktoś ponownie puka.
— Wejść.
Do sypialni wchodzi może dziewięcioletnia dziewczynka. Ma blond włosy i błękitne oczy.
— Jestem głodna. Bajdzo.
— Dziesięć minut, Rebeko.
Rebeka wychodzi. Po chwili słychać drapanie.
— Masz trójkę?
— Nie. To Rebus, nasz seter.
— Dziewczynka powiedziała ,,bajdzo".  
Robert robi zatroskaną minę.
— Tak, córka nie wymawia, r. Dostaliśmy psa od hrabiego, kiedy Rebeka miała dziewięć miesięcy.
— Rozumiem.

Cynthiaia wstaje i idzie do łazienki. Po chwili słychać krzyk. Po chwili wychodzi ubrana.
— Coś się stało, pani?
— Nic, nic.
Teraz baron Robert wstaje i idzie do łazienki, Cynthiaia odprowadza go wzrokiem. Po kilku chwilach baron Robert wychodzi z łazienki. Oboje są ubrani.
— Pójdziemy zjeść śniadanie, dobrze?
— Tak, ale...
— Ale co, pani?
— Pomyślałam, że skoro są dzieci i ojciec, to jest również matka, więc...
— Matka pojawi się dopiero koło pory obiadowej. Możemy spokojnie zjeść śniadanie.

Wchodzą do jadalni. Przy stole siedzi Rebeka. Ma śliczną różową sukienkę. Gordon ma na sobie białą koszulę i czarne spodnie.
— Och, najeszcie — mówi z uśmiechem Rebeka.
— Smacznego — mówi Robert.
Na stole są różne owoce półmiskach, jarzyny na talerzach. Soki w dzbankach, kromki chleba i bułeczki w wiklinowych koszyczkach.
Rebeka patrzy ciekawie na Cynthię.
— Ona na mnie patrzy — hrabina szepcze do barona.
— Rebeko, nie wypada patrzeć tak na gościa.
— Przepjaszam tatusiu.
Wszyscy jedzą, Cynthia zwraca się do chłopca z uśmiechem.
— Co najbardziej lubisz jeść, chłopcze?
— Mam na imię Gordon. Najbardziej lubię malinki.
— A ty dziewczynko?
— Jestem Jebeka. Ja lubię ogójki.
Wszyscy jedzą w milczeniu. Zaczynają deser. Gordon je maliny. Rebeka przysuwa miseczkę budyniu. Wkłada łyżeczkę...
— O kurwa, mucha w budyniu.

Cynthia spogląda na Roberta.
— Ona powiedział , R.
— Tak, zaiste.
— Mogę.

Cynthiaia zwraca się do Rebeki patrząc na miseczkę z budyniem. Dziewczynka przysuwa miseczkę w jej kierunku. Hrabina nabiera łyżeczką budyń wraz z muchą.
— Nie jedz muchy, pjoszę.
Blondynka odkłada muchę na brzeg talerza i zjada resztę budyniu.
— Smakuje inaczej.
Robert patrzy na Cyntię.
— Inaczej niż co? — pyta Rebeka.
Trwa chwilka konsternacji.
— Inaczej — odpowiada miło Cynthia.
— Spałam z Gojdonem.
— O, a to dlaczego? — pyta Robert.
— Bałam się. Coś w nocy stjaszyło.
Robert spogląda dyskretnie na Cyntię.
— To znaczy, kochanie?
— Coś wyło, a inne sapało. Gustaw mówi, że w naszym zamku nie ma duchów.
— Nie ma, Gustaw ma rację. Jesteś już za duża, by spać z bratem.
— Tatusiu, ale co to stjaszyło jeżeli nie duchy?
— Jesteś za mała, by to wiedzieć — odpowiada Robert.
— Nie jozumiem. Jestem za mała i jestem za duża. To nielogiczne, tatusiu. Możemy już iść do ogjodu z Jebusem?
— Tak, tylko go nie męczcie.
— Dobrze, tatusiu — odpowiada Gordon.
Wychodzą.
— Pani?
— Tak baronie?
— Czemu krzyczałaś w łazience?
— Och, kiedy szłam do łazienki przyglądałam się obrazowi, który wisi w sypialni. Wiem, że ty baronie przyglądałeś się wówczas czemuś innemu. Czułam twój wzrok na moich biodrach. Ten obraz przedstawia rodzinę. Mężczyzna wygląda jak ty. Dziewczynka jak Rebeka, a chłopiec jak Gordon.
— I dlatego krzyknęłaś?
— Nie. Ta kobieta obok ciebie, baronie... Ona trzyma za rękę Rebekę. Ona wygląda jak ja. Odkryłam to, kiedy patrzyłam w lustro w łazience...
— Zaiste?
— Jestem pewna. Żona wraca około obiadu?
— Tak, pani.

Dzieci bawią się w ogrodzie. Gordon rzuca kij, a Rebus go przynosi. Rebeka trzyma w dłoniach ogórek.
— Zielony.
— Rebeko, ogórki są zielone.
— Tak, ale tamten nie był takiego koloju.
— Który, tamten?
— Jak zaczęło wyć, to poszłam najpiejw spjawdzić gdzie wyje. W sypialni taty. Tam widziałam.
— Nie powinnaś wchodzić bez pukania do sypialni taty. Jesteś na to za duża, a może za mała. Och już mi się wszystko pierdoli. Za duża, za mała.
— Ja też nic nie jozumiem. To jest wszystko stjasznie popierdolone. I do tego Cynthiaia się tak dziwnie zachowuje.
— Nie martw się siostrzyczko. Koło pory obiadowej jej przejdzie. Zawsze w rocznicę ślubu mama się tak zachowuje. Nie pamiętasz?
— A któja to jocznica jest tejaz?
— Dwunasta. Też masz zaniki pamięci jak mama?

W oddal Cynthia i Robert idą w kierunku dzieci.
— Gojdon, mogę?
— Spróbuj.
Rebeka biegnie w kierunku mamy i taty. Wskakuje jej na ręce.
— Napjawdę nie pamiętasz?
Cynthia uśmiecha się i mówi.
— Pamiętam. Jesteś Rebeka.
— O kurwa! Myślałam, że sobie przypomniałaś kim ty  jesteś.
— Jak to, kim jestem, kochanie? Jestem twoją mamą.
Całuje córkę w policzek. Delikatnie wyjmuje warzywo z rąk córki i wkłada do kieszonki swojej żółtej sukni.
— Jesteś na to za mała, kochanie.
— Znowu jestem za mała, o kurwa!
Rebus radośnie szczeka. Robert i Gordon zbierają maliny z krzaka i o czymś dyskutują....

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i komediowe, użył 2647 słów i 16756 znaków, zaktualizował 13 lip 2020.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    Wrzucasz, kasujesz, wrzucasz... Ale dobrze, że jest i już nie usuwaj. Łapa oczywiście, uwielbiam <3

  • 1Aurofantasja

    @agnes1709 Poprawiłem błędy Dzieki :smile:

  • gbgj

    @1Aurofantasja