Tam, gdzie zachodzi słońce. cz. 20

– Mam pokój przy kawiarni. Masz tam łazienkę i łózko. Zmienię prześcieradło, a jutro kupie wszystko, co będziesz potrzebować.
– Dlaczego pan to robi? – zapytałam zdziwiona.
– Cóż, wyglądasz na bardzo uczciwą dziewczynę, która potrzebuje pomocy. Tu i teraz. Może źle odczułem, ale czy ty nie chciałaś się zabić?
Stałam jak słup soli i czułam się naga, nie w sensie fizycznym, ale duchowym.
– Nie miałam łatwo w domu. Uciekłam, bo już nie mogłam, sądziłam, że dam radę w nowym miejscu.
– Wiem, o czym mówisz. Dwadzieścia trzy lata temu też tak się czułem i ktoś mi pomógł. To jest karma.
Spojrzałam mu prosto w oczy.  
– Panie Perry, ja nie przepadam za mężczyznami.
Uśmiechnął się.
– Mi to nie przeszkadza. Sądziłaś, że zmienię zdanie kiedy to usłyszę? Powiedzmy, że to, co zainwestuję, oddasz kiedy będziesz miała dużo pieniędzy. Czuję, że masz zdolności, co prawda, nie wiem jakie. Dam ci dwanaście na godzinę, a z napiwków zarobisz dwa razy tyle. Jeżeli zdecydujesz się kontynuować szkołę, zobaczymy...
Stałam i nie rozumiałam, co się właśnie stało. Facet chciał mi pomóc. Dlaczego? W tym świecie? Tylko dlatego, że jemu ktoś pomógł w przeszłości?
Pierwszej nocy trochę się bałam, bo jeszcze nie wierzyłam w pełni w mój dar. Perry okazał się uczciwym i dobrym człowiekiem. Zarabiałam czasem ponad dwieście dolarów na dzień. Pomógł mi załatwić konto w banku. Pracowałam już trzy miesiące i czułam się super. Poznałam jego syna Jacka, przystojnego bruneta. Oczywiście jego delikatne zabiegi kończyły się niczym. Sezon się kończył, a Perry miał trzy dziewczyny. Wiedziałam, że za dwa miesiące będzie potrzebował jednej. Nie wiedziałam co będzie. Do stolika usiada kobieta mająca pół kilograma złota na sobie. Nie jakaś stara landara, przeciwnie, nie miała czterdziestki.  
– Cappuccino i kremówkę – powiedziała miłym głosem.
– Dobrze proszę pani.
Spojrzała na mnie.
– Dawno tu nie byłam, dla wszystkich jestem Rose, a ty jak masz na imię, aniołku?
– Carry, proszę pani... Rose.
– Już lepiej. Perry to równy gość, dobrze trafiłaś. Większość facetów to albo dupki, albo zaślinione zboki. Są jeszcze gorsze jednostki, jak mój mąż – uśmiechnęła się ciepło.
Odeszłam z różnymi myślami. Powiedziała mi tyle w dwóch zdaniach.
– Cappuccino i kremówka – rzekłam do Perrego, bo akurat przyjechał i staną za ladą.
– O Rose przyjechała.
– Znacie się?
– To moja stała klientka. Jej mąż jest milionerem, a ona projektuje stroje dla ludzi, którzy nie mają co zrobić z pieniędzmi.
– Ja też mam szkicownik z pomysłami, ale kogo to obchodzi...
– Rose może zainteresować. To jedna z niewielu bogatych kobiet, która ma serce.
Zaniosłam kawę i ciastko, za chwilkę podszedł do nas Perry.
– Hej, Rose. Dawno cię nie było.
– Nie zapomniałam o tobie. – pocałowałamu policzki.  
– Powiedziałem właśnie Carry, kim jesteś, a ona przyznała, że ma szkicownik z pomysłami kreacji ubiorów.
– Pewnie nie ma go przy sobie – uśmiechnęła się brunetka.
– Mieszka przy kawiarni. Carry, przyniesiesz?
– Och to takie zwykłe bazgroły.
– Proszę – powiedziała brunetka.
Poprawiłam fartuszek i poszłam do swojego pokoju. Czułam się tu przytulnie. Kupił mi proste meble i ubrania. Nie płaciłam za wynajęcie. To wszystko nie mieściło się w głowie. Z wypiekami na twarzy podałam jej zeszyt. Perry już zniknął, a ona piła cappuccino i przeglądała rysunki.
– Masz talent. Co ty na to, że obejrzę dokładniej w domu i dam znać.
– Znaczy, chcesz, Rose zabrać mój szkicownik?
– Nie ukradnę ci pomysłów. Dostrzegłam dwa, które po dopracowaniu mogą się spodobać. Widzę, że umiesz szkicować. Jak ci idzie z farbami?
– Nie próbowałam...
– Porozmawiamy i o tym. To moja wizytówka. Masz komórkę, prawda?
– Tak, Perry mi i w tym pomógł.
