Pani Dwóch Krajów cz. 77

CIX
     Ana dotrzymała słowa. Dzięki jej wydatnej pomocy i staraniom Nefer dwukrotnie jeszcze zdołał usłużyć małżonce. Po tym wszystkim nie wydawał się już zdolny do niczego więcej, ale uzdrowicielka spełniła także pozostałe zapowiedzi. Starannie nałożyła pierścienie i potem dopiero uwolniła męża z łańcuchów.
     "Myślę, że mógłbym polubić tę sypialnię.” - Pocałował żonę w sutek, a następnie w usta.
     "A ja myślałam, że nie masz już sił...” - odparła z uśmiechem. - "To łoże wyraźnie je podnosi i jestem z niego bardzo zadowolona. Ciekawe tylko, czy potrafiłbyś sprowadzić tutaj Najwspanialszą Amaktaris?”
     "Ależ Ano... To jednak twoja, nasza sypialnia... Mimo wszystko nie powinienem...”- Poczuł się zakłopotany.
     "Czyżby, arcykapłanie? Skąd teraz takie skrupuły? To mogłoby okazać się ciekawe... Wiesz, powiedziała kiedyś, że nie znajdę okazji, aby potraktować Ją biczem...”
     "Czy ty żartujesz, Ano?” - Pomimo wyczerpania, ponownie odczuł uderzenie gorąca.
     "Coś takiego wcale nie zaszkodziłoby Pani Obydwu Krajów. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Tak czy inaczej, jutro jednak wyjeżdżamy, mężu.”
     "To prawda.”
     Uzdrowicielka wtuliła się w bok małżonka i po chwili poczuł jej spokojny, miarowy oddech. Wbrew pierwotnym zamiarom, ocknął się późno. Do komnaty wpadało jasne światło słońca. Delikatnie dotknął ramienia Any, ale obudzenie żony nie okazało się zadaniem łatwym. Jak zawsze, zresztą. Zamruczała tylko coś sennie.
     "Musimy wstawać i przygotować się do wyjazdu.” - Potrząsnął mocniej.
     "Nie ma powodów, aby aż tak się spieszyć. Wszystko wczoraj załatwiłam... Służba poda śniadanie, gdy słońce stanie wysoko na niebie... Zdążymy... A teraz daj mi jeszcze spać.”
     Ponownie złożyła głowę na torsie męża i zasnęła. Nie pozostało mu nic innego, niż trwać w bezruchu, chociaż czuł przemożną potrzebę podjęcia przygotowań i opuszczenia pałacu oraz stolicy. Czy jednak naprawdę? Przynajmniej tej sypialni i tego łoża wcale nie miał w obecnej chwili ochoty porzucać. Zresztą Ana najwyraźniej się nie spieszyła, uzyskała poprzedniego dnia zgodę Królowej, będą więc podróżować otwarcie, zapewne z wygodami. W końcu sam również się zdrzemnął.
     Tym razem obudziła go żona.
     "Wstawaj, Neferze, bo nigdy nie zdołamy wyjechać. Nie jestem wprawdzie głodna, co oby okazało się znakiem błogosławieństwa Izydy, tobie jednak śniadanie z pewnością się przyda. Rusz się i zechciej rozkazać, aby je podano, skoro moją własną szatę zupełnie wczoraj zniszczyłeś” - powiedziała żartobliwie, wskazując na strzępy wystawnego i kosztownego zapewne stroju, który nałożyła szykując się do wieczerzy.
     Z przyjemnością spełnił to polecenie, po drodze zbierając jeszcze resztki poszarpanego odzienia, by następnie z równym zadowoleniem zająć się zaspokajaniem porannego głodu. Ana jadła powoli i niewiele, bez pośpiechu kosztując głównie warzyw i owoców. Wydawała się wręcz przeciągać śniadanie, spodziewając się może, że to ich ostatni posiłek w równie komfortowych warunkach. Wstała w końcu, przywołała męża i z radosną dumą zaprezentowała swój jęczmień, istotnie zielony i obfity. Powtórzyli następnie wieczorny ceremoniał podlewania młodego zboża. Gdy jednak Nefer dotknął dłońmi miękkiej skóry na udach małżonki, ta cofnęła się nieco.
     "Nie, arcykapłanie. Nie mamy jednak dzisiaj aż tyle czasu.” - Spojrzała w otwór okienny, oceniając położenie słońca. - "Powinniśmy poczynić w końcu przygotowania. Zbierz, co uważasz za potrzebne. Ja także muszę się przebrać.” - To ostatnie stwierdzenie wydawało się o tyle nieprecyzyjne, że aktualnie pozostawała zupełnie naga. Pocałowała męża i zniknęła w jednym z przejść, prowadzącym zapewne do garderoby.
     Pozostawiony sam sobie, Nefer dokonał spóźnionej nieco porannej toalety, także odział się w wygodny stój podróżny i bez przekonania starał się wybrać przedmioty, które jednak zabierze ze sobą w drodze na wygnanie. Tak zastał arcykapłana zarządca.
     "Panie, masz ważnego gościa. Przybył sam towarzysz prawej ręki Najdostojniejszej Królowej, Oby Żyła i Władała Wiecznie. Oczekuje w głównym salonie.”
     "O tej porze? W południe? Bez zapowiedzi?”
     "Oznajmił, że sprowadza go niezwykle ważna sprawa, nie cierpiąca żadnej zwłoki.”
     "Oczywiście, przyjmę dostojnego mistrza Apresa natychmiast.” - Nefera ogarnęło dziwne ożywienie. Może powinien odczuwać strach, nie potrafił jednak uwierzyć, by wizyta oznaczała coś złego. - "Każ podać napoje i jakieś przekąski.”
     "Już to uczyniłem, panie.”
     Towarzysz nie skorzystał jednak z poczęstunku. Nienagannie ubrany, zachowywał się z właściwą sobie rezerwą.
     "Witaj, arcykapłanie. Zechciej wybaczyć to niespodziewane zakłócenie spokoju twego domostwa o tak niestosownej porze. Przychodzę jednak w sprawach Najpotężniejszej Królowej, Oby Żyła i Władała Wiecznie, na Jej osobiste polecenie.”
     "Nie jestem już arcykapłanem Izydy. Złożyłem wczoraj urząd, o czym musisz wiedzieć, panie. Za zgodą Najjaśniejszej przygotowuję się właśnie do wyjazdu ze stolicy i opuszczenia Kraju.”
     "Dlatego niepokoję cię w środku dnia, panie Neferze. Przynoszę list i rozkazy Najwspanialszej Pani.”
     "Podjąłeś się roli posłańca, dostojny panie?”
     "To bardzo ważne posłanie i bardzo ważne rozkazy. Sam się przekonasz, arcykapłanie.” - Apres podał gospodarzowi starannie zapieczętowany rulon. - "Przeczytaj w spokoju i na osobności.”
     "Czy zechcesz także zaczekać na odpowiedź, czcigodny?”
     "Takie otrzymałem polecenie. Masz czas, aby zastanowić się nad swoimi słowami, pamiętaj jednak, że to nie ja tak naprawdę na nie czekam.”
     "Oczywiście, panie. W takim razie skorzystaj, proszę, z jadła i napojów.”
     Mistrz skłonił się lekko, czego Nefer prawie nie zauważył. Przechodząc do swego gabinetu i zrywając tam pieczęć ze znakiem Królowej, wbrew sobie odczuwał jednak narastające podniecenie. Coś takiego, odezwała się pierwsza... Nigdy by nie przypuszczał... Zamierzała prosić o wybaczenie i ponowne przyjęcie funkcji? Z czymś mniej ważnym nie przysłałaby przecież Towarzysza Prawej Ręki. I jak on sam powinien postąpić w takiej sytuacji? - "Przede wszystkim należy przeczytać ten list.” - Upomniał się w duchu.

