Tam, gdzie zachodzi słońce. cz. 19

Patrzyłem, co miałem robić? Odwrócić oczy? Przecież już to robiły, zanim zaczęły się ze mną kochać. Na chwilę odrzuciłem pamięć o tym co zobaczyłem w domu Kathy. Tak naprawdę w naszym domu. Byłem nago. Moje ciało nie wyglądało źle, oczywiście nie jak Michaela, w końcu dzieliła nas różnica dwóch dekad. Całowały się delikatnie, wcale na mnie nie patrzyły. Gdybym nie kochał się z nimi wcześniej, uznałbym, że obie są kobietami zboczonymi. Ale wiedziałem, że tak nie jest i jeżeli one były, ja także, bym musiał się tak sam nazwać. Emma mówiła to wszystko z taką łatwością. Chcą fistingu, obie, naraz? To, że moja męskość nie nadawała się do użytku, nie miało znaczenia, a one nie dały mi odczuć, że jestem przez to mniej seksowny. Ja, seksowny? Wyglądało jednak, że tak mnie, odbierały, a to cholernie podnosiło moje ego. Brunetka siedziała na kanapie, a Carry ją całowała. Najpierw po piersiach, potem brzuchu i w końcu po jej rozwiniętej intymności.
– Pomożesz? – uśmiechnęła się Emma.
– Tobie czy jej?
– Jej, zobacz, jak jej cipka jest spragniona twojego języka.
– Mogę zobaczyć?
Blondynka na chwilkę przestała całować krok Emmy i odwróciła w moim kierunku swoją śliczną główkę.
– Możesz sobie pooglądać i zrobić z moją cipką co chcesz. Nie jesteś dla mnie mniej atrakcyjny, z powodu, że nie masz erekcji.
Jednak ja wyraźnie pragnąłem Emmy. Wiedziałem jednak, że Carry chce też być pieszczona. Pochyliłem się i pocałowałem brunetką
– Popieść ją – szepnęła Emma.
Ukląkłem za jej drobnym tyłeczkiem i delikatnie rozsunąłem jej płatki. Patrzyłem chwilkę, a potem zacząłem ją tam lizać. Wsunąłem dłonie pod jej brzuch I dotarłem nimi do jej jędrnych piersi. Emma zaczęła dyszeć. Poczułem się zmotywowany i mocniej zacząłem wciskać język do jej ślicznej cipki. Zaczęła mieć. Pieściłem ją jeszcze z pół minuty. Obie usiadły przede mną na kanapie i rozsunęły uda.
– Teraz prosimy łapki. – powiedziała Emma. 
– Nigdy nie robiłem fistingu – powiedziałem szczerze.
– Ustaw tak palce i wpychaj delikatnie. – pokazała – Poczujesz gorąco, a potem odczujesz, jakbyś przedzierał się przez ciasną bramę. Bądź delikatny i wczuwaj się. – szepnęła Emma i zaczęła się całować z Carry.
Nie byłem dzieckiem, żeby co chwilę zadawać pytania. Zacząłem to robić. Mniej się martwiłem o pochwę Emmy, bo jej organ był tylko nieco mniejszy niż organ Kathy. Bardziej starałem się być delikatny w stosunku do blondynki. Szło nieźle i czułem podniecenie z tego powodu. Obie były gorące i śliskie w środku. Przeszedłem łatwo przez tę bramę, o której wspominała Emma.
– Och, właśnie tak. Teraz poruszaj delikatnie. Nie obawiaj się o jej cipkę, jest bardzo elastyczna. Mówiłam ci, że byłam tam nie jedną, ale dwoma dłońmi.
Naparłem mocniej i teraz Carry wydała jęk rozkoszy.
– Grzeczny chłopieć. Pieść nas. – szepnęła tym razem Carry i znowu zaczęły się całować.
Poruszałem dłońmi na boki i trochę do przodu. Dwa razy w ciągu pięciu minut przerywały pocałunek, by móc bardziej dyszeć, bo orgazmy zabierały im więcej tlenu.
– James – szepnęła Carry, może minutę po drugim szczycie.
– Tak skarbie?
– Coś się stało, wyjmij.
Zrobiłem to delikatnie i powoli.
– Z niej też wyjmij – dodała.
– Zrobiłem coś nie tak?
– Nie, nie. Robisz to świetnie. Michael zaraz tu będzie, ale nie o to chodzi. Coś dzieje się niedobrego z Kathy.
– O czym ty mówisz? – dostrzegłem, że i Emma patrzy na nią ciekawie.
– Czasem mam takie odczucia. Wiem co się z kimś dzieje. Mike zostawił ją. Ona bardzo się przejęła i uwierzyła, że jest bardzo złą osobą. Ze to ona wszystko popsuła. Jeżeli zdążę, będzie jeszcze w domu, jeżeli nie, wiem, gdzie ją znajdę. Podaj mi jednak adres domu, gdzie mieszkasz z Kathy.
Zaczęliśmy się ubierać. Podałem jej, to o co prosiła.
Carry.
Patrzyłam na Jamesa, mojego pierwszego mężczyznę. Nieco niższy od mojej Emmy, dobrze zbudowany i zadbany. Nic o nim nie wiedziałam, poza tym, że był delikatny dla mnie. Oczywiście, że zrobiłam to tylko dla mojej kochanki, ale czy żałowałam? Z pewnością nie. To było nowe dla mnie mieć męskiego członka w sobie. Nawet kiedy zaczął mnie tam całować, odczuwałam to nieco inaczej. Czy mogłabym to zrobić gdyby brunetki nie było obok? Z pewnością nie, przynajmniej nie mógłby to być mój pierwszy raz z mężczyzną. Teraz ubrałam się, mimo że oni wciąż jeszcze byli nadzy. Czułam coś. Z pewnością posiadałam dar. Skąd mogłam wiedzieć, że Emma trzy lata temu chce się utopić, płynąc do utraty tchu na zachód, tam, gdzie słońce chowało się za tafla bezkresnego oceanu? Czułam. Po prostu czułam. Podobnie teraz coś podobnego sygnalizowało zbliżające się niebezpieczeństwo. Emma też to miała, ale u mnie to się silniej objawiało.
– Coś jest nie tak – rzekłam.
– O co chodzi – zapytał przystojny szatyn.
– Chodzi o Kathy. Jak zareagowała kiedy wszedłeś do domu i ich zobaczyłeś?
– Sądzisz, że byłem w stanie to odczuć? Zobaczyłem ich i mój świat się skoczył. Wyszedłem z domu i siedziałem w aucie kilka przecznic dalej, a potem przyjechałem tutaj.
Spojrzała na mnie.
– Co odczuwasz, kochanie? - zapytała mnie Emma
– Czy Kathy jest szatynką? Zgrabną, zadbaną i ma zielone oczy?
– Tak – odrzekła.
– Twój Michael niedługo tu przyjedzie, a Kathy ma ogromne załamanie. Chce podobnie jak ty wtedy, trzy lata temu, płynąć na zachód.
– Dlaczego właśnie tam? – zapytała brunetka.
– Nie wiem, może dlatego, że zna to miejsce. Tam Michael spotkał się ostatni raz z Susan, zanim zginęła w wypadku.
– Cholera – zaklęła Emma – jest dopiero ósma, a słońce zajdzie za godzinę.
– Muszę pojechać, możesz mi powiedzieć wasz adres, James?
Podałam mu swoją komórkę, a on wpisał lokalizację na mapie GPS.
– Powinnam tam dojechać w ciągu trzydziestu minut, chociaż czuję, że kieruje się w stronę Rajskiej plaży.
– Znasz to miejsce, sądzisz, że to dokładnie tam, gdzie mnie znalazłaś?
– Też tam byłam wiele lat temu, muszę ci o tym opowiedzieć, bo nie wiesz. Sprawdzę jednak na wszelki wypadek dom.
Pocałowałam delikatnie jej usta, a potem pocałowałam nieco bardziej namiętnie Jamesa. Czuł się nieco lepiej, ale szok w nim nadal przebywał, tylko doznania z nami go nieco okryły.  
– Znajdę ją, nie martw się.– szepnęłam.
– Znajdź ją, chcę do niej wrócić i to teraz. – szepnął James.
– Jeszcze nie jesteś w pełni gotowy. Przy pierwszej małej kłótni wszystko wróci. To potrwa parę dni, wówczas wrócisz. Ufaj Emmie, ona jest cudowna. 
Kiedy szłam w kierunku drzwi Baltazar, pojawił się nie wiadomo skąd. Obtarł się o moją nogę i miauknął. Wzięłam go na ręce, od razu zaczął burczeć.
– Mój śliczny – pocałowałam go w łebek – byliśmy tak zajęci, że nie daliśmy ci jeść.
Otworzyłam szafkę, wyjęłam świeżą puszkę i nałożyłam mięsko do jego miseczki.
– Uciekam. Wiesz, że muszę ją znaleźć. Narobiło się trochę, ale wszystko to pewnie się stało w jakimś celu. - szepnęłam do kotka.
Wyszłam. Zastartowałam moje Audi, podłączyłam lokalizację na GPS w wozie i ruszyłam. Wróciły wspomnienia, te najdalsze...
                                                        
                                             Osiem lat temu.

Wysiadłam na dworcu autobusowym w Los Angeles, czterysta pięćdziesiąt kilometrów od miejsca, gdzie się urodziłam. Moje życie nie było szczęśliwe. Miałam rodziców, a tak jakbym ich nie miała. Wczesne dzieciństwo nie było takie złe. Instynkt macierzyński przeważał w Jane Crawford, mojej matce. Ojciec? John Malcolm Crawford był chyba zawsze sukinsynem i nigdy nie mogłam pojąć co młoda Jane Patlick w nim widziała. Co muszę mu przyznać, to że nigdy mnie nie tknął i nie uderzył. Pracował w fabryce stali i był pewnie twardy jak stal. Ale whiskey każdego złamie. Od piwa zaczął mu rosnąć brzuch. Czasem mnie wziął na ręce i próbował się ze mną bawić, ale kiedy skończyłam siedem, przestał. Potem słyszałam coraz częściej jego krzyki i jej pacz. Czy dlatego, że traktował ją jak szmatę, nie mogła zdobyć się na odrobinę miłości w stosunku do mnie? Dlaczego!  
Pewnie z powodu ojca trochę obawiałam się chłopców. W końcu jednak z jednym zaczęłam spędzać więcej czasu niż z kimkolwiek innym. W klasie uważali mnie za dziwadło, a kiedyś... to bolało! Byłam z nim na spacerze i chciałam poznać, jak smakują męskie usta. Niestety spotkaliśmy trzech jego kolegów. Mieliśmy wówczas po trzynaście lat, ale powinien się postawić i nie pozwolić ze mnie drwić. Zamiast tego, zaczął zachowywać się, jakbyśmy się wcale nie znali. To definitywnie oddzieliło mnie, sądziłam na zawsze, od męskiego rodu. Jedyną ucieczką od świata były rysunki i projekty ubrań, oczywiście dla kobiet. Moje ciało domagało się pieszczoty, a nie było nikogo, kto by ją dawał, więc zaczęłam sobie sama dogadzać. To okazało się cudowne. Reagowałam mocno i musiałam sobie zatykać usta, by rodzice nie usłyszeli. W miarę upływu czasu to nie wystarczało. Patrzyłam na dziewczyny i wyobrażałam sobie, jak to musi być z kimś innym, ale w małym, pruderyjnym miasteczku to niebezpieczna gra, więc musiałam bardzo uważać, by nie zostawiać na jakiejś dziewczynie czy kobiecie spojrzenia o sekundę dłużej. Lata mijały. W wieki szesnastu udało mi się dostać pracę w miasteczkowym supermarkecie, w sklepie z odzieżą dla kobiet. Umiałam zachęcić i sprzedawałam więcej niż trzy inne sprzedawczynie razem, co oczywiście wywołało w nich zazdrość. Dobrze, że uzbierałam trochę forsy i ukryłam ją w środku materaca. Miałam powód, bo trzy lata temu ojciec ukradł mi dwieście trzydzieści dolarów i zaprzeczy, że to zrobił. Przepił, to pewne. Drań! Mam nadzieję, że będzie się smażył w piekle za całe zło, którego się dopuścił.  
Niestety, najdłużej pracująca, sprytnie zrobiła manko i skierowała na mnie podejrzenie. Właścicielka była za mną, ale inne zagroziły, że wszystkie się zwolnią. Zostałam na lodzie. Nie ukończyłam średniej szkoły i wsiadłam do autobusu. Cały mój majątek stanowiło tysiąc trzysta dolarów, kilka par majtek, szkicownik i mała maskotka, którą dostałam jeszcze w przedszkolu od pani wychowawczyni. Z dworca pojechałam na Rajską plażę, w końcu poza Hollywood, Bulwarem Zachodzącego Słońca i paroma innymi atrakcjami, to było najbardziej znane miejsce. Siedziałam na piachu i patrzyłam na wodę.