– Cudowny facet, całkowite przeciwieństwo mojego męża. Gdyby wszyscy mężczyźni byli tacy jak on, pewnie nie byłabym z kobietami.
– Masz męża, jak to?
– To gej. Czasem przeleci jakąś dziwkę. Jest ze mną dla picu. Mnie to odpowiada i jemu. Obawia się, że w razie rozwodu zabiorę mu jego miliony, a ja mam je gdzieś. Moi rodzice są bogaci, a i ja potrafię na siebie zarobić. Gdyby był częściej w domu, pewnie już bym z nim nie mieszkała. Wróci za trzy miesiące. A tak ja mam wolność. On nie sprowadza swoich kochanków, a ja swoje mogę.
– Rozumiem.
– Wystraszyłam cię. Zadzwonię za dwa dni, daj mi swój numer.
Zrobiłam to. Zadzwoniła zgodnie z obietnicą.
– Carry?
– Tak, kto mówi.
– Rose Hamilton, spotkałam cię w kawiarni, zapomniałaś?
– Nie, skąd. Pamiętam.
– Och, aniołku. Masz absolutnie talent. Przyślę po ciebie taksówkę. Rozmawiałam z Perry. Taksówka przyjedzie za godzinę.
Rozłączyła się. Ja mam talent?
– Perry...
– Wiem, rozmawiała ze mną. Twoje życie się zmieni.
– Nie rozumiem...
– Zrozumiesz. To był szczęśliwy dzień, kiedy zobaczyłem cię na plaży. Dla mnie i dla ciebie. – rzekł i delikatnie mnie przytulił..
Taksówka przyjechała punktualnie. Jechałam z pięćdziesiąt minut i w końcu zatrzymałam się przed prawdziwą rezydencją. Czułam bryzę. Chata jak ze snu, prawie na plaży. Wyszła Rose.
– Chodź, zrobiłam coś dobrego, mam nadzieję, że ci będzie smakowało.
Miała na sobie jedwabną sukienkę. Delikatne odcienie żółtego, kontrastowały z jej kruczoczarnymi włosami. Sukienka była bez rękawów. Na nogach miała sandały. Sądziłam, że milionerki chodzą tylko w wysokich obcasach. Tym razem na szyi miała delikatny złoty łańcuszek z pięknym rubinem, a na nadgarstku lewej dłoni bransoletkę z diamentami. Usiadłyśmy do stołu.
– Pyszne – powiedziałam kiedy skończyłyśmy jeść.
– Chcesz szampana?
– Dziękuję.
– Dziękuje tak czy dziękuję nie ?
– Nie przepadam za alkoholem.
– Szampan to nie alkohol, to nektar bogów. A ty jesteś aniołkiem, więc jeden kieliszek możesz wypić.
Mimo protestu, przyniosła. Smakował mi bardzo. Dobry francuski, słodki szampan. Nie wiedziałam, że przeważnie nie są słodki. Potem przyniosła swój szkicownik, mój leżał już na stole.
– Dostrzegłam dwa, a trzy inne może poprawisz, nie chciałam się wtrącać.
– To znaczy, będzie coś z tego?
– Carry, głuptasku. Tak. Ja szyję krótkie serie. Kupują u mnie ludzie, którzy mają przewrócone w głowie z nadmiaru forsy. Ale ja tylko czasem projektuję takie idioctwa. Twoje pomysły są ciekawe. Mam dla ciebie farby i coś mi narysujesz. Widziałam kwiaty, drzewo i zachód słońca, w twoim zeszycie. Widziałam też akt, trochę podobny do ciebie.
Zarumieniłam się.
– Nieudane dzieło.
– Przeciwnie. Odejmę koszty materiałów i pracy i dam ci osiemdziesiąt procent. Jestem skąpa, jak widzisz, powinnam ci dać wszystko, ale nie zrobię tego, bo ci się przewróci w głowie.
– Czyli zarobię parę tysięcy.
– Tysięcy? – jej brwi się zbiegły.
– Tysiąc?
– Jesteś naprawdę głuptaskiem. Każda suknia będzie warta dwanaście, może piętnaście tysięcy. Na czysto, po odjęciu kosztów dostaniesz, minimum dwieście dwadzieścia tysięcy. Zabiorę dwadzieścia procent, bo inaczej ty byś zapłaciła podatek. Czyli praktycznie dostaniesz wszystko, jestem uczciwa?
– O rany! – wydukałam tylko.
– O rany, a ja sądziłam, że dostane małego buziaka.
Zerwałam się z krzesła i pocałowałam jej policzek.  
– To już lepiej. Poproszę, byś dopracowała swoje trzy następne pomysły, zrobiłam małe ptaszki, więc znajdziesz. – powiedziała – rozmawiałam z Perry. Masz kilka dni wolnego. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, będziesz mogła u mnie pomieszkać, do czasu jak ci załatwię apartament. Ale to potrwa, bo musisz wybrać klepkę, meble i przede wszystkim lokalizację. Zatrudniam cię. Wiem, że mnie wzbogacisz, ale nie robię tego dla pieniędzy.