                         Do Nefera
                    byłego arcykapłana Izydy

     Wiedz, że z dużym niezadowoleniem przyjęłam twoją wczorajszą wizytę, słowa, które ośmieliłeś się wypowiedzieć w obecności Pani Górnego i Dolnego Kraju, złożenie urzędu arcykapłańskiego oraz nade wszystko to, co uczyniłeś z pierścieniem. Zasługujesz na oddalenie z Dworu, sam zamierzasz się zresztą jakoby usunąć, o ile nie na sroższe kary. Ustanowiwszy cię arcykapłanem oraz zwierzchnikiem kultu Izydy, kultu poświęconego Mojej Własnej Osobie Królowej i Bogini, oczekiwałam jeśli nie wdzięczności, to przynajmniej wiernej i oddanej służby na tym stanowisku. Wielokrotnie mieniłeś się Moim sługą, jesteś nim zresztą nadal, jak każdy poddany w Kraju nad Rzeką. Tymczasem zawiodłeś pokładane w tobie nadzieje, narażając w ten sposób plany i zamysły Władczyni. Wobec szczególnych okoliczności sytuacji, w której obecnie się znajdujemy, uznałam jednak, iż twój powrót do służby mógłby przynieść pożytek Pani Obydwu Krajów oraz Jej sprawom. Ponieważ kiedyś popełniłam już ten błąd i prosiłam własnego niewolnika o przyjęcie wyrazów ubolewania, a on ośmielił się te słowa odrzucić, tym razem o nic prosić nie zamierzam. Oczekuję po prostu, iż posłusznie wykonasz Moje rozkazy, rozkazy Królowej i Bogini. Oto one:
     Przystąpisz natychmiast do pełnienia swoich obowiązków arcykapłana Izydy. Jak wiesz, jutro wypada dzień powrotu Boskiej Dawczyni Życia do Jej własnej świątyni po dorocznej wizycie złożonej Małżonkowi, Wielkiemu Ozyrysowi. Poprowadzisz tę procesję jako naczelny hierarcha, spodziewają się tego nieśmiertelni, twoja Królowa oraz wszyscy poddani. Sądzę, że to zadanie nie przysporzy ci większych problemów, Neferze. Ważniejsze jest jednak drugie.
     W dniu święta Najwspanialszej Izydy zaplanowano koronację Mojego kuzyna i wybrańca, a od jutra także prawowitego Małżonka, księcia Manetosa. Otrzyma on podwójną Koronę Górnego i Dolnego Kraju, bicz Władcy i laskę Pasterza oraz zasiądzie u Mojego boku na Tronie Obydwu Krajów. Życzę sobie, abyś to ty dokonał aktu koronacji Mojego kuzyna i Małżonka, jako najwyższy obecnie rangą kapłan spośród wszystkich żyjących nad Rzeką sług nieśmiertelnych. Urząd zwierzchnika kultu Ozyrysa pozostaje w tej chwili nieobsadzony. Jako towarzysza ceremonii dobierzesz sobie arcykapłana Tota, któremu zresztą zaszczyt ten należy się z racji oddania dla Tronu oraz sprawowanej godności. To jednak starzec, unikający zazwyczaj udziału w życiu publicznym, toteż całe zadanie spadnie głównie na ciebie, Neferze. Ty również, jako pierwszy spośród poddanych, złożysz należny i stosowny hołd nowemu Panu Obydwu Krajów, o ile Mój Małżonek zechce udzielić ci tej łaski. Nie sądzę jednak, aby próbował on w jakikolwiek sposób naruszać tradycyjny ceremoniał. Taka jest Moja wola, oczekuję twojego posłuszeństwa i nie zamierzam wysłuchiwać niczyich sprzeciwów w tej sprawie! Jeśli ułatwi to w jakiś sposób wykonanie ostatniego rozkazu to wiedz, iż również Pani Obydwu Krajów okaże swoją życzliwość i w trakcie uroczystości przyjmie łaskawie twoje hołdy, złożone jednak dopiero po uhonorowaniu Jej Małżonka. To nigdy nie sprawiało ci trudności, arcykapłanie, a śmiem nawet twierdzić, iż Osobę Królowej i Bogini adorowałeś z pewną żarliwością.
     Jeżeli, jak tego się spodziewam, przyjmiesz Moje polecenia, potwierdź to Towarzyszowi Prawej Ręki, a on na powrót przekaże w twoje dłonie laskę arcykapłańską, którą wczoraj tak nieodpowiedzialnie porzuciłeś. Nie uznałam do tej pory za potrzebne rozgłaszać tego incydentu, to znakomicie wszystko ułatwi. Gdybyś natomiast okazał krnąbrność albo zbyt długo zwlekał z decyzją, będę zmuszona, acz niechętnie, poszukać innego głównego koronatora. Byłoby to jednak kłopotliwe i wolałabym tego uniknąć. Nie mamy też możliwości odkładania w nieskończoność ceremonii zaślubin oraz koronacji, o czym dobrze wiesz. Pojawił się zresztą kolejny powód. Z prowincji syryjskich nadeszły wiadomości o pewnych niepokojących poruszeniach w pobliżu naszych granic. Co prawda, daleko jeszcze do wojny, zwłaszcza po niedawnym wielkim zwycięstwie, do którego się przyczyniłeś, obecność w tych stronach Mojego Małżonka i nowego Pana Obydwu Krajów z pewnością przysłuży się jednak do zaprowadzenia porządku i utrzymania pokoju. To bardzo ważny posterunek, wymagający nieustannej uwagi.
     Neferze, jakkolwiek surowo mogły zabrzmieć Moje słowa i polecenia, wiedz, iż nie mają one na celu wyłącznie twojego upokorzenia, wywarcia zemsty czy też zaspokojenia Mojej próżnej dumy. Posiadasz rozliczne talenty, które wielokrotnie już potwierdziłeś i które nadal chciałabym mieć na Moje rozkazy. Byłeś najbardziej niezwykłym niewolnikiem, który kiedykolwiek służył przy Osobie Władczyni i którego by można sobie wyobrazić. Muszę jednak zyskać absolutną pewność, iż ofiarujesz swoje służby Pani Obydwu Krajów zawsze i w taki sposób, jak będą tego wymagały okoliczności oraz jak postanowię jako Królowa i Bogini, a nie wedle własnego uznania oraz tylko wówczas, gdy sam tego zechcesz albo sprawi ci to satysfakcję. Odrzucając pierścień z wizerunkiem Oka Izydy pokazałeś, że w obecnej chwili takiej pewności mieć nie mogę. Pragnęłam, abyś nosił ten królewski kamień i posługiwał się związaną z nim władzą, ty jednak wolałeś wybrać inne pierścienie... Nie cofam na przyszłość możliwości ponownego przekazania tego klejnotu, musisz jednak udowodnić nie tylko to, że posiadasz wielki rozum – o czym doskonale wiem – ale także to, że dorosłeś i potrafisz się nim posłużyć w każdej sytuacji... Nie tracę nadziei, że to nastąpi i zechcesz przyjąć także Mój znak...
     Na koniec pamiętaj, że nadal gotowa jestem obdarzyć cię Moją łaską we wszystkich trzech Osobach. Aby przekonać się o prawdziwości tych słów zajrzyj, proszę, do skrzyni ze zwojami, którą otrzymałeś na uczcie. O ile cię znam, to po ostatnich wydarzeniach pewnie nadal jeszcze tego nie uczyniłeś. Przy okazji przekonasz się, że na tym Dworze możesz liczyć na przychylność nie tylko jednej Królowej...

                    Neferowi, arcykapłanowi Izydy,  
                         pozdrowienia

                         Amaktaris,  
                    Pani Górnego i Dolnego Kraju

     Czytał z narastającym zdumieniem. Jak Ona mogła... Wyciągała co prawda rękę, ale oczekiwał przecież przeprosin! Wytłumaczenia zdrady, której się dopuściła. A tymczasem pisała jak Królowa, wydająca rozkazy z wysokości Tronu, surowo i władczo, spodziewając się w dodatku zupełnego posłuszeństwa. Zbeształa po prostu swego arcykapłana jak niedowarzonego sługę, dając łaskawie szansę odkupienia win... Pomimo oburzenia, nie mógł jednak odmówić Pani Obydwu Krajów godności i dostojeństwa... Taką właśnie, wyniosłą oraz dumną, podziwiał i wielbił... Miałby jednak osobiście koronować księcia Manetosa, przyszłego męża Najjaśniejszej, a przy tym składać mu jeszcze hołdy, które pragnął oddawać tylko samej Królowej i Bogini? Gdzie jego własna duma? Nigdy do końca jej nie utracił, nawet poniewierany podczas pierwszych ćwiczeń z oszczepem, skuty łańcuchami, zesłany do folwarku, chłostany przy wiosłach czy uwięziony na Placu Śmierci... Sama to kiedyś przyznała... Nawet wtedy, gdy Ona prosiła go jednak kiedyś o wybaczenie, nie zdołał odrzucić tej swojej dumy i tym samym odrzucił wówczas Królową Amaktaris... Wbrew sobie, musiał to obecnie przyznać... Wtedy otrzymał drugą szansę, porwano Irias i Ona poprosiła po raz kolejny, a on wrócił... Teraz takiej okazji z pewnością nie dostanie... I co na to wszystko Ana? Zachowywała się ostatnio dość dziwnie, jak gdyby zamiar porzucenia urzędu oraz wyjazdu wcale jej nie cieszył. Z pewnością myśli żony zaprzątała nadzieja na możliwe narodziny syna lub córki... Chociaż wypowiedziane nie dalej jak dziś rano słowa sugerowały też niedwuznaczną chęć podjęcia rywalizacji z Niezrównaną Amaktaris, rywalizacji w której uzdrowicielka wcale nie stała na straconej pozycji... Nefer poczuł, że z wrażenia robi mu się gorąco... Obiektem tej walki dwóch pięknych kobiet, dwóch lwic, byłby on sam. Perspektywa zarazem kusząca jak i budząca obawy... Z pewnością, wielu mogłoby arcykapłanowi Izydy pozazdrościć, nie tylko pozycji, bogactwa i władzy... Czy był jednak gotowy na takie wyzwanie? Do tego ta skrzynia ze zwojami, o co tutaj chodzi? Czego ma właściwie dowodzić jej zawartość? Musi to sprawdzić, zanim podejmie jakąkolwiek decyzję!
     Ściskając w dłoni list od Królowej pospieszył do pomieszczenia, które nazywał już w myślach skarbcem. Klucz nosił od poprzedniego dnia przy sobie. Tym razem bez wahania uniósł wieko kufra i zaczął przerzucać umieszczone w nim gęsto papirusy. Niemal od razu jego uwagę przyciągnął zwój różniący się od pozostałych. Niewielki, trochę sfatygowany. Pospiesznie rozwinął rulon. Kolejny list, tym razem od matki, napisany przez Myrę w Abydos.

                    Do czcigodnego Nefera, arcykapłana Izydy
                         Neferze, mój synu

     Dotarły do mnie szczęśliwe wiadomości o Twoim powodzeniu i wyniesieniu oraz o zasługach, które położyłeś w służbie naszej Pani, Najdostojniejszej Królowej Amaktartis. To Ona uczyniła ten zaszczyt starej kobiecie, własnoręcznie pisząc list z tak wspaniałymi nowinami oraz zezwalając na odesłanie pisma, które właśnie czytasz. Wieści te napełniły serce Twojej matki dumą i radością, zawsze przeczuwałam, zawsze wiedziałam, że zdolny jesteś dokonać wielkich rzeczy. Mogę teraz umrzeć szczęśliwa słysząc, że doczekałam się takiego syna... Jeszcze większą radością napełniłby moje stare oczy Twój widok w blasku potęgi i chwały, rozumiem jednak, że nowe obowiązki mogły przeszkodzić Ci w przesłaniu wiadomości. Nie martw się o mnie, Twojej matce powodzi się dobrze i niczego mi nie brakuje. Jeżeli zechcesz, a bogowie pozwolą, może spełni się jeszcze moje marzenie... Pozostań w zdrowiu i niech nieśmiertelni nadal obdarzają Cię łaską oraz szczęściem.

                         Twoja matka
                         Myra z Abydos

     Czytając poczuł nagły wstyd. W tym wszystkim, wśród groźnych i niezwykłych wypadków, czy to jako skazaniec na Placu Śmierci, czy jako arcykapłan Izydy, zapomniał o Myrze... Od dawna wcale o niej nie myślał... Tak, zaprzątnął go wir wydarzeń, ale czy było to wystarczające usprawiedliwienie? Czy raczej nie poświęcał całej uwagi własnym sprawom, swojej miłości do Amaktaris i Any oraz związanym z tym komplikacjom? Uratował Tron przed upadkiem, a Kraj zapewne przed nową wojną domową, ale zapomniał o matce czekającej na wiadomości w prowincjonalnym Abydos... I to Najjaśniejsza pamiętała o tym szczególe, zadając sobie trud aby wyręczyć w tej sprawie osobistego niewolnika czy też arcykapłana Izydy - wszystko jedno którego z nich, to już nie miało obecnie znaczenia. Powinien natychmiast napisać do Myry, zaprosić ją do Stolicy i nowego pałacu, tym bardziej, że może doczeka się jednak wnuka... Przypomniał sobie własną, niepewną sytuację... Nie sprowadzi przecież matki po to, żeby towarzyszyła synowi na wygnaniu...
     Czy to jednak tylko ten list miała na myśli Królowa, nakazując przejrzenie zawartości skrzyni? Nie spodziewała się chyba, że wbije w ten sposób w dumę swego arcykapłana, chociaż powinien docenić Jej łaskawość. Aby oderwać się od wyrzutów sumienia powrócił do papirusów, pospiesznie rozwijając kolejne rulony. W większości były to kopie dzieł z osobistej biblioteki Amaktaris, jak sama to ogłosiła, wręczając podarunek. Traktaty o dawnych dziejach Kraju, które zawsze wzbudzały zainteresowanie Nefera, a na których egzemplarze nigdzie indziej nie natrafił... Do tego zwoje z awanturniczymi, a zarazem romantycznymi opowieściami... Ona zdawała się je lubić... A i on sam chętnie czytywał, szczerze mówiąc... W innej sytuacji pewnie zatopiłby się w lekturze któregoś z przerzucanych papirusów, ale nie teraz... Niecierpliwie przeglądał i odkładał rulony... Przecież z pewnością nie tylko o przesłaniu od Myry mówiły słowa Królowej...
     Wreszcie trafił na coś niezwykłego. Sporych rozmiarów zwój, zapełniony tylko w niewielkiej, początkowej części. Rozpoznał śmiałe, wyraźne pismo Amaktaris: "Opowieści Nefera” głosił tytuł. Szybko przebiegał wzrokiem kolejne partie tekstu. Znalazł tu wszystkie swoje historie, którymi przy różnych okazjach umilał czas Najjaśniejszej: o władcy szukającym żony, o wojowniku skaczącym z wieży w ramiona księżniczki, o królu, który zgubił drogę na polowaniu, by znaleźć w zamian ukochaną małżonkę... Kiedy poświęciła czas, spisując to wszystko własną ręką? Poczuł niebezpieczne wzruszenie... Aby się opanować, rozwinął papirus do końca. - "Może włożyła tu jeszcze jakieś zasuszone kwiaty lotosu?” - Pomyślał cokolwiek zgryźliwie. Żadnych kwiatów nie zauważył, za to mniej więcej w środku rulonu, po sporej przerwie, trafił na kolejne zapełnione miejsce. Tym razem znaki nie wydawały się tak zdecydowane i precyzyjne. Ktoś pisał z widocznym trudem, czyniąc to powoli, ale starannie. I znowu rozpoznał swoje własne historie, tylko tym razem te, które opowiadał Irias. O proszę, jest nawet ta opowieść o królowej i księciu łowiących upieczone ryby, która nie spodobała się małej wojowniczce, zapamiętała także wyczyn łucznika, posyłającego strzałę w prawe oko króla oraz sprytny podstęp silnego, okrutnego ale i mądrego władcy, dzięki któremu zdobył zbuntowane miasto... Irias także włożyła w nakreślenie słów oddajacych te historie wiele czasu i serca, zwłaszcza znając jej niezbyt oszałamiający stopień entuzjazmu do pracy z pędzelkiem czy rysikiem... I oto jeszcze jakiś dodatek:  
     "Ona nie umiała tego napisać, tak powiedziała, ale ja to zrobię. Spójrz, ile zostało jeszcze wolnego miejsca, Neferze!”
     Powoli zwinął papirus... Czy znajdzie sposobność, aby zapełnić to miejsce? I czy kiedykolwiek zechce to uczynić?

                              CX
                          (Epilog)

     Tym razem tropiciele wykonali swoje zadanie bez zarzutu, zawczasu odnaleźli kryjówkę niewielkiej rodziny lwów i we właściwej chwili wypłoszyli zwierzęta na otwartą przestrzeń. Dorodny samiec oraz dwie gibkie samice wypadły z zarośli, wyrażając rykiem gniew oraz gotowość do walki. Ale i myśliwi okazali się dobrze przygotowani, nie dali się zaskoczyć. Konie zawczasu oswojono z zapachem drapieżników i solidnie okiełznano, woźnice wiedzieli, czego mogą się spodziewać, opanowali rumaki, nie pozwolili rozerwać linii rydwanów. W środku szyku podążał zaprzęg samej Pani Obydwu Krajów, uzbrojonej w dzierżony pewną dłonią oszczep. Władczyni wybrała jeden ze zdobytych w bitwie wozów konstrukcji hetyckiej, potężniejszy i cięższy od pojazdów egipskich. Mniej może zwrotny, zapewniał jednak większe bezpieczeństwo pasażerom oraz pozwalał pewniej posyłać strzały. Te dwa względy musiały przeważyć nad pragnieniem pędu i myśliwskim instynktem Królowej Amaktaris, skoro na platformie pojazdu towarzyszyła jej Irias, napinająca właśnie cięciwę łuku. Tylko duży, azjatycki rydwan zdołał zresztą pomieścić zarówno obydwie łowczynie jak i woźnicę. Powoził jedyny Hetyta w Królewskiej Gwardii. Ocalony niegdyś od zamarznięcia w prywatnej łaźni Najjaśniejszej i obdarzony zaufaniem, odpłacał się mistrzowskim prowadzeniem masywnego pojazdu, do którego mieszkańcy Kraju nad Rzeką nie byli przyzwyczajeni.
     Władczyni odzyskała już siły po niedawnym rozwiązaniu i wyrażała teraz przepełniającą Ją radość życia podczas tego długo odkładanego polowania. Zapewne ucieszyły Ją też dobre wieści z Syrii. Powróciwszy do tej prowincji po udziale w ceremoniach towarzyszących narodzinom syna i następcy, Jej Małżonek oraz Współtowarzysz na Tronie Obydwu Krajów, faraon Manetos, zawiadomił właśnie o kilku drobnych ale zwycięskich potyczkach, w których rozgromił różne koczownicze i łupieskie plemiona z pogranicza. Zapewne zamierzały wykorzystać nieobecność Pana Górnego i Dolnego Kraju, być może dyskretnie zachęcone przez króla Suppiliuliumę. Władca Hetytów liczył na okazję do rewanżu za klęskę i śmierć księcia Mutawalisa, chociaż żadnych dowodów jego inspiracji nie udało się zdobyć. Nie ulegało jednak wątpliwości, że stała i osobista uwaga faraona znakomicie przyczyniała się do utrzymania pokoju w tej niespokojnej krainie.
     Wszyscy czekali, aż Pani Obydwu Krajów wybierze cel dla własnego oszczepu oraz strzał księżniczki. Okazał się nim noszący wspaniałą grzywę samiec, czyż zresztą ktokolwiek mógł w to wątpić? Irias nie zniosłaby innej możliwości i zapewne już zawczasu obydwie Królowe wydały woźnicy stosowne rozkazy w tej sprawie. Zajechał teraz zręcznie zwierzę od lewego boku. Pan pustyni nie okazał się jednak prawdziwie godnym przeciwnikiem, ryknął tylko groźnie, ale widząc, że nie czyni to wrażenia ani na koniach, ani na ludziach, odwrócił się i rzucił do haniebnej ucieczki. Amaktaris celowo wstrzymała rękę, pozwalając jako pierwszej wypuścić strzałę Irias. Dorastająca wojowniczka nie chybiła, grot wbił się w łopatkę zwierzęcia. Podczas gdy nakładała następny pocisk, Monarchini użyła własnej broni, trafiając oszczepem nieco niżej, w płuca. Król zwierząt ryknął ponownie, tym razem z bólu i przerażenia. Zdołał jeszcze zebrać siły i pobiegł dalej, z wyraźnym jednak trudem. Irias posłała kolejną strzałę, raniąc obecnie kark drapieżnika. Rydwan pognał za uciekającym samcem, asekurowały go dwa trzymające się nieco z tyłu pojazdy eskorty. Obsadzający je gwardziści obserwowali tylko rozwój sytuacji, w żadnym wypadku nie zamierzali wyręczać w czymkolwiek obydwu łowczyń, czy raczej przeszkadzać im w łowach. To przecież młoda królowa Amazonek wymogła odbycie tego polowania, najszybciej jak tylko okazało się to możliwe, pomimo pewnych smutnych okoliczności. I tak czekała długo, wykazując w tej sprawie niezwykłą doprawdy cierpliwość. To miał być jej pierwszy lew, pragnęła całą duszą myśliwskiego naszyjnika wykonanego z pazurów powalonego własną ręką zwierzęcia. I z pewnością dostanie to trofeum. Ranny samiec nie zdoła już uciec, a to przecież ona zadała pierwszy cios. I nie jedyny... Amaktaris prawdopodobnie powstrzyma się od udzielania zbytniej pomocy, chociaż zapewne przyjdzie Jej to niełatwo...
     Podczas gdy ich pan i władca usiłował ratować życie nie przynoszącą chwały, a przy tym daremną ucieczką, jego dwie towarzyszki stoczyły krótką, rozpaczliwą walkę. Mniejsza z lwic skoczyła odważnie ku przejeżdżającemu obok rydwanowi, wbijając pazury w bok prawego konia. Ten kwiknął przeraźliwie, rzucił się w bok i zachwiał towarzyszem. Woźnica nie zdołał opanować wozu i cały zaprzęg zwalił się na porośnięty wątłą trawą piach. Na szczęście kierujący tym skrzydłem obławy Harfan nie stracił głowy, jak przystało na dowódcę Królewskiej Gwardii. Natychmiast skierował w tę stronę własny pojazd, a towarzyszący Libijczykowi oszczepnik krótkim rzutem wbił grot przed nasadą tylnej łapy zwierzęcia. Miał wrażenie, że chociaż w taki sposób zdoła wyrazić głuchą nienawiść do bogów, którzy w przewrotny sposób pokierowali jego losem. Mylił się, oczywiście. Nienawiść pozostała, chociaż los drapieżnika został przesądzony. Cios nie okazał się wprawdzie śmiertelny ale dwa kolejne rydwany powtórzyły manewr pułkownika i ciało lwicy przebiły następne drzewca. Poruszała się jeszcze, wlokąc tylne łapy, unosiła głowę oraz wydawała głośne ryki bólu i nienawiści, oczy wielkiego kota zachodziły już jednak mgłą śmierci. Pozostali myśliwi uszanowali odwagę samicy i oszczędzili jej dalszych ciosów, pozwalając skonać w spokoju. Jej towarzyszka także rzuciła się ku innemu zaprzęgowi, poruszała się jednak z nieco mniejszą szybkością i zaatakowała z opóźnieniem. Dzięki temu woźnica zdołał wykonać ostry skręt, a lwica nadziała się na nastawiony oszczep stojącego na platformie wojownika. Pęd rydwanu nie pozwolił utrzymać drzewca w dłoniach, ranne zwierzę odpadło na piasek. Ułomek pękniętego oręża sterczał z piersi drapieżnika, grot sięgnął płuc. Kilka następnych oszczepów zakończyło sprawę.
     Harfan zajął się obalonym zaprzęgiem. Zarówno woźnica jak i jego towarzysz wyszli z tej przygody cało, dość mocno tylko poobijani. Podnosili się właśnie z pewnym trudem. Gorzej powiodło się koniom. Zaatakowany przez lwicę krwawił z kilku ran na boku, natomiast drugi rumak upadając złamał nogę. Rżał teraz z bólu. Libijczyk pokręcił głową i dobył sztyletu. Swego dowódcę powstrzymał jednak wojownik powożący pechowym rydwanem. Pochylił się nad nadal leżącym zwierzęciem, wyszeptał coś do jego ucha, poklepał po głowie i użył własnego ostrza, podcinając gardło i skracając cierpienia przyjaciela. Przy rannym koniu przyjął już pomoc towarzyszy, którzy z wprawą obmywali ślady pozostawione przez pazury drapieżnika i nacierali je jakąś maścią.
     "Panie, ta tutaj była kotna. To dlatego zaatakowała wolniej” - zawołał któryś z gwardzistów, oprawiający już większą samicę. - "Zabiliśmy ją w samą porę, za jednym zamachem kilkoro tych rozbójników mniej.”
     "Trzeba przeszukać zarośla!” - polecił Libijczyk. - "Widziałem, jak zręcznie nastawiłeś oszczep. Powiem o tym Pani Dwóch Krajów, Oby Żyła i Władała Wiecznie, nie ominie cię naszyjnik zabójcy lwów.” - Twarz żołnierza pojaśniała z zadowolenia. - "Drugi dostanie mój towarzysz, który zadał pierwszy cios mniejszej lwicy.”
     Nikt nie sprzeciwił się słowom dowódcy, sprawiedliwie zresztą przysądzającego zasługi. Tymczasem z niedługiego pościgu powróciły Irias i Najjaśniejsza Amaktaris. Na dowód swego triumfu księżniczka trzymała w dłoni odciętą, zakrwawioną łapę drapieżnika. Jej także przypadnie upragnione trofeum. Obydwa rydwany eskorty pozostawiono zapewne przy ciele zabitego zwierzęcia, a żołnierze oprawiali zdobycz.
     "Spójrzcie, spójrzcie! Zabiłam lwa! Ja sama!” - wołała w stronę Horkana, wymachując swoim łupem. - "Wam także dobrze poszło, wszyscy dostaniemy te naszyjniki, tak jak obiecałam! Ale mój będzie najpiękniejszy, bo to był prawdziwy samiec!”
     "Oczywiście, księżniczko!”
     Podczas gdy Irias dzieliła się swoją radością z przyjaciółmi, spojrzenie Amaktaris omiotło potrzaskany rydwan, zabite lwice, martwego konia i jego rannego towarzysza. Pojęła bez słów, że to tutaj stoczono prawdziwą walkę o życie. Na szczęście, okazało się, że życiem zapłaciły ostatecznie tylko zwierzęta. Przyjęła to z ulgą, szkoda co prawda koni, ale polowanie na królewskie drapieżniki nigdy nie było rozrywką całkowicie bezpieczną. Przez twarz Najjaśniejszej przemknął niespodziewanie cień. Wspomniała może teraz inne łowy, sprzed prawie roku... Ale to mógł podejrzewać tylko ktoś, kto dobrze znał Panią Obydwu Krajów i uczestniczył również w tamtym, zakończonym dramatycznie pościgu za antylopami... Szczęśliwie, niewesołe być może myśli Władczyni przerwały okrzyki tropicieli przetrząsających zarośla.
     "Tu są jeszcze trzy! Trzy młode, trzeba je ubić!”
     "Zaczekajcie! Chcę je zobaczyć! - zawołała Irias.
     Nie czekając nawet na przyzwalający gest Amaktaris, Harfan skoczył pomiędzy zarośla aby powstrzymać myśliwych i spełnić życzenie księżniczki. Pozostali ruszyli za Libijczykiem, okazując niewiele mniejszy pośpiech. Stało się teraz jasne, dlaczego obydwie samice walczyły do upadłego zamiast próbować ucieczki na wzór swego pana i władcy. Starały się ochronić niedawno narodzone potomstwo jednej z nich. Trzy płowe kociaki, mały samiec oraz dwie samiczki, mrużyły oczy i tuliły się do siebie, przerażone zapewne pojawieniem się w ich legowisku gromady wrogich, wznoszących głośne okrzyki oraz wydzielających nieznany zapach postaci. Matka i jej siostra gdzieś przepadły ale lwiątka wysuwały drobne pazurki oraz rozwierały niewielkie jeszcze paszcze, prezentując wyżynające się dopiero ząbki - gotowe walczyć z tymi nienawistnymi obcymi. Łowcy czekali na decyzję i rozkaz Królowej. Inicjatywę w tej sprawie przejęła jednak Irias. Zanim ktokolwiek zdążył ją powstrzymać, odrzuciła swoje trofeum i sięgnęła po małego króla zwierząt, uniosła oraz przytuliła kociaka do piersi. Próbował użyć pazurków, unieruchomiła mu jednak łapy i po chwili uspokoił się, ujęty być może ciepłem emanującym od ciała dziewczynki, jej cichymi słowami, kołysaniem ramion oraz zapachem, różniącym się zapewne od pełnej nienawiści i strachu woni wydzielanej przez tropicieli.
     "Nie pozwolę go zabić! Chcę go zatrzymać! Będę się nim opiekowała, obiecuję. Proszę...” - Spojrzała błagalnie na Amaktaris.
     "Jeśli tak chcesz, Irias... Ale pamiętaj, co tu przyrzekłaś. Młode zwierzęta można ułożyć, należy jednak ofiarować teraz temu lwiątku serce i czas... W przyszłości wyrośnie na silnego drapieżcę i wtedy bezwzględnie musi okazywać ci posłuszeństwo
     "Tak zrobię! Och dziękuję!”
     "Swoją drogą, groźny król zwierząt jako oswojony towarzysz władczyni Amazonek wywierałby na wszystkich wielkie wrażenie... Na przykład leżąc u stóp twojego tronu, Moja siostro i królowo.”
     "To dlaczego sama nie weźmiesz pozostałych? Dla siebie albo dla Amara? Jest co prawda jeszcze mały ale jego imię oznacza lwa i kiedyś przecież urośnie!”
     "Wiesz Irias... Przyszłemu Panu Obydwu Krajów taka przyjaciółka rzeczywiście mogłaby się przydać, a i obecna Pani też nie miałaby nic przeciwko temu.”
     "A więc załatwione! Mojego nazwę Amar. Na pamiątkę... Twój syn nie będzie miał chyba nic przeciwko temu, co? Niech ten lew obdarzy go siłą i odwagą.”
     "Dobrze, ale w takim razie będzie sprawiedliwie jeżeli moja i Amara lwica otrzyma twoje imię - Irias. Co ty na to, królowo? Niech tutaj ona weźmie siłę i odwagę po tobie.”
     Amaktaris sięgnęła po jedno z pozostałych kociąt i także przytuliła je do piersi, uspokoiła.
     "Miałaś przecież zabrać obydwie” - przypomniała dziewczynka.
     "To za dużo. Myślę, że ktoś tutaj także zasługuje na podobne wyróżnienie. A ostatnia lwica również znajdzie przyjaciół.”
     "No tak, ale jestem głupia, że sama o tym nie pamiętałam! Wybaczcie oboje! Jak chcesz ją nazwać?”
     "To oczywiste” - odparł. - "Sachmet, Silna, Potężna, bogini wojny, prawdziwa lwica. Niech mała Ana też weźmie od niej siłę i odwagę.”
     "Jedno i drugie przypadnie jej po matce, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Podobnie jak mądrość po ojcu.”
     "I cóż mi po tej mądrości, Najdostojniejsza Pani, skoro bogowie okazali się tak okrutni? Czuję się winny...”
     "Ja także przyczyniłam się do tego wszystkiego, a przynajmniej ona w to wierzyła.”
     "Wierzyła w to, że bogini Izyda obdarzyła ją dzieckiem... I czuła się szczęśliwa, a potem... Dlaczego tak się stało? Po tym wszystkim, przez co przeszliśmy?
     "Nawet bogowie nie mogą mieć wszystkiego, arcykapłanie... Nie potrafiliśmy uratować ich obu, a ona wybrała życie dla niej... Tak chciała, to była jej własna decyzja.
     "Ale dlaczego? Dlaczego została zmuszona do podejmowania takiego wyboru ? Teraz, gdy mogła mieć to, czego zawsze najbardziej pragnęła?
     "Nie wiem, Neferze. Sama jestem podobno boginią, ale tego nie wiem... Ty, jako arcykapłan, także nie... Wiemy tylko, że wybrała z własnej woli, wybrała życie dla córki. I musisz tę decyzję uszanować.”
     "Czynię to każdego dnia, gdy widzę małą Anę... Ale to nie jest łatwe... Na szczęście, sprawy świątyni wymagają wiele uwagi.”
     "Zajmiesz się nimi równie skutecznie jak zwykle, arcykapłanie. A jeśli chodzi o twoją córkę, zawsze możesz liczyć na wszelką pomoc.”
     "To dar, który otrzymałem od Any. Zapłaciła własnym życiem. Uczynię dla niej wszystko, dla nich obu...”
     Niestety, dla żony nie mógł już zrobić wiele więcej poza urządzeniem odpowiedniego pogrzebu oraz wzniesieniem grobowca, który właśnie zaczynano wykuwać w bezpośrednim sąsiedztwie nekropolii królewskiej. Był to, oczywiście, wielki zaszczyt, wymagający specjalnego zezwolenia, ale nie dbał o to, chociaż sam też miał kiedyś znaleźć swoje miejsce w tej wydrążonej w skale komorze. Nadeszła widocznie pora, aby zacząć myśleć o takich sprawach... Tymczasem Ana spoczęła w tymczasowym schronieniu, użyczonym przez Najjaśniejszą. Z pewnością nie tego by jednak chciała, dlatego podczas częstych wizytacji bezlitośnie poganiał architektów, budowniczych i niewolników.
     Nie potrafił też zapomnieć o innym darze swojej pani i małżonki. Ofiarowała go na osobności, na kilka dni przed rozwiązaniem. Uparła się, że zdejmie pierścienie, które nosił nieustannie od pamiętnych wypadków sprzed kilku miesięcy – początkowo z krótkimi, intensywnymi przerwami. Zadręczał się teraz myślami, że coś jednak przeczuwała... Była w końcu uzdrowicielką.
     "Nie uwalniałam cię od dłuższego czasu ale nie chcę, abyś miał to na sobie akurat teraz...”
     "To nie ma żadnego znaczenia.”
     "Jednak ma... Będzie mi łatwiej... Pewnie nałożę je na nowo za kilka dni, po wszystkim. Ponieważ jednak po rozwiązaniu też należy chwilę odpocząć... Jeszcze zdążysz się nimi znudzić, mężu.”
     "Ty nigdy mi się nie znudzisz.”
     "Czy to może efekt działania tych obręczy? Jeśli tak, to warte są każdej ceny. Ale teraz nie życzę sobie ani widzieć ich tutaj, ani czuć.”
     Ujęła jego genitalia, zdjęła pierścienie i odrzuciła w jakiś kąt. Następnie przez długą, bardzo długą chwilę bawiła się obudzoną nagle męskością małżonka. Ta rozmowa i ten gest wydawały mu się teraz ostatnim, szczęśliwym wspomnieniem. Potem przyszły krzyk, ból i krew. Liczył, że głośny płacz noworodka oznacza koniec cierpień żony. I tak też było, jeśli się nad tym zastanowić, przynajmniej dla niej. O tym, że coś poszło nie tak, powiedziały mu ponure miny Królowej oraz mistrzów Serpy i Sentota.
     "Na co czekamy? Ruszajmy. Trzeba nakarmić lwiątka, załatwię to z Ahmesem!” - Irias przejęła dowodzenie, przerywając gorzkie rozważania Nefera.
     Pochylił się i podniósł małą Sachmet. W tej chwili swoją groźną imienniczkę przypominała tylko charakterem. Podobnie jak rodzeństwo, szybko doceniła jednak ciepło ciała życzliwego człowieka, uspokoiła się i wtuliła w jego ramiona. Pospieszył w ślad za obydwiema królowymi. Harfan, pozbawiony przez księżniczkę prawa i obowiązku komendy, uśmiechnął się krzywo, sięgając po porzuconą, odciętą łapę samca.
     "Mam nadzieję, że te młode lwy siłę i odwagę odziedziczą raczej po matce niż po ojcu. Przy takich trzech opiekunkach nie mają zresztą innego wyjścia. A Irias przypomni sobie jeszcze o tym naszyjniku. Chodźmy, przyjacielu!”
     Uderzył towarzysza w ramię, uważając jednak, by nie obudzić Sachmet. Można mu było pozazdrościć doświadczenia w obchodzeniu się z prawdziwymi lwicami.

