Pod jednym dachem część 2

Pod jednym dachem część 2Od Autora
Drodzy czytelnicy.
Ta krótka opowieść jest kompletnie inna niż „Zaskakujące Lądowanie”.  
W tym tekście mogą wystąpić nieocenzurowane wyrażenia, a także słownictwo, którego nie znacie.  
Jeśli coś nie jest dla Was zrozumiałe – proszę pytać lub wpisać w Google (ponoć wie wszystko) ;)
Pozdrawiam. AHopeS<3

4
Łukasz


   I co mam zrobić z tym osłem, mającym łeb w kiblu? Schrzanił mi piękną chwilę z Justynką, ale to nawet dobrze. Przynajmniej mogę ochłonąć, bo nie wiem, jak daleko bym się posunął, gdyby „Francowata mość” nam nie przeszkodziła.  
– Muppecie! Zarzygałeś się na śmierć, czy z haźla wodę chlipiesz? – pytam, kopiąc ziomka w podeszwę trapera. Franc odpowiada bełtem. Mistrz!
Macham na niego dłonią… Idę w pizdziet.  
Niech Tymek zajmie się złamasem.  
Właśnie wchodzę do baru, aby zawołać drugiego kumpla, gdy widzę Justynkę opuszczającą lokal. No ja pierdolę! Jeszcze ona bierze nogi za pas? Serio?
Spiesznym krokiem podchodzę do stolika.
– Fiucioramie zaprogramował się haft. Mulina mu się kończy – mówię.
– Dżastina wlała drugiego longa w gardło. Będzie mieć bombę – informuje Tymek, wstając z krzesła. No niech mnie furtka z lasu ściśnie! Jeszcze to do tego!  
Bez chwili wahania łapię za kurtkę, żegnam się z kolegą i pędzę niczym MAN z dziesięciotonową dupą za moją współlokatorką petardą – jak ona wydupi, to tylko raz!
Wychodzę z baru, wyłamując drzwi z zawiasów. Muszę przyznać, film w mojej głowie ukazuje mi sceny z najgorszego horroru.
Jak babsko wpada pod samochód albo ktoś ją targa w krzaki i… Otrząsam się z tej wizji. Przez zapierniczające serce dostaję w płetwach turbo dopalacza. Normalnie napęd 4x4 z dwa i pół konia pod maską.
Kurwa jego mać! Jeśli coś się dziewczynie stanie, to ja będę odpowiedzialny!  
Muszę znaleźć Justynkę, zanim dojdzie do tragedii.
Kobieta czasem jest frustrująca, ala za to ma ogromne serce i cięty ozór. Ileż razy podkuliłem przy niej ogon? Dziesiątki? Setki razy? Zgubiłem rachubę przy trzecim praniu głowy.
   Biegnę sprintem w kierunku mieszkania i z daleka widzę lekko zataczającą się sylwetkę.  
Świetnie! Tym razem ja będę taszczyć jej naprane zwłoki, a nie odwrotnie.  
Przypominam sobie, kiedy Dżastina po raz pierwszy targała mnie nawalonego z imprezy. Dżizas!
Takie po drodze puszczałem pawie, że mi zagroziła: „Jeszcze raz się zbełtaj, to ci mordę pokrzywami obetrę”. I jak człowieku nie masz się jej bać?!
Za drugim razem było znacznie gorzej. Dwa tygodnie temu była biba u Tymka. Do tej pory nie wiem, jakim cudem znalazłem się na przystanku. Pamiętam jedynie wpienioną Justynkę.
Jak ta się na mnie darłaaaaa… Myślałem, że grizllego zbudzi z zimowego snu! Na dobitkę, zamiast zaprowadzić mnie do łóżka, to zostawiła mnie leżącego pod szóstką u Marioli. To był kurwa dopiero szok, gdy otworzyłem ślepia!  
Przysięgam na wszystko, co mi cenne – wyszedł wtedy ze mnie duch, na widok… blehhhh.
Wróciłem do mieszkania z gigantycznym bukietem kwiatów i błagałem Justynkę o wybaczenie. Przysiągłem poprawę, oraz że nigdy więcej się nie schleję. Teraz…
Cholera, co ona robi???  