I tak zaczęłam pracować dla Rose Hamilton. Powoli się zaprzyjaźniłyśmy. Wiedziałam, że lubi kobiety, ale w żaden sposób nie próbowała niczego. Natomiast ja próbowałam. Ignorowała moje delikatne zaloty. W końcu trzeciego tygodnia usiadła ze mną w salonie.
– Podobam ci się? – zapytała wprost.
– Jesteś bardzo atrakcyjna i ładnie pachniesz.
– Widzisz we mnie coś więcej niż ciało?
– Jesteś dobra, uczciwa i bardzo mi pomogłaś.
– Mam zasady. Jestem z jedną osobą w danym czasie. Nie zmieniam kochanek, ale do tej pory nie wychodziło. Z tobą jest to, że nie masz osiemnastu lat.
– Będę miała za sześć miesięcy.
– Nie o to chodzi. Ufam ci. Gdybyś jednak komuś powiedziała...
– Przecież jestem z tobą cały czas. Czasami idziemy do kawiarni.
– Rozumiesz, co mam na myśli...
Nie wiem, czemu się zdenerwowałam. Nigdy tego nie robiłam.
– Za kogo mnie masz! Pomogłaś mi jak nikt, poza Perry'm. Sądzisz, że bym ci zrobiła problem?
– Wybacz – dotknęła mojej dłoni – wywiedziałam się u Perrego...
– Powiedział ci?
– Zapytałam co myśli. Nic nie powiedział, ale się domyśliłam.
– Nie byłam z nikim, nie lubię mężczyzn. Ty mi się bardzo podobasz w tym właściwym znaczeniu.
– Jesteś zdolna i pracowita. Nie zrozum mnie źle. Załatwiłam ci szkołę, kupię ci apartament. Mam wielka chęć schrupać twoje ciałko, ale nie czuj się, że odpłacasz mi ciałem. To dwie różne sprawy. Musiałam się hamować. Jak tylko cię poznałam, zakończyłam znajomość, która i tak już ledwo się tliła.
– Ja nie mam doświadczenia – szepnęłam.
– To nawet lepiej. Nauczę cię wszystkiego i zostawię pole do indywidualności. Kochanie się to sztuka, nigdy nie popadaj w rutynę. Chodzi o to czy chcesz...
Nie dałam jej skończyć i zatopiłam w niej moje.
Po pięciu minutach byłyśmy już nago. Rose miała świetne ciało, a jej skóra pachniała cudnie. Poprosiła, bym ją wzięła pierwsza. Robiłam wszystko intuicyjnie. Nie zdołałam zacząć całować jej intymności, a już byłam blisko. Oddawała mi się zupełnie.  
– Jesteś cudowna, mogę się odwdzięczyć?
– Tak. Czy to zawsze tak jest?
– Byłam napalona i chciałam, byś mnie pieściła pierwsza. Nie jest tak. Można się kochać tak, można razem, można wszystko. Wolisz, bym cię dotykała czy całowała, czy jedno i drugie?
– Chcę wszystko.
– Powoli. Pokocham cię tak, że będzie ci dobrze. Zwykle nie używam zabawek, ale jak polubisz, to oczywiście będę. Mam kilka.
– Kochaj mnie – szepnęłam tylko.
To było marzenie od początku do końca. Jej palce znajdowały wszystkie miłe miejsca, a język dokonywał cudów. Nie sądziłam, że mogę mieć tyle razy. Potem oddawałam jej wszystko w podwójny sposób. Nasz pierwszy raz trwał z sześć godzin. Mówiła mi, co lubi i ja wszystko to robiłam. Nie miałam zahamowań, by lizać jej ciemną jamkę czy wkładać dłoń do jej cudnej intymności. Oczywiście chciałam tego samego, ale ostatecznie skoczyło się na czterech paluszkach.  
Teraz nasz dzień miał kilka części. Jedzenie, praca i kochanie, z tym że to ostatnie zabierało najwięcej czasu. Chciałam szybko osiągnąć jej poziom, ale mnie hamowała. Nie chciała mi zrobić krzywdy. Całkowity fisting dostałam dopiero po trzech tygodniach, analny po dwóch miesiącach, podwójny listing do mojej różowej jamki mniej więcej w tym samym czasie. Uwielbiałam jej usta. Kochałam się z nią całować. Raz chciałam poeksperymentować z zabawkami, ale ostatecznie wiedziałam po tym dniu, że wolę jej dłonie. Kupiła mi studio, za czterysta tysięcy. Obiecałam spłacić, ale uparła się pod groźbą zerwania, że mogę oddać tylko połowę. Kupiła mi sklep w drogim mallu i to zaczęłam spłacać. Byłyśmy ze sobą cztery lata. Potem coś się popsuło, ale nie do końca. Nadal jesteśmy blisko. Przyjęła to, że poznałam Emmę. Ukończyłam szkołę. Zrobiła dla mnie tyle, co nikt, ale serce nie sługa. Po miesiącu znajomości pokochałam Emmę, ale Rose została w moim sercu na zawsze.