– Jeśli mi się nie powiedzie, to przyjdę tu wieczorem i będę płynąć ile mi starczy sił na zachód – powiedziałam do siebie.
I kto by pomyślał, że za trzy tygodnie będę załamana i gotowa to zrobić! 
Zatrzymałam się w tanim motelu i dzień po dniu szukałam pracy. Sprzątaczki, kelnerki, pomocy w kuchni. I nic. W wielomilionowym mieście nikt nie chciał mnie przyjąć! Owszem miałam inne propozycje. Byłam ładna. Siedemnastolatka o figurze dziecka z wielkimi niebieskimi oczami i długimi do łopatek, lekko falistymi, ciężkimi złotymi włosami, niejednego napełniała nadzieją. Gdyby kobieta tego chciała, kto wie. Niestety to proponowali sami faceci, których zaczęłam powoli nienawidzić.  
Nie płakałam, bo byłam twarda. Trudno, widocznie siedemnaście lat na tym padole miało dla mnie wystarczyć. Słońce już dawno zaszło za horyzont, a ja wciąż stałam, gotowa w każdej chwili na swój ostatni kurs.  
– Był ładny zachód – usłyszałam męski głos za plecami.
Poczułam strach. Chciałam umrzeć, ale w taki sposób, jaki sama wybrałam.
– Tak, ładny – odrzekłam, nie patrząc na rozmówce.
– Obserwowałem cię przez lornetkę. - odrzekł.
Boże! Nie dość, że facet, to jeszcze jakiś zbok! Na chwilę chęć skończenia ze sobą w morskiej toni, oddaliła się i zaczęłam dyskretnie patrzeć na boki, próbując przebić mrok, czy ktoś jest w pobliżu i może mi pomoże. Niestety nie dostrzegłam żywego ducha.
– Mój chłopak zaraz tu przyjedzie, czekam na niego – powiedziałam wystraszona.
– Wystraszyłem cię tą lornetką, przepraszam. Jestem Perry Jones, właściciel tej kawiarni. Czasem obserwuję morze. To pięknie patrzeć na zachód słońca, kiedy jego jasna tarcza chowa się w morskiej toni. Zobaczyłem cię, to wszystko.
Poczułam się nieco lepiej. Zrozumiałam, że mogę spokojnie odczekać, aż sobie pójdzie i dopiero wtedy wejść w wodę.
Ale nie odchodził. Ponownie zaczęłam się bać. Czego chce ode mnie?!
– Nie szukasz czasem pracy? Dziewczyny przychodzą i odchodzą, bo w mieście jest dużo możliwości.
Spojrzałam na niego. Czterdziestoletni, zadbany, opalony. Tak sądziłam, bo pewności nie miałam z powodu małej ilości światła.
– Pan żartuje. Trzy tygodnie szukałam po osiem godzin, już mi nogi w tyłek wchodziły i niczego nie znalazłam.
– Z taką urodą mogłabyś znaleźć prace w godzinę.
– Muszę już iść...
Złapał mnie za rękę. Powinnam się wyrwać i uciec. Wtedy pierwszy raz coś odczułam. On był dobry i miał czyste zamiary. Miałam co do tego całkowitą pewność.
– Proszę mnie puścić.
– Przepraszam – puścił od razu – wybacz, że to powiedziałem. Potrzebuję kelnerki, obiecuję, że nikt cię nie klepnie ani nie dotknie. Możesz zacząć od jutra?
Zaufałam mu, albo lepiej temu odczuciu.  
– Chyba tak.
– Jak tu się dostałaś, nie widzę samochodu?
– Autobusem.
– Aha. O tej porze zajmie ci dwie godziny dotrzeć do centrum, a i dojście do przystanku to ładny kawałek. Wiem, że to zbyt wiele dla ciebie, ale mam propozycję. – wyjął prawo jazdy.
– To moje dokumenty. Chcę, byś wiedziała, że niczego nie kombinuję. Mam żonę, którą kocham i syna, pewnie w twoim wieku. Chcesz, to z nią porozmawiaj... Zawiozę cię do domu lub …
– Lub co? – nie powinnam, ale poczułam, że facet jest bardzo uczciwy.

lila

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i dramaty, użył 2553 słów i 14238 znaków, zaktualizował 22 lut o 3:59.

Dodaj komentarz