                              Koniec

5 529 czyt.
24414100% 37
nefer

nefer opublikował opowiadanie , aktualizował 23 mar, 19:09 w kategorii erotyczne, użył 6607 słów i 38665 znaków. ·

Komentarze (20)

 
  • Maniak

    Maniak 30 mar 21:50

    Powiem Ci tak osobiście nie lubię takich klimatów przez co długo się powstrzymywałem żeby to przeczytać. Jednak jak z nudów przeczytałem początek 1 części to w przeciągu 4 dni dotarłem tutaj. Jedna z lepszych rzeczy jakie kiedykolwiek miałem okazję czytać, lecz przyznam że jak dla mnie za mało było opisów spotkań Pani z Neferem sam na sam noi niestety końcówka mnie zawiodła bo jednak liczyłem w głębi duszy do samego końca że jednak los spowoduje iż stanie się coś co połączy Nefera z Królową, chociaż Ana już uśmiercona jak byś kiedyś zechciał pisać dalej to myślę że nowego Faraona też można uśmiercić jak już wspomniałem stworzyłeś coś genialnego chciał bym ujrzeć to na swojej półce oraz mam nadzieję że kiedyś powrócisz z tą serią. Pozdrowienia! PS: Jak będziesz kiedyś wydawał to dla mnie egzemplarz a autografem proszę przygotować

  • Wróbelek

    Wróbelek 28 mar 21:14 ip:8720622

    Długo się zbierałam, żeby napisać ten komentarz. Muszę przyznać, choć nie jestem z tego dumna, że gdy czytałam pierwsze rozdziały tej opowieści na pewnym forum, musiałam zawyżyć nieco swój wiek, żeby automat w ogóle wpuścił mnie na stronę. Wtedy historia wydawała się genialnie napiszaną bajką - marzeniem. Nefer trafił zrządzeniem losu do stóp pani, której pragnął służyć, pierwsze oznaki problemów okazały się szybko i sprawnie zażegnane i fabuła wydawała się głownie świetnym pretekstem do opisania scenek rodzajowych (jeszcze dziś uśmiecham się na myśl o Irais wyprawiającej się na targ i uradowanej z procy, czy Neferze łamiącym szyfr Labiryntu) i ciekawej erotyki. Troski i niepewność własnego losu głównego bohatera nie budziły wtedy we mnie prawdziwej grozy, czuć je było raczej przyjemnym napięciem charakterystycznym dla erotyki takiej, jak przedstawiona. Z wielkim żalem przyjęłam zniknięcie opowiadania z tamtego forum i z równie wielką radością wróciłam do lektury, tym razem "legalnie", z dowodem w ręce, kiedy znalazłam je przypadkowo tutaj. Tylko, jak się okazało, kłopoty, które początkowo okazały się tylko tłem dla miłych scenek, były jednak realne i boleśnie odbiły się na bohaterach, co w tego typu opowiadaniach rzadko się zdarza. A "Pani Dwóch Krajów", choć osadzona w egzotycznych realiach i pozornie odległa, bardzo jednak przypomina życie - zdarzają się momenty, kiedy wydaje się bajka, jednak nie jest nią. I pomimo względnie dobrego zakończenia, nikt nie może mieć wszystkiego, czego pragnie. Tyle w kwestii życia, ale śmierć to przecież nie koniec. Egipcjanie z jakiegoś powodu mumifikowali zwłoki i ofiarowywali zmarłym dary. Wierzę więc, że po tym życiu, bohaterów czeka następne, tym razem wieczne - czy chociaż bardzo długie. Ana i Amaktaris uczyniły dla siebie nawzajem bardzo wiele. Amaktaris, jakby nie patrzeć, zawdzięcza Anie i jej umiejętności przywracania wzroku swój tron, Ana zaś zawdzięcza Amaktaris narodziny swojej córki, okupione tak olbrzymią ceną. Pomimo tego, nigdy nie potrafiły się nawzajem polubić, bo rywalizowały o mężczyznę, którego obie kochały. Zazdrość nie jest dobrym uczuciem, ale zupełnie naturalnym, kiedy pragnie się jakiejś osoby. Ja osobiście wierzę, że zazdrość wynika z faktu, że życie jest takie krotkie. Chciałoby się mieć ukochaną czy ukochanego jak najwięcej, jak najdłużej, a tutaj ktoś inny zabiera jego czas, którego jest przecież tak mało. Wierzę, że w kolejnym życiu miłość staje się doskonalsza, brak czasowego ograniczenia sprawia, że pragnienie szczęścia partnera staje się ważniejsze, niż zazdrość. A skoro tak, to Ana i Amaktaris, po odrzuceniu tego przykrego, choć naturalnego uczucia, staną się naprawdę dobrymi przyjaciółkami, a rywalizacja miedzy nimi nabierze raczej charakteru zażartej, ale przyjacielskiej potyczki. Oczywiście, jak to prawdziwe lwice, nie będą grzecznie grały w szachy czy grały na instrumentach "kto wymyśli ładniejszą melodię", tylko urządzą sobie polowanie na Nefera, który na tę sytuację z pewnością nie będzie narzekał. Amaktaris będzie więc miała swojego upragnionego arcykapłana-niewolnika, Ana zaś ukochanego męża i wymarzoną córkę, która z pewnością zaprzyjaźni się z Irais i przyrodnim bratem. Bohaterowie będą otoczeni przyjaciółmi, a zdrajcy, pochowani bez obrządków, nie zakłócą ich spokoju i szczęścia pomiędzy przodkami. Bo jakaś sprawiedliwość na tym świecie mogą być, a za życia żadne z nich nie zaznało długotrwałej pełni szczęścia i spokoju - choć cała trójka zdecydowanie na nią zasługuje. Dzięki Ci, Neferze, za tę opowieść. Jeśli kiedyś wydasz ją w papierowej wersji, będę pierwsza w kolejce po autograf. Nie wiem, czy jeszcze gdzieś w internecie można znalezc rownie świetny kawał literackiej roboty.

  • Ewa

    Ewa 25 marca ip:17819179

    Piękne zakończenie powieści. Z wielką klasą przyparłeś Nefera do muru. Zagrałeś na emocjach czytelników. Życie toczy się dalej. A powieści?...różnie to z nimi bywa. Powiedzenie "nigdy nie mów nigdy"...zwłaszcza jeśli coś naprawdę dobrym jest, tutaj akurat pasuje jak ulał, ale to moje osobiste zdanie . Pozdrawiam serdecznie

  • Lexaa

    Lexaa 25 marca

    Cieszę się, że to już koniec... Tzn lepiej skończyć kiedy opowiadanie jest dobre, a nie ciągnąc na siłę jak modę na sukces. Choć zakończenie... Mam mieszane uczucia. Oczekiwałam czegoś... Bardziej... Wow .

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 24 marca

    Wszystkich nieutulonych w żalu, a przede wszystkim Mistrza Nefera zapraszam do obejrzenia zdjęć użytkownika Funkykoval197 (to ja :-). Zdjęcia umieszczono tylko w celach reklamowych.

  • Johny_englisch

    Johny_englisch 24 marca ip:188146144

    Bye Bye nefer

  • pf

    pf 24 marca ip:79255114

    Czy ten nowy swiat to "sluga ognia", czy tez mistrzu rozpoczales nowa powiesc jak pisales z okresu wojen punickich. Jezeli tak to zdradz tytul. Spodziewam sie podobnej uczty. Pozdrowienia Franciszek

  • POKUSER

    POKUSER 23 marca

    DZIĘKUJĘ ZA TO ARCYDZIEŁO, za te wszystkie wspaniałe godziny spędzone na czytaniu, a potem na smakowaniu każdego odcinka na nowo, doszukując się w nim ukrytych wskazówek. Szkoda że to już koniec, niemniej zakończyłeś po mistrzowsku - i takiego Arcykapłana Nefera będziemy pamiętać, a i dla wyobraźni sporo jeszcze zostało. Gdybyś zdecydował się na wydanie, co wierzę że prędzej czy później nastąpi, to zapisuję się już w kolejce po mój egzemplarz - oczywiście z autografem A skoro opowieść o Neferze dobiegła końca, odczekam spokojnie kilka dni i z wielką nadzieją na dobrą zabawę, zabiorę się za czytanie Twojej kolejnej historii

  • Piotr2

    Piotr2 23 marca ip:188146134

    Jestem ciekaw, czy to był jedyny Twój pomysł na zakończenie? Czy nie było innych opcji?

  • Piotr2

    Piotr2 22 marca ip:188146134

    Długo kazałeś czekać na zakończenie. Szkoda mi Any, była jedną z niewielu potrafiących przeciwstawić się Amaktaris. Nefer to klasa sama w sobie, fascynująca opowieść. Zakończyłeś w miejscu gdzie kończy się jedna część, a zaczyna druga nie wiem czy umkniesz przed przeznaczeniem

  • Piotr2

    Piotr2 22 marca ip:188146134

    Długo kazałeś czekać na zakończenie. Szkoda mi Any, była jedną z niewielu potrafiących przeciwstawić się Amaktaris. Nefer to klasa sama w sobie, fascynująca opowieść. Zakończyłeś w miejscu gdzie kończy się jedna część, a zaczyna druga nie wiem czy umkniesz przed przeznaczeniem

  • Krytyk

    Krytyk 22 marca ip:31023

    Neferze... Szkoda bo fajna historia. Zakończenie moglobyc dłuższe. Dzięki za śmierć Any... Irytowała strasznie. Czekam na kolejne opowieści

  • Marschal1

    Marschal1 21 marca

    No i stało się. To koniec ale jeśli jest koniec to jest i początek. Więc teraz drodzy czytelnicy polecam i zapraszam do kolejnej powieści naszego Zacnego Autora Nefera

  • Lolek2

    Lolek2 21 marca

    ... i koniec. Szkoda. Swietne arcydzielo, smialo moze konkurowac z shinue i videssos. Wytrwalem do konca i ciesze sie tym. Teraz brakuje tylko wydania ksiazki. Jak kiedys wydasz to pamietaj o swoich czytelnikach aby ich stosownie powiadomic Jezeli bedziesz kiedys cos tworzyl nowego to daj znac.

  • Żuczek

    Żuczek 20 marca ip:79184196

    Neferze nie obraź się, ale to zakończenie mnie rozczarowało. Mam wrażenie, że temat Ci się znudził i chciałeś go jak najszybciej zakończyć - stąd tak długą przerwą od poprzedniego odcinka a ja tak bardzo związałem się z bohaterami Twojej opowieści. Czuję jakiś żal i pustkę - mam nadzieję, że nie tylko ja. Pozdrawiając Ciebie Serdecznie iDziękując za wspaniałe przeżycia pozostaje z nadzieją, że kiedyś zatęsknisz za Neferem i jego Panią i zaprosisz nas do śledzenia ich dalszych losów. Nadzieja umiera ostatnia. Żuczek.

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 20 marca

    Neferze. Wróciłeś i...odszedłeś :-( Peanów o Twoim piórze nie będę pisać bo inni to zrobili wcześniej i podpisuję się pod tym wszystkimi czterema kończynami -) Mam nadzieję że nie zmarnujesz talentu pisarza egipskiego i napiszesz dla nas coś jeszcze w tym klimacie. Np: "Amazonka dwóch krajów" ;-D. I ja także dziękuję Ci za ten wspaniały czas i czekam na dalsze arcydzieła :-) Pierwszy Rycerz Księzniczki

  • violet

    violet 20 marca

    Neferze... cóż mam powiedzieć... Zakończenie godne mistrza pióra i samej Królowej. Możesz wierzyć lub nie, ale przewidziałam, że Ana umrze przy porodzie, w końcu "dla nich dwóch miejsca nie było". Symbolika Lwa i Lwic, aż nadto wyraźna... Miałam zdaje się coś powiedzieć... Aha! Coś się kończy, coś zaczyna... Pozdrawiam serdecznie. Violetta

  • pf

    pf 20 marca ip:79255114

    Smutek ogarnia ma dusze.Chyba musiales sam z soba walczyc by taki koniec zgotowac. Ale tak jak Amaktaris powiedziala nawet bogowie nie moga miec wszystkiego a coz dopiero smiertelni. Mistrzowskie zakonczenie nie pozostawiajace wielkiego pola do dalszego rozwijania watkow ktore pozostaly. Chyba taka kontynuacja jak u Dumasa "20 lat pozniej" Pozdrawiam Franciszek

  • nefer

    nefer 20 marca

    To już (albo wreszcie) koniec opowieści o przygodach Nefera oraz kobiet, które kochał. Pewne wątki można by ciągnąć dalej, jak to w życiu, byłaby to jednak zupełnie nowa historia, wykraczająca poza ramy obecnej. Nie czuję się na siłach aby ją kontynuować. Pozdrawiam wszystkich Czytelników, którzy wytrwali z Neferem-autorem oraz jego bohaterami aż do tej chwili. Trzymajcie się i nie przestawajcie szukać lepszego świata w krainie fantazji.

  • Nowicjusz

    Nowicjusz 20 marca ip:8723945

    Naprawdę znakomite zakończenie