Dojechałam do domu Kathrin, ale tak jak czułam, dom był pusty. Powinnam lepiej zaufać mojemu przeczuciu, które mnie do tej pory nigdy nie zawiodło. Nie czekając chwili, ruszyłam na Rajska plażę, blisko miejsca, gdzie Perry znalazł mnie na brzegu. Miałam prawie fizyczną pewność, że najdę tam Kathy. Nie wiedziałam, jak wygląda, ale ile kobiet około czterdziestki mogło tam stać o tej porze?
Dojechałam dziesięć po dziesiątej. Nie było nikogo poza jedną osobą i tą osobą musiała być Kathy.
Podeszłam do niej.
– Kathy? – powiedziałam cicho.
Odwróciła się.
– Skąd znasz moje imię?
– Jestem Carry, przyjaciółka Emmy.
– Och, jak mnie tu znalazłaś?
– Intuicja. Choć do domu.
Podeszła do mnie, wtuliła się i zaczęła płakać.
– Jestem zboczona. James zobaczył mnie i Michaela jak mieliśmy zbliżenie. Skarciłam syna i męża. Nie mam po co żyć.
– Nie dramatyzuj. On przyjechał do Emmy, znaczy James. Kocha cię. W tej chwili jest tam i Michael, tak czuję. Wszystko będzie dobrze, martwiliśmy się o ciebie.
– Jak mu spojrzę w oczy? – miała twarz tuż przy mojej.
– Wszystko sobie wyjaśnicie i będzie dobrze.
– Sądzisz, że mi wybaczy?
– Z pewnością, przecież cię kocha.
– Ale ja go zdradziłam i to z własnym synem...
– Wracajmy do domu, tam o tym porozmawiamy.
– Czy on będzie w domu?
– Jutro lub pojutrze. Musimy być pewni, że wszyscy już nie popełnią pomyłki.
– Ale ja tego chciałam i chcę nadal, co ze mną jest?
– Chodź, nie będziemy tu stać, chociaż jest tu pięknie i kojący szum oceanu może uleczyć niejedną duszę.
Wzięłam ją za rękę i poszłyśmy w stronę samochodów. Po kilku minutach wsiadła do swojego Lexusa, a ja do mojego Audi. Za pół godziny siedziałyśmy już w jej salonie. Nie wyglądała super, ale wiedziałam, że da radę. Byłam gotowa zrobić cokolwiek, żeby jej pomóc, aby mogła dać sobie z tym radę. Cóż, potrafiłam tylko jedno, a nie wiedziałam przecież, czy Kathy właśnie tego potrzebuje...

lila

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i dramaty, użył 2538 słów i 14299 znaków, zaktualizował 24 lut o 8:23.

1 komentarz

 
  • Majkel705

    Trzymasz poziom brawo jestem na tak :bravo:  :bravo:  :bravo: