Pod jednym dachem część 6

Pod jednym dachem część 616
Justyna

  Czuję trzy rzeczy jednocześnie:  
Okropny gorąc, ciężar na prawym boku oraz potworne łupanie w głowie.  
  Skopuję z siebie kołdrę, przekręcam się na plecy, obciążenie przechodzi w okolice brzucha, a ból głowy nie znika. Chcąc zrzucić z ciała uciążliwy „odważnik”, wkładam dłoń pod pościel i napotykam coś ciepłego. Macam tak długo, aż dociera do mnie, co to jest. Przerażona otwieram oczy i gwałtownie siadam na łóżku. Auć! Łapię się za czachę, a następnie spoglądam na śpiącego obok mnie Łukasza.  
Przypominam sobie wczorajsze figle, rozczarowanie i zatopienie smutku w winie. Szybko patrzę, czy mam na sobie piżamę, czy też Niski wykorzystał mnie podczas snu.
Uff. Wszystko na swoim miejscu. Ostatnie co pamiętam, to jak częstuję figo-fago glutami.
  Pierwszym impulsem jest wykopanie współlokatora z łoża, ale szybko zmieniam taktykę, ponieważ w głębi ciała zbiera się coś potężnego. Lekko obracam tyłek na lewo, puszczam podkołdernika jadowitego, a następnie podnoszę pościel.
Raz…
Dwa…
Trzy…
Łukasz jak poparzony siada na materacu.
– Justa! Serio? Puściłaś bąka prosto pod mój nos?! – wrzeszczy, na co wzruszam ramionami.
– Tja. Poczuj kotku co mam w środku – odpieram przesłodko.
– Wiesz, jaki to smród?!
– Nie zapraszałam cię pod kołderkę, zatem oddaję tobie, co trzymam w sobie. Przylazłeś tu na własną odpowiedzialność, więc nie skrzecz, bo mi łeb nawala – mówię z pretensją. Chwytam się za skronie i je masuję. Oczywiście nie uszło mojej uwadze, że Niski jest toples. Nosz, kurde mole! A mogłam najpierw zerknąć, czy jest w bokserkach, czy w dresie. Zresztą, co mi tam!
Szybkim ruchem pociągam za kołdrę i odkrywam ziomeczka z opóźnionym refleksem. W sumie mogłam się tego spodziewać, ponieważ to naturalna reakcja faceta, lecz...
– Myślałam, że zagazowałam „wodza plemienia” – przepraszam, ale musiałam.
– Pfi... Zaraz ci zademonstruję jego sprawność i pracowitość…

17
Łukasz

  Szkoda, że nie widzicie miny Dżastiny! Ma gały wielkie jak talerze! HAHAHA!
Z chęcią bym jej pokazał, co potrafi „wielki wódz”, ale to nieodpowiedni moment.
– Masz nasrane w bani – mamrocze niby oburzona. Jednak widziałem błysk w jej oczkach, kiedy bezwstydnie patrzyła na poranny wzwód, którego nie staram się ukryć… po co też? Niech wie, że jestem zdrowy i do roboty gotowy.
– Ciekawe kto mi przed chwilą do niej nasrał? – Odbijam piłeczkę. – Do tej pory zielony dymek błądzi w nosie. A teraz odwróć się, wredna małpo. – Zmieniam pozycję, by móc rozluźnić kark skacowanej panience.  
– Sam się odwróć, przy okazji opuść mój kącik. Zrobisz mi tym największą przyjemność – kąsa, chcąc wyjść z łóżka. To jest jedyna okazja.
Podrywam się na kolana i chwytam dziewczynę za barki. Kciukami wykonuję okrągłe ruchy, zaczynając masować mięśnie u nasady karku. Przecież ślepy nie jestem. Widzę, jak kona z bólu głowy, a z drugiej strony sam nie raz, nie dwa miałem ciapę z mózgu po zalaniu baśki.
– Ochhh. Mhmmm. Tak mi rób. Tak mi dobrze. Mhmmm – jęczy. Dźwięk ten sakramencko mnie podnieca, a to sprawia, że w jajach niemiłosiernie smyra. Ależ bym Justę wyklamorzył! Wrrr!  
„ Łukasz Jędrzej Cipąk! Skup się!” upominam samego siebie.
Wzmacniam uścisk. Na przemian ugniatam, głaszczę i pocieram mięśnie. Im dłużej masuję, tym kobieta bardziej stęka.  
Na miłość BOSKĄ! Bym rozumiał, gdyby tak mruczała podczas seksu, ale…
– Mhmmm. Zapomniałam już o umiejętnościach twoich paluchów. Ojjjj takkkk.
Kable w głowie dostają zwarcia, aż iskry się sypią. Takie typowe włożenie gwoździa do wtyczki. Bzzzzt! Pierdolnięcie przez jedyne 230V.
Przysuwam się do Justynki, pochylam głowę na dół. Oblizuję czubkiem języka dolną wargę, a następnie delikatnie muskam skórę szyi. Wdycham zapach, od którego już od dawna jestem uzależniony.
Kolejne muśnięcie. Ramiona Justynki pokrywa gęsia skórka, lecz ona, niczym uparta koza nie ukazuje reakcji.
Jeszcze jeden pocałunek, tym razem językiem smakuję skrawek między uchem a obojczykiem. Prawą dłoń kieruję w stronę dekoltu, pieszcząc jedwabne, jędrne ciałko. Wyczuwam również przyspieszony oddech. Prawie dochodzę do uroczego rowka między cycuszkami, kiedy dziewczynę przeszywają ciarki.
– Łukasz? – szepcze rozkojarzona.
„Wiem, też nie potrafię się oprzeć.”.
– Justyś... – odwzajemniam gorącym głosem. Unoszę lekko głowę, lewą dłonią przekręcam twarz kobiety w moją i łączę nasze usta w powolnym, namiętnym pocałunku. Prawą ręką delikatnie głaszczę po cycuszku tak, aby za chwilę kciukiem podrażnić sterczącą brodawkę.  
Nagle Dżastina gwałtownie się odrywa, odwraca do mnie przodem i popycha do tyłu.
No nie! Znowu pudło?!

18
Justyna

A to ci podstępny gałgan!  
Na jego twarzy wymalowany jest strach zmieszany z pożądaniem. Gdy otwiera usta, żeby coś powiedzieć, szybko siadam na nim okrakiem i spajam nasze usta.
Ból głowy prawie minął, dzięki sprawnym paluchom Niskiego, które sprawiły ulgę oraz wznieciły ogień. No zrobił mi bałwan chcicę jak cholera!  
Bez żadnych pohamowań wkładam prawą rękę w jego spodenki, chwytam za sztywnego pytona i zaczynam przesuwać dłonią w górę i w dół.  Najchętniej pozbyłabym się wszelkich łachów z naszych ciał, ale…
– O tak, baby... wal konia – mamrocze chłopak w usta, unosząc biodra w rytm trzepania. Oj kochaś, jakbyś wiedział, jak mi z zaworu kapie, to byś od razu pobawił się w hydraulika. Wszedłbyś z takim poślizgiem i dryftem niczym Ven Disel z „Za szybcy. Za wściekli”. Tak by plaskało, że miałbyś wrażenie taplania się w błocie, a uśmiech nie schodziłby ci ryja. Ba! Co ja mówię? Zacząłbyś kwiczeć jak ganiany prosiak. Kwik, Kwik!
„A propos świniaka. Powinnam przynajmniej się podmyć i umyć kły” Przechodzi mi przez myśl, ale szybko odganiam ją, z pewnością do finałowej bazy nie dojdziemy, bo…
Przerywam pocałunek oraz pocieranie cyklopa, następnie zsuwam się niżej i ściągam Łukaszowi gacie z tyłka.
– Masz ten sprzęt. No, no – chwalę. Nie zastanawiając się, biorę żołądź do ust. Dociskam język do wiązadełka i zaczynam ssać. Najpierw lekko, za chwilę mocniej, a następnie biorę go na tyle do paszczy, ile potrafię. Góra, dół. Góra, dół.
– Jesteś zajebista, Justyś. Tylko nie przestawaj – majaczy, łapiąc mnie za kłaki, nadając tym rytm. Wolną dłonią chwytam Niskiego za jądra i je miętoszę niczym woreczek z dwoma kuleczkami. Chłopak coraz bardziej sapie, wzdycha, dlatego z ust robię wakum. Jestem pewna, że za chwilę chłopczyna nie wytrzyma.
– Justyś! Mogę oddać spust do buzi? – wysapuje, lecz go olewam. – Dżastina... zaraz… wystrzelę.
Pod językiem czuję, jak penis mocniej nabrzmiewa...

Pozdrawiam AHopeS<3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i komediowe, użyła 1182 słów i 7019 znaków, zaktualizowała 4 maj o 22:36.

1 komentarz

 
  • Gazda

    Normalnie nie poznaje koleżanki.
    Ale jest super :bravo:

  • AHopeS

    @Gazda Dziękuję bardzo.