5
Justyna

Prawa. Lewa.
Prawa. Lewa.
Prawa, hopla… To był tylko kamyczek… a może głaz?
Prawa. Lewa.
Prawa. Lewa.
Prawa. Lewwaaa – łochaaa, ale mnie ściąga na bok. Z pewnością to kluczyki w kieszeni… Wkładam łapę do kabzy i wyciągam… obsmarkaną chusteczkę.  
Fuj. Puszczam ją na ziemię.
Prawa. Lewa.
Prawa. Lew... – Oooo, jaki ładny garnek… to naprawdę ładny garnek. Taki zielony amłykańszki.  
Czy ja dobrze widzę? Na rysunku widnieje „włóż rękę”. Wzruszam ramionami.
A co mi tam? Najwyżej gilotyna mi dłoń odrąbie. Już chce wepchać paluchy w otwór, lecz wizja dotknięcia włochatego pająka jest przerażająca… Bleeee. Idę dalej.
Prawa. Lewa.
Prawa. Lewa.
Pra…
– Justysia! Czekaj!  
Pięknie! Zapomniałam o wrzodzie na tyłku.
Z pełną koncentracją przebieram kopytami, ale coś mnie z leksza ściąga na lewo. To wszystko przez te halne wiatry. Przynajmniej tak sobie tłumaczę.
Tak naprawdę makabrycznie kręci mi się w baśce, a obraz przed oczami kompletnie się rozjeżdża. Jestem narąbana. Bez dwóch zadań. Oj będę zdychać w sidłach kaca!
– Chryste! Ale cię trzepnęło – stwierdza Niski, łapiąc mnie w pasie, zanim wpadnę dupskiem w drapieżne chaszcze. – Po co pijesz, jak nie umiesz i wiesz, że masz do tego słabą łepetynę.
Czy on ma do mnie pretensje? Chyba go suterał szczypie!
– Wal się – syczę, próbując się uwolnić z jego szponów.
On jest winien! Jakby ta dziadyga nie poszła z kumplami do knajpy, to bym siedziała w domu. A tak wlałam w siebie drugiego drinka, by zapomnieć o namiętnym pocałunku. Myślałam, że poskutkuje, ale NIE! Teraz przez Łukasza, nie dość, że mnie szpara swędzi, to w dodatku jest mi niedobrze.
– Puszczaj! – krzyczę, bo nie chce mnie uwolnić, a może ja nie mam siły się z nim targać? Nigdy nie miałam z nim szans w przepychankach, ponieważ Niski jest o pół głowy wyższy ode mnie i ma siłę imadła. Jak ściśnie, to wyciśnie. Wiele razy zrobił mi biedronkę, wbijając swój kościsty paluch w udo. Na drugi dzień nogę zdobiły sine punkty… i to w środku lata! W ten sposób zadbał, abym nie wcisnęła zadka w hotpants, a o bikini nawet nie wspomnę. Oczywiście zrobiłam kolesiowi odwet… hihihi... wycięłam mu dziurę w spodenkach do uwolnienia ptaszka.
– Dżastina, nie szarp się, boś zielona na gębie – ostrzega mnie.  
A co mnie to obchodzi?!  
ŁOOO matko…


6
Justyna  
Tydzień później

Wykąpana i odziana w ręcznik, idę do sypialni, do której muszę przejść przez pokój gościnny. Niskiego znów nie ma, więc wolnoć Tomku w swoim domku. Bez większego namysłu przekraczam próg ala salonu i zastygam w miejscu niczym kostka lodu. What it’s this?!
– Co ty tu robisz? Miałeś być u Marioli. Ponoć wołała rumaka do stajni – mówię kompletnie zbita z tropu. Co Łukasz robi w budzie o tej porze i to jeszcze przy słabym świetle? Czyżby stajenka miała przyjść do ogiera? Obleśna wizja!
– Jestem zmordowany jak pies. Nie mam ochoty na jej pierdolety. Poza tym ma piczę z licznikiem i nie posiada ssania. Wolę posiedzieć z moją Justynką. Cały tydzień się z tobą nie widziałem. Chcę ci opowiedzieć, jakie miałem przygody, napić się wina prosto z Włoch oraz posłuchać twojej niewyparzonej mordy, za którą tęskniłem – informuje w swój typowy wesoły sposób tak, jakby mu nie przeszkadzało, że stoję przed nim pół goła.
– Jak tam chcesz, szympansie. Tylko się ubiorę – oznajmiam, idąc do swojego pokoju. Nie mam ochoty, aby jego dzięcioł wychylił łeb z dziupli, tak jak było kilka tygodni temu… Ok. kłamię. Chciałabym go widzieć, ale nie wypada mieć takich myśli… ‘Co ty pierdolisz Justa? Do dzisiaj się ślinisz, gdy wspominasz pocałunek w barze, kończący się obrzyganiem nowych nike’ów Niskiego!’ Przypomina mi podświadomość. Oooo takkk! Brzęczący wariat miał dobre branie… zanim wstałam z łóżka i zanim położyłam się spać. Dwa razy wymieniałam baterie.
Trzy minuty później wchodzę do salonu odziana w ciepłą flanelową piżamę. Jest jesień i pizga jak w kieleckim. Normalnie kozy w nosie zamarzają.
Podwijam nogi pod zadek i opadam wygodnie w poduchy na wspólnie zakupionej kanapie.  
– Co oglądamy? – pytam, zerkając na ziomka. „Temu, co znowu?” Gapi się na mnie, jakby mu ropucha na dłoń nasrała. – Co jest? – warczę, bo nie wiem, gdzie widzi problem.
– Nic, nic – odpiera, kręcąc głową.
Chłopak wstaje z kanapy i idzie do kuchni. Chwytam za pilot od gigantycznego TV. Oczywiście na tę skalę uparł się pacan z Pacanowa.  
Skaczę z programu na program. Gówno leci. Nic nowego.
– Ej. Hans Klops! Jak włączyć tego googlePlay, czy jak to się wabi? – wołam, żeby mnie usłyszał, na co koleś wychyla łeb zza futryny kuchennych drzwi.
– Justyś, nie załamuj mnie. Przecież napisałem ci całą instrukcję obsługi z obrazkami guzików pilota. Czemu robisz się za cymbała? – Że what? Chyba Mariolce zrobił, ale nie mi!
– To gdzie ta instrukcja?  
– Na kurwa półce pod telewizorem. Klapki na gałach? – mówi, wychodząc z pichciarni z dwoma kielichami czerwonego wina.
Kieruję wzrok na mebel…
Upsss... Hihi.

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i komediowe, użyła 1483 słów i 8540 znaków, zaktualizowała 5 mar o 19:58.

6 komentarzy

 
  • Dyzio55

    Jednak naprawdę fajnie piszesz. Przujemnie się czyta (wchłania). Pozdrawiam :faja:  :bravo:

  • shakadap

    Dobre 😁.
    Pozdrawiam i powodzenia

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo.  :)

  • MrHyde

    Nie wiem, o cochodzi, ale mi się podoba. Głos na tak.

  • AHopeS

    @MrHyde Dziękuję bardzo. Miło przeczytać.

  • Gaba

    Ciekawy jestem, jak to jest, że pierwsza część ma 1160 odsłon, łap do bólu, druga już po dobie ma 650 odsłon i 13 łap i jeszcze w poczekalni??? Dziwnym mi się to wydaje....!

  • AHopeS

    @Gaba W rzeczy samej.

  • Kocwiaczek

    Bomba po raz kolejny! Bardzo fajne dialogi. Takie naturalne. Akcja wartka jak woda spuszczana w... tentego;) Mega szybko się czyta i chce więcej. Aż za krótkie:D Poganiaj kucyki, Autorko i wrzucaj częściej, bo chce się pochlipać z tego kieliszka ambrozji, co go tak Łukasz zapowiedział:D

  • AHopeS

    @Kocwiaczek Dziękuję bardzo, aż mam rumieńce.

  • Kocwiaczek

    @AHopeS, a ja mam nadzieję, że i u mnie się jakieś pojawią, jeśli akcja zgęstnieje:D Na to liczę... po cichu;)

  • AHopeS

    @Kocwiaczek Daj się zaskoczyć.

  • Gaba

    RE WE LA JA

    Brawo👏👏👏👍👍👍

  • AHopeS

    @Gaba Dziękuję bardzo. :)

  • Gaba

    @AHopeS nareszcie coś co nie jest napuszone, nadęte!  
    Brawo!

  • AHopeS

    @Gaba  :shrug: